Główne obchody 13. rocznicy katastrofy smoleńskiej odbędą się 16 kwietnia, ale w tych dniach jesteśmy w szczególny sposób myślami z ofiarami oraz rodzinami. Mówi się, że czas goi rany, a jak jest w Pana przypadku?
– Owszem, w związku z tym, że w tym roku 10 kwietnia przypadał na czas świąt Zmartwychwstania Pańskiego, główne obchody upamiętniające tragedię smoleńską zostały przeniesione na niedzielę 16 kwietnia, a ich program jest ogólnie dostępny. Natomiast już 13 kwietnia, a więc w czwartek, o godz. 19.00 w bazylice Krzyża Świętego na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie zostanie odprawiona uroczysta Msza Święta w intencji polskich oficerów zamordowanych w Katyniu w 1940 roku
z polecenia najwyższych władz Związku Sowieckiego, z Józefem Stalinem na czele, oraz w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 roku. Natomiast pyta pan – czy czas goi rany? Owszem, czas mija, ale ból straty, rozstania w nas – rodzinach smoleńskich – wciąż jest. Zatem czas nie goi ran, co więcej, rozdrapuje je na nowo, cały czas wracają wspomnienia, często wstrząsające, z tamtych dni. One nie słabną, nie gasną, a rana jest wciąż żywa.
To był tragiczny moment dla rodzin ofiar, dla Polski, ale tragedią było także to, że ówczesne władze nie stanęły na wysokości zadania, próbując szybko przejść od żałoby do codzienności, co więcej, wycofując się, oddali inicjatywę i śledztwo w ręce Rosji…
– To było wydarzenie niespotykane w dziejach współczesnego świata, gdzie ginie elita państwa polskiego z prezydentem RP na czele, a ówczesne władze w Polsce z Donaldem Tuskiem jako premierem w obliczu tej tragedii abdykują, całkowicie ulegając Moskwie, oddają śledztwo w ręce Rosjan. Oddanie śledztwa Rosjanom w sytuacji, gdy ginie prezydent RP – na obcej ziemi, w samolocie wyprodukowanym i serwisowanym przez Rosjan, na lotnisku obsługiwanym przez Rosjan, to jest skandal, jakiego świat nie widział. Tusk ze swoją ekipą abdykował przed Putinem, umył ręce. Tak jak Piłat, który umył ręce i oddał Jezusa Chrystusa tłumowi, tak samo zrobił Tusk, oddając śledztwo i sprawę wyjaśnienia tragedii tym, którzy się przyczynili do tego, co wydarzyło się w Smoleńsku.
Państwo polskie poniosło wówczas porażkę?
– To za mało powiedziane, ówczesne państwo rządzone przez koalicję PO – PSL abdykowało przed Rosjanami i de facto przestało istnieć. Poruszałem tę sprawę kilka razy – podobnie zresztą jak inne rodziny ofiar – od kwietnia 2010 roku w listach do premiera Tuska, i w końcu wymusiliśmy na nim spotkanie, które odbyło się 10 listopada 2010 roku. To spotkanie z rodzinami smoleńskimi odbyło się w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – w atmosferze skandalu, bo Tusk mówił, co chciał, ale nie odpowiedział na żadne z pytań, jakie zadaliśmy. Zostaliśmy potraktowani jak zło konieczne, niczym intruzi. I tak zachował się premier RP wobec rodzin domagających się zdecydowanej postawy polskich władz w kwestii wyjaśnienia przyczyn katastrofy Tu-154M pod Smoleńskiem.
I ci, którzy wówczas pokazali, że są słabi wobec Rosji i Putina, dziś chcą powrócić do władzy…
– Nie wiem, kim trzeba być, żeby nie pamiętać swoich czynów, całego tego zła, które się wyrządziło Polsce i Polakom – także tym, którzy zginęli w Smoleńsku, oraz nam, rodzinom ofiar, które domagają się prawdy. Takie zachowanie jest perfidne, niegodne, to jest liczenie na powszechną amnezję Polaków. Historia zna przypadki, są przykłady dotyczące postawy Rosjan, z których powinno się wyciągnąć wnioski w śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej. Natomiast to śledztwo było prowadzone w sposób, jakiego nie zna świat. Szczątki Tu-154M zostały całkowicie zdewastowane, wszelkie ślady w ziemi na miejscu tragedii zostały zatarte.
W końcu umyto wrak, oczyszczając go, aby trudno było znaleźć ślady wybuchu itd. Wcześniej przyjęto z góry ustaloną wersję badania i wyjaśniania tej katastrofy według tzw. załącznika 13 do konwencji chicagowskiej, który odnosił się do lotnictwa cywilnego (podczas gdy lot do Smoleńska był lotem wojskowym), a gospodarzem śledztwa czynił kraj, na którego terytorium doszło do katastrofy. A wszystko stało się za zgodą rządu i samego ówczesnego premiera Donalda Tuska.
Czym tłumaczyć taką uległą wobec Rosji postawę Tuska i jego ekipy?
– Mnie się w głowie nie mieści postępowanie ówczesnych najwyższych władz RP w tym właśnie zakresie. Nie potrafię pojąć, jak można było inicjatywę i całe śledztwo, łącznie z najważniejszymi dowodami – wrakiem tupolewa oraz czarnymi skrzynkami – oddać w ręce Rosji, nie zabezpieczając sobie żadnego pola manewru, zamykając sobie dostęp do dowodów. Co więcej, jak ustalił zespół pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza, rząd premiera Tuska zgodził się nie tylko na przejęcie dowodów przez Rosję, ale także odrzucił pomoc ekspertów z NATO i Unii Europejskiej. Mając na uwadze sytuację, jaka panowała w świecie, mając na względzie powszechną przecież wiedzę, biorąc pod uwagę złą reputację Rosji i Putina, nie jestem w stanie pojąć, jak można było oddać śledztwo i dowody w te zbrodnicze ręce.
Rzeczywistość pokazuje, że Rosję stać na wszystko, a wojna na Ukrainie i masowe mordy są tego najlepszym dowodem?
– Ci, którzy rządzili w 2010 roku, zdawali sobie doskonale sprawę z tego, że Rosja się nie zmienia, że taka sama – zbrodnicza, zaborcza była za carów, za ZSRS i taka sama jest za Putina. Donald Tusk, jak i Bronisław Komorowski kończyli studia historyczne i mieli obowiązek o tym wszystkim wiedzieć – zwłaszcza wtedy, kiedy brali na siebie odpowiedzialność za Polskę. Skandalem, oprócz tego, jak podchodzili do śledztwa, do traktowania ciał ofiar, było nie tylko tolerowanie, ale wręcz nagradzanie medalami i awansami tych, którzy uczestniczyli w wyjaśnianiu katastrofy smoleńskiej i którzy de facto zawiedli państwo polskie i Polaków. Można domniemywać, że np. dla szefa BOR płk. Mariana Janickiego, który otrzymał awans na stopień generała brygady, to był rodzaj nagrody. Podobnie było z nadaniem stopni generała brygady szefom służb specjalnych: płk. Krzysztofowi Bondarykowi – szefowi ABW, płk. Radosławowi Kujawie – szefowi Służby Wywiadu Wojskowego, płk. Januszowi Noskowi – szefowi Służby Kontrwywiadu
Wojskowego oraz płk. Jerzemu Matusikowi – zastępcy szefa Biura Ochrony Rządu.
Nagrody nie ominęły też rosyjskich przedstawicieli, bo Komorowski – jeszcze jako marszałek Sejmu, pełniący obowiązki prezydenta – 6 maja 2010 roku wręczył 20 Rosjanom Krzyże Oficerskie Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej za „wybitne zasługi i zaangażowanie w działania podjęte przez stronę rosyjską po katastrofie polskiego samolotu specjalnego pod Smoleńskiem”. To pokazuje czarno na białym, w jak skandaliczny sposób było prowadzone dochodzenie w sprawie wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.
Jak zatem określić działania dotyczące okoliczności, w jakich doszło do katastrofy, oraz wyjaśnianie tego, co wydarzyło się
w Smoleńsku?
– Nie pomyliłby się ten, kto powiedziałby, że to, co wydarzyło się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku, to była zdrada i zbrodnia. To nie był wypadek, bo takie wypadki się nie zdarzają. Po Smoleńsku było bodajże pięć kolejnych katastrof lotniczych na terenie Rosji, gdzie samoloty lądowały awaryjnie. Jeden wyciął trzysta metrów lasu, rozpadł się na trzy części, ale załoga nie zginęła. Drugi, startując, zderzył się z innym samolotem i stracił bodajże cztery metry skrzydła, a mimo to wzbił się w powietrze, wykonał krąg, wylądował, a wszyscy ocaleli. W trzecim przypadku Tu-104 wylądował do góry kołami i też nie było ofiar śmiertelnych, a w Smoleńsku 15 metrów nad ziemią samolot rozbił się o „pancerną” brzozę i nikt nie ocalał…?!
Goszczący niedawno w Polsce prezydent Zełenski na dziedzińcu zamkowym stwierdził, że Moskwa musi ponieść odpowiedzialność za Bykownię i Buczę, za Katyń i Smoleńsk, również inni, jak były szef Pentagonu, mówią o brutalnym mordzie w Smoleńsku...
– O tym, żeby Moskwa poniosła odpowiedzialność, marzymy wszyscy, ale nie tylko Moskwa, bo współwinni tej tragedii są także w Polsce. Ktoś przecież rozdzielił wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska w Katyniu. Ktoś wizytę prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego oraz towarzyszących mu osób w Katyniu przygotował, ktoś nie zapewnił Prezydentowi RP właściwej ochrony kontrwywiadowczej w okresie przygotowań do wizyty,
a także podczas jej trwania. Znamienne jest, że na lotnisku w Smoleńsku na prezydenta RP nie oczekiwała żadna kolumna samochodów, która podczas tego typu wizyt zagranicznych, jak ta w Katyniu, jest czymś normalnym. Tymczasem na prezydenta Kaczyńskiego w Smoleńsku oczekiwał jeden BOR-owiec, który był kierowcą ambasadora RP w Moskwie Jerzego Bahra. Nie było żadnej sanitarki, żadnego samochodu pancernego, nie było żadnej obstawy BOR. To znaczy, że na prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego nikt tam nie czekał. Taki wniosek trzeba wyciągnąć.
Przedstawiciel RP przy ONZ Krzysztof Szczerski na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ wezwał Rosję, która nota bene aktualnie sprawuje przewodnictwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, do zwrotu wraku tupolewa oraz czarnych skrzynek. Ale wciąż nie ma żadnej odpowiedzi.
– Odpowiedzi nie ma. Zresztą trudno się spodziewać od zbrodniarza jakiejkolwiek odpowiedzi, żeby chciał współpracować z tymi, którzy zamierzają go dopaść
i skazać za popełnione zbrodnie. „Prawda, ta ostateczna broń przeciw przemocy – zwycięży”. To słowa z niewygłoszonego przemówienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego w uroczystość upamiętniającą 70. rocznicę zbrodni katyńskiej. Jestem człowiekiem wierzącym i wierzę, że prawda o tym, co wydarzył się w Smoleńsku
10 kwietnia 2010 roku, ujrzy światło dzienne, że nadejdzie dzień, kiedy wszystko zostanie jasno powiedziane
i wytłumaczone.

