logo
logo

Zdjęcie: fot.arch. twitter/brzonca/ Inne

Powolny koniec dyktatu niemieckiego

Piątek, 30 grudnia 2022 (17:44)

Aktualizacja: Piątek, 30 grudnia 2022 (19:31)

Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

Koniec roku to czas podsumowań, a także refleksji nad tym, co wydarzy się, co przyniesie nowy, 2023 rok. Które z wydarzeń, Pana zdaniem, było najważniejsze w mijającym roku w Polsce…?

– Mijający rok upłynął chyba nam wszystkim w cieniu wojny, jaka w lutym – za sprawą ataku Rosji – wybuchła na Ukrainie. Ta wojna z jednej strony pokazała barbarzyństwo Rosjan na niespotykaną skalę, ale z drugiej – znaną na całym świecie – dobroduszność i otwarte na oścież serca Polaków. Cały świat usłyszał o tym, że od momentu agresji rosyjskiej polską granicę przekroczyło ponad siedem milionów uchodźców ukraińskich – głównie kobiet i dzieci, z czego około półtora miliona u nas zostało. Te liczby udowadniają, że w obliczu dramatu wojny Polacy zachowali się jak trzeba, pokazując ludzkie oblicze wobec swoich sąsiadów. To zaistniało na arenie międzynarodowej, odbiło się szerokim echem na całym świecie. Dla mnie osobiście bardzo miło było usłyszeć w Brukseli, kiedy europosłowie z innych państw z aprobatą wypowiadali się o Polsce i podkreślali godną podziwu postawę Polaków. I taka jest Polska, tacy są Polacy, którzy wykazują się odpowiedzialnością i wielkim sercem wobec będących w potrzebie. To trzeba pamiętać, o tym ciągle należy mówić, że potrafimy się zachować tak, jak to robiliśmy w poprzednich stuleciach, kiedy walczyliśmy za wolność naszą i waszą. I to jest w mojej ocenie najistotniejsza rzecz. Do tego należy dodać, że nasza postawa, postawa polskich władz na arenie międzynarodowej pomogła Ukraińcom, i zachodni politycy, unijni komisarze zaczęli mówić językiem Polski, że Putin to barbarzyńca, że nie cofnie się przed niczym, że tylko siłą, tylko stanowczością i solidarnością międzynarodową można go powstrzymać przed kolejnymi aktami agresji i kolejną ekspansją. Trzeba też podkreślić, że prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki i polski rząd tak nagłośnili tę sytuację, że inni zrozumieli wreszcie, że z Putinem nie ma żartów, że trzeba z nim grać ostro, że z takimi ludźmi się nie współpracuje, tylko odcina się takich ludzi od cywilizowanego świata.

Które z wydarzeń na świecie, w Europie szczególnie przykuło Pana uwagę?  

– Z satysfakcją obserwowałem zmianę polityki amerykańskiej na arenie międzynarodowej. Po objęciu rządów przez prezydenta Joe Bidena najpierw mieliśmy reset z Rosją, próbę wyprowadzenia się Stanów Zjednoczonych z Europy i skupienie się na Pacyfiku i rywalizacji z Chinami. Jednak kiedy okazało się to błędem, bo rozochociło Putina, to szybko nastąpiła refleksja administracji Joe Bidena. W obliczu inwazji rosyjskiej na Ukrainę Stany Zjednoczone stanęły na czele wolnego świata i wspierają Ukraińców w walce z rosyjskim okupantem. Niezwykle ważna była też zmiana władzy we Włoszech, gdzie zwyciężyła prawica, która daje przykład, jak zwyciężać, w innych krajach. Wyniki we Włoszech są bardzo obiecujące, jest zatem nadzieja, że w Unii Europejskiej po następnych wyborach do Parlamentu Europejskiego zacznie dziać się normalnie, a lewactwo i liberałowie nie będą już dominować i narzucać swojej woli innym.

Ta nadzieja jest szczególnie żywa i uzasadniona, bo grudzień wstrząsnął europarlamentem z powodu afery korupcyjnej z Evą Kaili. Jednak sprawa chyba nie kończy się na zarzutach wobec byłej już wiceprzewodniczącej europarlamentu?

– Zdecydowanie tak – sprawa jest rozwojowa. Słyszałem, że jeden z urzędujących unijnych komisarzy może być przesłuchiwany w tej materii, a także inny, już były komisarz. Sprawa ma zatem charakter rozwojowy i nie wiadomo, jaki zatoczy krąg. Niewątpliwie korupcja w europarlamencie to jest kompromitacja socjalistów oraz innych grup politycznych, które szukały wroga w Polsce, w Węgrzech i chciały wskazywać nas jako kraj niepraworządny. Tymczasem życie pokazuje, że skandale dotyczą nie Polski, ale Unii Europejskiej – Parlamentu Europejskiego czy Komisji Europejskiej, i to wychodzi na jaw. Uważam, że powinniśmy z tego mądrze skorzystać, drążyć temat, pokazując brak samodzielności europarlamentu oraz uzależnienie unijnych polityków od pieniędzy i od sytuacji korupcyjnych, ale także – w dużej mierze – uzależnienie od wpływów rosyjskich. Nie dałbym bowiem głowy za to, że rezolucje przeciwko Polsce to nie był produkt rosyjski opłacony przez Putina. Zatem analizując sytuację, ten wariant także należy wziąć pod uwagę.

Przed nami nowy, 2023 rok, jakie scenariusze polityczne się szykują? Czy może to być rok przełomowy, jeśli chodzi o przywództwo Niemiec i Francji w Europie?

– Niemcy i Francja nie tylko wizerunkowo dużo straciły na arenie międzynarodowej w mijającym roku. Jest to oczywiście sytuacja korzystna dla całej Unii Europejskiej, dla Europy. Niemcy słabną gospodarczo, ale też słabną politycznie, również Emmanuel Macron jako prezydent Francji nie ma lekko. Niezadowolenie z jego rządów rośnie, opór wobec jego polityki narasta, jego relacje z Putinem, jego wypowiedzi, jak choćby ostatnio, że należy Putinowi dać gwarancje, żeby honorowo mógł zakończyć tę wojnę, to wszystko kompromituje go na arenie międzynarodowej oraz krajowej i powoduje, że mówi się nawet, że w tej roli może nie dotrwać do końca kadencji. Tak czy inaczej te dwa kraje: Niemcy i Francja, słabną, a rośnie w siłę prawica europejska. W przyszłym roku odbędą się wybory parlamentarne w Hiszpanii i wierzę, że ten kraj znów wejdzie na drogę chrześcijańskich wartości, że socjaliści odejdą z kwitkiem, a władzę będą sprawować ludzie odpowiedzialni, a niekoniecznie ludzie powiązani z propagandą klimatyczną czy genderową. To może być kolejny krok do zmian w Europie, w Unii Europejskiej.

Tak czy inaczej Niemcy chcą wciąż być hegemonem w Europie i drogą do tego celu jest zmiana traktatów o Unii Europejskiej. Parę miesięcy temu ich pomysł debaty na temat zmiany traktatów i w konsekwencji realizacji planów stworzenia jednego europejskiego państwa federalnego został zgaszony, ale Niemcy chyba nie odpuszczą?  

– Niemcy nie odpuszczą, natomiast w Unii Europejskiej wzrasta świadomość zagrożenia niemieckiego. Wygląda więc na to, że będzie głębsza refleksja nad tym, do czego Unię Europejską doprowadziła kanclerz Angela Merkel i w ogóle politycy niemieccy, którzy w tej chwili współrządzą Unią – szczególnie socjaliści, liberałowie czy politycy Europejskiej Partii Ludowej. Warto przypomnieć, że na każdą z tych grup w europarlamencie przemożny wpływ mają Niemcy. Wobec powyższego jest coraz większa świadomość, że z dużym dystansem należy patrzeć na propozycje, rozwiązania, jakie płyną ze strony Niemców, czy też na sojusz niemiecko-francuski. Wygląda na to, że Szwedzi, którzy od 1 stycznia 2023 roku przejmą przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej, z większą rezerwą odniosą się m.in. do polityki migracyjnej, że będzie większa refleksja na temat realnych, a nie wyimaginowanych zagrożeń Unii Europejskiej, która jest obecnie najbardziej zadłużonym organizmem w swojej historii. Do tego dochodzi inflacja, drożyzna, szczególnie żywności, kryzys energetyczny – i to są wydarzenia, które osłabiają Unię Europejską, podczas gdy w tym samym czasie gospodarka amerykańska jest zasilana potężnymi pieniędzmi z budżetu i podobnie jak w Chinach czy innych krajach. Tam nie ma polityki klimatycznej, która nowymi podatkami bardzo obciąża gospodarkę. Jeśli zatem w Unii Europejskiej nie dojdzie do refleksji także w tej materii, to Unia, a tym samym Europa będzie przegrywała w przyszłości rywalizację z kolejnymi kontynentami.

Czy Ukraina ma szanse na członkostwo w Unii Europejskiej? Pytam o to w kontekście opinii ekspertów, którzy uważają, że włączenie Ukrainy do Wspólnoty może stać się elementem gry Berlina o poszerzenie swoich wpływów w Europie… 

– Pojawiła się taka deklaracja w charakterze ultimatum, jaką złożył niemiecki sekretarz stanu Jörg Kukies. Dotyczy ona zgody Niemiec na rozszerzenie Unii Europejskiej, a warunkiem do tego miałaby być zgoda na zmianę unijnych traktatów, co pozwoliłoby Niemcom zrealizować swój plan utworzenia z Europy państwa federalnego. Widać więc, że Niemcy sondują cały proces włączenia Ukrainy do Unii Europejskiej. Są przeciwni, a jeszcze większym przeciwnikiem akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej jest Francja. Również problem, z którym Wspólnota sobie nie radzi i chyba sobie nie poradzi, pozostaje poszerzenie Unii o kraje bałkańskie. Nic więc dziwnego, że trwa sondowanie, pojawiają się różne opinie, wypowiedzi, które będą na porządku dziennym. Chodzi po prostu o to, żeby uzależnić rozszerzenie Unii Europejskiej od dyktatu niemieckiego. Jednak większość krajów członkowskich nie zgodzi się na to, nie zgodzi się na wzmocnienie pozycji niemieckiej, dlatego że większość państw jest w kryzysie ekonomicznym, gospodarczym, które wywołała bezrefleksyjna, samolubna polityka Niemiec, uzależniająca Europę od węglowodorów rosyjskich. Sądzę więc, że należy szukać innych, racjonalnych rozwiązań, a nie takich, które proponują Niemcy, które wciąż chcą dominować i narzucać swoją wolę suwerennym państwom członkowskim. Myślę, że na przestrzeni najbliższych miesięcy możemy się spodziewać ożywionej debaty, która będzie oscylowała wokół rozwiązania realnych problemów poszczególnych państw europejskich, a nie budowania Unii Europejskiej w oparciu o dyktat Berlina.

                 Dziękuję za rozmowę.       

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl