Europa ma niewielki ślad węglowy, a więc stosunkowo niewielką emisję CO2. Dlaczego więc mamy być prekursorem szkodliwej polityki klimatycznej w świecie?
– Moim zdaniem wynika to z prostej rzeczy: polityka klimatyczna to bardzo dobry biznes, polityka klimatyczna, która silnie zakorzeniła się w poglądach politycznych części społeczeństw, to rodząca się nowa gałąź gospodarki światowej. Oczywiście, każdy normalny człowiek uzna zamiar ochrony środowiska naturalnego za właściwy
i potrzebny, natomiast pęd do wprowadzania polityki klimatycznej, przyspieszanie pewnych trendów, szukanie, wręcz wtłaczanie w życie działań, które w sposób gwałtowny mają na siłę zmienić sytuację w Unii Europejskiej pod względem emisji CO2, jest niezrozumiały. To po pierwsze, po drugie jest to plan nierealistyczny,
a po trzecie jest tak naprawdę szkodliwy z punktu widzenia gospodarczego.
Proszę o rozwinięcie tej myśli.
– Chodzi o to, że bogatsze państwa mogą sobie pozwolić na różnego rodzaju transformacje, a biedniejsze z bardziej przestarzałymi technologiami, niestety, nie mają takich możliwości i już na starcie zostają z tyłu. Ponadto biznes związany z produkcją farm fotowoltaicznych, farm wiatrowych oraz części zamiennych itd. został rozkręcony
– rzec można – po cichu, zanim rozpoczął się proces karbonizacji gospodarki. Jako pierwsi w tym procesie sprzedaży farm wiatrowych czy fotowoltaicznych wystartowali Niemcy. To Berlin połączył siły m.in.
z Duńczykami, a w szczególności z Chinami, i przygotował całe wyposażenie do tworzenia farm fotowoltaicznych. Mówiąc wprost – mamy zapisy w budżecie Unii Europejskiej o potrzebie wydatkowania 30 procent
w zakresie tzw. wieloletnich ram finansowych na lata
2021-2027, na zieloną energię, na ochronę klimatu.
Są to dosyć duże środki, a więc zakup urządzeń do fotowoltaiki i farm wiatrowych jest finansowany z budżetu Unii Europejskiej. Z drugiej strony sprzedającym te części czy podzespoły będą głównie Niemcy – jako właściciele technologii – oferujący najlepszy sprzęt. Jak widać, jest to dobry biznes zgodny z ideologią, która – moim zdaniem – spowoduje potężne perturbacje gospodarcze w samej Unii. Firmy produkujące np. silniki spalinowe już się zastanawiają, czy nie przenosić swojej produkcji do innych krajów, skoro od 2035 roku tych silników nie będzie można produkować w Europie.
Gdyby problem dotyczył farm wiatrowych, fotowoltaicznych czy zakazu produkcji silników spalinowych, to jeszcze pół biedy, ale polityka klimatyczna, która silnie zakorzeniła się w poglądach politycznych części społeczeństw, krajów zachodniej Europy, idzie jeszcze dalej i dotyczy wprowadzenia racji żywnościowych, w tym ograniczenia spożycia m.in. mięsa i nabiału.
– To również jest zaplanowana akcja. Nawet w Polsce są już producenci mączki z robaków i to wszystko odbywa się bez przygotowania, ale na zasadzie zaskoczenia konsumenta. Uważam, że wszystkie te działania związane z promocją niby-zdrowej żywności i diety w postaci robaków czy produktów, nazwijmy to, robakopochodnych to kolejny dobry biznes i próba przejęcia przynajmniej części rynku spożywczego, co będzie opłacalne dla niektórych producentów. Oczywiście, ma się to nijak
do badań naukowych, dlatego że to, co spożywamy, ma ogromny wpływ na nasze zdrowie, podobnie jak to, czym oddychamy. Natomiast pochopna, nachalna, propagandowa agitacja, że nie będziemy zabijać zwierząt, że jedząc robaki, będziemy się zdrowo odżywiać i zdrowo żyć, ma również swoje konotacje ekonomiczne. Uważam też,
że nie ma transparentności pomiędzy promocją tego rodzaju żywności, jestem też daleki od korzystania z tego rodzaju usług z oczywistych tradycyjnych powodów.
Nie wiem też, czy moje wnuki, gdyby były w szkole
w Warszawie, skoro słyszymy o możliwości ograniczenia mięsa i nabiału w jadłospisie, byłyby dobrze odżywiane. Medycy, dietetycy mają pełną wiedzę na temat tego,
co proponują nam w swoich rozwiązaniach związanych
z konsumpcją tzw. postępowi politycy, a tak naprawdę ideologiczni szaleńcy, i jakie dla zdrowia mogą być konsekwencje spożywania żywności robakopochodnej. Jak widać, jest cały szereg niewiadomych, a do tego włączona jest propaganda. I skoro słyszymy, że prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski brał udział w konferencji czy też kongresie stowarzyszenia C40 Cities, gdzie pojawiły się rekomendacje dotyczące zmniejszenia spożycia mięsa, nabiału czy zakupu ubrań, to widać, że jest to plan skrupulatnie przygotowany od strony organizacyjnej, owiany tajemnicą, bez fleszy, czego efekty mamy poznać, kiedy cały ten biznesowo-ideologiczny projekt zostanie wprowadzony w życie, stanie się faktem. I wówczas będziemy świadkami szeregu ograniczeń w jedzeniu,
w produkcji żywności czy w hodowli zwierząt, a biznes będzie się kręcił. My się na taką ekodyktaturę nie godzimy.
Brnąc w te ideologiczne odmęty i przyjmując retorykę różnych wichrzycieli, może warto zapytać: a co na to obrońcy zwierząt, zwierzątek, obrońcy przyrody, dla których robak ma często większe znaczenie niż człowiek. Co oni na to?
– Aż prosi się, żeby ktoś podjął ten temat i stanął
w obronie robaków. Wiem, że brzmi to absurdalnie,
ale takich czasów dożyliśmy. Jest takie stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, które zaciekle broni lasów czy klimatu. Zastanawiam się, gdzie oni są w tym momencie, kiedy robaki są zagrożone. Dlaczego nabrali wody w usta i milczą. Odpowiedź, moim zdaniem, jest prosta: to stowarzyszenie i inne tego typu organizacje prawdopodobnie uczestniczą w tej grze, być może otrzymują też środki na swoją działalność od potencjalnych przyszłych czy obecnych producentów tego typu żywności
i stąd to wymowne milczenie. To tak samo jak z sytuacją tzw. ekologów, którzy nie dostrzegają, jak z niemieckich lasów wystają farmy wiatrowe albo jak na wielkich łąkach, które powinny być siedliskiem dla roślin, ptaków i zwierząt, rozłożone są farmy fotowoltaiczne. I tzw. ekolodzy nie widzą tego, jak wycina się lasy pod farmy fotowoltaiczne. Kiedy do Brukseli jadę samochodem przez całe Niemcy,
to widzę, jak po lewej i prawej stronie drogi z lasów wystają farmy wiatrowe, a łąki są usłane panelami fotowoltaicznymi. To świadczy, że tzw. ekolodzy są na pasku biznesu i to nie kto inny jak oni są forpocztą we wprowadzaniu rozmaitych nowych pomysłów, a w zamian otrzymują pieniądze na swoją działalność i mogą się ostentacyjnie przywiązywać do drzew, albo w ramach akcji protestacyjnych wbijać gwoździe w rosnące drzewa, aby pilarze tępili swoje piły. To jest dość dobrze zorganizowane przedsięwzięcie, to jest nienormalne, ale niestety ci tzw. ekoterroryści działają bezkarnie, bo świat prawniczy, który też jest włączony w tę działalność, puszcza im płazem takie czy inne wybryki. Jak widać, biznes się kręci, a grupa nacisku pod hasłem niby-ekologii i niby-ochrony klimatu ma się całkiem dobrze, zarabia na tym krocie. Przecież ci ludzie nie pracują, a mają pieniądze. Mogą rozbijać namioty, gdzie chcą, i protestować.
Jeśli wkroczymy na tę ścieżkę absurdu, to za chwilę możemy usłyszeć, że oddychanie czy posiadanie dzieci jest szkodliwe dla klimatu.
– Dokładnie tak. To wszystko idzie w kierunku ograniczenia populacji ludzi na świecie. Nie jest przecież tajemnicą, że są środowiska, którym przeszkadza liczba ludzi na globie, że jest nas za dużo. Nie można więc wykluczyć, że restrykcje znane z Chin zostaną przeniesione na grunt europejski, a wszystko po to, żeby zmniejszyć płodność, dzietność, a tym samym ograniczyć populację poszczególnych narodów i stworzyć superpaństwo europejskie pod dyktatem Niemiec. I wtedy zgodnie
z założeniami lewicowych elit będzie „wspaniale”.
Jak powstrzymać ten ideologiczny absurd?
– Świadomość tego typu zagrożeń rośnie, ale najlepiej weryfikacja tego typu idiotycznych pomysłów odbywa się przy urnach wyborczych, wtedy kiedy możemy sami zdecydować, czy chcemy, żeby Naród Polski przetrwał,
czy chcemy mieć zdrowe, właściwie uformowane rodziny
z tatą, mamą, dziećmi oraz babcią i dziadkiem, czy może zgodnie z lewacką wizją chcemy przyjmować w Europie
i tolerować przybyszów nie wiadomo skąd, z innego obszaru kulturowego, którzy nigdy nie zasymilują się
z nami i będziemy zmuszani coraz bardziej do uzależnienia się od nich. To prowadzi, co widać po krajach zachodniej Europy, które przyjęły w sposób bezrefleksyjny imigrantów muzułmańskich, do ograniczania praw i przywilejów rdzennych mieszkańców na rzecz przybyszów. To się oczywiście wiąże ze strachem wyjścia z domu, bo imigranci muzułmańscy są agresywni i nikt nie wie, co mogą zrobić. W Europie Zachodniej są miejsca, gdzie rdzenni mieszkańcy przeszkadzają przybyszom muzułmańskim.
Czy tego typu pomysły mogą się pojawić
w kampanii przed wyborami parlamentarnymi oraz w przyszłym roku przed wyborami do europarlamentu?
– Oczywiście, należy się spodziewać, że kampania – jedna
i druga – propagandowo będzie dobrze przygotowana przez te lewackie środowiska. Widać, że młodzież już jest wciągnięta w tę politykę ekologiczną i bezmyślnie uczestniczy w niej. To prawda, że szanujemy prawo każdego, także prawo młodych ludzi do własnego zdania, jednak warto tłumaczyć, że ten pęd do ekologizmu
i obrona wszystkiego za wszelką cenę prostą drogą prowadzi do tego, że zakłady pracy w Europie będą upadać, będą likwidowane, firmy będą przenosić produkcję np. do Chin czy Stanów Zjednoczonych, a w Europie na życzenie ekologicznych wichrzycieli powstanie pustka gospodarcza. Takie obawy są realne i coraz bardziej widoczne w wielu krajach europejskich, także
w Niemczech, gdzie powstaje stowarzyszenie broniące utrzymania budowy silników spalinowych. Widać więc,
że przemysł niemiecki zaczyna się budzić i organizować przeciwko temu, co proponuje czy wręcz usiłuje narzucić Unia Europejska. To wszystko ma podtekst gospodarczy,
a do walki o ekologizm używani są młodzi ludzie, którzy
z oczywistych powodów są mniej doświadczeni i za jakieś drobne profity: wycieczkę, odznaczenie czy gadżet, idą głosować tak, jak tego chcą przywódcy ekologiczni, którzy okłamują świat, że człowiek jest przeszkodą na drodze rozwoju planety Ziemia. Najwyższy czas się temu przeciwstawić.

