logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Najważniejsze są polskie zadania

Sobota, 10 września 2022 (16:51)

Z prof. dr. hab. Grzegorzem Kucharczykiem, historykiem z PAN, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Profesorze, dlaczego tak długo musieliśmy czekać na raport w sprawie reparacji wojennych od Niemiec?

– Najkrócej rzecz ujmując, musieliśmy czekać tak długi czas, bo nie było takiej woli politycznej.

Do tej pory nie było tak obszernego dokumentu dotyczącego strat, jakie poniosła Polska w oparciu o konkretne wyliczenia, szacunki. Jakie są szanse, żeby od Niemiec uzyskać swoje?

– Szanse należy mierzyć w pewnym odcinku czasowym,
bo mówimy tu o procesie starania się o reparacje wojenne od Niemiec, co z całą pewnością będzie rozłożone w czasie. Trudno też dzisiaj określić, jak te szanse mogą wyglądać, oraz wyznaczyć ramy czasowe, w jakich te kwestie będą załatwiane.

Znamy straty demograficzne – około 5,5 mln zamordowanych obywateli Polski, ale też straty materialne, np. w dziedzinie kultury. Trudno krzywdy przeliczyć na pieniądze?

– Na pewno tak. Dlatego brakuje w naszej narracji podkreślenia, że ubiegamy się o symboliczną kwotę, 
bo o 6 bln, 60 bln czy nawet 600 bln zł, to są wszystko symboliczne kwoty wobec ogromu nieszczęść, które spotkały miliony Polaków za sprawą państwa niemieckiego, począwszy od godzin porannych 1 września 1939 roku. Przede wszystkim każde życie ludzkie jest bezcenne
i niemierzalne, a cóż dopiero powiedzieć o milionach istnień ludzkich zamordowanych z rąk niemieckich zbrodniarzy.  

Odpowiedzialność odszkodowawcza Niemiec nie wygasła?

– Nie wygasła, ale musimy tu rozróżnić dwa pojęcia,
które są często mylone. Mianowicie mówimy tu
o reparacjach, a nie o odszkodowaniach. Reparacje
w prawie międzynarodowym to sytuacja, w której
państwo, sprawca krzywd, wypłaca zadośćuczynienie państwu skrzywdzonemu. Natomiast odszkodowania
to jest sytuacja, kiedy państwo, sprawca szkód, spłaca zadośćuczynienie pokrzywdzonym indywidualnym obywatelom.

Na świecie – zwłaszcza wśród młodych pokoleń – wiedza o II wojnie światowej,
o zbrodniczej roli Niemiec i stratach, jakie poniosła Polska, jest właściwie żadna. Jak umiędzynarodowić tę sprawę, żeby świat dowiedział się o zbrodniach, jakich dopuścili się Niemcy na Polakach?

– Na to pytanie będziemy mogli rzetelnie odpowiedzieć
w momencie, kiedy zostaną podjęte realne próby ze strony państwa polskiego dotyczące umiędzynarodowienia
– tzn. poszerzenia też wiedzy wśród szerokich kręgów opinii publicznej na całym świecie. Pierwszym krokiem
w tym kierunku powinno być przetłumaczenie raportu
o reparacjach wojennych, które Polska powinna otrzymać od Niemiec, na wszystkie języki kongresowe, czyli
nie tylko na język angielski, ale na wszystkie inne języki,
np. hiszpański, chiński itd. Wszystko po to, aby upowszechnić ten raport, żeby był obecny we wszystkich polskich placówkach dyplomatycznych na całym świecie, także w formie e-booków, oraz we wszystkich polskich instytutach kultury w Europie i na innych kontynentach.
I od tego trzeba zacząć starania.

Zważając na różne komentarze niemieckich polityków, można powiedzieć, że publikacja raportu o reparacjach wojennych ruszyła Niemców?

– Z całą pewnością nie pozostała bez wrażenia, ale też
nie oszukujmy się, bo kto trzeźwo myślący z pozycji obserwatora spodziewał się, że nagle Niemcy przytakną
i zaczną mówić, że Polacy mają rację, więc siadamy do rozmów o reparacjach. To byłaby oczywiście political fiction. Stąd też dość powściągliwe reakcje strony niemieckiej. Na pewno jednak ten raport będzie żył
i będzie oddziaływał w czasie. I to jest, w mojej ocenie, klucz do sukcesu – systematyczność prowadzenia działań. Chodzi o to, żeby to nie był tylko event i podjęcie działań
z okazji 1 września i kolejnej rocznicy napaści Niemiec na Polskę czy 17 września – napaści Związku Sowieckiego na Polskę, ale tu potrzebne jest konsekwentne, systematyczne działanie. Jeżeli tak będzie, jeśli będą działania także za pośrednictwem naszych placówek dyplomatycznych w Niemczech, to wtedy będziemy mogli realnie oczekiwać powodzenia tego przedsięwzięcia. Natomiast w sytuacji, w jakiej się dzisiaj znajdujemy, kiedy np. nie ma obsadzonej Ambasady Polskiej w Berlinie – nie ma nowego polskiego ambasadora, to jest to sytuacja, używając języka dyplomatycznego, mocno dyskomfortowa.

Polityka historyczna Niemiec szła w tym kierunku, że za II wojnę światową odpowiadają jacyś mityczni naziści
i w dużej mierze ta narracja konsekwentnie forsowana przez Berlin zdała egzamin. Kwestia reparacji może zburzyć ten mit.
Czy zatem Niemcom nie powinno zależeć na jak najszybszym załatwieniu tych kwestii?

– Ukazanie się tego raportu i krok następny, czyli doprowadzenie do tego, aby ten raport przetłumaczony
na różne języki odbił się szerokim echem w świecie,
z pewnością będzie poważnym ciosem w ten mit, który Niemcy – elity niemieckie – rzeczywiście przez ostatnie
20-30 lat pielęgnowały. Ta polityka polega na przedstawianiu Niemiec jako mocarstwo humanitarne,
czyli jako państwo, które może nie jest potęgą militarną, ale przeznacza wielkie środki i kieruje się wielką empatią wobec osób pokrzywdzonych, szukających azylu. Przypomnijmy sobie jak w 2015 roku państwo niemieckie dokładało starań, żeby jednostronną decyzję ówczesnej kanclerz Angeli Merkel o złamaniu wszystkich traktatów europejskich i porozumień o wspólnej polityce azylowej,
co spowodowało kryzys migracyjny i falę migrantów ekonomicznych z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu,
aby przedstawić tę sytuację nie jako akt złamania ustaleń międzynarodowych – protokołu dublińskiego itd., tylko jako dowód na to, że Niemcy są inne, że są mocarstwem humanitarnym. Miało to pokazać, zwłaszcza za oceanem, że Niemcy otwierają granice dla osób szukających pomocy. Mówię tu oczywiście o stworzeniu pewnego wizerunku Niemiec, który – jak wiemy – kłócił się z rzeczywistością. Chodziło o pokazanie, usprawiedliwienie niemieckiej polityki w tym zakresie. I teraz przypomnienie tych wszystkich strasznych rzeczy, które miały miejsce na ziemiach polskich w czasie II wojny światowej, powoduje, że naród niemiecki, który lubi się przedstawiać jako naród pełen kultury, musi stanąć w prawdzie i przyjąć, że był sprawcą tak ogromnych krzywd. Co więcej – musi uznać, że Polska, która przez długie lata była przedstawiana jako państwo zacofane, jako pustynia kulturowa, wcale taką pustynią nie była, skoro wywożono od nas setki, tysiące pociągów polskich dóbr kultury do Niemiec, rabowano też fabryki czy dwory ziemiańskie. Zatem Niemcy nie tylko mordowali, lecz także rabowali nasz kraj. Byli to więc zarówno mordercy, jak i złodzieje. Taki był cały dopracowany precyzyjnie w najmniejszych szczegółach system niemiecki drenowania gospodarczego ziem polskich. I to oczywiście kłóci się ze współczesnym wizerunkiem Niemiec.

Niemcy nawet zwierzęta z zoo w Warszawie wywozili do siebie…

– Wywozili wszystko, co tylko dało się wywieźć. Jeśli
z okupowanych ziem ukraińskich potrafili czarnoziem – glebę – wywozić w wagonach do Niemiec, to znaczy, że byli zdolni do wszystkiego. Jak się okazuje, Europa Środkowa
i Wschodnia, była w Niemczech przedstawiana jako pustynia kulturowa, wręcz jako dzicz, która czeka na zagospodarowanie. Tymczasem z tej dziczy naród pełen „kultury”, za jaki uważali się Niemcy, kradł i wywoził wszystko.

O ile można zrozumieć działania polityków czy mediów niemieckich, którzy krytykują reparacje, o tyle trudno zrozumieć wpisującą się w tę narrację postawę polityków opozycji – Platformy, którzy podobnie jak Berlin uważają, że sprawa reparacji została już załatwiona.

– W tym kontekście przypominają się słowa bł. Prymasa Tysiąclecia, ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, który zachęcał nas wszystkich, żeby myśleć „polskimi mózgami” i nie realizować w Polsce „obcych zamówień”. Przekładając te wezwania wielkiego polskiego męża stanu, jakim bez wątpienia był bł. ks. kard. Wyszyński, trzeba powiedzieć, że ci wszyscy, którzy przyjmują narrację niemiecką
w sprawie, albo też od razu odrzucają wersję przedstawioną w raporcie komisji pod kierownictwem
posła Arkadiusza Mularczyka – wersję bardzo dobrze udokumentowaną, że nie myślą „polskimi mózgami”
i raczej nie realizują naszych rodzimych zadań.

Podkreślił Pan Profesor, że kwestia uzyskania reparacji od Niemiec będzie trwała długo. A co się stanie, jeśli zmieni się władza w Polsce?

– Stratedzy w Berlinie uważają, że lepiej inwestować
w zmianę władzy w Polsce niż inwestować w spłatę reparacji wojennych dla Polski.

       Dziękuję za rozmowę.        

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl