logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Nie możemy oddać suwerenności za środki unijne

Środa, 9 listopada 2022 (21:08)

Z Beatą Kempą, posłem Solidarnej Polski do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czym podyktowane są kolejne ataki na Polskę ze strony Komisji Europejskiej, która – jak słyszymy – ma obiekcje co do tarczy antyinflacyjnej wspierającej Polaków?

– Sytuacja jest bardzo klarowna, mianowicie chodzi o osłabienie Polski. W dobie kryzysu, jaki obecnie mamy
w wymiarze makroekonomicznym globalnym, a także wewnątrz Unii Europejskiej na skutek wojny na Ukrainie oraz na skutek nierozsądnej polityki klimatycznej – Polska sobie jeszcze jakoś radzi, mimo iż jesteśmy krajem frontowym. Mamy dość niskie bezrobocie, jest pomoc państwa dla społeczeństwa, dla rodzin i wsparcie dla przedsiębiorców. Rząd robi wszystko, żeby wobec szalejącej inflacji, która w dużej mierze jest spowodowana czynnikami zewnętrznymi, wskaźniki ekonomiczne utrzymać na przyzwoitym poziomie. I to się nie podoba dużym graczom na unijne scenie – głównie Niemcom
i Francji, które są niezadowolone z tego, że rośnie im konkurent, że Polska się umacnia. Tym bardziej zależy im na tym, żebyśmy byli słabi. Kraj, który będzie miał niskie wskaźniki ekonomiczne, będzie krajem magazynów, krajem taniej siły roboczej czy rynkiem zbytu na ich towary. Ta presja jest bardzo potężna i dlatego wszelkiego rodzaju wsparcie państwa dla Polaków, dla firm jest traktowane jako niedozwolona pomoc publiczna, choć
w istocie nie jest sprzeczne z prawem. Na przykład
w Niemczech państwo wpompowało w gospodarkę dwieście miliardów euro i jakoś nie słyszymy ze strony Komisji Europejskiej, żeby to była niedozwolona pomoc. Tymczasem jest to ewidentne ratowanie niemieckiej gospodarki w obliczu krachu, jaki występuje szczególnie na rynku energetycznym, bo przecież niemiecka gospodarka jest uzależniona głównie od gazu. Zatem jest to kwestia konkurencyjności – tylko i wyłącznie – i taki jest cel atakowania Polski, żeby się nie wybijała na niepodległość, także gospodarczą.

Mamy też jawną ingerencję – próbę wpłynięcia na sytuację wewnętrzną
w Polsce. Bruksela wespół z Berlinem zrobią wszystko, żeby swoimi ograniczeniami obrzydzić Polakom rządy Zjednoczonej Prawicy i otworzyć drogę do władzy Donaldowi Tuskowi?

– To jest kolejny cel tego działania. Zatem, po pierwsze, umacnianie dużych gospodarek – niemieckiej i francuskiej w szczególności, które mają skorzystać z wojny i okoliczności z nią związanych, a drugi bardzo ważny cel – i to już od wielu miesięcy – to jest obalenie rządu Zjednoczonej Prawicy w Polsce. Mamy więc pomóc nieudolnemu Tuskowi w dojściu do władzy. I Bruksela razem z Berlinem nawet się już z tym nie kryją. Działania europosłów związanych z Donaldem Tuskiem czy z siłami liberalno-lewicowymi polegają na dostarczaniu na forum unijne rozmaitych argumentów, aby wywołać określone reakcje i żeby Komisja Europejska mogła formułować wobec Polski kolejne żądania. Widać zewnętrzne naciski, począwszy od światopoglądowych, po gospodarcze, a Tusk ze swoimi przybocznymi ma ten cały front uwiarygadniać wobec Polek i Polaków. Można powiedzieć, że zarówno Komisja Europejska, jak również Berlin i Paryż są ogromną partią polityczną, która wspiera nieudolną opozycję w Polsce, aby pomóc jej obalić demokratycznie wybrany rząd. Takie są fakty i to jest ewidentnie interwencja zewnętrzna w wewnętrzne sprawy Polski, co więcej, przy wykorzystaniu instrumentów, które są najczęściej pozatraktatowe, jak osławiona już praworządność. Mamy więc mobilizację – wszystkie ręce na pokład – żeby obalić rząd Zjednoczonej Prawicy.

Skoro Bruksela jest głucha na argumenty
ze strony polskiego rządu, może czas najwyższy postawić się, jeżeli ustępstwa
i próby dialogu nie przynoszą efektów,
a wprost przeciwnie – zachęcają do jeszcze większej presji na Polskę?

– Od początku uważam, że powinniśmy być bardziej zdecydowani i konsekwentni w działaniach, mam też świadomość, że środków z „Krajowego planu odbudowy”  możemy do wyborów parlamentarnych nie otrzymać. Tak czy inaczej jest to umowa międzynarodowa i po wyborach – niezależnie od ich wyniku – Bruksela będzie zmuszona ją zrealizować i dać Polsce te środki. Natomiast w tej chwili przeciągają strunę, bo a nuż uda się zaczarować polskie społeczeństwo, okłamać i pokazać, że tylko opozycja jest siłą, która jest w stanie przyciągać do Polski jakiekolwiek środki europejskie, co absolutnie nie jest prawdą. Mamy więc liczenie na naiwność polskiego społeczeństwa, że Polacy dadzą się zwieść i nabrać na te sztuczki. Wobec tego powinniśmy stać twardo na swoim stanowisku, bo jeśli ustąpimy, to oddamy suwerenność za środki unijne,
a wówczas Komisji Europejskiej i dużym unijnym graczom – szczególnie tym ideologicznym – będzie zdecydowanie łatwiej szantażować Polskę.        

Minister Zbigniew Ziobro podczas dzisiejszej konferencji przypomniał, że zwracał uwagę,  iż godzenie się na tzw. mechanizm warunkowości jest błędem i pociągnie za sobą konsekwencje, ale wówczas premier odpowiadał, że środki dla Polski nie są zagrożone. Dziś widać coś zupełnie innego?

– Owszem, minister Ziobro przestrzegał przed uleganiem Brukseli w kwestii mechanizmu warunkowości. Również
w 2011 roku, kiedy zrobiliśmy w Katowicach dużą konferencję na temat „Zielonego ładu”, bo już wtedy były naciski ze strony Komisji Europejskiej i tylko kwestią czasu było, kiedy będziemy ponosić konsekwencje tej tylko z nazwy sprawiedliwej transformacji energetycznej. Dzisiaj okazuje się, że mieliśmy rację, ale wtedy też nie chciano nas słuchać. Tak czy inaczej dzisiaj też nie można zatykać uszu i udawać, że jakoś to będzie, bo za chwilę wszystkie ideologiczne zapędy, począwszy od legalizacji małżeństw jednopłciowych, przez adopcję dzieci przez pary homoseksualne, po eutanazję, aborcję na życzenie, to wszystko będzie stopniowo wprowadzane. Miejmy tego świadomość, że również gospodarczo będziemy uzależniani, tylko że może nie być już takiego rządu, który będzie dbał o interesy Polski, tylko będą rządy, które będą dbały o interesy Unii Europejskiej i wypełniały wolę Brukseli i Berlina. Duzi gracze dbają o interesy swoich krajów, a nie o nasz interes. My też powinniśmy to robić
i nie ulegać presji wewnętrznej totalnej opozycji oraz presji zewnętrznej, ale dbać o nasze interesy. Nie bądźmy naiwni. Musimy więc twardo grać i na ostatniej prostej, bo bieżący rok jest tą ostatnią prostą przed wyborami, nie możemy dać się złamać.

Skoro mamy grać twardo, to może nadszedł moment, by użyć weta do unijnych podatków, blokady „Fit for 55”, a skoro Polska żyruje kredyty zaciąganie przez Unię, a nie ma z tego ani euro – mam na myśli środki z KPO, to może w ogóle rozważyć opuszczenie Funduszu Odbudowy?

– Jest kilka kroków, kilka możliwości, gdzie w mojej ocenie można, a nawet trzeba podjąć tego typu działania wyprzedzające, wyważone, ale bardzo jednoznaczne, idące w kierunku pokazania, że wszędzie tam, gdzie jest weto, zagrożone są projekty z uwagi na takie, a nie inne traktowanie Polski. Nie można przecież w nieskończoność uderzać nas po głowie i jeszcze wymagać, żebyśmy popierali rozmaite pomysły. Tak być nie może. W polityce  umiejętność negocjacji jest sprawą ważną, a w tym wypadku kluczową. Mamy jeszcze kilka pól manewru i myślę, że trzeba to wykorzystać w stu procentach. Natomiast jeśli przyjmiemy postawę służebną, jeśli będziemy na kolanach, to nie łudźmy się, że ktokolwiek nas uszanuje – wprost przeciwnie, będzie tylko gorzej.

Rząd premiera Mateusza Morawieckiego stać na taką twardą grę, żeby się Brukseli postawić, czy może będziemy dalej ustępować, licząc na refleksję unijnych elit?     

– Zachęcam do tego, może nie tyle, żeby się twardo postawić, co przyjąć postawę bardzo jednoznaczną, mając też na względzie godność Polski i trzymanie się traktatów
o Unii Europejskiej. Przecież niejednokrotnie w naszych stanowiskach pokazywaliśmy merytoryczne podejście, mówiąc: pokażcie nam, gdzie w traktatach jest tzw. praworządność. I – jak wiemy – nikt nie wskazał, bo czegoś takiego nie ma, co więcej, nikt nawet nie podał definicji praworządności. Komisja Europejska, cała ta machina brukselska, składa się z całej masy urzędników często zideologizowanych, którzy wymyślają jakieś projekty, narzucając je suwerennym państwom, i wokół tych chorych idei ma się kręcić świat. To pokazuje, że w Unii Europejskiej jest bardzo duża dezinformacja, dlatego począwszy od dyplomacji należy stosować politykę bardzo merytoryczną, mądrą, przygotowaną, zgodną ze wszystkimi regułami, ale jednak nakierowaną na interes naszego państwa. Polska racja stanu i interes naszego państwa są najważniejsze. Moim zdaniem, da się to jak najbardziej pogodzić z interesem Unii Europejskiej.

          Dziękuję za rozmowę.         

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl