logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Siła militarna Polski jest bardzo ważna

Czwartek, 23 lutego 2023 (21:19)

Rozmowa z dr. hab. nauk wojskowych Romualdem Szeremietiewem, prof. Społecznej Akademii Nauk, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej

Jak z punktu widzenia polskich interesów ocenia Pan wizytę prezydenta Joe Bidena
w Polsce?

– Pozytywnie. Po pierwsze, prezydent Joe Biden oświadczył wyraźnie, że Ukraina nie może przegrać wojny z Rosją, czyli wypowiadając te słowa, angażuje autorytet Stanów Zjednoczonych. A to oznacza, że Waszyngton będzie wspierał działania Ukrainy na froncie aż do szczęśliwego finału. Drugi komunikat, jaki wynika z tej wizyty, dotyczy tego, że Stany Zjednoczone potrzebują Polski, która jest dla Amerykanów ważna, oraz naszych sąsiadów do tego, żeby to, co nazywamy wschodnią flanką NATO, rzeczywiście było zaporą przed ewentualnymi działaniami agresora. I Polska – na co zresztą wskazał prezydent Biden – odgrywa w tym programie kluczową rolę, jeśli chodzi
o realizację amerykańskich interesów w tym regionie. Ponieważ tak się składa, że jest to również zgodne
z naszymi interesami, bo porażka Rosji na Ukrainie
i zbudowanie wspólnoty narodów, które będą sobie nawzajem świadczyć pomoc i gwarantować bezpieczeństwo, w tym Polska, z coraz silniejszą armią,
to jest opcja korzystna także z naszego punktu widzenia, więc mamy swojego rodzaju symbiozę.

Wizyta Joe Bidena na Ukrainie i w Polsce spotkała się jednak z krytyką republikanów. Co to może oznaczać, jeśli chodzi o wsparcie w Kongresie dla inicjatyw prezydenta Bidena – także dotyczących przyszłej pomocy dla Ukrainy?

– Zobaczymy, jak sytuacja będzie się rozwijać. Natomiast trzeba powiedzieć, że jeśli chodzi o konkretne sprawy dotyczące korzyści, to Stany Zjednoczone mają elity polityczne, które doskonale rozumieją, na czym polega interes amerykański w świecie i niezależnie od poglądów czy przynależności partyjnej – także przy zmianach ekip rządzących państwem – wciąż potrafią utrzymać linię, która służy interesom kraju. To jest coś, co wyróżnia politykę amerykańską, o czym wielokrotnie się przekonywaliśmy również w przykry dla nas sposób, bo bywało też tak, że interesy Stanów Zjednoczonych i Polski były rozbieżne. Tak było np. podczas II wojny światowej. Teraz jest jednak inaczej.

W czasie wizyty prezydenta Bidena
w Kijowie Rosjanie nie podjęli żadnych skutecznych działań. Co to oznacza?

– Najwyraźniej Moskwa obawiała się konsekwencji.
Zresztą, jak się dowiadujemy, na krótko przed przyjazdem prezydenta Bidena do Kijowa strona amerykańska poinformowała stronę rosyjską o tym fakcie. Co by nie powiedzieć, widać, że Rosja jest w tym wypadku bezsilna
i musi być bardzo słaba. Zresztą tę bezsilność Rosji ujawnił sam Władimir Putin, rozpętując całą tę awanturę na Ukrainie.

Wizyty Joe Bidena w Kijowie oraz ubiegłoroczna i ta ostatnia w Warszawie
to najważniejsze wydarzenia jego prezydentury?

– Oczywiście. To fakt, że ubiegłoroczna wizyta Joe Bidena w Polsce zbudowała go jako lidera świata zachodniego. Wszystko, co wydarzyło się od lutego 2022 roku, działania prezydenta Bidena, tylko to potwierdzają.

Przemówienie Joe Bidena w Warszawie
było skierowane do Polaków i sojuszników amerykańskich, ale też do Amerykanów, którzy, zdaje się, nie do końca rozumieją zaangażowanie Stanów Zjednoczonych po stronie Ukrainy?

– Jest to w jakimś stopniu zrozumiałe – mianowicie
w każdym społeczeństwie, także w amerykańskim, są ludzie, którzy różnie postrzegają świat i politykę swojego kraju – tę wewnętrzną i zewnętrzną. Weźmy dla przykładu Polskę, gdzie opozycja zachowuje się jak dziecko we mgle
i nie rozumie, o co toczy się ta gra, że interes Polski powinien być zawsze najważniejszy. Natomiast – wracając na grunt amerykański – ważne jest, jaką rolę odgrywają tam ośrodki, które rzeczywiście mają wpływ na to, co robi państwo. Mam na myśli zarówno przestrzeń spraw zagranicznych, wojska, jak i gospodarki oraz przemysłu. Trzeba powiedzieć, że w tym obszarze lokują się ludzie, którzy decydują o tym, jaką politykę prowadzą Stany Zjednoczone. I co do tego nie ma żadnych wątpliwości, dlaczego prezydent Joe Biden zachowuje się akurat
w taki, a nie inny sposób, by być w zgodzie z kierunkiem
i oczekiwaniami tych ośrodków.

Jednak na początku swojej prezydentury, kiedy cieniem kładło się na Bidenie wycofywanie wojsk amerykańskich
z Afganistanu czy zniesienie sankcji na Nord Stream, ta prezydentura nie wyglądała dobrze.  

– To prawda, że były przesłanki, które budziły zaniepokojenie przynajmniej u nas, w Polsce, zwłaszcza jeśli chodzi o to, w jakim kierunku będzie szła polityka amerykańska odnośnie do Rosji. Jednak już wtedy mówiłem, że nie wyobrażam sobie, aby ta polityka poszła w kierunku niekorzystnym dla Polski, ponieważ ludzie
i ośrodki, które mają wpływ na międzynarodową politykę Stanów Zjednoczonych, ostatecznie zadbają o to, żeby interesy amerykańskie szły we właściwym kierunku,
i prędzej czy później swoimi wpływami wyprostują politykę administracji Bidena. Efektem była zmiana retoryki
i zaostrzenie kursu prezydenta Bidena odnośnie do Rosji
i Putina.

W przeciwieństwie do opozycji w Polsce
w Stanach Zjednoczonych jednak następuje jakaś refleksja…  

– To jest jedna z oznak państwa dojrzałego, dojrzałych polityków. Istnieje kilka spraw nadrzędnych, a ludzie wpływowi – niezależnie od barw politycznych czy przekonań – zawsze uważają, że należy o nie dbać
i pewnych zasad przestrzegać. To jest racja stanu, interes narodowy państwa, które są niezmienne i ważne dla wszystkich rozsądnych polityków. Mają oni świadomość,
że w pewnych kwestiach nadrzędnych nie może być żartów. Próby, które się pojawiały, również w Stanach Zjednoczonych, aby nie przestrzegać tych reguł, zwykle kończyły się źle dla tych, którzy takie karkołomne próby podejmowali. Amerykanie potrafią być zasadniczy, zdecydowani, dlatego też umacniają swoją międzynarodową pozycję. Dlatego zgadzam się z prof. Friedmanem, który mówił, że mocno przesadzone są opinie, iż Chiny zdobywają przewagę, a Stany Zjednoczone są potęgą, która odchodzi. Amerykanie wciąż są siłą, zachowują swoją przewagę, mają zdolności w obszarze gospodarczym, również w obszarze militarnym. Dzieje się to mimo różnych kłopotów wewnętrznych, społecznych dotyczących tzw. sfery cywilizacyjnej. Uniwersytety amerykańskie zostały zainfekowane rozmaitymi lewackimi ideologiami, które opanowały też głowy unijnych decydentów, którzy narzucają państwom członkowskim bezsensowne pomysły od klimatu, zakazu produkcji samochodów spalinowych, są też, jak słyszymy, projekty C40 Cities eliminujące z jadłospisu mięso czy nabiał. Tak czy inaczej w porównaniu z innymi Stany Zjednoczone trzymają się mocno.

Amerykański Kongres zgodził się na sprzedaż Polsce blisko pięciuset wyrzutni Himars. To będzie trafiony zakup?

– To jest kolejny element w całej tej układance, o której powiedziałem. Mianowicie Polska w tym regionie w Europie  jest rzeczywiście głównym partnerem Stanów Zjednoczonych, stąd wobec rozmaitych zagrożeń ze strony Rosji siła militarna Polski jest niezwykle ważna, potrzebna
i przydatna. Nic więc dziwnego, że w przeciwieństwie do tego, co robił rząd koalicji PO – PSL, który zwijał armię, likwidował jednostki, obecny rząd Zjednoczonej Prawicy odbudowuje armię, wzmacnia nasz potencjał militarny,
a Stany Zjednoczone są naszym głównym partnerem
i sojusznikiem. Nic więc dziwnego, że m.in. od nich kupujemy sprzęt wojskowy. Polska armia musi być silna, żeby potencjał odstraszania był coraz potężniejszy.

Prędzej czy później ta wojna musi się zakończyć przy stole negocjacyjnym,
o czym mówił m.in. rzecznik amerykańskiego departamentu stanu
Ned Price. Jaki moment byłby najlepszy, żeby przystąpić do rozmów, zwłaszcza że  Ukraina za bardzo nie ma na to ochoty?

– Osobiście czekam na rozstrzygnięcia na polach bitewnych Ukrainy i spodziewam się, że na wiosnę bądź latem Ukraińcy wspierani sprzętowo przez Stany Zjednoczone
i koalicję państw sojuszniczych przeprowadzą skuteczne kontruderzenia i wypchną Rosjan ze swojego terytorium. Wtedy zobaczymy, jak na to zareaguje przegrywająca Rosja. Pewnie na Kremlu można się spodziewać wewnętrznego kryzysu, obecna władza – na czele
z Putinem – się załamie i pojawi się jakieś nowe kierownictwo tego państwa i tak czy inaczej dojdzie do rozmów pokojowych. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie.

                    Dziękuję za rozmowę.        

  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl