logo
logo

Zdjęcie: fot.arch. twitter/brzonca/ Inne

Bufonada niemiecka nie ma końca

Środa, 10 maja 2023 (20:34)

Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

Jak odczytuje Pan słowa kanclerza Olafa Scholza, który w Parlamencie Europejskim domagał się zreformowania Unii Europejskiej i właściwie twierdził,
że albo Wspólnota odejdzie od zasady jednomyślności w głosowaniach w Radzie Europejskiej, albo nie będzie jej wcale?

– Kanclerz Scholz stwierdził wyraźnie, że jednomyślność nie jest wartością, że wartością jest większość kwalifikowana. Scholz domaga się zatem reformy systemu głosowania w Radzie Europejskiej, aby decyzje w sprawach polityki zagranicznej czy finansowej mogły zapadać większością kwalifikowaną. Nic więc dziwnego, że słowa
te wywołały u wielu eurodeputowanych drgawki i protest. Tylko socjaliści bronili kanclerza Scholza natomiast wystąpienia pozostałych europosłów nawet z Europejskiej Partii Ludowej – w tym posłów Platformy – były mniej więcej w stylu – jeśli pan nie chce pomóc Europie,
to przynajmniej niech pan nie przeszkadza. Taki był generalnie przekaz adresowany do Scholza. To pokazuje, że w europarlamencie jest pewnego rodzaju rozedrganie. Scholz, który sam siebie chciał kreować jako przywódcę UE, że on i Niemcy mają pomysł na Unię, to nie zostało dobrze przyjęte. Kanclerz, mówiąc o reformach Unii
i jednomyślności, że jest ona niepotrzebna, cytował sam siebie – ubiegłoroczne wystąpienie na Uniwersytecie Karola w Pradze. Można to wszystko streścić jako propozycję więcej Unii w Unii.

Kanclerz Niemiec odniósł się także do kwestii rozszerzenia Unii Europejskiej.

– Tak. Mówił, że Unia Europejska może być rozszerzana tylko wtedy, kiedy nie będzie jednomyślności.
Nie wykluczył, że w przyszłości Unia może liczyć nawet
37 państw – chodzi o północną część Bałkanów i włączenie tych krajów, które chcą być członkami Wspólnoty. Natomiast w tym wszystkim widoczny jest brak konsekwencji, bo to wystąpienie Scholza trudno nazwać inaczej jak szantaż. Sugerował, że od tej reformy głosowania zależy zgoda Berlina na rozszerzenie Wspólnoty. Po pierwsze Scholz mówił, że Unia będzie mogła być rozszerzana o następne państwa, jeśli nie będzie jednomyślności, i może być rozszerzona, jeśli
np. kompetencje podatkowe, które są w tym momencie przynależne państwom narodowym, będą kompetencjami KE. Nie daj Boże, żeby tak się stało, bo od tego jest tylko krok, aby mówić o armii europejskiej, co więcej, wszystko to ma być pod przywództwem Niemiec. Nic więc dziwnego, że to się nie spodobało i de facto Scholz oberwał od wszystkich środowisk. Tylko nie sądzę, żeby sobie z tego coś robił, raczej spłynęło to po nim jak woda deszczowa. Nic więc dziwnego, że dalej stoi na stanowisku, iż Niemcy powinni zachować przywództwo w Europie.  

Wspomniał Pan, że Scholz spotkał się
z krytyką, co ciekawe, oberwał też od swoich, nawet od europosła z Niemiec Jörga Meuthena, który nie pozostawił
na nim suchej nitki?

– Zdecydowanie tak. Właściwie wszystkie frakcje niemieckie poza socjalistami – jego kolegami – wytknęły mu, że jest nieudolny, że Niemcy pod jego rządami są pośmiewiskiem. W ogóle zarzucano Scholzowi, że Niemcy kunktatorsko zachowały się i wciąż się tak zachowują
w przypadku wojny na Ukrainie, że nie pomogły
w rozwiązaniu problemów energetycznych UE, które są pochodną wojny rozpętanej przez Rosję. Ponadto Scholz usłyszał, że inflacja to także wynik sojuszu Berlina
z Moskwą. Z kolei prof. Ryszard Legutko podkreślił,
że oligarchia europejska, gdzie dominują Niemcy, popełniła szereg błędów, ale nie wyciąga żadnych wniosków,
co więcej, wciąż nazywa siebie przywódcami i dalej chce rządzić Unią Europejską. I to jest w tym wszystkim tragiczne i komiczne zarazem, ale niestety bufonada niemiecka nie ma końca.

Co oznaczałaby zgoda na zastąpienie jednomyślności w Radzie Europejskiej większością kwalifikowaną?

– Tak naprawdę oznaczałoby to stworzenie superpaństwa europejskiego, że wszystkie decyzje budżetowe 
– z wieloletnich ram finansowych, z jakiegokolwiek instrumentu, jakim Unia dysponuje, np. Fundusz Spójności, Wspólna polityka rolna, to byłby jeden wielki szantaż wobec pozostałych państw członkowskich.
Dla przykładu wulgarna, obrazoburcza obrażająca uczucia religijne chrześcijan wystawa fotograficzna szwedzkiej artystki Elisabeth Ohlson, wykorzystująca w kontekście homoseksualnym postacie i symbole religijne, która ostatnio była eksponowana w europarlamencie. Jeśli dajmy na to polski parlament nie zgodziłaby się, żeby pokazać taką wystawę, to w zamian można byłoby nam nie przyznać środków z takiego czy innego unijnego funduszu. Przekaz jest prosty: totalne uzależnienie, będziecie pokorni, to otrzymacie pieniądze, nie będziecie,
to nie otrzymacie unijnych środków.

Czyli polityka kanclerza Scholza jest niekorzystna dla Unii Europejskiej, ale jest wymierzona przeciwko Polsce? To Scholz odrzuca dialog dotyczący reparacji wojennych dla Polski, co więcej, manipuluje historią II wojny światowej i wybiela Niemcy?

– Zdajemy sobie sprawę, że dopóki socjaliści niemieccy będą rządzić, to nie dopuszczą, żeby wypłacić Polsce zadośćuczynienia za niemieckie zbrodnie i zniszczenia
II wojny światowej. Jednak to nie zwalnia nas z obowiązku dyskusji z innymi środowiskami niemieckimi, do których trzeba docierać z prawdą. Bardzo dobrze robi to polski rząd i wiceminister spraw zagranicznych Arkadiusz Mularczyk, na każdym forum pokazując, co Niemcy zrobili z Polską podczas II wojny światowej. Niemcy, a nie jacyś mityczni naziści. Jak mordowali, jak niszczyli polskie miasta i wioski, jak grabili polski majątek, co zresztą niewiele odbiegało
od tego, co robili wcześniej jako państwo kolonialne.
Swoją drogą ten rachunek za kolonie też trzeba będzie Niemcom powoli wystawiać – zresztą niektóre kraje kolonialne dobrze o tym wiedzą i coraz częściej przypominają o tym Niemcom. Berlin, oczywiście, będzie odbijał piłeczkę i opowiadał głupstwa, że to jacyś beznarodowi, bezpaństwowi naziści wywołali II wojnę światową, że to oni spowodowali katastrofę.
Nie zdziwiłbym się, gdyby za jakiś czas pojawiła się retoryka, że to Niemcy zostali zaatakowani przez nazistów. To tylko pokazuje, że Niemcy będą trwać przy swoim,
będą dalej szerzyć kłamstwa historyczne i dezinformację, ale my na arenie międzynarodowej powinniśmy szukać sojuszników i zmiękczać to stanowisko również wśród samych Niemców.

To nie będzie łatwe…

– Łatwe nie będzie, ale możliwe, pod warunkiem
że niemieckim władzom nie uda się stworzyć superpaństwa europejskiego. Jeśli będziemy w sojuszach z innymi państwami, jeśli będziemy opowiadać prawdę
i przedstawiać fakty dotyczące II wojny światowej,
robić to, co do nas należy, to dojdziemy swojej prawdy,
bo w którymś momencie również Parlament Europejski przestanie być lewicowo-liberalny, również Komisja Europejska przestanie być socjalistyczna i hegemonia Niemiec też się skończy. Scholza nie było, a Unia Europejska była i Scholza nie będzie, a Unia Europejska
też może być, tylko musi być inna, musi być Unią ojczyzn
i narodów. Dopiero wtedy będzie to Unia, o jaką chodziło ojcom założycielom.

Czy te manipulacje i de facto kłamstwa Scholza odnośnie do II wojny światowej
są obecne w dyskusjach europosłów
z innych państw, przecież wojna, jej skutki, zbrodnie niemieckie dotknęły nie tylko Polski, ale też inne kraje?

– Ciekawą rzeczą jest, że oburzenie słowami kanclerza Scholza nie jest wielkie, jest tłumione przez rozmaite zabiegi niemieckie. Wiemy przecież, jak Niemcy, ich zabiegi – również finansowe – potrafiły zamknąć usta niektórym środowiskom w Izraelu. Niemcy potrafią też zamknąć usta niektórym środowiskom francuskim czy holenderskim, więc jest to duże wyzwanie dla nas. Tym bardziej powinniśmy pokazywać prawdę, szukać możliwości docierania do jak największej grupy ludzi za granicą, robić filmy – w końcu mamy Instytut Sztuki Filmowej – filmy o prawdzie II wojny światowej. Powinniśmy też wspierać prace rzetelnych, obiektywnych historyków, którzy będą opisywać II wojnę światową taką, jaka ona była. Jest też tutaj duża rola placówek dyplomatycznych, polskich dyplomatów,
bo bywało, że w momencie kiedy atakowano Polskę za granicą, to zamiast stanowczo bronić, nie przyznawali się do Armii Krajowej i milczeli, kiedy rozpowszechniano kłamstwa o „polskich obozach koncentracyjnych”.
Mówię to z pełną powagą, bo takie rzeczy słyszałem,
będąc w różnych środowiskach za granicą. Po za tym
w Parlamencie Europejskim jest narracja, że jedynym, najważniejszym zrywem zbrojnym przeciwko okupującym Warszawę Niemcom w czasie II wojny światowej było powstanie w getcie warszawskim, a nie Powstanie Warszawskie zorganizowane przez Armię Krajową.
Pomija się tę prawdę, dlatego zapewniam, że ze strony europosłów Prawa i Sprawiedliwości będziemy robić wszystko, aby prawda zafunkcjonowała, żeby ten zryw Armii Krajowej zafunkcjonował w Parlamencie Europejskim. Musimy pilnować prawdy i krok po kroku odkłamywać historię i zwracać uwagę na to, co piszą zagraniczni dziennikarze w Europie Zachodniej i w ogóle
na świecie. Od tego są polscy dyplomaci, żeby prostowali kłamstwa, upominali, jeśli pojawiają się fałszywa narracja
i sianie nieprawdy o postawach Polaków, np. ze strony profesorów: Barbary Engelking, Jana Grabowskiego czy Jana Tomasza Grossa. Chodzi o to, żeby kłamstwo nie było powielane.

Ważne jest, żebyśmy w Polsce – mam na myśli polityków – nie kłócili się między sobą i w najważniejszych punktach polskiej polityki zagranicznej mówili jednym głosem?

– To jest podstawa, to jest polska racja stanu, powinniśmy mimo różnic politycznych zawsze bronić dobrego imienia Polski, bo w czasie II wojny światowej straciliśmy najwięcej spośród wszystkich narodów. Raport o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej 1939-1945 jest przygotowany bardzo dobrze, bardzo dobrze udokumentowany i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Jeśli państwo polskie będzie dalej funkcjonowało pod rządami Zjednoczonej Prawicy, to proces odbudowania świadomości narodowej wśród ludzi młodych będzie postępował. Po uczczeniu Powstania Warszawskiego
w Parlamencie Europejskim otrzymałem pytanie od jednej z eurodeputowanych: to jak to wy, Polacy, w getcie warszawskim zabijaliście Żydów? To pokazuje, jaka jest świadomość w Europie, że osoby, z którymi się nieraz spotykałem, kompletnie nie mają wiedzy o Armii Krajowej, o Powstaniu Warszawskim, o Polskim Państwie Podziemnym. Natomiast narracja jest taka, że w Polsce było tylko powstanie w getcie warszawskim, a niektórzy twierdzą nawet, że to my, Polacy, tłumiliśmy ten zryw.
To jest coś strasznego, ale pokazuje, jak wielkie są zaniedbania, zaniechania. Uważam, że trzeba ciągle o tym mówić, pokazywać prawdę, fakty i walczyć o suwerenność.

               Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl