Dzisiaj Białoruś mają opuścić dwaj konsulowie z Grodna oraz łącznik Straży Granicznej. To decyzja białoruskiego reżimu. Jak odbiera Pan ten ruch?
– To wpisuje się w cały ciąg zdarzeń, wrogich naszemu krajowi posunięć reżimu Alaksandra Łukaszenki. Możemy być pewni, że Polska nie pozostawi tego bez odpowiedzi. Z pewnością odpowiemy w zdecydowany sposób. Osłabianie naszych zdolności dyplomatycznych i konsularnych, uniemożliwianie konsulom opieki nad obywatelami polskimi oraz nad obywatelami Białorusi będącymi Polakami na Białorusi – bo tym zajmują się konsulowie – jest działaniem haniebnym. Wskazuje ono na to, że celem reżimu z Mińska jest uderzenie w społeczeństwo – osoby niezaangażowane politycznie, które chcą normalnie żyć i pracować.
Czy będą działania odwetowe? Z Polski zostaną wydaleni białoruscy dyplomaci?
– Decyzje w sprawie odpowiedzi zapadną do końca tygodnia. Wczoraj ograniczyliśmy ruch dla białoruskich pojazdów towarowych na przejściu granicznym Kukuryki – Kozłowicze. I mogę zapewnić, że to nie koniec działań, które nasz kraj podejmie.
Od 2020 roku trwa cykliczne osłabianie polskich placówek dyplomatyczno-
-konsularnych na Białorusi. One są w stanie pracować normalnie?
– W żadnym wypadku. Ich praca jest okrojona do wykonywania podstawowych czynności. Na Białorusi od dawna nie ma polskiego ambasadora. Są jeszcze trzy ośrodki konsularne: w Mińsku – przy naszej ambasadzie, w Grodnie – centrum życia Polaków w tym kraju, oraz w Brześciu. Ich działanie jest utrudnione. Pozostało w nich zaledwie 20 proc. wcześniejszego stanu osobowego. To nie jest standard pracy konsularnej i wzajemnych relacji dyplomatycznych. Nie tak powinny wyglądać relacje między najbliższymi sąsiadami w sercu Europy. Ale to jest wybór reżimu na Białorusi.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

