Minął już rok od rosyjskiej agresji na Ukrainę. Czy jesteśmy bliżej zakończenia tej wyniszczającej wojny?
– Trudno powiedzieć, gdyż to zależy od wielu czynników, które nie do końca znamy. Pierwszy to możliwości potencjału militarnego Rosji. Co prawda wywiady różnych państw co jakiś czas donoszą o danych dotyczących zasobów osobowych oraz sprzętu, jakim dysponuje Rosja, ale o sile militarnej decyduje także jakość wojska, a ta wydaje się, że nie jest najmocniejszą strony Rosji. Z drugiej strony Ukraina nie była dobrze przygotowana do wojny z drugą armią świata, przynajmniej teoretycznie. Sprawność i skuteczność wojsk ukraińskich zależy przede wszystkim od pozostałych państw. Potencjałem Ukrainy są zdeterminowani do obrony własnego kraju żołnierze, ale sami nie są w stanie wiele zrobić bez dostarczenia im broni z zewnątrz. Bez niej Ukraina może szybko przegrać tę wojnę, ale mając nowoczesną broń tej wojny nie przegra. Natomiast Putin posunął się już tak daleko, że nie może się wycofać. Postawił wszystko na jedną kartę. Jeżeli przegra, nie tylko będzie skompromitowany, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że zróżnicowana etnicznie Rosja pogrąży się w chaosie, co może doprowadzić do jej rozpadu.
Generał Ben Hodges mówi, że ta wojna może się skończyć jeszcze w tym roku, jeśli Zachód zrozumie, że należy Ukrainę wyposażyć szybko w odpowiedni sprzęt wojskowy…
– Generał Hodges ma rację, ale słusznie zauważył, że warunkiem wygrania wojny przez Ukrainę jest to, że – jak podkreślił – Zachód zrozumie, że należy pomóc Ukrainie poprzez dostarczenie odpowiedniego sprzętu wojskowego. Obserwując zachowanie wielu państw, wydaje się, że nie wszyscy to rozumieją, a stwarzają jedynie pozory pomocy lub stosowania sankcji na Rosję. Obecnie mówi się o 10. pakiecie sankcji. To raczej zakrawa o kpinę, bo w takim razie jak dotkliwy był pierwszy pakiet sankcji? Czy w jakikolwiek sposób osłabił dochody Rosji? Czy to może jedynie były pozory. Zresztą wydaje się, że jeszcze dziś wiele państw europejskich nie zdaje sobie sprawy z sytuacji i wagi tej wojny. Nadal dla przedstawicieli niektórych krajów ważniejsze są diamenty sprowadzane z państwa agresora niż życie ludzkie. Wciąż niektórzy ociągają się z dostarczeniem sprzętu wojskowego dla Ukrainy. Wydaje się, że grają na czas, działają zachowawczo, nie bardzo wiedząc po czyjej stronie się opowiedzieć, nie wiedząc, kto tę wojnę wygra. Z jednej strony np. deklarują przekazanie czołgów, a z drugiej stwarzają sytuację, aby te działania z różnych powodów opóźnić. Tymczasem na wojnie zdecydowanie i szybkość decyzji są kluczowe. Niewątpliwie nowoczesne czołgi, wyrzutnie czy samoloty mogą odegrać przełomową rolę w tym konflikcie.
Czy niedawna wizyta prezydenta Bidena w Polsce spełniła oczekiwania, bo fajerwerków nie było, ale raczej wytyczenie kierunków?
– Rzeczywiście, niektórzy spodziewali się, że prezydent Stanów Zjednoczonych ogłosi więcej konkretów. Skupił się przede wszystkim na hołdzie dla Ukrainy i jej bohaterskości, jak również podziękowaniach dla Narodu Polskiego za wsparcie dla uchodźców z Ukrainy oraz pomoc militarną państwa polskiego. Najważniejsze z punktu widzenia Polaków było zdecydowane zapewnienie o bezpieczeństwie ze strony sojuszników, gdyż – jak powszechnie wiadomo – NATO w największym stopniu opiera się na sile militarnej Stanów Zjednoczonych. Słowa Bidena, że atak na jednego członka Sojuszu oznacza atak na wszystkich były kluczowe dla gwarancji bezpieczeństwa Polski, ale tak naprawdę pośrednio były ostrzeżeniem dla Putina i jego imperialnych zamiarów.
Jak ważne – w obliczu konfliktu na Ukrainie – były obrady Bukaresztańskiej Dziewiątki z udziałem prezydenta Bidena i jakie znaczenie ma ten format?
– Spotkanie Bukaresztańskiej Dziewiątki wraz z prezydentem Stanów Zjednoczonych, ale także z udziałem Sekretarza Generalnego NATO miało kilka wymiarów. Z jednej strony było świadectwem siły, więzi, ale także zobowiązaniem do obrony każdego zaatakowanego państwa Sojuszu. Z drugiej – mocnym potępieniem inwazji Rosji na Ukrainę oraz przedstawieniem jej jako największe zagrożenie dla sojuszniczego bezpieczeństwa. A co najważniejsze dla tych państw, to decyzja o wzmocnieniu postawy obrony i odstraszania na całej wschodniej flance – od Bałtyku do Morza Czarnego, oraz zobowiązanie do wzajemnej obrony. To spotkanie miało także wymiar psychologiczny dla tych państw. Obecność prezydenta Bidena stanowiła swego rodzaju nie tylko zapewnienie o wsparciu, przecież najpotężniejszego militarnie państwa świata, ale także znak, że Stany Zjednoczone już nie uważają, że Niemcy czy Francja są gwarantem bezpieczeństwa w Europie, bo te w obliczu obecnej wojny skompromitowały się, pokazały swoją słabość i straciły moralne prawo do przywództwa w tej części świata. To, że spotkanie to miało miejsce w Warszawie, ma także wymiar symboliczny, kto według Stanów Zjednoczonych i NATO powinien i może być naturalnym przywódcą dążącym do pokoju i ładu w Europie.
Jesteśmy nie tylko hubem, jak często się określa Polskę, ale partnerem strategicznym Stanów Zjednoczonych w obliczu toczącej się wojny?
– Polska niewątpliwe jest państwem kluczowym w niesieniu pomocy Ukrainie. Dotyczy to nie tylko przyjmowania uchodźców, lecz także pomocy materialnej, wojskowej, ale przede wszystkim stanowi strategiczne miejsce przerzutu broni z innych państw dla Ukrainy. Dostarczenie sprzętu wojskowego ze Stanów Zjednoczonych byłoby niemożliwe bez wsparcia rządu polskiego. Bliskie i częste kontakty amerykańsko-polskie świadczą o tym, jak jesteśmy ważnym partnerem w obliczu tej wojny. To do Polski a nie jakiegokolwiek innego kraju europejskiego prezydent Joe Biden przyleciał dwukrotnie w ciągu 12 miesięcy. O znaczeniu Polski i wzroście jej rangi na arenie międzynarodowej świadczą słowa prezydenta Zełenskiego, prezydenta Bidena, ale także wypowiedzi w najpoczytniejszych gazetach analityków sceny politycznej na świecie. Znaczenie Polski na arenie międzynarodowej wzrasta zarówno ze względu na udzielane wsparcie dla Ukrainy i jej obywateli, ale – co warto zaznaczyć ze względu na coraz silniejszą pozycję gospodarczą, a przede wszystkim jak się wydaje w najbliższym czasie – także militarną.
Dlaczego Stany Zjednoczone angażują się w ten konflikt?
– Stany Zjednoczone zdają sobie sprawę, że zwycięstwo Rosji w tej wojnie nie tylko znacznie wzmocniłoby pozycję tego państwa jako mocarstwa, ale także osłabiłoby pozycję Waszyngtonu na arenie międzynarodowej. Dodatkowo Putin zachęcony sukcesem militarnym na pewno, może nawet w krótkim czasie, zdecydowałby się na dalszą ekspansję. Zapewne sprawdziłby się w tym przypadku słowa wypowiedziane przez Lecha Kaczyńskiego, kto może być następny. Rosja rozpoczęłaby marsz w kierunku dominacji na świecie, Stany Zjednoczone nie mogą sobie na to pozwolić. Prezydent Biden doskonale zdaje sobie sprawę, że armia rosyjska pokazała w tej wojnie swoją słabość. Obecnie trafiła się okazja, której do niedawna trudno było sobie wyobrazić, aby zadać cios Rosji tak duży, że przez wiele lat nie będzie w stanie odbudować swojej potęgi militarnej, a w przypadku rozpadu tego państwa, czego także nie można wykluczyć, może w ogóle już się nie podnieść. Obecnie, jak się okazuje, siła rosyjskiej armii ma wymiar bardziej teoretyczny niż praktyczny. Okazuje się, że liczba sprzętu wojskowego nie jest tak ważna jak jego jakość. A w tym przypadku Stany Zjednoczone zdecydowanie dominują.
W ubiegłym roku Joe Biden odnosząc się do konfliktu wywołanego przez Putina, powiedział, że to moment przesilenia, który zdarza się raz na kilka pokoleń…
– Do tej pory konflikt pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją miał wymiar jedynie teoretyczny i werbalny. Jedni i drudzy krytykowali politykę przeciwnika, grozili, a później sytuacja wracała do normy. Po ochłodzeniu relacji następowało ich ocieplenie. Wydawało się, że tak pozostanie. Jednak tym razem Rosja posunęła się za daleko. Groźby wobec innego państwa zamieniła w czyn. Putin swoje imperialne zakusy zaczął realizować w praktyce. W ten sposób można mówić o przesileniu wzajemnych stosunków. Obecnie następuje weryfikacja tych dwóch militarnych mocarstw. Szybko okazało się, że Rosja jest potęgą jedynie w teorii. Dysponuje przestarzałym sprzętem, skorumpowanym wojskiem, źle zorganizowanym, co powoduje – na szczęście – że nie jest w stanie poradzić sobie, przecież także z nie najlepiej wyposażoną armią ukraińską. Natomiast to, co wyróżnia Rosjan, to bezwzględność przywódców w postępowaniu, także ze swoim wojskiem. To przesilenie wydaje się w konsekwencji końcem potęgi rosyjskiej. Rosja traci swoje zasoby nie tylko militarne, ale także ekonomiczne, a odzyskanie wiarygodności na arenie międzynarodowej będzie bardzo trudne.
Początek prezydentury Bidena nie kreował go na wielkiego polityka – męża stanu. Blamaż z wycofaniem wojsk amerykańskich z Afganistanu, zniesienie sankcji na Nord Stream – źle rokowały. I dopiero po agresji rosyjskiej Biden urósł do rangi lidera wolnego świata?
– Początek prezydentury Joe Bidena nie był najlepszy. Podjął wiele niezrozumiałych decyzji i miał też cały szereg pomyłek w swoich wystąpieniach. Wydawało się, że w tych wyjątkowych czasach nie będzie w stanie poradzić sobie z wyzwaniami. Tym bardziej, że demokraci jeszcze za czasów prezydentury Baracka Obamy raczej pozytywnieje patrzyli w stronę Rosji. Mówił on o resecie w stosunkach amerykańsko-rosyjskich oraz o dążeniu do partnerstwa z tym krajem. Podobnie jeżeli chodzi o zniesienie sankcji – już przez Bidena – na Nord Stream. Wydawało się, że amerykański prezydent nie do końca będzie rozumiał sytuację w odległym przecież rejonie. Natomiast zaskoczył pozytywnie. W obliczu agresji Rosji na Ukrainę przez swoje zdecydowanie stał się kluczowym graczem nie tylko teoretycznie, ale i w praktyce. Bez pomocy Stanów Zjednoczonych jest wielce prawdopodobne, że Ukraina nie poradziłaby sobie z przeważającymi siłami wroga. Ponadto stał się on ważnym inspiratorem dla innych krajów, aby pomagały Ukrainie. Niewątpliwie pozycja Bidena zarówno w kraju, jak i na świecie niewątpliwie wzrosła.
Wsparcie dla Ukrainy jest jednak coraz mniej popularne wśród zwykłych Amerykanów. Również republikanie krytykują prezydenta Bidena za koszty zaangażowania. Tymczasem bez wsparcia Waszyngtonu Ukraina nie wygra tej wojny?
– Wojna na ogół zawsze budzi silne emocje zarówno w krajach, które są bezpośrednio zaangażowane w konflikt, ale również wśród tych, którzy obserwują te wydarzenia. Po pewnym czasie zaangażowanie emocjonalne w innych krajach słabnie. Ludzie, których konflikt bezpośrednio nie dotyczy, zaczynają przeliczać własne koszty pomocy. Zwłaszcza jeżeli działania wojenne się przedłużają. Część mieszkańców może wyrażać swoją dezaprobatę dla pomocy, argumentując to zbyt wysokimi kosztami. Postawa taka może wynikać z narracji przedstawianej w mediach, ale także z braku zrozumienia dla powagi sytuacji ludności ukraińskiej. Osobom tym wydaje się, że działania wojenne są tak daleko, że ta sprawa ich nie dotyczy. Zresztą, podobne wydarzenia obserwujemy przecież w Niemczech, kraju położonym znacznie bliżej działań wojennych. Protesty przeciwko pomocy militarnej Niemiec są o wiele bardziej radykalne. Organizują je przede wszystkim organizacje lewicowe, a to już jest zupełna hipokryzja. Ruchy lewicowe tyle mówią o wrażliwości społecznej, ale gdy już przychodzi opowiedzieć się po stronie rzeczywiście pokrzywdzonych, to ta wrażliwość nie ma dla nich, jak widać, żadnego znaczenia. Niemcy cały czas grają na zwłokę z pomocą Ukrainie. Z jednej strony deklarują pomoc, a z drugiej ociągają się z nią jak tylko mogą. O ile bez pomocy Niemiec Ukraina może sobie poradzić, tak jak to czyni dotychczas, to bez wsparcia Stanów Zjednoczonych będzie to raczej niemożliwe.
Dziękuję za rozmowę.

