logo
logo

Zdjęcie: arch./ Inne

Suwerenność nie ma ceny

Wtorek, 17 stycznia 2023 (12:03)

Aktualizacja: Wtorek, 17 stycznia 2023 (12:05)

Z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy premier Mateusz Morawiecki, który mówi, że przyjęcie przez Sejm ustawy
o Sądzie Najwyższym zakończy spór
z Brukselą, rzeczywiście ma rację?
Czy nasze ustępstwa zmierzają w kierunku zamknięcia tej sprawy i czy nie zostaniemy kolejny raz oszukani przez unijne elity?

– Rozumiem premiera Mateusza Morawickiego i jego ufność w dobre i uczciwe intencje Komisji Europejskiej. Niewątpliwie kwota prawie 160 miliardów złotych
z unijnego Funduszu Odbudowy wzmocniłaby polską gospodarkę, zwłaszcza w sytuacji kryzysu ekonomicznego związanego z COVID-19, a także w obliczu wojny Rosji
z Ukrainą. Im wcześniej te pieniądze byłyby wypłacone, tym łatwiej rząd mógłby poradzić sobie z wieloma problemami oraz zainwestować jeszcze więcej w rozwój krajowej gospodarki, a także podjąć inwestycje związane
z edukacją, cyfryzacją, ochroną środowiska czy zdrowiem. Niestety, obawiam się, że dobre intencje premiera Morawieckiego nie wystarczą. Znamy postawę Komisji Europejskiej wobec Polski i rządu Zjednoczonej Prawicy.
Ma ona przede wszystkim wymiar polityczny, a nie merytoryczny. Zmiana ustawy o Sądzie Najwyższym jest tylko pretekstem, aby nie przyznać Polsce tych środków, dlatego finalnie jej przyjęcie raczej niewiele zmieni. Można też z dużym prawdopodobieństwem założyć, że Polska tych pieniędzy nie otrzyma. Instytucje unijne w ogóle nie są wiarygodne.

To po co idziemy na trudne kompromisy
z Unią Europejską?
Polski rząd robił wszystko – z dobrą wolą – w przekonaniu, że Komisja Europejska to solidny, wiarygodny partner, ale widać, że nie,
bo są kolejne kamienie milowe, jak ustawa wiatrakowa, i chyba na tym się nie skończy…

– Tak jak wcześniej powiedziałem, Komisja Europejska
nie jest wiarygodnym partnerem. Zarówno Parlament Europejski, jak i Komisja Europejska są obecnie organizacjami przede wszystkim politycznymi. Dominuje
w nich określona ideologia i każdego, kto się z nią nie zgadza, marginalizuje się i chce wykluczyć z udziału
w życiu publicznym. Słyszymy – zresztą jak pan redaktor zauważył – że nawet gdy ustawa o Sądzie Najwyższym zostanie przyjęta, to Polska musi przyjąć kolejną – tzw. wiatrakową. Wiadomo, że jest ona bardzo korzystna dla Niemiec, gdyż jednym z największych producentów turbin wiatrowych jest niemiecki Siemens. Po przyjęciu ustawy wiatrakowej zapewne będą stawiane kolejne warunki,
a wszystko po to, aby tych środków nam nie przyznać. Świadczyć o takim scenariuszu może wypowiedź Ursuli von der Leyen, która stwierdziła, że droga do wypłaty Polsce pieniędzy jest daleka. Zresztą ocena „kamieni milowych”
w zakresie sądownictwa jest bardzo subiektywna. Przecież można wymyślić wiele powodów, aby stwierdzić, że nie spełnia ona wymagań Komisji Europejskiej. Cóż bowiem znaczy, że sądownictwo ma być w Polsce niezależne. Kto
o tym ma decydować – skompromitowane z powodu afery korupcyjnej instytucje unijne, upolitycznieni sędziowie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej? – i według jakich kryteriów, skoro np. w Niemczech sędziowie są wybierani przez polityków, a Komisja Europejska do sądów w tym kraju dziwnym trafem nie ma żadnych zastrzeżeń.

Czy ustawa o Sądzie Najwyższym wejdzie
w życie, będzie zależało finalnie
od prezydenta, który może skorzystać
z prawa skierowania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.

– Owszem, wydaje się, że rola prezydenta w tym przypadku jest duża. Chodzi o to, że nawet jeżeli Senat nowelizację o Sądzie Najwyższym przyjmie z poprawkami, a Sejm je odrzuci, to prezydent Andrzej Duda może skorzystać z przysługujących mu uprawnień i skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego. Tym bardziej że niektórzy eksperci mówią już dzisiaj, że jest ona niekonstytucyjna. Mister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro napisał list do prezydenta o zainicjowanie społecznej debaty na temat korzyści i prawdziwych kosztów wynikających z przyjęcia „Krajowego planu odbudowy”. Przedstawił, że nawet jeżeli te środki otrzymamy w kwocie 160 miliardów złotych,
to ich spłata ostatecznie będzie kosztowała Polskę co najmniej 300 miliardów złotych. Może to być ważny argument dla prezydenta, aby skierować tę ustawę
do Trybunału Konstytucyjnego.

Gra toczy się de facto o likwidację Krajowej Rady Sądownictwa, do czego dąży opozycja wspierana przez część środowiska sędziowskiego i Brukselę.

– Tak, naprawdę Bruksela niewiele orientuje się w sprawie sądownictwa w Polsce, czego przykładem były absurdalne wypowiedzi niektórych polityków w Parlamencie Europejskim na temat praworządności w naszym kraju. Podważa wszystkie zmiany, które wprowadziła obecna władza. Parlament Europejski, Komisja Europejska
czy Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu na temat praworządności mówią i wydają opinie oraz wyroki
w oparciu o to, co im przedstawią przedstawiciele opozycji. Ze względu na duże jednostronne upolitycznienie instytucji unijnych w stronę liberalno-lewicową robią one wszystko, aby doprowadzić do zmiany w tych krajach, w których władzę sprawują rządy konserwatywne – tak jak w Polsce. Dodatkowo obecna afera korupcyjna dotycząca wielu członków Parlamentu Europejskiego podważa nie tylko moralne standardy tej instytucji, ale również prawne. Obecnie Bruksela już nawet nie próbuje stwarzać pozorów niezależności, ale w sposób jawny wspiera opozycję
w przejęciu władzy w Polsce. Przykładem może być wypowiedź przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli
von der Leyen, która publicznie wspiera Donalda Tuska
i ma nadzieję, że ponownie zostanie on premierem.

Na ile realne – Pana zdaniem – jest,
że przyjmiemy ustawę o Sądzie Najwyższym i narobimy sobie bałaganu w systemie prawnym, a Komisja Europejska i tak nie uruchomi środków z „Krajowego planu odbudowy” dla Polski?

– Zmiany w sądownictwie i ich konsekwencje są dużą niewiadomą. Z jednej strony wcale nie gwarantują wypłaty środków z „Krajowego planu odbudowy”, a z drugiej strony mogą być niezrozumiałe dla znacznej liczby Polaków. Dla jednych mogą one być dowodem na zbyt dużą uległość wobec Brukseli, a jeszcze dla innych niezrozumiałe mogą być zbyt częste zmiany i brak stabilności w zakresie prawa w Polsce. Trzeba zatem powiedzieć, że niewątpliwie obecna sytuacja jest dla rządu premiera Morawieckiego mało komfortowa. Środki finansowe są oczywiście bardzo potrzebne na wiele ważnych i potrzebnych inwestycji, zwłaszcza po kryzysie pandemicznym oraz obecnym, związanym z napaścią rosyjską i wojną na Ukrainie. Natomiast ryzykiem dla rządu może być pewna gra ze strony Brukseli w przesuwanie w nieskończoność wypłaty tych środków, a kto wie, czy nie jest to jedynie iluzja ich otrzymania.

Odsunąć rząd Zjednoczonej Prawicy od władzy to cel Platformy i Brukseli. Czy zatem środki z „Krajowego planu odbudowy” są być albo nie być dla Polski, przecież są jeszcze kwestie suwerennościowe – chyba ważniejsze niż unijne środki – choć niemałe, na co Pan Doktor zwrócił uwagę?

– Otrzymane pieniądze z pewnością ożywiłyby rozwój kraju, w perspektywie jest przecież wiele ważnych inwestycji. Otrzymanie tych środków umożliwiłoby poradzenie sobie w sytuacjach kryzysowych, pozwoliłoby łagodniej przez nie przejść. Natomiast zawsze warto zadać pytanie: jaka jest cena otrzymania tych pieniędzy?
Racja stanu zobowiązuje każdą władzę do pamięci,
że najważniejsza jest suwerenność państwa i tej granicy nie można przekroczyć nawet za cenę dużych pieniędzy.  

Czy kwestia otrzymania bądź nieotrzymania środków z „Krajowego planu odbudowy” może rozstrzygnąć o wyniku wyborów parlamentarnych?

– Inwestycje gospodarcze znacznie poprawiłyby rozwój gospodarczy Polski, a to wpłynęłoby na wzrost miejsc pracy, inwestycje w rozwój infrastruktury lokalnej
i krajowej. Zapewne przed kampanią wyborczą rząd mógłby pochwalić się osiągnięciami, a to zawsze jest argument dla wyborców, aby oddać głos na rządzących. Jednak nie wydaje się, aby te środki miały mieć kluczowe znaczenie, nawet jeżeli Polska je otrzyma, to efekty ich wykorzystania będą widoczne dopiero za kilka miesięcy albo lat. Dlatego ważniejsza dla wyborców jest ocena rządów w ostatnich latach, a przede wszystkim realizacja wcześniejszych obietnic wyborczych.

           Dziękuję za rozmowę.   

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl