Wczoraj obchodziliśmy Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Czy sprawa wartości, tożsamości, kultury, korzeni,
z których wyrastamy, barw narodowych – biało-czerwonych, a więc wszystko,
co uosabia to święto, jest wciąż dla nas, Polaków, ważne?
– Wywodzimy się z pnia ducha nurtu szlacheckiego. Każdy szlachcic miał swój herb, swoje rodowe zawołanie i to go identyfikowało. Myślę, że flaga Rzeczypospolitej Polskiej jest dzisiaj taką identyfikacją każdego Polaka. I to jest coś ważnego, zwłaszcza że pokolenie czy dwa przed nami starało się tę naszą flagę chować, a przynajmniej nie eksponować w nadmierny sposób. Kiedy widzieliśmy, jak Amerykanie, Duńczycy czy w ogóle wiele narodów Europy Zachodniej czy świata eksponuje swoje barwy narodowe, to u nas był to element niejako zastrzeżony dla instytucji.
Na szczęście dzisiaj to się zmieniło, dzisiaj inaczej to postrzegamy i właściwie każdy Polak ma prawo, ale nie tylko prawo, bo chce identyfikować się i dawać wyraz tej identyfikacji z własną flagą. I to jest piękne i mądre zarazem, edukacyjne, ale przede wszystkim tożsamościowe. Tego oczekują obywatele i chyba każdy chętnie pokazuje się ze swoją biało-czerwoną flagą.
Jest w tym jakaś duma, którą kiedyś próbowano skrywać
i wmawiać nam, że jesteśmy gorsi, że musimy się
z wszystkiego tłumaczyć. Natomiast dzisiaj, kiedy ktoś występuje z biało-czerwoną flagą, to znaczy, że jest dumny z własnej tożsamości, z przynależności do polskiego gniazda.
To – jak Pan Profesor zauważył – nas łączy, ale czy przez podziały, czasem głębokie, kłótnie sami nie niszczymy tej wspólnoty narodowej?
– Wcześniej tak było i dzisiaj też są tacy, dla których barwy biało-czerwone są wstydliwe, co więcej – ci ludzie mają problem z polskością. Od dawna reprezentuję pogląd, że wielu naszych obywateli, polityków, którzy chcą uchodzić za Europejczyków, ma problem z polskością. Natomiast ci, którzy przyznają się do swojej polskości, nie mają problemu z europejskością. I to jest charakterystyczne
i dosyć typowe, że ci, którzy chcą się identyfikować
z biało-czerwoną, nie mają problemu z inną, szerszą identyfikacją. Natomiast ci, którzy uważają, że polskość
to nienormalność, mają problemy – i to duże, by być Polakami. Oni chcieliby być za wszelką cenę Europejczykami, czyli po trosze nikim – znajdami
w Europie. I to jest dzielenie, to jest za wszelką cenę szukanie tego, co będzie nas różniło. Uważam, że to jest podejście z gruntu fałszywe, złudne i deformujące nasz narodowy charakter.
Jak o Polskę spierać się mądrze, a zarazem cały czas mieć ją w sercu?
– To jest pytanie o istotę patriotyzmu. Tak naprawdę
nie ma tu jednej uniwersalnej recepty dobrej na zawsze. Patriotyzm jest jak powietrze, oddycha się nim i chodzi
o to, żeby było możliwie najczystsze i żeby było w nim jak najmniej toksyn. I tak też się identyfikuje właściwie wszystko, co dotyczy polskości. Natomiast nie sposób powiedzieć, że te działania są dobre, a inne są z gruntu złe. Jeżeli ktoś ma dobre intencje, to nawet jeśli popełni jakiś błąd, to sądzę, że znajdzie zrozumienie. Chodzi o to, że nie wszystko w naszym życiu musi się udać, natomiast ważne jest, jakie towarzyszą nam intencje, jaka motywacja, bo od zasad zależy bardzo wiele. I tak chcemy kształtować mądre postawy propolskie, propatriotyczne, żeby mogły być akceptowane.
W tych dniach zbiegają się dwa jakże ważne dla nas, Polaków, święta: – wczoraj obchodziliśmy Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej, z kolei dziś obchodzimy 232. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja, która funkcjonowała niewiele ponad rok.
Na czym polegała jej wyjątkowość, postępowość, ponadczasowość, co sprawia, że wciąż się do niej odnosimy?
– Konstytucja 3 maja była postępowa, a jej postępowość polegała głównie na tym, że zmieniała ona ustrój Rzeczypospolitej – do tej pory oparty na liberum veto. Ustawa Rządowa z 3 maja 1791 roku była zwieńczeniem reform Rzeczypospolitej podjętych w okresie obrad Sejmu Czteroletniego (1788-1792). Konstytucja 3 maja to coś szczególnego, fenomen, akt prawny, który sam w sobie ma bardzo wiele różnych dziwnych cech. Po trosze był wymuszony, co więcej – nie miał znamion trwałości, bo przecież bardzo szybko przeciw Konstytucji 3 maja uruchomiono olbrzymi aparat pseudopatriotyzmu. Przecież konfederacja targowicka – spisek magnacki, który powstał przeciwko dziełu Konstytucji 3 maja – miała charakter „arcypatriotyczny”. Pozornie konfederacja targowicka odwoływała się do idealistycznych odniesień patriotycznych, a przecież w gruncie rzeczy była zbrodnią
i stała się symbolem zdrady narodowej i państwowej.
Czym zatem była Konstytucja 3 maja?
– Konstytucja 3 maja – pierwsza w Europie i druga na świecie – dawała asumpt do tego, żeby Polska sama
z siebie wyzwalała siły, które potrafią ją reformować, pchnąć na nowoczesne, bardziej egalitarne tory. Przecież to była Konstytucja, która zajmowała się nie tylko szlachtą – notabene tej szlachty w Polsce było wówczas dużo więcej niż gdziekolwiek indziej – ale Ustawa Zasadnicza zajmowała się także mieszczanami i chłopami, przejawiając różne aktywności w tym zakresie.
I to wszystko stwarzało posmak, że Konstytucja 3 maja to jest akt, który stanowi dzieło całego Narodu, który dąży
do tego, aby stworzyć sobie państwowość znacznie lepszą. Niestety, zostało to nam odebrane przez działania zewnętrzne. Jednakże utrwaliło w Narodzie ducha wewnętrznej reformy i zmian, dążenie do czegoś lepszego. I to jest w gruncie rzeczy najważniejsze dzieło przekazania wiana Konstytucji 3 maja z pokolenia na pokolenie. To jest zarazem przykład naszej wewnętrznej siły, że potrafimy sami z siebie wyzwolić ducha naprawy, ducha postępu – normalnego postępu, a jednocześnie potrafimy stworzyć wzór dla innych, jak należy działać. Chodzi o to, że Konstytucja 3 maja to jest dzieło, którym pasjonują się
i które uznają nie tylko Polacy, ale również Litwini, Ukraińcy – ci wszyscy, którzy stanowili narody
I Rzeczypospolitej – przecież Rzeczypospolitej nie tylko obojga, ale wielu narodów.
Konstytucja 3 maja była odważnym kompromisem ówczesnych sił politycznych. Czy obecne elity polityczne w Polsce stać
na podobny kompromis?
– Chciałoby się wierzyć, że dzisiejsi politycy nie są gorsi niż inni w historii, którzy także byli uwikłani w różne zależności od zaborców, ale czasami potrafili zerwać te wszystkie kajdany zależności i stanąć ponad tym wszystkim do służby Polsce. Dzisiaj również te zewnętrzne uwikłania, które wychodzą na wierzch, pokazują, że jednak ma to miejsce. Trzeba jednak wierzyć, że każdy – również polityk – może się wyzwolić z tego swoistego zapętlenia i spod zależności od innych. Pozostawiając im taką szansę, jednocześnie trzeba powiedzieć, że w dużym stopniu
nie widać żadnych oznak, żadnej próby oderwania się
od obcych uzależnień i służenia własnemu krajowi.
Natomiast widać, że kierują się oni służbą własnym celom, bardzo partykularnym – partyjnym i serwilistycznym. Dlatego czasami złudne są nadzieje i oczekiwania na to, że w tych niektórych sercach polskich polityków odezwie się jednak ten gen polskości. Myślę, że nikogo nie należy skreślać i do końca trwać przy nadziei, pozostawiając szansę, że być może sumienie się odezwie i wyzwoli dobre, propolskie instynkty. Tymczasem rzeczywistość wyraźnie skrzeczy i to, że wchodzimy w okres wyborczy, jest raczej podkreślaniem podziałów niż szukaniem zbliżenia poglądów. Tym bardziej że u tych, których wysłano do spełniania różnych funkcji politycznych w naszym kraju, widać coraz wyraźniejsze uwikłania, zależności od innych, owe podległości i zadaniowania przez obcych.
Panie Profesorze, jak powinniśmy świętować tak ważną dla Polski datę uchwalenia Konstytucji 3 maja?
– Radośnie, z nadzieją, że skoro przez tyle pokoleń duch tej Konstytucji – rozumnej, a jednocześnie wyrachowanego kompromisu – duch budowania lepszej przyszłości wciąż
w nas tkwi, to znaczy, że słowa z hymnu: „Jeszcze Polska nie zginęła”, są i powinny być dla nas drogowskazem
i zachętą, by nie ustawać.

