logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Rosja od lat działa jako państwo terrorystyczne

Czwartek, 24 listopada 2022 (21:45)

Aktualizacja: Czwartek, 24 listopada 2022 (21:52)

Z Beatą Kempą, posłem Solidarnej Polski do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Parlament Europejski zdecydowaną większością głosów przyjął rezolucję uznającą Rosję za państwo sponsorujące terroryzm. Co z tego wynika i czy ta rezolucja nie ma wyłącznie charakteru symbolicznego?

– To prawda. Ta rezolucja Parlamentu Europejskiego jest symboliczna z dwóch względów. Po pierwsze jest to bardzo miękka reakcja na to, czego dokonuje Rosja na Ukrainie. Dlatego zasadne byłoby uznanie Rosji za państwo terrorystyczne, ale przyjęty tekst rezolucji, gdzie mowa jest o Rosji jako o państwie sponsorującym terroryzm – zważając na zawartą tam treść – i tak jest pewnym postępem. Ważne – z naszego punktu widzenia – jest także to, że ta rezolucja zawiera odniesienie do katastrofy w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. Jednoznaczne stwierdzenie, że Rosja nie współpracuje z instytucjami, które chcą wyjaśnić okoliczności, w których zginęło 96 najważniejszych osób w państwie polskim z prezydentem Rzeczypospolitej Lechem Kaczyńskim na czele, a także że jest bierna w sprawie zwrotu wraku tupolewa i czarnych skrzynek – to wszystko jest bardzo istotne z punktu widzenia wyjaśnienia tej bardzo ważnej dla Polski sprawy. Mimo wielu wcześniejszych zabiegów po raz pierwszy sprawa ta została poruszona i ujęta w oficjalnym dokumencie europarlamentu. To ważna rzecz, która pokazuje, że Rosja nie tylko działa militarnie, zbrojnie, ale też jest państwem, które sponsoruje terroryzm.

Dowodów na to, że Rosja jest de facto państwem terrorystycznym – obok wymienionych przez Panią Poseł – jest cała masa. Dlatego nazwanie rzeczy po imieniu byłoby jak najbardziej na miejscu…

– Owszem, Rosja pokazuje swoje prawdziwe oblicze dzisiaj na Ukrainie, a dowodem tego są ataki na obiekty cywilne, na infrastrukturę krytyczną, elektrownie, bestialskie mordowanie ludności cywilnej – to wszystko ma charakter działań stricte terrorystycznych. Jeśli do tego dodamy morderstwa polityczne ludzi niewygodnych dla Kremla, czy wreszcie zestrzelenie malezyjskiego samolotu w 2014 r., a także katastrofę w Smoleńsku, to obraz się sam wypełnia. Natomiast w Parlamencie Europejskim takie rezolucje przechodzą dość trudno, bo liberałowie, a szczególnie lewactwo, mają jednak zupełnie inny pogląd na te sprawy. Dlatego bardzo ważną kwestią jest to, że w jednym z ostatnich akapitów tej rezolucji znalazł się zapis, że Rosja powinna być państwem izolowanym. Izolacja Rosji na arenie międzynarodowej jest bardzo ważna, dlatego że w państwie rządzonym przez Putina bolszewizm ma się dobrze i poprzez militarne działania oddziałuje nie tylko na Ukrainę. Tak czy inaczej, biorąc pod uwagę sytuację polityczną w Europie, przyjęcie tej rezolucji przez europarlament należy uznać za sukces. Myślę też, że jest to pierwszy ważny krok, bo choć rezolucje nie mają mocy prawnej, a ich wymiar jest bardziej symboliczny – jako komunikat do społeczności międzynarodowej, to mogą być także wstępem i pierwszym krokiem do tego, żeby domagać się odpowiedzialności za rosyjskie zbrodnie. Dlatego przytoczenie w tym dokumencie dwóch ważnych wydarzeń historycznych, jak katastrofa smoleńska oraz sprawa podejścia do zwrotu dowodów w tej sprawie, a także przywołanie katastrofy i zestrzelenia samolotu malezyjskich linii lotniczych przez Rosjan, pokazuje, że Rosja od wielu lat działa jako państwo terrorystyczne.

Na głos Parlamentu Europejskiego w kwestii katastrofy smoleńskiej trzeba było czekać ponad 12 lat, a jeśli chodzi o wojnę, jaką wywołała Rosja, napadając na Ukrainę – dziewięć miesięcy. Tyle czasu zajęło ogłoszenie czegoś, co jest powszechnie wiadome. Wolno, bardzo wolno mielą młyny europarlamentu?

– To wynika z naiwności instytucji Unii Europejskiej i gremiów, które zasiadają na stanowiskach kierowniczych. Jeżeli mieli przykład z tym, co wydarzyło się w Smoleńsku w 2010 roku, a mimo to nie ocenili sytuacji należycie, tylko milczeli, a do tego robili jeszcze wielkie, wielomiliardowe interesy z Putinem, ufając, wierząc – łącznie z ówczesnym rządem koalicji PO-PSL, z Donaldem Tuskiem i Radosławem Sikorskim, którzy brnęli we współpracę i układali się z Moskwą, proponując politykę resetu – że Rosja to partner... To świadczy bardzo źle o tych elitach. Natomiast Rosja to wykorzystywała i cały czas działała, przygotowując sobie grunt do ataku. Przecież po 2010 r. był rok 2014 i aneksja Krymu i Donbasu, tymczasem w Europie wciąż przymykano oczy na to, co robi Rosja – co już zupełnie rozzuchwaliło Putina. Efekt jest taki, że dzisiaj na oczach całego świata Rosja dokonuje ludobójstwa na Ukrainie, w obliczu zimy niszczy w sposób systemowy infrastrukturę krytyczną, energetyczną. To przecież niebywałe bestialstwo – porównywalne z tym, co robił Hitler. Co więcej, to, co robi Putin, budzi grozę, że w XXI wieku – po takim doświadczeniu, jakim była II wojna światowa – takie rzeczy jak na Ukrainie mogą mieć miejsce. Mamy bestialstwo, eksterminację ludności, mamy też porywanie i wywożenie z terenów okupowanych w głąb Rosji ukraińskich dzieci, także dzieci z sierocińców, i oddawanie ich do adopcji Rosjanom.

Widać historia niczego nas nie nauczyła, skoro świat milczy w obliczu rosyjskich zbrodni?

– W tej sytuacji tak miękki dokument, jakim jest rezolucja Parlamentu Europejskiego, czy nakładane sankcje na Rosję, które w mojej ocenie nie są dobrze uszczelnione, są powolne, nie do końca dotkliwe – to wszystko dowodzi, że w Europie wciąż są siły, które wierzą, że Rosja się nawróci, że zejdzie z drogi zbrodni i bestialstwa. Tylko że takie myślenie jest daleko posuniętą naiwnością. Rosja się nie zmieni. Zalewa nas bolszewizm i jakby tego było mało –Rosja dyktuje warunki Europie i światu poprzez groźby użycia broni jądrowej czy blokady transportów zboża z Ukrainy, a tym samym próby wywołania głodu w krajach potrzebujących, głównie w krajach Afryki. Do tego mamy działania hybrydowe, presję migracyjną, próby zdestabilizowania granic Polski przez Białoruś i zalania Unii Europejskiej nielegalnymi migrantami z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Bierność świata wobec tych faktów sprawia, że Rosja się rozochociła i – niezatrzymywana – gotowa jest pójść dalej. Oczywiście ta rezolucja jest w pewnym sensie ważna, ale jest tylko małą jaskółką, tymczasem wobec Rosji trzeba być konsekwentnym i bardzo twardym.

O jakiej twardości może być mowa, skoro wśród głównych państw Unii Europejskiej, takich jak Niemcy czy Francja – zwłaszcza po faktach ujawnionych przez Borisa Johnsona na temat zakulisowych gier, jakie toczyły się wśród unijnych decydentów w obliczu inwazji Rosji na Ukrainę – wciąż żywe jest przekonanie, że można będzie powrócić do biznesów z Rosją?

– Postawa Niemiec czy Francji nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem. Myślę, że z czasem świat może ujrzeć jeszcze wiele innych dyplomatycznych kwiatków, ale to tylko pokazuje, że to jest postawa na miękkich kolanach. Berlin i Paryż faktycznie wciąż wierzą, że ta wojna się szybko zakończy i powrócą do robienia interesów z Rosją. Z tym że wszystko wskazuje na to, iż ta wojna będzie trwała jeszcze długo – czym zainteresowany jest Putin. Przewlekając działania, liczy na to, że konfliktem zmęczy przede wszystkim Unię Europejską, że ta wojna znudzi się światu, który – znużony – przestanie wspierać Ukrainę. Kreml monitoruje i analizuje sytuację w Europie – szczególnie jeśli chodzi o dostawę surowców energetycznych – i widzi, że niektóre państwa są pod ścianą. Liczy więc, że będzie mógł z takimi krajami jak Niemcy na nowo rozpocząć współpracę gospodarczą. Dotychczasowe zakulisowe fakty z Niemcami czy Francją w rolach głównych, które wychodzą na światło dzienne, a które działają na szkodę Unii Europejskiej, pokazują, że Berlin i Paryż wciąż naiwnie wierzą, że Rosja się zmieni.

Powrót do interesów gazowych z Rosją zdaje się możliwy, bo podobno jedna z nitek gazociągu Nord Stream jest do wskrzeszenia i wykorzystania. Co na ten temat słychać w Brukseli?              

– Oczywiście, że ten temat jest żywy i obecny w Brukseli. Co więcej, takie nadzieje są pokładane – zwłaszcza że Putin doskonale wie, że jeśli przyciśnie działaniami wojennymi – tym samym wywołując jeszcze większy kryzys energetyczny, to europejskie społeczeństwa mogą tego nie wytrzymać i mogą grozić wymianami nieudolnych władz. Politycy piastujący rządy zdają sobie z tego sprawę, obawiają się tego i jest pytanie, na ile będą odporni na działania Putina, na ile będą odporni na skutki działań wojennych, a na ile ugną się i będą próbowali dalej robić z nim interesy. Stąd też różnego rodzaju oceny, badania, czy z Nord Streamem da się jeszcze coś zrobić, czy da się go naprawić, czy jedna nitka będzie jeszcze do wykorzystania. Decydenci boją się konsekwencji wojny, bo ich bezpieczeństwo partyjne jest zagrożone, bo negatywna ocena i gniew wyborców mogą ich dosięgnąć i zmyć z politycznej sceny. Jest też pytanie, na ile odporność społeczności międzynarodowej będzie duża, i to jest problem, który tutaj, w Brukseli i Strasburgu, także obserwujemy.  

Wydaje się, że nie tylko Niemcy i Francja są uległe i chciałyby powrócić do współpracy z Rosją, bo jak się okazuje, Belgia podobno wciąż importuje diamenty z Rosji. Tylko w tym roku sprowadziła ich za kwotę ponad 1,2 mld euro, tym samym finansowo wspierając wojnę Putina z Ukrainą?

– Ta kwestia jest tu obecna od dawna. Były też dość emocjonalne rozmowy – potwierdzające tezę, o której mówiłam wcześniej – że sankcje nakładane na Rosję nie są do końca szczelne, dotkliwe. Nie ma też kwerendy, co jeszcze można by zrobić, żeby Rosja – przyparta do muru – nie dopuszczała się bestialstwa i zbrodni wojennych. Tych możliwości nacisku na reżim rosyjski jest jeszcze bardzo dużo, ale potrzebna jest dobra wola. Mało tego, nie jest tajemnicą, że już nałożone sankcje nie są wystarczająco szczelne i przez niektórych oligarchów są obchodzone. Trzeba by zatem zrobić kwerendę i sprawdzić, jak te sankcje faktycznie działają i jak je uszczelnić. Oczywiście, że wciąż przyjmowane są przez Parlament Europejski kolejne dokumenty; dla przykładu dzisiaj przyjęto dokument mówiący o tym, żeby nie uznawać dokumentów pochodzących z terenów okupowanych przez Rosję. Jest to oczywiście dobry kierunek, ale to wszystko odbywa się bardzo powolnie, a Kreml – nie oglądając się na nic – działa szybko i coraz brutalniej.            

        Dziękuję za rozmowę.

     

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl