logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Trudno o większe absurdy

Sobota, 18 lutego 2023 (10:43)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM

W jakich kategoriach należy rozpatrywać projekt C40 Cities – stowarzyszenia burmistrzów ok. stu miast na świecie, do których należy Warszawa – dotyczący drastycznego ograniczenia do 2030 roku, a docelowo w ogóle eliminacji m.in. spożycia mięsa i nabiału?

– Sprawa jest bardzo poważna – w pełnym tego słowa znaczeniu. Na naszych oczach realizuje się to, o czym mówili, ostrzegali nas zacni filozofowie. Mam na myśli choćby ks. prof. Tadeusza Guza, który ideologię, filozofię szkoły neomarksistowskiej bada od podszewki i który mówi, że w istocie mamy do czynienia z filozofią, z ideologią skrajnie nihilistyczną nakierowaną na negację przede wszystkim bytu ludzkiego jako takiego, ale nie tylko bytu ludzkiego. Ta filozofia, ta ideologia w swoim szaleńczym porywie twierdzi, że życie ludzkie należy po prostu wyeliminować z powierzchni ziemi. Do tego to wszystko zmierza. I tego typu pomysły, o których rozmawiamy, idą dokładnie w tym kierunku. Posługując się językiem i rozumowaniem tych ideologów – jeśli nie będzie człowieka, to ślad węglowy zostanie zminimalizowany. Trudno o większy absurd. Tak to można podsumować.      

Jeśli nie będzie stanowczej odpowiedzi wobec tego typu wynurzeń, to ci ludzie będą brnąć coraz głębiej w ideologiczne odmęty?

– Jeśli nie będzie postawionej stanowczej tamy, to dojdziemy do światowego państwa totalitarnego, gdzie w imię dobra tegoż świata ideolodzy będą wprowadzać tego typu zakazy spożywania mięsa, nabiału, a ci, którzy nie będą się chcieli temu podporządkować, będą karani więzieniem. Przypomina to czasy okupacji, gdzie ktoś za to, że hodował warchlaka, trafiał do Auschwitz. Taka jest prawda. I nie ma znaczenia, czy są to na razie tylko rekomendacje, plany, wizje, ale już sam kierunek jest zgubny. Jeśli chodzi o żywność, ograniczenie konsumpcji mięsa czy nabiału i w ogóle racjonowanie żywności – to ci z nas, którzy pamiętają czasy PRL-u i kartki na żywność, chyba dość trafnie odnoszą te propozycje do czasów słusznie minionych.

Tylko czy nie jest to zawoalowany terror pod płaszczykiem obrony planety, klimatu?

– Każdy socjalizm – a znaliśmy ich kilka, a dwóch doświadczyliśmy na własnej skórze – łączył się z terrorem i choć był absurdalny, to nie wolno się było z niego śmiać, bo obowiązywała cenzura. Od kiedy stwierdzono, że człowiek mający wszystkie biologiczne cechy mężczyzny może się ogłosić kobietą i odwrotnie, to chyba już nic nie jest w stanie zadziwić. Nasi dziadowie kogoś, kto tego typu tezy głosił, wysyłali do zakładu psychiatrycznego, żeby mu pomóc, żeby go leczyć. Widać więc, że wchodzimy bardzo głęboko z poziomem absurdu i chyba nie ma dziś takiego absurdu, którego by nie wygłoszono. Natomiast pamiętajmy, że rewolucja idzie dalej, dotykając poszczególnych sfer życia. Zaczyna się od rewolucji seksualnej, a teraz wyzwala się temat obrony klimatu, natury, która ma zdominować człowieka.

Co ciekawe, robi się to w imię tzw. wyższych celów…

– Ostatnio w jednej z rozgłośni radiowych wystąpił dyrektor programowy Greenpeace Polska, który potwierdzał słuszność tych wszystkich planów. Co więcej, z całą powagą mówił, że we wprowadzaniu tych absurdalnych pomysłów chodzi o dobro nas wszystkich, a ostatecznie o dobro świata. Odnosząc się do projektu C40 Cities, przekonywał, że do 2030 roku z Warszawy powinno zniknąć dwie trzecie samochodów, podobne należy ograniczyć spożycie nabiału i mięsa. Tak jakby ograniczenie spożycia wędlin i nabiału miało uratować planetę. Zlikwidować życie ludzkie w imię życia – przecież to absurd. Zbliżamy się szybkimi krokami do realizacji jednej z najbardziej nihilistycznych ideologii w dziejach ludzkości.

Gdzie jest kres tego ideologicznego szaleństwa?

– Kres będzie wtedy, jak znikną ludzie. I taki jest cel. Na tym polega nihilizm, który – jak mówi ks. prof. Tadeusz Guz – negację podniósł do rangi bytowej. Negacja jako absurd kompletny, bo negacja nie może być bytem. Innymi słowy: zaprzeczenie bytu nie może być bytem. Tymczasem negację podnosi się do rangi bytowej – czyni z niej zasadę. Zatem samo negowanie, niszczenie – według tych wichrzycieli staje się zasadą, sensem działania. I w tej ideologii nie ma kresu, dopóki nie zlikwiduje się wszystkiego. Proszę zwrócić uwagę, gdzie te środowiska prowadzi rewolucja seksualna – do wszelkich zachowań, które nie łączą się z prokreacją. Mogą to zatem być samogwałty, akty homoseksualne, rozmaite zboczenia – byleby tylko nie było z tego dzieci. Takie postawienie sprawy, uleganie tej presji kończy się chorobami, depresjami, a nawet samobójstwami, a w ostateczności zmierza do przerwania życia ludzkiego na ziemi.

Ci rewolucjoniści głoszą, że chcą chronić ziemię dla człowieka, dlatego chcą czystego powietrza?

– Absolutnie nie. Oni chcą człowieka wyeliminować, żeby de facto uwolnić „Matkę Ziemię” od tyranii ludzkiej, bo – jak twierdzą – człowiek się nie udał „Matce Naturze”. W tym ich konstruktywizmie kulturowym, czyli podważaniu dawnych zasad kulturowych, dawnych dzieł kultury, nie ma nic pozytywnego. Proszę zwrócić uwagę na repertuar teatrów, który też przeraża. Mamy szaleństwo podniesione do niby-sztuki, która ma być wzorcem, któremu należy się kłaniać. Oczywiście zawsze znajdą się sympatycy, odbiorcy tego rodzaju popłuczyn. Co więcej, kłaniają się temu niektórzy pseudointelektualiści. Takie są fakty. I wielokrotnie rozmawialiśmy o tym, mówiliśmy o tym pewnie tysiąc razy, ale warto powtórzyć po raz 1001, że wobec tej kroczącej rewolucji Kościół nie może milczeć, nie mogą milczeć ludzie Kościoła. Nie można nie widzieć, do czego to wszystko zmierza, do czego prowadzi ta zgubna ideologia podniesiona do rangi religii.      

Te rewolucyjne cele nie mogłyby być realizowane, wcielane w życie bez polityków – decydentów, którzy przecież też mają rodziny, dzieci. Jaką zatem przyszłość szykują dla swoich potomków? Rzeczywiście wierzą w to, co głoszą, czy może „mieć” przesłania im „być”?

– W istocie politycy są w rękach ideologów, wielkich korporacji, które chcą na tym zarobić. Chcą zarobić na wiatrakach, na produkcji samochodów elektrycznych, również chcą się wzbogacić ci od białka z owadów, które w tych ideologicznych planach ma się stać podstawą żywienia. Można powiedzieć, że z tym jest jak ze szczytem w Davos, gdzie padają piękne hasła, dyskusje o ochronie klimatu, o śladzie węglowym, po czym ci, którzy to mówią, wsiadają do swoich prywatnych odrzutowców. Ludzie zamożni, którzy mają pozycję, władzę, pieniądze, którzy nadają ton światowej polityce, zawsze dla siebie znajdą dyspensy od obostrzeń i sądzą, że tak będzie też z ich dziećmi. Natomiast dla zwykłych ludzi przygotowane są twarde reguły, a za odstępstwa od nich będą kary.  

Wydaje się, że prym w tym ideologicznym pędzie wiedzie Unia Europejska, a jak na tym tle wygląda świat?

– Nie do końca. Nie tylko Unia Europejska, bo cały świat jest owładnięty – choć w różnym stopniu – ideologią, rewolucją kulturową. Weźmy chociażby Stany Zjednoczone, które są poddane te samej presji. Jeśli popatrzymy na Amerykę Łacińską, to skala tego szaleństwa, tej rewolucji może nie jest taka sama jak w Unii Europejskiej, ale jest podobnie, również jeśli popatrzymy na Australię. Afryka też jest pod presją tych szaleńców i pomoc humanitarna dociera tam w zamian za wdrażanie rozwiązań rewolucyjnych. W dużym stopniu broni się jeszcze Azja, także kraje islamskie, ale właściwie cały świat jest utkany pajęczyną postępującej rewolucji kulturowej, rewolucji seksualnej. Tak czy inaczej ta skrajnie nihilistyczna ideologia nastawiona na negację – prostą drogą prowadzi do upadku szeroko rozumianej cywilizacji Zachodu, do niewyobrażalnej zapaści, która może się dokonać jeszcze za naszego życia.

Jak to powstrzymać? Na gruncie europejskim w przyszłym roku są wybory do europarlamentu i może siły prawicowe, konserwatywne dojdą do głosu…      

– Może to mieć wpływ, ale minimalny. Chodzi o to, że we wszystkich krajach zachodnich dominuje już lewica – nawet gdyby się nazywała prawicą. Wszystko się niesamowicie pomieszało, zapętliło i dotyczy to wielu środowisk. Na przykład u nas, w Polsce, widzę, co się dzieje w szkołach, jak wielu normalnych, niezmanierowanych nauczycieli doświadcza rewolucyjnej presji – czy to od uczniów, czy to ze strony rodziców, którzy uważają, że ich dzieci mają prawo do dowolnego wybierania sobie płci, do różnych zachowań seksualnych. Taka sytuacja miała miejsce w Lublinie w jednej ze szkół, o czym zresztą rozpisywały się gazety. Jak widać, pojawiają się ludzkie cierpienia, i to realne. Co więcej, na tym tle dokonują się nawet prześladowania ludzi, którzy starają się stać na straży normalności. I można niestety przypuszczać, że będzie się to potęgować. Natomiast im później pojawi się reakcja obronna, która prędzej czy później przyjdzie, bo to wszystko dojdzie do dna i zacznie się odbicie oraz zwrot ku normalności, ale im później nastąpi otrzeźwienie, to tym większe koszty będziemy ponosić. Im bardziej będziemy się oburzać, że minister Przemysław Czarnek wyraził się za ostro, co od strony estetycznej niektórym przeszkadza, jeśli nie będziemy stawać po stronie tych, którzy bronią naszych dzieci, ich wychowania, a będziemy się oburzać na ministrów, tym bardziej tę kroczącą głupotę spotęgujemy w naszym kraju.

Świat przyszłości, o którym w swoich książkach pisał Orwell, staje się rzeczywistością?

– Myślę, że nawet George Orwell w swojej fikcyjnej wizji świata nie przewidział takich wynaturzeń i tego, co próbują dzisiaj robić rewolucjoniści.

Czy da się to wszystko zatrzymać?

– Oczywiście, tym bardziej że absurd goni absurd. Najgorsze jest zachowanie tzw. tłustego kota, który jest najedzony i mówi, że jego to wszystko nie dotyczy, w związku z tym nie ma się co wychylać. I to jest najgorsze podejście.

Zatem nie przygotowujemy się do wymiany samochodów spalinowych na elektryczne?

– To kolejny absurdalny pomysł, podobnie jak ograniczenie podróżowania samolotem. Najlepiej, żeby człowiek latał na skrzydłach, bo wtedy nie będzie spalin i śladu węglowego. Klimatyczni radykałowie za nic mają człowieka. Cóż nam z planety, na której nie będzie ludzi?

           Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl