logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Nierzetelny przekaz, niewiarygodne esbeckie źródła

Czwartek, 9 marca 2023 (20:49)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą
z KUL i AKSiM

Pierwszy zamach na św. Jana Pawła II
w 1981 r. miał na celu pozbawić go życia, drugi – teraz – jest jeszcze bardziej okrutny, ponieważ jest próbą pozbawienia go dobrego imienia. Dlaczego Papież Polak
jest tak mocno atakowany?

– Ten atak ma podwójny wymiar. Pierwszy to wymiar ideologiczny, mianowicie bez obalenia św. Jana Pawła II
– jego autorytetu i jego nauczania, nie da się dokończyć rewolucji kulturowej w Polsce. Nauczanie św. Jana Pawła II dotyczy sfery ludzkiej płciowości i jest to niezwykle mocny głos, który obala i stoi na drodze rozwoju rewolucji seksualnej. Z kolei w sferze wychowania patriotycznego stoi na przeszkodzie rewolucji multikulturalnej, a w sferze nauczania o człowieku i świecie stoi na przeszkodzie rewolucji komunistycznej. Bez oderwania ludzi od Kościoła nie da się tej rewolucji przeprowadzić. Papież Polak jest dla wielu Polaków wielkim autorytetem, dlatego cel jest jeden – obalić ten autorytet, zniszczyć ten pomnik polskości
– w sensie katolicyzmu. Stąd np. zainteresowanie zagranicznych autorów tym, co dzieje się w Polsce, w czym udział mają środowiska lewackie, także medialne, które działają i rezonują w sposób metodyczny. Druga rzecz
to kwestia zbliżających się wyborów parlamentarnych.
Otóż w przekonaniu środowisk lewicowo-liberalnych osłabienie Kościoła podmyje poparcie dla prawicy. W sferze bazy społecznej jest to silny czynnik bez względu na to, czy ktoś popiera prawicę, czy też nie, ale w sferze ideowej jest to podłoże prawicy w Polsce. W związku z czym uderzenie w Kościół ma osłabić prawicę w roku wyborczym. Podobnej metody użyto już wcześniej, kiedy jeden z filmów braci Sekielskich powstał w kontekście rzekomej pedofilii kapłanów i de facto był przygotowaniem artyleryjskim do ataków na ks. kard. Sapiehę i ks. kard. Wojtyłę.           

W 2005 roku, po śmierci Jana Pawła II, wydawało się, że jako Naród jesteśmy jednością, świadczyliśmy o wielkiej miłości do naszego zmarłego Papieża. I minęło zaledwie 18 lat, a nasz święty rodak jest opluwany. Co się z nami stało?

– Nie przesadzajmy z uogólnieniami, bo w te insynuacje nie wierzy aż tak wielu Polaków, jak chcieliby inicjatorzy ataków. Natomiast ci sami redaktorzy, dziennikarze, którzy wówczas odnosili się z wielkim szacunkiem do św. Jana Pawła II – najprawdopodobniej chcieli się wpisać w ogólny nastrój społeczny po śmierci Papieża Polaka. Pewnie zdawali sobie sprawę, że jeśli zaczną atakować św. Jana Pawła II, jeśli będą próbowali iść pod prąd, to popłyną jako ściek. W związku z tym musieli przeczekać jakiś czas
i dzisiaj uważają, że – zwłaszcza po demonstracjach tzw. strajku kobiet – nadszedł czas, kiedy uda się im odciąć szczególnie młode pokolenie od Kościoła i od św. Jana Pawła II. Moim zdaniem te środowiska się przeliczą, czyli jest to błąd z ich strony.    

Ten atak bazuje na kwitach, donosach wątpliwych świadków, których nawet SB
nie brała na poważnie. Głos tajnych współpracowników UB jest ważniejszy
niż głos Kościoła?

– W ten sposób równie dobrze o wszystkich bohaterach naszej polskiej wolności, którzy byli sądzeni przez komunistyczne sądy na podstawie akt, można by powiedzieć, że byli – dajmy na to – agentami amerykańskimi, że byli zbrodniarzami, pijakami i w ogóle zarzucić im wszystko, co najgorsze. Swoją drogą w aktach naszych największych bohaterów – rotmistrza Pileckiego, gen. Fieldorfa „Nila”, czy jeśli weźmiemy pokazowy polityczny proces szesnastu – przywódców Polskiego Państwa Podziemnego przeprowadzony w 1945 r.
w Moskwie, są największe oskarżenia. I jeśli idąc tym tokiem, wziąć na serio te akta czy wymuszone pod przymusem zeznania różnych ludzi, a czasem też bohaterów, którzy się załamali psychicznie, to można wyciągnąć wniosek, że sami się oskarżyli, a zatem że jest to prawda. Gdybyśmy w ten sposób podchodzili do tego typu dokumentów, to praktycznie wszyscy nasi bohaterowie, jak np. ks. Jerzy Popiełuszko czy Prymas
Stefan Wyszyński, będą opluci przez SB. Biorąc to na poważnie, a nie że to wszystko były fałszywki
i komunistyczna propaganda, możemy dojść do „wspaniałych” wniosków, które w sensie metodologicznym są ahistoryczne. Trzeba najpierw wykonać krytykę zewnętrzną źródła, a jeśli materiał został wyprodukowany przez SB, to wewnętrzną. Inaczej mówiąc, należy zbadać, czy dany świadek jest wiarygodny, bo jeśli jest degeneratem i miał interes w tym, żeby uderzać
w Kościół, to wówczas takich zeznań nie można brać pod uwagę. Zatem od strony warsztatu historycznego taki materiał jest nie do obrony, ale przecież nie na poziomie źródeł toczy się obecna debata o św. Janie Pawle II. Tylko ile osób zada sobie trud i przeczyta źródła? Natomiast
co do metody to tylko historycy wiedzą, w jaki sposób powinno się to robić. Wszyscy inni czerpią informacje na poziomie medialnym, często mocno zmanipulowanym.
Jeśli na poziomie wyciągniętych akt esbeckich próbowano obciążyć naszych powojennych bohaterów, to – idąc tym torem – dosłownie wszystkich można by obciążyć, ponieważ w tych aktach będą takie podstawy.

Co my możemy zrobić, ale także co powinien zrobić Kościół w Polsce – jego dostojnicy, aby obronić dobre imię Papieża Polaka,
żeby nie odzierać go ze świętości?

– Mówiłem o tym od dawna, nawet w naszych rozmowach, że trzeba zdać sobie sprawę, że tym, którzy dopuszczają się ataków, absolutnie nie chodzi o oczyszczenie Kościoła, co mówią liberalno-lewicowe środowiska rewolucyjne
i lewicowi politycy czy redaktorzy robiący za tzw. katolickich dziennikarzy. Jeśli ktoś w to wierzy i tak to traktuje, to tak jakby podchodził z zaufaniem do intencji środowisk narodowo-socjalistycznych w Niemczech, które atakowały Kościół, oskarżając go o zboczenia seksualne
po encyklice „Mit brennender Sorge”, którą wydał Pius XI
– atakując narodowy socjalizm. To tak jakby uznać, że te ataki nie miały na celu zniszczenie Kościoła, tylko jego oczyszczenie. Przecież to jest absurd.

Trzeba sobie uświadomić, że nie chodzi
o żadną prawdę i żadne oczyszczenie,
tylko o zniszczenie Kościoła jako takiego?

– Dokładnie. Jeśli zniszczy się pamięć o św. Janie Pawle II, który niewiarygodnie dużo zrobił dla Kościoła, dla świata, dla Polski, który wyciągnął Polskę z totalitarnej opresji,
to przecież każdego kapłana czy biskupa da się w ten sposób zniszczyć. Myślę, że ta świadomość powoli dociera, dlatego trzeba przemyśleć strategię obronną. Z jednej strony należy się zwrócić do historyków, którzy w sposób metodyczny, rzeczowy są w stanie badać akta
i odpowiadać merytorycznie na ataki, a po drugie przyjąć odpowiednią narrację i pokazać ludziom, wiernym,
że manipulacja jest nakierowana na zniszczenie Kościoła. To w tej chwili robią świeccy, środowiska i prawicowe media, robią to także prawicowi politycy. W tej walce poważono się jednak na zbyt wielki autorytet i nawet dziennikarze, którym daleko od Kościoła, a także od opcji rządzącej, diagnozują, że jeśli będzie się tak atakować
św. Jana Pawła II, będzie to antyskuteczne wyborczo. Środowiska prawicowe też to zdiagnozowały i z dużym refleksem zaczęły reagować przeciwko tym atakom. Natomiast kręgi kościelne, niestety, z opóźnieniem.

Jaka jest zatem rola Kościoła?

– Kościół musi być przygotowany na tego typu ataki.
W naszych rozmowach z panem redaktorem mówiliśmy wielokrotnie, że takie ataki będą, że na św. Jana Pawła II przyjdzie atak. Każdy, kto choć trochę interesuje się życiem publicznym, to wiedział, w związku z czym trzeba się było na to przygotowywać. Powiem więcej, trzeba się będzie przygotować na frontalną konfrontację ideologiczną, bo – i tu jest praprzyczyna wszystkiego – nie da się uzgodnić lewackiej ideologii z katolicyzmem. Tu nie chodzi o żaden dialog, ale tu chodzi o wykluczenie jednej religii
i zastąpienie jej drugą ideologiczną, lewacką religią. Jeden z pierwszych neokomunistów mówił, że socjalizm jest nie do pogodzenia z religią. Zatem plan jest taki: teoretyczna negacja i praktyczna likwidacja chrześcijaństwa, gdyby socjalizm rewolucji kulturalnej, neomarksistowskiej doszedł do głosu. Powinniśmy być tego świadomi, że w PRL za czasów posługi bł. ks. kard. Stefana Wyszyńskiego ówcześni komuniści szykowali rozmaite prowokacje, ataki, był proces księży kurii krakowskiej, były podrzucane różne materiały, były fałszywe oskarżenia, było wymuszanie zeznań i różne rzeczy się działy. I jeśli ktoś myśli,
że neomarksizm wprawdzie nie tymi samymi metodami, ale jednak z równą siłą nie zaatakuje, to jest w błędzie.

Jak to jest, że świat – gdzie nie spojrzeć
– ma wielki szacunek dla osoby i dzieła
św. Jana Pawła II, a we własnym Narodzie spotyka go nieuzasadniona krytyka?

– W jakimś sensie jest to prawda. Problem w tym,
że dzisiaj w świecie zachodnim nikt już nie przejmuje się nauczaniem św. Jana Pawła II, w związku z czym nawet opluwanie tej bezsprzecznie wielkiej postaci niczego
nie zmieni. Tam jest bardzo niska religijność, praktycznie Kościół nie ma większego autorytetu ani we Francji, ani
w Niemczech, ani też w Hiszpanii czy Irlandii, a więc nie jest to temat nośny. Natomiast w Polsce Kościół wciąż ma ogromny autorytet i realny wpływ na ludzi, więc żeby oderwać tych ludzi od Kościoła, trzeba go zohydzić.
Oskarżenia o pedofilię to metoda, którą przećwiczono praktycznie we wszystkich krajach. Oczywiście jak
w każdym środowisko przypadki pedofilii zawsze się znajdą, skoro wśród 12 apostołów jeden okazał się zdrajcą, a 10 w godzinie próby opuściło Chrystusa. Wśród kilkudziesięciu, a na przestrzeni lat wśród kilkuset tysiący kapłanów też znajdą się zdrajcy. I to trzeba wziąć pod uwagę, bo takie jest życie. Przyznam, że byłem ministrantem, lektorem, studiowałem na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i w środowisku kościelnym funkcjonuję od kilkudziesięciu lat. Widziałem też lepszych, gorszych duchownych, duszpasterzy z mniejszymi czy większymi wadami bądź naprawdę świętych, oddanych służbie Bogu, Kościołowi, człowiekowi, patriotów gotowych dla Ojczyzny zrobić wszystko, ale nigdy nie spotkałem się
z przypadkiem pedofilii. I to samo jest z moimi synami, którzy przeszli podobną drogę. Dlatego też uważam i takie są fakty, że przypadki pedofilii wśród kapłanów są marginalne, co oczywiście nie zmienia faktu, że trzeba
z tym walczyć, rozliczać i karać. Natomiast to nie jest obraz Kościoła, jaki próbuje się stworzyć, to jest całkowicie fałszywy i wypaczony obraz. I o tym trzeba mówić. Natomiast nie można przez pryzmat tych przypadków tworzyć obrazu Kościoła. To tak jakby przez pryzmat Judasza oceniać wszystkich apostołów i cały Kościół u jego zarania. To, z czym mamy do czynienia, to są techniki manipulacyjne znane od zawsze, które do dzisiaj są stosowane. W tym względzie Kościół nie może być milczący, Kościół musi reagować w sposób proporcjonalny, i możliwie jak najbardziej merytoryczny.

                  Dziękuję za rozmowę.                  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl