logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Brukseli nie jest wszystko jedno, kto rządzi w Polsce

Sobota, 14 stycznia 2023 (20:40)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Premier Mateusz Morawiecki uważa,
że przyjęcie przez Sejm ustawy o Sądzie Najwyższym zakończy spór z Brukselą.
Czy rzeczywiście?

– Wczorajsze głosowanie tak naprawdę otworzyło worek
z problemami i kolejnymi żądaniami Brukseli pod adresem Polski. Obawiam się, że co jakiś czas – aż do jesiennych wyborów – czeka nas kolejna lista oczekiwań i zadań
do spełnienia. Skoro Komisja Europejska ze środkami
z „Krajowego planu odbudowy” przetrzymała nas blisko dwa lata, to nie ma powodów, żeby nie grillować nas nadal i jeszcze tych kilka miesięcy wstrzymywać wypłatę należnych nam środków. Cel jest jeden: wygrana opozycji, Platformy, i wtedy stanie się cud zniesienia wszelkich blokad i uruchomienia środków dla Polski.

Zatem uległa postawa polskich władz wcale nie gwarantuje nam wypłaty tych środków?

– Początek roku w zapowiedziach opozycji miał być zwiastunem wszelkich nieszczęść i plag egipskich,
jakie miały dotknąć nasz kraj. Wysoka inflacja, kłopoty energetyczne, brak węgla, gazu, problemy z paliwami
i w ogóle brak stabilności. Tymczasem mija pół miesiąca stycznia i nic takiego się nie dzieje. Co więcej, po stronie opozycji nie widać spójności programowej, nie ma też lidera, który pociągnąłby to towarzystwo do wyborów,
nie ma koncepcji, jak podejść przynajmniej do najważniejszych polskich spraw. Dlatego do szczęścia Zjednoczonej Prawicy i do wygrania wyborów i objęcia trzeci raz z rzędu władzy w Polsce potrzeba środków
z KPO, a więc zastrzyku finansowego. Jeżeli polski rząd
do wyborów otrzymałby te środki, a przynajmniej żeby zostały one uruchomione przez Brukselę, to odsunięcie PiS od władzy stałoby się praktycznie niemożliwe. Dlatego KE zrobi wszystko, żeby do tego nie dopuścić, bo to oznaczałoby podstawienie nogi Tuskowi, który został wysłany do Polski, żeby objąć rządy, oraz pozostałym liderom opozycji Kosiniakowi-Kamyszowi, Czarzastemu, Biedroniowi czy Hołowni. Brukseli nie jest wszystko jedno, kto rządzi w Polsce, kto jest premierem, dlatego zrobi wszystko, żeby ster władzy w Polsce przejęła opozycja. Stąd zgoda Sejmu w kwestii przyjęcia ustawy o Sądzie Najwyższym jest de facto wpuszczeniem nas na manowce. I jedyną osobą decyzyjną w Polsce – na dzisiaj – jest prezydent Andrzej Duda, który rozumie, w co gra Bruksela. Co więcej, doświadczył na sobie, czym są zapewnienia szefowej KE, która w Warszawie zgodziła się na przyznanie Polsce środków z KPO, a po powrocie do Brukseli
pod naciskiem zmieniła zdanie.

Czy zatem nie było błędem rozdmuchanie przez stronę rządową tego, że środki z KPO
są nam niezbędne. Czy jeśli tych pieniędzy nie otrzymamy, to ta kwestia nie rozstrzygnie o wyniku wyborów parlamentarnych?         

– Po pierwsze, pieniądze z KPO nie są środkami KE, ale są to środki, które kredytują także Polacy. Polski rząd, polski parlament wyraziły na to zgodę, żeby w naszym imieniu Bruksela zaciągnęła kredyt, który wszyscy będziemy spłacać. Zatem to my wraz z innymi państwami członkowskimi jesteśmy kredytobiorcami, a KE nie jest
tu żadnym podmiotem, a jedynie administratorem tych środków. Po drugie, Bruksela wyznaczyła sobie rolę wyroczni – tym damy, a tym nie damy pieniędzy. Daliśmy się zatem wciągnąć w dyskusję: dadzą nam, a może
nie dadzą, i to jest błąd, bo skoro dokładamy się do tego interesu, skoro żyrujemy pożyczki, które będziemy spłacać – nie Komisja Europejska, ale my, to nie możemy
nie skorzystać z tych pieniędzy, które miały służyć europejskim gospodarkom na odbudowę po covidzie.
Istota błędu tkwi w źródle, bo jeśli ktoś się zgadza na mechanizm warunkowości, to nie dziwmy się, że Bruksela dzisiaj wykorzystuje ten element nacisku przeciwko nam. Słynne kamienie milowe stały się kamieniami młyńskimi
– choć tak naprawdę nie mają nic wspólnego z Funduszem Odbudowy, a są jedynie instrumentem wpływu
na wewnętrzne sprawy, w tym wypadku państwa polskiego. Czas nazwać rzecz po imieniu: to nie ma nic wspólnego z praworządnością, bo Komisja Europejska
i Parlament Europejski nie interweniowały, kiedy Platforma razem z PSL i Lewicą na koniec swoich rządów złamała zasady i wybrała ponadnormatywną liczbę sędziów Trybunału Konstytucyjnego, nie mając do tego żadnych uprawnień. Jakoś wtedy ze strony Brukseli nie było żadnego protestu, nikt tego nie kwestionował, podobnie jak nikt nie kwestionował, że w Polsce kwitnie i szerzy się mafia VAT-owska. I takie wybiórcze podejścia KE możemy cytować jeszcze długo. Ale to pokazuje jedno: Komisji Europejskiej nie jest wszystko jedno, kto rządzi w Polsce, kto jest premierem, kto będzie miał większość
w polskim parlamencie. Innymi słowy zgoda, jeśli taka byłaby na otrzymanie środków z KPO, byłaby zgodą
na rządy Zjednoczonej Prawicy, na co Bruksela
z pewnością nie przystanie.

Czym byłby brak zgody na przyznanie
nam środków z KPO?        

– Opowiedzeniem się za rządami Tuska i ludzi z nim związanych. To pokazuje prawdziwe oblicze Brukseli
i potwierdza, że prawicowy, konserwatywny rząd
w Warszawie jest im nie na rękę. Dlatego zrobią wszystko, żeby Tusk ze swoją ekipą przejął władzę.

Czy pieniądze z KPO są tak ważne, przecież są jeszcze kwestie suwerennościowe, chyba ważniejsze niż unijne środki?

– Z całą pewnością bez tych pieniędzy damy sobie radę. Tylko że proces wychodzenia z kryzysu będzie trwał dłużej
i może być bardziej bolesny. Natomiast jeśli będzie
to proces bolesny – odczuwalny przez społeczeństwo,
to konsekwencje poniosą rząd, premier i cały obóz władzy – tak to, niestety, wygląda. Zatem błędem obozu rządzącego było rozdmuchanie wagi środków z KPO,
które miały być lekiem na całe zło. Tymczasem nie są to
– raz jeszcze powtórzę – pieniądze darowane Polsce przez KE, ale są to środki, które będziemy musieli spłacić. I tu wychodzą błędy komunikacyjne po stronie rządowej, kiedy przedstawiciele władzy: premier, ministrowie czy posłowie, dają się wpuszczać w tę narrację, która jest de facto  korzystna dla opozycji i dla Brukseli. I robi się z tego cała bezsensowna, niepotrzebna retoryka, ale to już się stało.

Pojawiają się kolejne kamienie milowe,
jak chociażby ustawa wiatrakowa.

– Zapewniam, że na tym się nie skończy. Można się spodziewać, że za chwilę będą kolejne wymogi, progi
i bariery. Swoją drogą proszę spojrzeć na ustawę o SN, gdzie Senat, kontrolowany przez opozycję, nie spieszy się z podjęciem prac. Gdyby te środki rzeczywiście miały wpłynąć szybko do Polski – jak to się mówiło – to Senat
już dzisiaj, w sobotę, i niedzielę obradowałby, żeby jak najszybciej ustawa wróciła do Sejmu i trafiła do podpisu
na biurko prezydenta. Nie robi się tego, bo nie jest to
w interesie opozycji. Ona zrobi wszystko, żeby te środki
nie zaistniały do jesiennych wyborów parlamentarnych.
W dobrze pojętym interesie Tuska i jego politycznych kompanów jest, żeby oni mogli przejąć władzę w Polsce
i pokazać społeczeństwu: spójrzcie pieniądze zostały odblokowane i wszystko jest jak trzeba. Tylko za jaką cenę?

Czy środki z KPO są tak ważne, żeby
na szalę kłaść system prawny w Polsce?
Jeśli wspomniana ustawa wejdzie w życie, to zdemoluje cały system sądowniczy
w Polsce.

– Zgadza się, istnieje takie zagrożenie i jest ono bardzo realne. Powiem więcej – przed nami wybory parlamentarne, których ostatnim aktem jest uznanie ich ważności przez sąd, który stwierdza ważność, przebieg wyborów itd. I teraz możemy mieć taką oto sytuację:
odbędą się wybory, Polacy pójdą do urn, dokonają wyboru, a sędziowie stwierdzą, że nie mogą obradować,
bo w składzie sędziów jest czy są – dajmy na to
– pseudosędziowie, neosędziowie itd. Dlatego obawiam się, czy nie zrobiliśmy sobie sami piekła i może nas czekać paraliż wyborczy, prawny itd. Doszliśmy do szaleństwa,
bo tak możemy zdemontować całe państwo – i wszystko idzie w tym niebezpiecznym kierunku. Dlatego liczę na prezydenckie weto, bo w tym momencie jest to jedyny racjonalny argument powstrzymujący ten zły kierunek. Ponadto Polska na tym etapie powinna uruchomić zegar
i zacząć naliczać odsetki za nieprzyznane, niewypłacone,
a należne nam środki w ramach KPO. To są nasze pieniądze, a nie pieniądze KE, która uzurpuje sobie nienależne jej kompetencje. Powinniśmy odpalić licznik odsetkowy i obciążyć KE karnymi odsetkami do zapłacenia. To, co Komisja Europejska wyrabia z Polską, to jest dyskryminacja, to jest łamanie praw podstawowych
o solidarności, o równym traktowaniu. Skoro pandemia koronawirusa była wszędzie, dotknęła wszystkie kraje, które otrzymują wsparcie w postaci środków z Funduszu Odbudowy, to Polska także ma prawo do tych pieniędzy. Tymczasem – jak słyszymy – czeka nas jeszcze regulamin Sejmu do poprawy.

Co do tego ma regulamin Sejmu?      

– No właśnie. Ale to kolejny przykład, że daliśmy się ponieść szaleństwu, pozwoliliśmy się wprowadzić
w pomysły, które powodują, że będziemy mieli podsuwane na stół przeróżne rzeczy, których w racjonalny sposób nie da się przeprowadzić do końca. Wszystko po to, żeby rozchwiać Polskę i umożliwić powrót do władzy Tuskowi. Taka może być puenta, takie jest marzenie opozycji i taki jest plan KE oraz Niemiec, bez których nic w Europie się nie dzieje, a przecież Berlinowi obecny rząd w Warszawie nie jest na rękę. Taki jest główny cel i tak się stanie, jeśli nie przerwiemy tego chocholego tańca. Donald Tusk
w przypływie szczerości powiedział prawdę, że celem jest przejęcie władzy i odsunięcie PiS od rządzenia Polską. Podobnie z mównicy sejmowej mówił ostatnio Borys Budka, że jeśli Platforma dojdzie do władzy, to dokona radykalnych zmian w sądownictwie, także w TK. Warto
postawić pytanie: czy wówczas będzie praworządność, kiedy przyszły, niedoszły – mam nadzieję – premier jednym podpisem miałby zwolnić wszystkich prawidłowo powołanych sędziów, rozbić TK, czy wyprowadzić prezesa Narodowego Banku Polskiego? I gdzie wobec tych zapowiedzi, wręcz gróźb, są politycy unijni, gdzie jest kierownictwo KE, które mieni się ostoją praworządności? Patrząc na to, co się dzieje, można powiedzieć, że to jest nienormalne. Czy Borys Budka, były minister sprawiedliwości, za swoje słowa wypowiadane publicznie nie powinien być postawiony przed Trybunałem Stanu,
bo to jest działanie na szkodę państwa polskiego.

Czy racji nie ma minister Ziobro i Solidarna Polska, twierdząc, że Komisja Europejska chce zdemontować Polskę, a Tusk ma
w tym pomóc?

– Rację ma prezydent Andrzej Duda, a także każdy rozsądnie myślący Polak, że nie wolno oddawać Polski
w ręce wrogów za judaszowe srebrniki. Środki, przy pomocy których chce się kupić Polskę i Polaków, to są srebrniki. My pożyczamy, my żyrujemy pożyczkę, którą spłacamy, a ktoś w Brukseli, kto tylko przybija pieczątki, mówi, że coś nam daje. Nikt nam nic nie daje, bo w Unii Europejskiej nie ma nic za darmo.

             Dziękuję za rozmowę.            

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl