Materiały pochodzące od niewiarygodnych, skompromitowanych świadków, które nawet dla komunistów nie miały wartości, dzisiaj stają się podstawą ataków na św. Jana Pawła II. Gdyby władze komunistyczne miały jakieś papiery na ks. abp. Wojtyłę,
to nie wykorzystałyby ich wcześniej?
– To raczej oczywiste. Trudno wręcz sobie wyobrazić, aby mając takie możliwości realnego nacisku, władze i służby komunistyczne nie próbowałyby tym grać. Biorąc pod uwagę skalę problemów, jakie sprawiał komunistom – i to nie tylko w Polsce – metropolita krakowski ks. kard. Karol Wojtyła, a później Ojciec Święty Jan Paweł II, trzeba by przyjąć, że byli skrajnie indolentni. A przecież każdy,
kto pamięta tamte czasy – a ja należę do tego pokolenia
– doskonale wie, że tak nie było. Tym bardziej skala zwykłej ahistorycznej głupoty, która towarzyszy tej operacji obecnych nieudolnych naśladowców dawnej SB, musi zdumiewać.
Czemu zatem ma służyć cała ta nagonka
na osobę i dzieło Papieża Polaka? Czy ten frontalny atak jest dla Pana Profesora jakimś zaskoczeniem?
– Są tu przynajmniej trzy wymiary. Pierwszy – nazwałbym go genetycznym – to po prostu wewnętrzna potrzeba ludzi, którzy są patologicznymi potomkami bolszewicko-ubeckich pokoleń jurgieltników – służących czy to Rosji, czy Sowietom. Oni po prostu tak mają zapisane w swoim DNA, że zawsze muszą atakować Polskę, Polaków, Kościół oraz kapłanów. Drugi wymiar – polityczny – to naiwna kalkulacja na zysk polityczny. Ciężka frustracja tzw. demokratycznej opozycji wynikająca z fiaska ataków na obóz rządzący i ponurej perspektywy kolejnych czterech lat bycia na politycznej bocznicy zmusza ich do chwytania się brzytwy. No, ale zamiast rączki brzytwy złapali ostrze
i skutki widać. Wreszcie jest wymiar trzeci – globalny.
Otóż część neobolszewickiej krucjaty – ruchy, które chcą, jak każda rewolucja, wywrócić wszystko do góry nogami. Zniszczenie wszelkich wartości i wszelkich autorytetów „starego świata”, to jest ich cel. Na gruzach chcą budować „nowy świat” bez trwałych fundamentów, bez wartości. Znamy te metody i znamy osiągnięcia tych psychopatów.
Komu na tym zależy, żeby osłabić autorytet św. Jana Pawła II, zważywszy że Kościół
i autorytet Jana Pawła II stoją na przeszkodzie rewolucji kulturowej.
– To pogrobowcy wojny ludowej w Niemczech w XVI wieku, rewolucji angielskiej w XVII wieku, rewolucji francuskiej
w XVIII wieku, komuny paryskiej w XIX wieku, rewolucji bolszewickiej, bolszewickich rzezi w Hiszpanii czy Meksyku, rewolucji kulturalnej Mao Zedonga czy eksperymentów reżimu Pol Pota. I to wszystko, to ich osiągnięcia
w XX wieku. I ci współcześni wichrzyciele to są dzieci tego nurtu w kolejnej swojej odsłonie. Tyle tylko że dla realizacji swojego celu – „uszczęśliwienia ludzkości” – nie naśladują swoich ojców czy dziadków w stu procentach – jeszcze.
Czy na przestrzeni lat zrobiliśmy wszystko, żeby całe dziedzictwo św. Jana Pawła II zachować i przekazać je młodemu pokoleniu?
– Nie, na tym polu zrobiliśmy tak naprawdę bardzo niewiele. Ograniczyliśmy się do rytualnych celebracji, powierzchownych refleksji, zatrzymaliśmy się na płaszczyźnie emocji bez pogłębionej refleksji nad dziełem życia i posługi naszego wielkiego rodaka. Co więcej,
w ostatnich latach pozwoliliśmy na to, by różne osoby bezkarnie szargały nasze największe świętości.
Ta fałszywie pojmowana tolerancja wobec tych troglodytów zachęca, wręcz ich uprawnia, do coraz bardziej ohydnych działań. Młodzi ludzie, widząc naszą „zajęczą odwagę”, nie mają motywacji, by naśladować czy to św. Jana Pawła II, czy to innych wielkich polskich świętych. I ten trend trzeba odwrócić, musimy powrócić do źródeł.
Jak zatrzymać falę ignorancji i co możemy zrobić, żeby ten niszczący trend powstrzymać i odwrócić?
– To przykre, że dopiero teraz, gdy ubeckie popłuczyny napluły na osobę św. Jana Pawła II, uznaliśmy, że trzeba „coś z tym zrobić”. Dotarliśmy do momentu, w którym każdy z nas, polskich katolików – ludzi, którzy poważnie traktują swoją wiarę, musi powiedzieć swoje stanowcze non possumus, dalej nie pozwolimy szargać naszych największych świętości, podcinać naszych narodowych korzeni. Każdy z nas musi stanąć na swojej „reducie Ordona” i podjąć walkę – modlitwą, świadectwem, a gdy trzeba będzie to także osobistym poświęceniem w obronie Ojczyzny, wiary i Kościoła, a więc tego wszystkiego,
z czego wyrastamy jako Naród i co nas przez wieki scalało. Nie łudźmy się też, że pójdzie łatwo, że naszym przeciwnikom nie zabraknie determinacji, by z nami walczyć, ale nasz zdecydowany opór zmusi ich do cofnięcia się. Warunek jest taki, że trzeba przestać się ich bać
i zacząć reagować na wszystkie ich plugastwa podkuleniem ogona czy udawaniem, że się tego chamstwa nie dostrzega. Czas otworzyć oczy, podnieść głowę i bronić tego, co dla nas ważne.
Ataki na św. Jana Pawła II mogą być
jednym z tematów kampanii wyborczej.
Czy powinny?
– Oczywiście, że nie powinny. Obawiam się jednak,
iż sfrustrowani neobolszewicy, którzy chcą zmienić nasz świat na swoją modłę, będą eksploatowali ten temat,
by utrzymać okruchy poparcia podobnych do nich ekstremistów.
Czy próba zmierzenia się środowisk lewicowo-liberalnych z Papieżem Polakiem de facto nie jest „mission impossible”?
– Wierzę, że tak jest. Kto rozpoczyna walkę z Bogiem,
z góry jest skazany na porażkę. Środowiska liberalno-
-lewicowe w swojej ekspansji poszły za daleko, przekraczając jedną z nieprzekraczalnych granic – i to musi się dla nich skończyć porażką. Od nas też zależy, czy i jak prędko zmusimy ich do cofnięcia się, czy poprzez zaniechanie pozwolimy im jeszcze brnąć dalej.

