Europarlament przyjął wczoraj dyrektywy i rozporządzenia z pakietu „Fit for 55”. Wygląda na to, że pociąg ambicji klimatycznych Unii Europejskiej nie zatrzymuje się nawet mimo trwającej na Ukrainie wojny?
– Nie tylko, że się nie zatrzymuje, ale wręcz przyspiesza. Lewicowo-liberalna większość w Parlamencie Europejskim zdecydowała, że sięga jeszcze głębiej do kieszeni Europejczyków, także do zasobów nas, Polaków. Przecież jeśli do wcześniejszych obszarów dołożymy jeszcze nowe, jak np. lotnictwo, czy chociażby kwestię energochłonności budynków, to właściwie wszystkie dziedziny życia zostają objęte normami klimatycznymi. ETS – europejski system handlu uprawnieniami do emisji CO2, czyli podatek, który płacimy w naszych rachunkach, już jest bardzo obciążający. Wprawdzie polski rząd wprowadził tarcze, które ograniczają nasze koszty, ale gdyby tych tarcz nie było, to nie wiem, czy udźwignęlibyśmy ten ciężar. Tymczasem rządy innych państw takich tarcz nie wprowadziły. I np. w Belgii rachunki są bardzo wysokie. Pomijając to, mamy wspomnianą już kwestię opłat za emisję CO2 przez branżę lotniczą, co sprawi, że podróże samolotem będą albo bardzo drogie, a przez to w dużej mierze będą ograniczone. Pozostaje też kwestia obejmującego nowe grupy tzw. ETS 2 – uprawnień do emisji z transportu i budownictwa. Oznacza to, że opłata za emisję CO2 będzie obowiązywała również właścicieli spalinowych środków transportu oraz budynków, które nie są zeroemisyjne, a więc m.in. ogrzewanych węglem czy gazem. Będzie to zatem kolejny podatek – haracz ETS-owski podobny do tego, jaki w tej chwili obowiązuje w przypadku przemysłu. Jeśli do tego dodamy, że nie będzie już darmowych certyfikatów – tak jak to teraz jest w przemyśle ciężkim, przemyśle energochłonnym, to możemy powiedzieć, że jeśli chodzi o Polskę, będziemy mieli kompletną katastrofę.
Może nie będzie tak źle, przecież słyszymy, że jest perspektywa energii z atomu?
– Owszem, ale jak pan redaktor zauważył jest to perspektywa. W Polsce powstaną małe reaktory jądrowe tzw. SMR-y, które w miksie energetycznym zafunkcjonują. Z tym że powstanie tych źródeł energii jest rozłożone w czasie, bo budowa takiego reaktora jest obliczona na okres od 10-15 lat. To powoduje, że z ambitnymi celami nakreślonymi przez Unię Europejską możemy się po prostu nie zmieścić w czasie – zresztą nie tylko my, bo również inne kraje będą miały z tym problem. Trzeba zatem powiedzieć, że niestety taki los czeka Polaków – mam na myśli gigantyczne podwyżki, z jakimi musimy się liczyć. Jeśli do tego dodamy zakaz rejestracji samochodów spalinowych po 2035 roku, a także fakt, że samochody, które będą mogły jeździć jeszcze po 2035 roku, ale będą zostawiać ślad węglowy, one też będą bardzo wysoko opodatkowane, to właściwie wszystko oprócz powietrza będzie dobrem luksusowym, za który trzeba będzie płacić krocie.
Rzec można: Witaj komuno…
– Sytuacja nie jest jednak śmieszna, jak mogłoby się wydawać, ale dramatyczna i w mojej ocenie ludzie chyba sobie nie do końca zdają sprawę z tego, co może nas czekać. Jeśli bowiem rozmawiam z nimi, to każdy mówi, że jest jeszcze czas do wejścia w życie tych ograniczeń, bo do 2035 roku zostało trochę czasu. To prawda, ale czas szybko mija i otrzeźwienie – jeśli nastąpi – za 12 lat będzie już spóźnione, podobnie jak i czas na protesty, bo wtedy te plany nakreślone dzisiaj przez Unię Europejską wejdą w życie i staną się faktami. Niestety, Europa zmierza w tym złym kierunku.
Wczorajsze głosowanie w PE poprzedziła debata. Jak w świetle zagrożeń, o których Pani wspomniała, zachowali się europosłowie z Polski?
– My, ile mogliśmy, to zrobiliśmy, przekonując innych europarlamentarzystów do swoich słusznych racji i głosowania przeciw. Niestety europosłowie z Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL-u, a także Polski 2050 byli za przyjęciem nowej dyrektywy i rozporządzenia z pakietu „Fit for 55”, które mają doprowadzić do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, o co najmniej 55 proc. do 2030 roku i neutralności klimatycznej do 2050 roku. Grupy polityczne, do których należą europosłowie wspomnianej Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL-u czy Polski 2050, są póki co wiodące, liczniejsze i gdyby europosłowie z Polski się postarali i próbowali ich przekonać, to wtedy być może wynik głosowania w kwestii elementów nowego pakietu, jak nieszczęsny ETS2 czy nowy podatek CBAM, który – przypomnę – obejmie takie towary, jak np. żelazo, stal, cement, aluminium, nawozy, elektryczność i wodór, byłby inny, albo przynajmniej nowe podatki nie wchodziłyby w takim zakresie i tempie, jak proponuje to Frans Timmermans i Komisja Europejska. Tymczasem – powiedzmy to jasno – posłowie Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL-u czy Polski 2050 zagłosowali de facto za zubożeniem Polaków. Siłą rzeczy nie będziemy w stanie wejść we wszystkie rozwiązania, spełnić wymogów wynikających z pakietu „Fit for 55”, bo oprócz wspomnianych problemów jest także kwestia sieci przesyłowych – ich stworzenie też będzie wymagało dużych pieniędzy, których nie mamy. Nie ma też sensu się zadłużać, żeby te ideologiczne plany realizować. Jednak to nie wszystko, bo problemy będzie miał również nasz przemysł, który nie będzie w stanie płacić i tak już wygórowanych podatków. PGE dzisiaj płaci miliony euro rocznie podatku w ramach ETS, które mógłby z powodzeniem przeznaczać na inwestycje. Mówimy o PGE, a gdzie są inne podmioty, które też muszą płacić ten ekologiczny haracz.
A co z dyrektywą metanową, która ma być głosowana w Parlamencie Europejskim w przyszłym miesiącu?
– Rozporządzenie metanowe, które wywołuje w Polsce niezadowolenie i protesty górników, to kolejny bat na Polskę. Dyrektywa ma na celu ograniczenie emisji metanu, który w ocenie pomysłodawców wywiera dużo większy wpływ na efekt cieplarniany niż CO2. Jeśli wejdzie w życie, to ograniczy praktycznie do zera możliwość wydobycia węgla w Polsce. To sprawi, że leżąc na węglu, będziemy musieli kupować energię. Jest także pomysł tworzenia tzw. hubów – kolejny absurdalny pomysł, gdzie według założeń, jeśli idzie o prąd, będzie możliwość wyłączania poszczególnych obszarów Polski. To tylko pokazuje jak głęboko sięga ta zielona ideologia i jakim armagedonem to grozi. Dlatego przestrzegamy przed tym, co może nas czekać. Mówimy jasno, że winę za to, że poszczególne ideologiczne etapy tego projektu są wcielane w życie, ponosi Platforma, PSL oraz Lewica, które na forum Parlamentu Europejskiego powinny iść ramię w ramię z nami, więcej, jako członkowie dużych grup politycznych w europarlamencie powinni budować sojusze, które zahamują ten zjazd po równi pochyłej, a nie przykładać rękę do zgubnej, szkodliwej polityki.
To fakt, że te wszystkie normy prawne tworzone przez ludzi pokroju Timmermansa są oderwane od rzeczywistości. Jak zatem długo jeszcze będziemy brnąć w owe odmęty absurdu i czy da się zatrzymać tę niebezpieczną grę?
– Rząd Zjednoczonej Prawicy robi wszystko, aby się temu przeciwstawić, ale widzimy, że trwa batalia, by na forum Rady Europejskiej skasować prawo weta, co pozwoliłoby Niemcom, Francuzom i lewakom forsującym rozmaite oderwane od rzeczywistości pomysły narzucić wszystkim państwom. Żeby to ideologiczne szaleństwo zatrzymać, trzeba tych liberalno-lewicowych postępowców odsunąć od władzy. I na to jest jedna skuteczna metoda – wybory. Po pierwsze, ważne będą już te jesienne do polskiego parlamentu, bo jeśli wygra PO, PSL i Lewica, to przyjdzie się nam przestawić na hulajnogi, ale nie elektryczne. Natomiast niezwykle istotne, wręcz kluczowe będą wybory w 2024 roku do Parlamentu Europejskiego, ponieważ w im większym zakresie nowy europarlament stworzą ludzie z poszczególnych krajów, którzy mają otwartą głowę na normalność, a nie zapiekli ideologicznie wichrzyciele, im więcej konserwatystów, osób trzeźwo myślących zasiądzie w Parlamencie Europejskim, tym większa jest szansa, że głosy społeczeństw będą słuchane i respektowane. Niestety, obecne ośrodki kierownicze w Unii Europejskiej, europosłowie żyją niejako w ideologicznej bańce i realizują swoje skrajnie lewackie pomysły. Mam jednak nadzieję, że ta ich postawa odbije się na głosach wyborców, którzy w zdecydowanej większości chcą żyć w normalnym świecie. Jeśli zatem znajdzie się większość, która myśli racjonalnie, która wybierze normalność, to te wszystkie projekty lewackie dziś forsowane na zgubę Europy, trafią tam, gdzie ich miejsce – do kosza.
Jak przekonać młodzież zafascynowaną ekologią, „ratowaniem” planety, aby nie ulegała podszeptom rozmaitych wichrzycieli robiących im de facto wodę z mózgu?
– Młodzi ludzie mają inne podejście, często unoszą się w chmurach i nie myślą o przyszłości, co będzie za pięć czy dziesięć lat, kiedy to im przyjdzie płacić rachunki za media i utrzymywać rodziny. Na razie utrzymują ich rodzice, a lewactwo nie śpi, stąd rozmaite ideologie są forsowane nie tylko na uczelniach wyższych, ale już w szkołach średnich, a przede wszystkim tymi ideologicznymi treściami jest przesiąknięty internet. Ludzie młodzi są ufni, często naiwni i nie dostrzegają manipulacji, że ktoś zaciska im pętlę na własnej szyi. Dopiero, kiedy dorastają, widzą, że wcale nie jest tak różowo, jak im próbowano wmawiać. Oczywiście ogromna większość wyrośnie z tego i zacznie myśleć samodzielnie, ale – zważając na tempo forsowania tych ideologicznych przemian – może się okazać, że jest już za późno. I może nastąpić bolesne zderzenie z rzeczywistością, gdzie młodych nie będzie stać na kupno samochodów elektrycznych, bo będą bardzo drogie, i tylko dla nielicznych. Ani też na mieszkanie, które jest jednym z czynników pozwalających na zbudowanie rodziny.
Trochę jak za komuny?
– Owszem, rzeczywiście może to być powrót do czasów słusznie minionych, kiedy my dorastaliśmy. Z tym że my z komuny wyszliśmy obronną ręką, ale neomarksistowskie zapędy, jakie dzisiaj mają miejsce, są o wiele bardziej niebezpieczne i groźne, bo deformują nie tylko to, co na zewnątrz, ale poprzez ideologię wkraczają w głąb człowieka. W jakimś sensie mamy więc świat opisywany przez Orwella. I nie mówię tego sarkastycznie, ale to nam naprawdę grozi, jeśli nie powstrzymamy tego ideologicznego pędu, jeśli nie obudzimy w nas potrzeby budowania świata i życia według wartości. W przypadku młodzieży potrzebna jest też edukacja i uświadamianie. Jeśli młodzież ma szczytne cele dotyczące ochrony przyrody itd. i jeśli uważa, że to np. samochody elektryczne, mające zastąpić te tradycyjne spalinowe, są takie ekologiczne, to może niech sięgnie głębiej i zobaczy, że metale ziem rzadkich – niezbędne przy powstawaniu pojazdów elektrycznych, m.in. do budowy akumulatorów – są wydobywane w krajach, gdzie zupełnie nie przestrzega się praw człowieka i obywatela. Co więcej, przy wydobyciu często pracują dzieci, a właścicielami, współwłaścicielami albo producentami są rosyjscy oligarchowie sponsorujący Putina i wojnę na Ukrainie. Tak więc poniekąd ta cała polityka klimatyczna służy czy zależna jest w jakimś sensie od imperialnej Rosji.

