logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Zamazywanie historii

Wtorek, 25 kwietnia 2023 (17:59)

Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, historykiem, prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego oraz wiceprezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dzisiaj w siedzibie Rady Europy w Strasburgu odbyła się debata dotycząca sprawiedliwego zadośćuczynienia oraz dostępu do sądu dla wszystkich ofiar agresji niemieckiej w czasie II wojny światowej. Okazuje się, że Niemcy wciąż nie mają ustawodawstwa dostosowanego do tego, aby polskie ofiary mogły na drodze sądowej ubiegać się o odszkodowania. Z czego wynika ta indolencja?

– Żeby to zrozumieć, trzeba sięgnąć do prawodawstwa, ale najpierw do praktyki stosowanej przez Niemców. Mianowicie zbrodnie na ludności żydowskiej były – także w prawie niemieckim – uznane jako zbrodnie, natomiast zbrodnie na Polakach były po prostu słuszną represją państwa niemieckiego na tych, którzy nie chcieli się im podporządkować. Widzimy bardzo istotną różnicę w pojmowaniu zbrodni przez państwo niemieckie. Widać, że można potępiać, klękać przed pomnikami ofiar żydowskich natomiast przed pomnikami innych niemieckich ofiar mówić, że na dobrą sprawę jest im żal, ale za tym żalem nie idą żadne inne gesty. I to jest właśnie wyraz tego, co mówi, sankcjonuje niemieckie prawo – mianowicie wobec Żydów Niemcy popełnili zbrodnię, natomiast jeśli chodzi o Polaków – to tu nie ma winnych. Co więcej, to Polacy są winni temu, że nie zgadzali się na respektowanie prawa niemieckiego.

Co z tego wynika?   

– Konsekwencje są takie, że my dzisiaj musimy piętnować to, co w obecnym niemieckim prawodawstwie zostało jako spadek po III Rzeszy. A zostało mnóstwo – łącznie z odpowiedzialnością zbiorową wobec tych wszystkich, którzy występowali przeciwko „legalnemu” – to określenie typowo niemieckie – rządowi Adolfa Hitlera. I to jest ta szczególna specyfika niemieckiego podejścia do historii, do faktów. Często my nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakie konsekwencje to za sobą niesie. My przede wszystkim widzimy tu winę moralną w odróżnieniu od Niemców, którzy jej nie dostrzegają. Oni uważają, że stosując wszelkiego rodzaju represje – w prawie byli całkowicie w porządku.

Zresztą propagandowo od lat próbują zamazywać historię, fakty, wybielając się, a zbrodnie II wojny światowej przypisując mitycznym nazistom, czyli nikomu, a w efekcie może nawet Polakom. I to jest zresztą bardzo wygodne podejście, taki jest sposób myślenia zarówno polityków niemieckich, jak i prawodawstwa niemieckiego dzisiaj obowiązującego w Republice Federalnej Niemiec.

To bardzo wygodne podejście…

– Przede wszystkim celowe, zaplanowane i konsekwentnie realizowane krok po kroku. To jest to, co kształtowało Niemców cały czas od 1945 roku – zwłaszcza że w niemieckim prawie wciąż jest zapisane, że kto przechowywał rzecz przez 20 lat, to staje się ona jego własnością. To oczywiście dotyczy wszelkich rabunków, złodziejstw, grabieży, a więc przestępstw, jakie Niemcy popełnili na zdominowanych przez siebie terenach całej Europy, także podczas okupacji Polski. Tak to jest sprytnie zapisane w ich prawie, że po 20 latach te zagrabione dobra stają się ich własnością, podczas gdy do końca powinny one podlegać rewindykacji. Przecież nie można sankcjonować prawnie przestępstwa czy przestępstw, a Niemcy – jak widać – to zrobili, i to w majestacie ich prawa. I to jest rzecz, która słusznie jest zauważana i powinna być piętnowana w wymiarze międzynarodowym. Należy pokazywać, jaką to demokracją pozorną, lipną, niemalże na wzór Związku Sowieckiego są dzisiejsze Niemcy.

Podczas wizyty prezydenta Niemiec w Polsce wicepremier Gliński wręczył Frankowi-Walterowi Steinmeierowi raport dot. polskich strat wojennych oraz strat poniesionych w dziedzinie kultury przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej. Prof. Piotr Gliński zaznaczył, że liczy na dialog. Czy taki dialog z Niemcami jest w ogóle możliwy?

– Taki dialog między Polską a Niemcami będzie możliwy dopiero wówczas, kiedy presja międzynarodowa wymusi na władzach w Berlinie podjęcie rzeczowych rozmów. Nastąpi to wówczas, kiedy Niemcy dostrzegą konieczność takiego dialogu ze względu na swoje interesy, które są mocno zachwiane – trzeba więc nimi zachwiać. My oczywiście mamy szanse, ale tylko szanse doprowadzić do takiego zachwiania żywotnych interesów niemieckich i de facto wymuszenia na nich podjęcia dialogu. Nie czarujmy się, bo to nie będzie ani łatwe, ani proste. Co więcej, tylko drogą wymuszenia Niemcy mogą podjąć przynajmniej cząstkowy dialog.

Swoją drogą czołowi politycy niemieccy, prezydenci, kanclerze uczestniczą w obchodach poświęconych rocznicom agresji niemieckiej na Polskę czy – jak ostatnio – w obchodach 80. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim, gdzie się kajają, uznają winę, przepraszają. Tylko co z tego wynika poza pustymi gestami?

– Rzeczywiście, za zgrabnymi formułkami o tym, że Niemcy są za coś odpowiedzialni, nie idą żadne kroki prawne i polityczne, o kwestii zadośćuczynienia już nie wspominając. Jednak jeśli my w swoim stanowisku, w swoich dążeniach będziemy konsekwentni, staranni, jeśli będziemy w sposób trwały naciskać, mobilizować opinię międzynarodową, mówiąc o zbrodniach niemieckich na polskim Narodzie, to Niemcy będą musiały uznać, że nie mają wyjścia, że stoją pod ścianą, i we własnym interesie będą zmuszeni podjąć dialog. Żeby do tego doszło, musimy na wielu frontach bardzo mocno pokazywać, jaką fasadową demokracją są dzisiejsze Niemcy nierozliczone z dziedzictwem epoki totalitarnej Hitlera.

Trudno będzie o konsekwencję, jeśli w Polsce władzę przejęłaby tzw. opozycja totalna, której liderzy już nieraz podkreślali, że sprawy zadośćuczynienia przez Niemcy za zbrodnie II wojny światowej właściwie zostały już załatwione?

– Musi być imperatyw, że Niemcy należy zmusić do odpowiedzialności za zbrodnie, jakich się dopuścili w poprzednich pokoleniach. Jednak to dotyczy nie tylko Niemiec, ale również Moskali, którzy też powinni być tymi, którzy odpowiedzą za zbrodnie związane już nie tylko z okresem II wojny światowej, ale za zbrodnie popełnione od 17 września 1939 roku do roku 1989 – czynem ciągłym – zakwalifikowanym w prawie międzynarodowym jako ludobójstwo.

Tylko że część elit, które pretendują do rządzenia Polską, wcale tak nie uważa?

– Dzieje się tak, bo my nie mamy politycznych elit. Tu potrzebna jest mądra polityka i ciągłość polityki państwa polskiego, bo są to sprawy ponadpartyjne, sprawy interesu państwa polskiego. One są ważne zawsze – powinny być ważne niezależnie od tego, jaka opcja sprawuje władzę.

Jakie są szanse, żeby Polska otrzymała zadośćuczynienie od Niemiec, i czy wierzy Pan, że Niemcy kiedykolwiek będą chciały wyrównać nam rachunek krzywd wyrządzonych w czasie II wojny światowej?

– W ubiegłym tygodniu rząd przyjął uchwałę w sprawie konieczności uregulowania w stosunkach polsko-
-niemieckich kwestii reparacji w związku z napaścią na nasz kraj w 1939 roku. To kolejny krok po Raporcie o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej 1939--1945 w kierunku wyegzekwowania słusznych żądań i uzyskania przez Polskę należnego nam zadośćuczynienia, odszkodowania od Niemiec. W naszym narodowym hymnie śpiewamy: „…kiedy my żyjemy”. I bez względu na wszystko my, Polacy, musimy mieć w sobie ducha, imperatyw, żeby na Niemcach, a także na Moskalach wymusić odpowiedzialność za to, co ich przodkowie wyrządzili Polsce i Polakom.

Mamy precedensy o odpowiedzialności, mamy także deklaracje – co prawda formalne, ale jednak, dlatego tym bardziej należy je wypełnić konkretną treścią. To jest zobowiązanie naszego pokolenia wobec tych, którzy byli ofiarami tych dwóch reżimów. Mam nadzieję, że zrobimy swoje, a następne pokolenie będzie już tylko mogło liczyć na ułożenie sobie dobrosąsiedzkich relacji.

             Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl