Rosja przypuściła kolejne zmasowane ataki rakietowe na Ukrainę. Wybuchy słychać było w Kijowie, we Lwowie i w wielu innych miastach. Czy czeka nas eskalacja konfliktu?
– Pod Bachmutem, gdzie od lipca toczy się najkrwawsza bitwa tego etapu wojny, mamy ewidentnie przesilenie – wyraźnie na korzyść Ukraińców. Wagnerowcy, prywatna armia Prigożyna, mają problemy. Warto mieć świadomość, że Rosja w tej wojnie użyła dotychczas formacji z 12 armii. A tyle liczą ich siły lądowe. Do walki rzucili przy tym doborowe jednostki, takie jak 1. Gwardyjska Armia Pancerna Zachodniego Okręgu Wojskowego czy elitarna 200. Samodzielna Brygada Piechoty Zmotoryzowanej z Pieczengi, której dwa bataliony zostały ściągnięte na wojnę ukraińską z granicy z Norwegią. I te oddziały zostały zdziesiątkowane. Z 2800 żołnierzy wspomnianej 200. Brygady przy życiu pozostało 890. Natomiast Grupa Wagnera stanowi jakby trzynastą armię. Liczy ponad 50 tys., z czego 40 tys. to są mordercy i gwałciciele, których Prigożyn wyciągnął z więzień na front w zamian za wymazanie ich wyroków. Swoją drogą bez precedensu jest to, że mieniąca się niezwyciężoną, armia rosyjska w walce posługuje się mordercami, wysyłając ich – jako mięso armatnie – na front. Grupa Wagnera, która – z punktu widzenia rosyjskiego prawa – jest formacją nielegalną, ma zdobyć Bachmut dla Prigożyna, aby wzmocnić jego pozycję w otoczeniu Putina. Jednak ma coraz większe problemy i teraz wystąpiła o wsparcie lotnictwa regularnej armii rosyjskiej, co dowodzi, że nie dają rady. To samo dzieje się na kierunku Kreminna. To ważny węzeł logistyczny dla Rosjan. Przełamanie ich pozycji otwiera też prostą drogę na Lisiczańsk, a dalej na Ługańsk, a więc do odbicia nawet tych ziem, które Rosja okupuje od 2014 r. Tak czy inaczej mamy do czynienia z sytuacją przesilenia w Bachmucie, pod Swatową i Kreminną, co może wskazywać, że decydują się losy operacji na tym kierunku. Obie armie przygotowują się do wyprzedzającego uderzenia. Naczelny dowódca sił zbrojnych Ukrainy, gen. Wałerij Załużny, uważa, że Rosjanie na Dalekim Wschodzie, za Uralem, szykują 200 tys. zmobilizowanych wojsk, aby jeszcze raz próbować uderzyć na Ukrainę.
Czy nie jest to jednak ze strony Rosji tylko gra z Zachodem?
– Rosja cały czas buduje napięcie i robi to świadomie. Od początku w wojnie informacyjnej Putin buduje narrację, że Ukraina nie jest suwerennym państwem, a jedynie przystawką Zachodu, w związku z tym Moskwa nie ma zamiaru negocjować z Kijowem. Putin ostatnio też sugerował, że jest gotowy do poważnych rozmów z Zachodem. Ale – jak to sprecyzował Ławrow – pod warunkiem, że punktem wyjścia będzie uznanie okupacji czterech obwodów włączonych przez Putina do Federacji Rosyjskiej. Także tych, które Rosjanie utracili w efekcie wycofania się z części obwodu chersońskiego – z przyczółku na zachodnim brzegu Dniepru. Rosja używa uderzeń rakietowych, aby po pierwsze, wymusić na Ukraińcach przystąpienie do rozmów na warunkach rosyjskich, a po drugie, aby odciąć potencjalne wsparcie Zachodu dla armii ukraińskiej. Z punktu widzenia Kijowa bardzo istotne jest, aby Ukraina nadal była skuteczna w swoich działaniach i nadal odnosiła sukcesy na froncie. Mick Ryan na łamach „Foreign Affairs” podkreśla, że w ten sposób utrzyma temat wojny na czołówkach gazet i wywrze stałą presję na politykach zachodnich. Jest to bardzo istotne z punktu widzenia pozyskiwania wsparcia zachodniej opinii publicznej i uświadamiania, na czym w istocie polega wojna ukraińska. Z kolei Rosji zależy przede wszystkim na rozbiciu tej jedności Zachodu, stąd m.in. wizja Dmitrija Miedwiediewa, który głosi, że Unia Europejska się rozpadnie i że powstanie IV Rzesza, która doprowadzi do wchłonięcia polskich ziem. To są wypowiedzi, które mają dokonać wyłomu w zdecydowanej postawie Zachodu. Jak przyznają takie filary rosyjskiej geostrategii jak Siergiej Karaganow, Rosja w swojej historii nigdy nie doświadczyła tak radykalnej izolacji ze strony państw zachodnich. Natomiast uderzenia rakietowe z jednej strony mają wywrzeć presję na przywódcach ukraińskich, a z drugiej – m.in. pogłębić podziały na Zachodzie dotyczące wojny na Ukrainie i przekonać świat do tego, że jednak potrzebne są rozmowy, że ta wojna nie ma sensu, giną niewinni ludzie, więc czas najwyższy ją zakończyć.
Co z punktu trwającej wojny zmienia wizyta prezydenta Zełenskiego w Waszyngtonie?
– Przede wszystkim ta wizyta miała miejsce w momencie ciągłych uderzeń rakietowych Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Istotnym jej elementem było potwierdzenie dostarczenia systemów Patriot do ochrony nieba nad Ukrainą. To wyjątkowe wydarzenie, które stało się wielkim triumfem Zełenskiego, odbyło się też jako odpowiedź na materiały, jakie się pojawiają na łamach rozmaitych, ważnych pism. Warto tu przypomnieć koszmarny tekst popełniony przez byłego sekretarza stanu za prezydentury Richarda Nixona i Geralda Forda – Henry'ego Kissingera w magazynie „The Spectator”. Kissinger jest człowiekiem, który był bardzo blisko związany z reżimem Putina, o czym niewielu ludzi wie. Jego prywatna firma lobbowała na rzecz kremlowskiego rzeźnika i doradzała mu, jak wnikać w przestrzeń zachodniego świata. Współuczestniczył w tworzeniu projektu USA – Russia Business Council, który łączył grupę ponad 300 firm działających na rynku rosyjskim, w tym czołowe banki rosyjskie – Sberbank, Gazprombank i Alfa Bank. Ten ostatni jest kierowany przez Michała Friedmanna – faktycznego skarbnika Putina, który dba o jego prywatną kasę. Można powiedzieć, że Kissinger był lobbystą Putina, z czego miał duże korzyści materialne. Jego wystąpienie w maju w Davos, w którym stwierdził, że wojna powinna się zakończyć za cenę rezygnacji przez Ukrainę z części ziem na rzecz Rosji, aby nie zniszczyć związków Moskwy z Europą, spotkało się z ostrą reakcją na Zachodzie. A sam Zełenski stwierdził wówczas, że Kissingerowi pomylił się kalendarz i żyje w roku 1938 – w logice Monachium. A teraz ten lobbysta Putina twierdzi, że sytuacja powinna wrócić na pozycję z 23 lutego. A jeśli nie będzie to możliwe, wówczas trzeba przeprowadzić na okupowanych ziemiach referenda. Kissinger udaje, że nie wie, iż Rosja dokonuje na masową skalę czystek etnicznych na tych obszarach.
Przecież taka postawa to jawna gra na rzecz Rosji.
– Owszem. Rosja uruchamia swoje aktywa. Ludzie pokroju Kissingera forsują w istocie koncepcję monachijską – czyli de facto dokonania podziału Ukrainy pod presją Zachodu, aby ratować Rosję. Jednocześnie Kissinger w swoim artykule straszy kolejną globalną wojną, jeśli tego konfliktu nie uda się rozstrzygnąć w proponowany przez niego sposób. Jest to niepokojący głos. Wizyta prezydenta Zełenskiego w Białym Domu i w amerykańskim Kongresie była też skierowana przeciwko piątej kolumnie, którą Putin wspiera i finansuje, a Kissinger jest takim amerykańskim Schröderem, czyli politykiem umoczonym w relacje z putinowskim zbrodniczym reżimem, który skorumpował wielu polityków zachodnich. Co ciekawe, również w Polsce pojawiają się teksty, że Kissinger został źle zrozumiany, że chce dobrze, co pokazuje, że trzeba zwracać uwagę na takie głosy – sponsorowane przez Moskwę, która prowadzi intensywną wojnę hybrydową i informacyjną, a jednym z elementów tej wojny jest właśnie doprowadzenie do głębokich podziałów. We wspomnianej już prognozie Miedwiediewa mowa jest właśnie o rozbiciu Unii Europejskiej.
Miedwiediew w tej swojej wizji dotyka też Polski.
– Tak, mówi on o szczególnych ruchach, które mają się w Polsce pojawić, a których celem będzie odsunięcie od władzy obecnej ekipy, z którą Rosja nie widzi możliwości nawet nawiązania kontaktu. A zatem na mapie wojny informacyjnej prowadzonej przez Federację Rosyjską Polska odgrywa bardzo istotną rolę. Jest jądrem tworzącej się nowej siły w wymiarze geopolitycznym. Nawet Berlin dostrzega, że centrum Europy przesuwa się na wschód i stanowią je obecnie państwa Trójmorza, których sercem jest Polska. Dlatego jesteśmy, obok Ukrainy – głównym celem rosyjskiej wojny informacyjnej. Wspomniany Karaganow jeszcze przed obecną agresją na Ukrainę stwierdził, że Rosja jest w trakcie zimnej wojny 2.0 z Zachodem. Wygra ją – jego zdaniem – bo skutecznie użyje opozycji w państwach demokratycznych do niszczenia i destabilizowania tych państw. Warto pamiętać, że w planach Moskwy szczególna rola ma przypaść polskiej totalnej opozycji. Nie dziwią więc otwarte stwierdzenia Miedwiediewa, że liczą na polską totalną opozycję. On już w marcu w długim tekście stwierdził, że podczas jego wizyt prezydenckich w Polsce widział ogromne zainteresowanie ówczesnych elit do zbliżenia z Rosją. Ale dziś – jak twierdzi – na przeszkodzie stoją „fanatycy z PiS-u”, którzy są owładnięci nienawiścią do Rosji. Te zawoalowane groźby Miedwiediewa o nowym rozbiorze Polski przypominają jako żywo koncepcje geopolityczne Dugina. W tym „proroctwie” Miedwiediew wspomina też o tym, że Polska zawłaszczy – razem z Węgrami – Ukrainę Zachodnią. Ale wizyta prezydenta Zełenskiego pokazała determinację USA. Jest on śmiałym przywódcą, który pokazał, że lęk wobec Rosji się skończył. Zatem z jednej strony Ameryka kolejną transzą wsparcia finansowego i militarnego potwierdza swoje twarde stanowisko, a z drugiej strony Siergiej Ławrow w ostatnio wygłoszonym przesłaniu skierowanym do Rosjan oświadczył, że celem Stanów Zjednoczonych i w ogóle Zachodu jest zniszczenie, a nawet doprowadzenie do rozpadu Federacji Rosyjskiej. I w tej sytuacji Rosja musi walczyć, bo przegrana będzie oznaczać koniec Federacji Rosyjskiej. Należy przypuszczać, że w tej strategii rosyjskiej także na Zachodzie znajdą się ludzie, którzy uwierzą w tego typu przesłanie. Szczególnie jeśli trafi to na grunt starej, mocno zakamuflowanej, zdziesiątkowanej w wyniku działań wywiadowczych wielu państw agentury rosyjskiej, którą w tej chwili Moskwa próbuje na gwałt odbudować.
Opozycja totalna odgrywa ważną rolę w destrukcyjnej polityce Kremla?
– Wspomniałem już wcześniej o Siergieju Karaganowie, doradcy kolejnych prezydentów Rosji. W tej jego wizji zimnej wojny 2.0, którą tym razem Rosja ma wygrać, wykorzystując systemy demokratycznych państw przeciwko tym państwom, większość działań ma mieć charakter wojny hybrydowej. Będą one brutalne i bezwzględne, bo Moskwa ma zwyciężyć. Twierdził, że będzie to długi konflikt, który będzie się toczyć aż do 2034 r. Innymi słowy, Karaganow chciał powiedzieć, że Rosja będzie umiejętnie wykorzystywała opozycję w poszczególnych państwach do niszczenia państw demokratycznych. I przykładem tego typu strategii jest wspieranie nieformalne przez Rosję różnego rodzaju działań opozycji w Polsce. One są zawarte w rosyjskiej strategii. Moskwa stawia na totalną opozycję, bo jej działania wpisują się w to, co jest generalnie strategicznym celem Rosji, czyli osłabienie państwa polskiego, osłabienie jego filarów, czyli armii, służb specjalnych, gospodarki i wymiaru sprawiedliwości. I co ciekawe, wszystkie te elementy są atakowane w sposób brutalny i bezwzględny przez ugrupowania opozycyjne. Tak czy inaczej w ten sposób realizowany jest scenariusz, o którym mówił Karaganow, a o którym wspomniał też Miedwiediew. Swoją drogą piastujący stanowisko wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Rosji Miedwiediew ostatnio został awansowany przez Putina jako jego pierwszy zastępca w Komisji Wojskowo-Przemysłowej Federacji Rosyjskiej – wymyślonej jeszcze przez Jelcyna i wzmocnionej przez Putina. To struktura, która ma militaryzować nie tylko gospodarkę rosyjską, ale też całe państwo. Jest to bardzo ważna komisja, w skład której wchodzą szefowie wszystkich służb, w tym FSB i Rosgwardii, Szojgu, a więc szef resortu obrony, szef sztabu Gierasimow, przedstawiciele wszystkich kluczowych resortów, ludzie Kremla z korporacji zbrojeniowych, a nawet osobisty sekretarz Putina. Jest to zatem nieformalny drugi rząd, rzec można: mafia, która ma zmilitaryzować Rosję. Dlatego warto słuchać, co mówi Miedwiediew, który jest swojego rodzaju putinowskim klownem przekazującym, jak to wąskie grono postrzega świat i co im się rodzi w głowach.
Kissinger w swoim felietonie mówi też o globalnej wojnie. Czy i na ile realna jest III wojna światowa?
– Kissinger porównywał sytuację do I wojny światowej, gdzie w pewnym momencie było widać, że Niemcy były gotowe do powrotu do stanu wyjściowego. W interpretacji tego lobbysty Putina ówczesna wojna toczyła się jednak dalej, bo ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych, Woodrow Wilson, był skupiony na grze wyborczej i dlatego nie podjął w porę określonych działań dyplomatycznych. W konsekwencji zginęło rzekomo wiele milionów ludzi, ale gdyby działania zostały podjęte dwa lata wcześniej, wojna by się skończyła, bo Niemcy byli gotowi do tego typu negocjacji. To jednak czyste spekulacje człowieka, który jest wielkim fanem Bismarcka i nigdy nie ukrywał swojej niechęci do Europy Środkowej. Z tym że porównanie do I wojny światowej, jakiego używa Kissinger, jest pewnego rodzaju zabiegiem socjotechnicznym, który ma odwrócić uwagę od innego oczywistego porównania – do sytuacji z II wojny światowej i paktu Ribbentrop–Mołotow, który doprowadził do jej wybuchu. Chodzi o to, że u podstaw obecnej sytuacji stoi współczesny pakt Ribbentrop–Mołotow, czyli Nord Stream 1 i Nord Stream 2 oraz wyraźne współdziałanie niemiecko-rosyjskie, które de facto zachęciło Putina do ataku na Ukrainę. Ponadto to, co próbuje robić Kissinger, przypomina szantaż Hitlera wobec Zachodu, gdzie w zamian za podział Czechosłowacji Europa miała uniknąć globalnej wojny. Tymczasem Czechosłowacja i tak została rozbita za zgodą państw zachodnich, co na trwałe położyło się na sumieniu Francji i Niemiec, a wojna i tak wybuchła. Dlatego formułowanie tez, że obecna sytuacja grozi wybuchem globalnego konfliktu i w związku z tym trzeba nacisnąć na Ukrainę, żeby przystała na rokowania pokojowe pod dyktando Moskwy, jest nieporozumieniem. Kissinger mówi, że w rokowania o nowej strukturze bezpieczeństwa musi być włączona Rosja – jako równoprawny członek, co jest nonsensem, zważywszy że Moskwy po 2014 r. nie zaspokoiło nawet to, że na oczach świata przejęła i okupowała znaczną część Ukrainy, w tym przemysłowe centrum państwa. Rosja dalej była głodna, ekspansywna. A więc myślenie, że jest przewidywalnym partnerem, z którym można coś ustalić, zawrzeć układ, że Rosja sama się wyrzeknie części terytorium Ukrainy, którą okupuje, jest zwykłą naiwnością albo myśleniem człowieka skorumpowanego przez Moskwę. Zatroskanie o świat Kissingera, który chce handlować bezpieczeństwem Ukraińców i Europejczyków, w tym Polaków, zakrawa na kpinę.
Na wstępie rozmowy wspomniał Pan o mobilizacji wojsk rosyjskich. A jak wygląda stan rosyjskiego uzbrojenia? Jakim potencjałem dysponuje Rosja? Słyszymy, że na froncie ukraińskim pojawiły się okrzyknięte przez rosyjską propagandę jako supernowoczesne czołgi T-14 Armata.
– Od lat mówi się o tym rzekomym superczołgu, ale im bliżej konkretów, to sprawa przycicha. Producent czołgów T-14 Armata Zakłady Urałwagonzawod w Niżnym Tagile zapowiadały już w 2020 r., że te czołgi zostaną skierowane do seryjnej produkcji. Taką deklarację złożył dyrektor koncernu Aleksander Ptapow. Generalnie jest to niekończąca się historia korupcji, niekompetencji, bo cena T-14 rosła w oczach, ale nikt do końca nie wiedział, jaki będzie ten czołg. To wymieniono armatę ze 152 mm na 125 gładkolufową, bo była zawodna. Potem dyr. Uraltrak Walerij Kostywczenko stwierdził, że T-14 nie będzie miał nowego silnika o mocy 2 tys. KM, ale stary moduł o mocy nieprzekraczającej 1,5 tys. KM, a więc za słaby na tę ciężką konstrukcję. Niedawno, pod koniec listopada 2022 r., ujawniono, że czołg ma problemy z systemem kierowania ogniem i seryjne wozy mogą pojawić się nie wcześniej jak w 2024 r. A teraz znów propagandyści Kremla twierdzą, że T-14 rzekomo pojawiły się już na Ukrainie. Te rosyjskie bajki o supernowoczesnym sprzęcie okazały się wielką maskirowką Putina. Rosyjskie wojska używają nawet broni pamiętającej czasy stalinowskie. Jaka jest więc prawda o T-14 – trudno powiedzieć. Można odnieść wrażenie, że skoro pojawiła się informacja, że Ukraińcy otrzymają system Partiot, to w odpowiedzi Rosja próbuje pokazać społeczeństwu rosyjskiemu, że ma też w rękawie superbroń, która zmieni obraz wojny. Jednak póki czołgu T-14 Armata nie zobaczymy w walce, to myślę, że informację o ich włączeniu do działań na Ukrainie można włożyć między bajki.

