Dzisiaj podpisano wspólną deklarację o bliższej współpracy Unii Europejskiej i NATO. Jakie znaczenie z punktu widzenia bezpieczeństwa ma ten dokument?
– Jak podkreśla szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, opiera się on na wcześniejszych dwóch, które razem mają wzmocnić strategiczne partnerstwo Unii Europejskiej i NATO. Główne obszary współpracy to m.in ochrona państw przed cyberzagrożeniami i terroryzmem, wzmacnianie odporności społeczeństw na manipulację informacyjną i odporność infrastruktury krytycznej, polityka klimatyczna i rozwój nowych technologii. Kiedy się słucha i czyta te założenia, to można odnieść wrażenie, że kierownictwo Unii Europejskiej – jeśli takowe istnieje – doszło do wniosku, że w związku z zagrożeniem ze strony Rosji trzeba pokazać, że coś się robi. Tym czymś ma być współdziałanie z Sojuszem Północnoatlantyckim, a nie rywalizacja – jak to było do momentu napaści rosyjskiej na Ukrainę. Dlatego z satysfakcją trzeba przyjąć fakt, że Unia Europejska nie będzie przeszkadzała NATO. W tym dokumencie zdaje się, że nie ma mowy o tworzeniu wspólnej europejskiej armii dla zapewnienia bezpieczeństwa, z pominięciem NATO i Amerykanów, a więc nie ma się czym przejmować. Ta deklaracja nic nie zmienia, a Sojusz Północnoatlantycki jest jedynym gwarantem bezpieczeństwa. Tak było, tak jest i tak pewnie pozostanie.
Tymczasem w Polsce powstaje nowy związek taktyczny – 1. Dywizja Piechoty Legionów z dowództwem w Ciechanowie. Jakie znaczenie dla polskiej obronności może mieć decyzja o utworzeniu takiej dywizji?
– Ucieszyłem się niezmiernie, że 1. Dywizja Piechoty Legionów nie tyle, że powstanie, co zostanie przywrócona, odtworzona. Mianowicie 1. Dywizja Piechoty Legionów dowodzona przez generała Edwarda Śmigłego-Rydza istniała w II Rzeczypospolitej i zasłużyła się dla Polski. Jest to zatem miód na moje serce, zwłaszcza że rzecz się dzieje na Podlasiu, a dywizja wzmocni północną część Polski. Daj Boże żeby jak najszybciej ta dywizja powstała.
Tych zmian jest więcej, bo słyszymy, że zmienia się koncepcja obronna Polski i jak poinformował wiceszef MON, Wojciech Skurkiewicz, w sytuacji rosyjskiego ataku na Polskę będziemy się bronić już na granicy. To zgoła inna strategia od tej, która obowiązywała jeszcze za rządów PO–PSL, gdzie była mowa o odpuszczeniu wschodniej części Polski i okopaniu się dopiero na linii Wisły?
– Tak to niestety wyglądało. Tak wynikało z gier strategicznych, obronnych, które przeprowadzano w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego w czasach rządów Platformy i PSL-u. O ile sobie przypominam, to rzeczywiście w grę wchodziło pozostawienie na pastwę Rosji wschodniej części Polski i nawet Donald Tusk cieszył się, że zmieniliśmy koncepcję, a obrona w razie ataku rosyjskiego będzie nie na Odrze i Nysie, ale właśnie dopiero na Wiśle. I to w rozumieniu ówczesnej ekipy rządzącej w Polsce miało być ogromnym postępem. Pamiętajmy też, że dyslokacja dużych związków taktycznych wyglądała tak, że mieliśmy 11. Lubuską Dywizję Kawalerii Pancernej w Żaganiu, 12. Szczecińską Dywizję Zmechanizowaną, 16. Pomorską Dywizję Zmechanizowaną w Elblągu, a 1. Warszawską Dywizję Zmechanizowaną im. Tadeusza Kościuszki w Legionowie pod Warszawą zlikwidowano. Ta ówczesna dyslokacja wskazywała, że w przypadku ewentualnej agresji ze strony Rosji będziemy się bronić raczej w tamtych rejonach, a nie tam, gdzie jest wschodnia granica Polski. Za obecnej władzy już pierwszy pozytywny sygnał był taki, że postanowiono o odtworzeniu 18. Dywizji Zmechanizowanej umiejscowionej na kierunku północno-wschodnim. Do tego dojdzie jeszcze 1. Warszawska Dywizja Zmechanizowana, ale z tego, co zapowiada minister Błaszczak, to nie jest koniec, bo następne jednostki również będą formowane. Biorąc pod uwagę środki ogniowe, w jakie będzie uzbrojone Wojsko Polskie, to rzeczywiście – wszystko wskazuje, że będziemy zdolni do tego, żeby odpierać ewentualny atak ze wschodu, zanim wróg przekroczy naszą granicę. To bardzo pozytywny sygnał.
Z punktu widzenia działań Platformy – koncepcji obrony Polski na Wiśle, nie powinien dziwić fakt, że ekipa Tuska zaniedbywała także gospodarczo Polskę wschodnią, żeby nie powiedzieć –odpuszczała sobie rozwój tej części kraju?
– Oczywiście, że tak. Europa Środkowo-Wschodnia, a więc ten region, w którym Polska jest najsilniejszym ogniwem – w zamiarze tych, którzy kierują Unią Europejską – miał być przestrzenią czy też płaszczyzną, na której będzie można współpracować z Rosją, przy uwzględnieniu oczekiwań i zapędów Moskwy. Jakie są interesy i zamiary Rosji, każdy widzi. To ta współpraca i oddanie inicjatywy Rosji oznaczało bardzo prostą rzecz, otóż powrót do linii określonej w pakcie Ribbentrop – Mołotow z sierpnia 1939 roku – mianowicie, że niemiecka strefa wpływów kończy się na Bugu, a odtąd zaczyna się strefa wpływów Rosji, a więc tak jak sobie w tym traktacie Hitler i Stalin ustalili. I tak miało być również teraz, gdyby te wszystkie plany nie wzięły w łeb po ataku Rosji na Ukrainę.
I tu dochodzimy do trwającej wojny na Ukrainie. Proszę powiedzieć, jaka może być rola Białorusi w trwającym kryzysie? Na Białorusi Rosja koncentruje nowe siły. Czy to może oznaczać, że z terytorium Białorusi planowana jest nowa operacja na Ukrainę?
– Przyznam, że w tej kwestii nie zmieniłem zdania – mianowicie – nie uważam, żeby istniało zagrożenie atakiem na Ukrainę ze strony białoruskiej. Ale różnie to bywa, zwłaszcza że kiedyś wydawało się, że mało prawdopodobna jest agresja rosyjska na Ukrainę, a do takiej napaści jednak doszło. Wprawdzie Rosja rozpoczynając swoją „operację specjalną”, nie przewidywała, że będzie to aż wojna, bowiem zakładali, że ten marsz będzie łatwy i przyjemny, a Ukraińcy z kwiatami przywitają rosyjskie oddziały w Kijowie. Takie podejście nie było całkiem nieuzasadnione, bo skoro udało się im w 2014 roku zająć Krym, to niby dlaczego nie mogliby zająć całej Ukrainy. Tak sobie więc kombinowali, ale się przeliczyli. Podobnie może być z atakiem od strony Białorusi i choć taka groźba cały czas wisi w powietrzu, to biorąc pod uwagę wszystkie elementy tej układanki – także to, że Łukaszenka cały czas kolaboruje z Rosją i Putinem, to chyba nie do końca ma ochotę, żeby razem z nim pójść na dno, gdyby coś poszło nie tak. Myślę, że dużo będzie zależało od tego, czy i na ile uda się Ukrainie wznowić proces odbijania swoich ziem spod rosyjskiej okupacji. Jeżeli się to uda, to – moim zdaniem – żadnej awantury od strony Białorusi jeśli chodzi o relacje z Ukrainą nie będzie. Natomiast gdyby załamał się front ukraiński i Ukraińcy mieli kłopoty, to wówczas niewykluczone, że od strony północy, a więc od strony Białorusi, coś się wydarzy. Obstawiam jednak, że nic takiego się nie wydarzy, bo więcej składowych przemawia, że nic takiego nie nastąpi.
Czy biorąc pod uwagę kolejną pulę pomocy Stanów Zjednoczonych dla Ukrainy – w wysokości trzech miliardów dolarów – można się spodziewać także przełomu w podejściu Zachodu, a więc Niemiec i Francji, do wspierania Kijowa?
– Bardzo dobre rozeznanie wywiadowcze – jeśli chodzi o to, co mogą obie strony konfliktu – mają Amerykanie. Pamiętamy, że to Amerykanie informowali zaprzyjaźnione rządy, w tym rząd w Kijowie, że dojdzie do ataku rosyjskiego na Ukrainę. Zauważmy też, że zmiana w podejściu do wojny na Ukrainie i decyzja o dostarczeniu sprzętu wojskowego przez Niemcy nastąpiła po wizycie kanclerza Olafa Scholza w Waszyngtonie i rozmowach z amerykańskim prezydentem Joe Bidenem. Z tego wynika, że Amerykanie musieli przedstawić Niemcom, ale pewnie też Francuzom, informacje – nam Polakom także, że istnieje ogromna szansa, że Ukraińcy tę wojnę z Rosją wygrają. W związku z tym prawdopodobnie zakomunikowano Niemcom, że chyba nie warto trzymać z Putinem, czyli tym, który jest blisko klęski. Stąd zarówno Niemcy, jak i Francuzi zaczęli wykonywać gesty, których wcześniej nie było – mianowicie zaczęli przekazywać Ukrainie sprzęt, którego wcześniej nie chcieli Ukrainie dostarczyć. Chodzi m.in. o bojowe wozy piechoty, transportery opancerzone – niemieckie mardery i francuskie transportery AXX. Wprawdzie ta broń zdaje się, że jeszcze nie trafiła na Ukrainę, ale z oświadczeń można wnioskować, że jest w drodze i wkrótce będą nią dysponować ukraińscy żołnierze. Trzeba też podkreślić rolę Polski, która od początku wspiera Ukrainę na każdy możliwy sposób.
No właśnie, czy powinniśmy przekazywać Ukrainie czołgi Leopard, o których zrobiło się ostatnio głośno?
– Władze Polski oświadczają, że planuje się zbudowanie sojuszu natowskiego, który umożliwi przekazywanie ciężkiego sprzętu na Ukrainę. Nie może być bowiem tak, że to my sami będziemy przekazywać czołgi Leopard Ukrainie i będzie tak, jak było dotychczas, ale że powinno to być wspólne przedsięwzięcie w ramach NATO. Sądzę, że polskie władze też mają informacje, że wojna na Ukrainie zmierza w kierunku porażki Rosji, a jeśli tak, to niedługo możemy być świadkami, że w ramach NATO uzbrojenie, które jest niezbędne Ukrainie do przeprowadzenia kontrofensywy, zostanie przekazane. Ważne jest także, że Polska dokonuje zakupów uzbrojenia i to, że planowane jest formowanie nowych związków taktycznych, o czym rozmawialiśmy wcześniej, a więc powołanie do życia 1. Dywizji Piechoty Legionów, co jest oczywiście zapowiedzią szerszego programu budowy polskiej armii. Wszystko to świadczy, że Stany Zjednoczone chcą, żeby w Europie to Polska była czynnikiem, który będzie gwarantował bezpieczeństwo regionu. Pewnie taką rolę będziemy musieli podjąć. I bardzo dobrze.
Dziękuję za rozmowę.

