logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Celem lewackiej ideologii jest zniszczenie Kościoła

Poniedziałek, 3 kwietnia 2023 (16:31)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami Niedziela Palmowa, także Narodowy Marsz Papieski w Warszawie i liczne wielotysięczne marsze w obronie dobrego imienia św. Jana Pawła II w całej Polsce. Polska się obudziła?

– Te kłamliwe ataki spowodowały protest ludzi, którzy nie dali się zwieść. To oczywiste, że na nas spoczywa obowiązek mówienia prawdy o św. Janie Pawle II i o tym, co głosił w swojej nauce o Bogu, o człowieku – kim jest człowiek i dokąd zmierza. Dobrze, że przychodzą nowe pokolenia Polaków, które podejmują odpowiedzialność za Polskę, i to jest naturalne. Te marsze były wyrazem naszego przywiązania do Kościoła, do wartości, z których jako Naród wyrastamy.  

Chyba jednak nie dla wszystkich jest to takie oczywiste, bo marsze papieskie wywołały sprzeciw lewackiej części sceny politycznej, również tzw. totalna opozycja nie wzięła udziału w marszach, a byli i tacy jak Rafał Trzaskowski, któremu 2 kwietnia kojarzył się – w czym oczywiście nic złego – ze Światowym Dniem Świadomości Autyzmu, zapomniał jednak o rocznicy śmierci Jana Pawła II i obronie jego dobrego imienia?

– Gdyby w Warszawie był organizowany marsz tęczowy, to Rafał Trzaskowski z pewnością znalazłby czas, żeby wziąć w nim udział. Natomiast to, że różne są reakcje na marsz w obronie dobrego imienia św. Jana Pawła II, to przypomnę, że w czasach komunizmu też nie wszyscy Polacy byli za Papieżem i cała część komunistyczna – zwłaszcza władze – były niezadowolone z wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową czy z pielgrzymek papieskich do Ojczyzny. Różnice w postrzeganiu – i dotyczy to spraw wiary, Kościoła – zawsze były, są i będą, natomiast ważna jest ich skala i kontekst.

Natomiast jeśli mówimy o analizie politycznej, to cała ta awantura o św. Jana Pawła II – wywołana przez TVN – która miała pomóc, jest w tej chwili bardzo niewygodna dla Platformy. O ile Lewica, która jest mniej liczna i może sobie pozwolić na ataki na osobę Papieża Polaka i być antyklerykalna, o tyle Platforma ma szerszy elektorat i dla nich cała ta sprawa, która wymknęła się im spod kontroli, jest skrajnie niewygodna. Próbują więc jakoś to przemilczeć, przeczekać, szukając tematów zastępczych. Natomiast próby umniejszania skali zjawiska, jakim był Narodowy Marsz Papieski w Warszawie, i ograniczania go do 500 osób są wręcz kuriozalne.

Zwłaszcza że w całej Polsce były tłumy na ulicach…   

– W Warszawie, gdzie z polskimi flagami, transparentami i wizerunkami św. Jana Pawła II przeszło – jak słyszymy – nawet 200 tysięcy ludzi, ale np. w Lublinie – proporcjonalnie do liczby mieszkańców – nie wiem, czy marsz papieski nie był liczniejszy niż w Warszawie. To był marsz ogromny, największe wydarzenie tego typu od lat. To pokazuje skalę zaangażowania Polaków w obronie dobrego imienia św. Jana Pawła II. I to jest niewygodne dla tych, którzy sprokurowali cały ten atak na Papieża, bo nie spodziewali się, jaka będzie społeczna reakcja. Sądzili, że udało się im na tyle znieczulić, zrewolucjonizować polskie społeczeństwo, że przyjmie i zaakceptuje także ten atak bez reakcji. Widać jednak, że się przeliczyli. Wszystko jest w grze, co nie znaczy, że coś się już diametralnie rozstrzygnęło. Ludzie wierzący, katolicy, ludzie, którym na sercu leży dobro Kościoła i Polski, próbują się organizować i bronić przed tą nawałą, ale walka wciąż trwa.

No właśnie, czy te marsze papieskie kończą nasz protest przeciwko szkalowaniu św. Jana Pawła II, czy może był to tylko impuls i zacznie się coś nowego, coś lepszego, jakaś głębsza przemiana w nas nastąpi?

– To wszystko będzie zależało od tego, czy i na ile zrozumiemy jako wierni, na ile zrozumieją to także nasi pasterze, o co tak naprawdę toczy się gra. Kościół tzw. świętego spokoju nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, bo życie ludzkie jest nieustannym wojowaniem. Dlatego ważne jest, aby zrozumieć, z czym mamy do czynienia, o co toczy się cała ta gra. Wielu tzw. otwartych katolików było zszokowanych – jak można było w sposób manipulatorski, bezczelny zaatakować św. Jana Pawła II. Ale jeśli nie zrozumiemy, że celem lewackiej ideologii jest zniszczenie Kościoła, i to jest cel nadrzędny, a środki są dobierane adekwatnie do sytuacji, to będziemy jak naiwne dzieci we mgle czekać, aż za jakiś czas pojawi się kolejny, nowy atak na nasze wartości. Zatruwanie świadomości młodego społeczeństwa, które cały czas trwa, będzie kontynuowane.       

Plan zniesławienia imienia św. Jana Pawła II na razie nie wypalił, ale to nie koniec. Otóż jedna z posłanek Lewicy, odnosząc się do wczorajszych marszów, stwierdziła, że przyjdzie taki czas, kiedy będą marsze przeciw pedofilom oraz tym, którzy wspierali pedofilię. Czy to zapowiedź tego, co może się wydarzyć?

– Te środowiska wiązały ogromną nadzieję z tzw. strajkiem kobiet, kiedy udało się im przyciągnąć proaborcyjną młodzież, która wyszła na ulice polskich miast, kiedy atakowano kościoły, symbole religijne i kapłanów. To jednak spaliło na panewce, podobnie jak teraz ten atak na dobre imię św. Jana Pawła II, kiedy nie do końca wyczuli nastroje społeczne, ale nie oznacza to, że odpuścili. Masowy ruch społeczny, kiedy ludzie wyszli na ulice, protestując przeciwko obrażaniu Ojca Świętego, który zawsze łączył nas, Polaków, zaburzył im cały scenariusz. Jednak chyba wciąż liczą, że ten atak się powiedzie, że społeczeństwo wystąpi przeciwko wartościom, które uosabiał św. Jan Paweł II.

Zatem nie chodzi tu tylko i wyłącznie o atakowanie św. Jana Pawła II?

– Nie możemy być naiwni, bo celem tych środowisk jest zasianie niepokoju i doprowadzenie do sytuacji, kiedy społeczeństwo wystąpi nie tylko przeciwko Papieżowi, ale atak tak naprawdę jest na Kościół, który św. Jan Paweł II uosabia. W Polsce to wciąż Jana Paweł II jest największym autorytetem, ale celem jest zniszczenie Kościoła, czyli w istocie oderwanie ludzi od Jezusa Chrystusa. I o to toczy się walka. Dlatego powinni to zrozumieć przede wszystkim pasterze – jaka jest istota rzeczy. Myślenie, że nikt dzisiaj religii nie prześladuje, jest błędne. Oczywiście, że nie są to metody, jakie znamy z czasów PRL-u, natomiast walka cały czas się toczy, tylko na innym poziomie.

W tej sytuacji każdy z pasterzy, duszpasterzy odpowiada za los dusz, które są mu powierzone. To nie są rzeczy błahe, śmieszne, tu nie chodzi o to, żeby zjeść jeden czy drugi obiad na kanwie dialogu międzyreligijnego, dialogu społecznego, tylko idzie o to, żeby dusze ludzi doprowadzić do zbawienia. Taka jest ranga odpowiedzialności. Natomiast jeśli ideologia zagraża zbawieniu, to trzeba ją zdiagnozować, opisać, wskazać i podjąć środki zaradcze. I to jest rola ojca. Rola ojca nie polega na tym, żeby uśmiechać się do wszystkich i mówić rzeczy przyjemne dla ucha, czasem też lekceważyć poczucie zagrożenia, czy nawet krytykować tych, którzy przybierają bardziej radykalne postawy w obliczu ataków na wiarę i Kościół. Nie o to w tym chodzi… To tak jakby wobec toczącej się na Ukrainie wojny powiedzieć żołnierzom walczącym o niepodległość swojego kraju, kiedy rosyjski wróg niszczy i zabija, że nie wolno strzelać, że trzeba dialogować. Przeciwnik ma na celu nie dialogowanie, tylko zniszczenie. I to trzeba mieć na uwadze.

Tragiczne i niebezpieczne zarazem jest to, że atak skierowany jest wobec najmłodszych

– Pamiętajmy, co mówi Pismo Święte: że jeśli ktokolwiek zgorszyłby jednego z najmłodszych, to lepiej byłoby mu zawiesić kamień młyński u szyi. A zatem dzisiaj toczy się walka o naszą młodzież. I te ataki na św. Jana Pawła II oczywiście nas bolą, ale one mogą wręcz obudzić wielu z nas, którzy przejrzą. Mnie osobiście bardziej jednak przeraża bierność i słodkomdłe uśmiechanie się w sytuacji niezwykle poważnej i dramatycznie niebezpiecznej. Mianowicie – o czym już rozmawialiśmy wielokrotnie – ten atak nam uzmysławia, unaocznia powagę sytuacji, ale na tym się ten atak czy ataki nie kończą. To nie jest tylko jedna bitwa, która w tej chwili została wygrana, ale takich bitew przed nami jeszcze dziesiątki czy setki.

Co zrobić, jak wzmocnić tę świadomość wśród naszych pasterzy?

– Musimy głośno o tym mówić, w porę i nie w porę. Są ludzie o różnej skali odpowiedzialności i kto więcej rozumie, tym więcej powinien o tym mówić, ostrzegać, a nie uciszać tych, którzy widzą i ostrzegają. Przypomnę, że kiedyś – przed laty, kiedy Radio Maryja przestrzegało przed zagrożeniami, które idą do nas z Zachodu, to również w niektórych kręgach kościelnych starano się ten głos spacyfikować, uciszyć, bo to rzekomo przeszkadzało dialogowi. I to jest przykład tej naiwności, braku zrozumienia rzeczy dookoła nas istniejących i spraw, jakie się dokonują. To tak jakby powiedzieć, że problem ataku hitlerowców na Kościół był problemem braku dialogu. Przecież tam nikt nie chciał dialogować, ale wprost usiłowano Kościół zniszczyć. Podobnie jak za komuny powiedzieć, że nie było walki i niszczenia Kościoła – wręcz przeciwnie, wykorzystywano każdą słabość po to, żeby zniszczyć Kościół.

Jeśli ktoś sobie nie uzmysłowi, co to znaczy ideologia – ideologia neomarksistowska, jak wielką ma siłę niszczącą, to cały czas będzie naiwnie wierzył, że można dialogować. Zamiast być ojcem, czyli kimś, kto potrafi dostrzec zagrożenie i w porę ostrzec, dać zrozumienie wielu rzeczy i z charyzmą pociągnąć do walki o wartości, pacyfikuje się tych, którzy widząc zagrożenie, przestrzegają. Są rzekomo winni, bo mówią, iż jest źle, ale takie podejście to droga donikąd. Nie może być tak, że próbuje się zamknąć usta tym, którzy przestrzegają, a nie walczy się z tymi, którzy czynią zło, bo to jest działanie samobójcze, destrukcyjne.

            Dziękuję za rozmowę.       

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl