Jak w najprostszych słowach streścić dzieło życia i posługę zmarłego emerytowanego Papieża Benedykta XVI?
– Ksiądz kard. Joseph Ratzinger przez całe lata był prawą ręką Ojca Świętego Jana Pawła II w – jak się wydaje
– najbardziej newralgicznej dziedzinie – mianowicie pełnił funkcję prefekta Kongregacji Nauki Wiary. W sytuacji zamętu doktrynalnego, jaki pojawił się w Kościele, w dobie różnych wstrząsów z tym związanych, kiedy do głosu dochodziła teologia wyzwolenia, ideologiczny nurt także na Zachodzie, ks. kard. Ratzinger pomagał Janowi
Pawłowi II porządkować te kwestie. Dokonywał tego zarówno na poziomie wydanego na powrót Katechizmu Kościoła katolickiego czy Deklaracji „Dominus Iesus”
– o jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa
i Kościoła, bardzo jednoznacznego dokumentu Kongregacji Nauki Wiary jeśli patrzymy na miejsce i rangę religii chrześcijańskiej w kwestii zbawienia. Po śmierci Jana
Pawła II i po wyborze – już jako Benedykt XVI – starał się te kwestie kontynuować. Niezwykle ważna była jego pielgrzymka apostolska do Polski w 2006 roku, kiedy przyjechał do naszego kraju, aby jako Papież Niemiec ostatecznie rozliczyć się z dziedzictwem nazizmu. Widział też szczególną rolę i misję Kościoła polskiego w świecie, dostrzegał tradycyjne podejście i żywą wiarę w Polakach. Jednak – chyba najważniejszą kwestią była walka, jak sam to określił z doktryną czy wręcz dyktaturą relatywizmu, która zżera całą naszą cywilizację – zwłaszcza cywilizację zachodnią, ale dotyka też i trawi Kościół. Dlatego jako kardynał i Papież ks. Joseph Ratzinger – na poziomie nauczania teologicznego – zrobił bardzo dużo, starając się porządkować kwestie dotyczące prawd wiary, które zaczęły być podważane, jak w czasach reformacji. To jest jego dzieło, z którego był znany – w działaniu, w sposobie zachowania bardzo łagodny, a w nauczaniu bardzo zdecydowany i jednoznaczny.
Po śmierci Benedykta XVI towarzyszy także nam, Polakom, wielkie wzruszenie. Dlaczego tak wielkim szacunkiem darzyliśmy Papieża seniora?
– Odwzajemniamy szacunek, jakim Papież Benedykt XVI darzył Ojca Świętego Jana Pawła II, a także Polaków
i Polskę, którą wielokrotnie odwiedzał jako biskup, kardynał, a także przybył do nas jako Głowa Kościoła. Ojciec Święty Benedykt XVI już w pierwszym spotkaniu
z wiernymi po wyborze na stolicę Piotrową nazwał
Jana Pawła II wielkim Papieżem, a siebie skromnym pracownikiem Winnicy Pańskiej – w czym nie było cienia fałszywej pokory, co zresztą udowadniał jako biskup, kardynał, a później jako Papież. Te słowa pokazują też relację, jaka łączyła Josepha Ratzingera z Janem
Pawłem II, są też świadectwem, że nie było w nim cienia niemieckiej pychy. Kochaliśmy Benedykta XVI także dlatego, że był kontynuatorem linii nauczania Jana
Pawła II, starał się niejako domknąć to całe dziedzictwo, jakie Kościołowi i światu zostawił Papież Polak. Rozpoczął też proces beatyfikacyjny swojego poprzednika, którego
– jak wiemy beatyfikował 1 maja 2011 roku, co w oczywisty sposób przysporzyło mu sympatii nas, Polaków, którzy widzieliśmy w nim pewną kontynuację myśli Jana Pawła II. Owszem, być może nie miał tej charyzmy, którą odznaczał się św. Jan Paweł II – z czego Benedykt XVI doskonale zdawał sobie sprawę – tym niemniej Polacy widzieli w nim kontynuatora, szanowali go również za przekaz wiary. Papież jest strażnikiem doktryny wiary,
ma strzec tej wiary, czystości jej przekazu, ma być też fundamentem i punktem odniesienia szczególnie w czasach zamętu. I Benedykt XVI tę rolę pełnił w sposób zdecydowany, co powodowało, że w Polsce katolickiej
– silnie katechizowanej i ewangelizowanej przez Jana Pawła II – było to przyjmowane z aprobatą i uznaniem.
Często Benedykta XVI odnosimy do naszego św. Jana Pawła II, określając działania obu Papieży na sportowo jako dream team?
– Każdy przywódca także Papież potrzebuje grona współpracowników, którzy będą mu pomocni
w sprawowaniu posługi Piotra, którzy będą – podobnie jak on – czuć pewne rzeczy, podobnie myśleć i działać w tym samym duchu. Jeśli zatem Jan Paweł II powierzył ks. kard. Ratzingerowi jedną z najbardziej odpowiedzialnych
– funkcję prefekta Kongregacji Nauki Wiary, to musiał
mieć do niego ogromne zaufanie i duży szacunek,
także w odniesieniu do jego sugestii czy rozstrzygnięć.
Niemiecki publicysta i biograf Josepha Ratzingera, Peter Seewald uważa,
że Benedykt XVI to współczesny Augustyn
i wskazuje, że tak jak myśl św. Augustyna naznaczyła dzieje teologii i filozofii, począwszy od średniowiecza do dzisiaj,
tak dziełem Ratzingera będziemy żyli przez następne wieki…
– Benedykt XVI na pewno odegrał znaczącą rolę w Kościele i była to rola pozytywna. Nie jestem teologiem, więc trudno mi oceniać słowa Petera Seewalda, natomiast jedno jest pewne, że kardynał i Papież Ratzinger prezentował nurt zdrowej myśli teologicznej. W czasach gigantycznego zamętu, który dzisiaj jeszcze bardziej się spotęgował, kiedy największe prawdy wiary oraz prawdy moralne są kwestionowane, kiedy mamy próby percepcji najbardziej dziwacznych rewolucyjnych nurtów filozoficznych na grunt teologii chrześcijańskiej – takie podejście, jakie prezentował Papież Benedykt XVI jest elementem zdrowej nauki, której podstawą, fundamentem jest prawda. Chodzi tu o zdrową naukę, a nie o rozmaite dziwactwa, nie chodzi o kontrowersyjne podejście, tylko chodzi o zdrową naukę, której fundamentem jest prawda objawiona. I Papież jest odpowiedzialny, aby ten przekaz wiary był zgodny
z prawdą, żeby nie był wypaczany. Wydaje się,
że Benedykt XVI – widząc, co się stało chociażby
z Kościołem niemieckim, gdzie też nie był popularny
z racji swojego twardego, jednoznacznego stanowiska
w sprawach doktrynalnych i moralności – zabiegał, aby Kościół nie ulegał modom czy trendom, ale pozostał wierny duchowi Ewangelii. I jako taki Papież był dla Kościoła bardzo ważny, a nauka, jaką nam pozostawił, wciąż jest
i będzie Kościołowi potrzebna.
Benedykt XVI, podobnie jak św. Jan
Paweł II, był zasadniczy i nieprzejednany
w sprawach wiary i moralności, dlatego spotykał się z falą krytyki?
– Owszem zasadniczość w kwestii moralności, etyki seksualnej, w sprawie kapłaństwa kobiet, która też się pojawia jako postulat, w kwestiach związanych z ruchami genderowskimi – a więc jeśli chodzi o nurt, który niszczy rozum ludzki, to wszystko było odrzucane przez Jana
Pawła II oraz przez Benedykta XVI – i słusznie. Takie podejście oznacza pewną stałość, pewność. Nawet ci, którzy upadają, a są ludźmi rozumnymi – chcą wiedzieć, jaka jest prawda o człowieku – nie chcą pobłażania
i przyklaskiwania rozmaitym dziwactwom, jakie lewackie środowiska serwują współczesnemu człowiekowi.
Co z nauczania Benedykta XVI powinniśmy najbardziej zapamiętać i jakie zadanie stoi teraz przed nami, spadkobiercami Jego nauki?
– Benedykt XVI nie był odkrywczy w rozumieniu postępu, w Jego nauczaniu nie było niczego nowego, sensacyjnego, bo nie na tym polegała jego misja. Trzy filary, jakie stały
u Jego pontyfikatu: wiara, nadzieja, miłość, starał się pogłębiać, osadzał je w skonfliktowanym świecie
i przedstawiał jako alternatywę wobec tez głoszonych
przez rewolucjonistów. Starał się pogłębiać i stabilizować
w człowieku prawdy oczywiste. Z naszego – polskiego punktu widzenia – wszystkie słowa i gesty, jakie pojawiły się podczas wizyty Ojca Świętego Benedykta XVI
w Auschwitz, zachęta skierowana do Polaków, aby mocno trwali w wierze, że nie mają się czego wstydzić, żeby
w Europie dawali świadectwo wiary i tradycji chrześcijańskiej – myślę, że to będzie dla nas zawsze ważne i zapamiętane. Z Jego nauczania i przesłania ważna będzie też kwestia walki z dyktaturą relatywizmu. Nade wszystko Papież Benedykt XVI pozostawia nam odważną
i zdecydowaną postawę, że Kościół niesie ze sobą niezmienną prawdę o człowieku i pozostanie wiernym tej prawdzie. Wydaje mi się, że jest to największe przesłanie, jakie nam pozostawia zmarły Papież.
Piękne słowa w testamencie wypowiada Benedykt XVI do swoich rodaków, do Niemców, mówiąc: Dziękuję mieszkańcom mojej ojczyzny za to, że dzięki nim mogłem zawsze na nowo doświadczać piękna wiary. Modlę się, aby nasz kraj pozostał krajem wiary i proszę was, drodzy rodacy – nie dajcie się odwieść od wiary…
– Papież Benedykt XVI nie wypierał się, ale też nie przeakcentowywał swojego pochodzenia – jak to często bywa w narodzie niemieckim. Można by powiedzieć, że był to prawdziwy Niemiec, w którym nie ma podstępu.
Niemcy historycznie mają duże zasługi, jeśli chodzi
o Kościół, wielu bowiem teologów czy myślicieli, ludzi wartościowych wywodzi się z tego narodu, do których można by się odwoływać. Jednak historycznie patrząc, później przyszła tam fala błędów, chaosu i destrukcji,
która trwa do dzisiaj. Natomiast Benedykt XVI reprezentował sobą to, co najlepsze w Niemczech
– w sensie kultury, także w sensie wiary i nic dziwnego,
że w dalszych słowach swego testamentu wskazuje: „Trwajcie mocno w wierze! Nie dajcie się zmylić! Jezus Chrystus jest naprawdę drogą, prawdą i życiem, a Kościół, przy wszystkich swoich niedoskonałościach, jest naprawdę Jego ciałem”. Tylko trwanie przy Chrystusie w wierze może uratować zarówno kulturę niemiecką, jak i kulturę europejską.
Słowa testamentu Benedykta XVI to prawdy uniwersalne, oczywiste, znane od wieków…
– Mimo to trzeba o nich przypominać kolejnym pokoleniom, które zaludniają świat. Dzisiaj silny jest trend, który chciałby sprowadzić Kościół do wymiaru instytucji charytatywnej, instytucji społecznej, gdzie kwestia doktryny, prawd wiary, kwestia rozumienia Boga
i człowieka są pomijane, są stawiane na drugim miejscu, marginalizowane, a często też wypaczane. Próbuje się zastąpić ten fundament. Są też synkretyczne pomysły dotyczące zrównania wszystkich religii itd. Tymczasem
u fundamentów zawsze stoi wiara, prawdy wiary,
a pochodną tego są nasze zachowania społeczne, moralność, etyka itd. Trzeba więc wracać do korzeni,
skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy, dlaczego i po co istniejemy. Zatem są to kwestie, które rozstrzygają się
na poziomie filozoficznym i na poziomie wiary – jeśli mówimy o sprawach zbawienia. Dlatego Benedykt XVI zachęca, żebyśmy nie zapomnieli o tym, co najważniejsze, o Panu Bogu Zbawcy. Nic więc dziwnego, że odnosił się
do tych najbardziej podstawowych prawd wiary, które rozstrzygają o naszej kulturze, o naszym postrzeganiu świata, człowieka i moralności, wreszcie o naszej wytwórczości. Odrzucając to wszystko, popadamy w chaos, który niszczy nasze życie, czyniąc je piekłem.

