logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Nie można być w służbie obcych

Sobota, 13 maja 2023 (20:09)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, historykiem, prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego oraz wiceprezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej

Panie Profesorze, czemu ma służyć uchwała senacka w sprawie wkładu Papieża Jana Pawła II w dzieje Polski, Europy i świata
w 103. rocznicę jego urodzin
, w której nie ma ani słowa o obronie Papieża Polaka
w obliczu ataków na Jego osobę i dzieło. Dlaczego senackiej większości tak trudno wyrazić coś, co jesteśmy winni Ojcu Świętemu i jego pamięci?

– Ataki na Ojca Świętego są wyrazem braku szacunku
dla największego z rodu Polaków, ale też przejawem
braku szacunku dla samych siebie – do tego, kim jesteśmy i z jakich korzeni wyrastamy jako Naród. Myślę, że senatorowie, co by nie powiedzieć, mają świadomość,
że – delikatnie rzecz ujmując – wszelkie możliwe granice dotyczące krytyki Ojca Świętego Jana Pawła II zostały przekroczone – i to w haniebny sposób. Stąd próba w tej chwili stworzenia pewnych pozorów i pokazania tą uchwałą – hybrydą, że Papież jednak czegoś dokonał, że miał swoje zasługi. Natomiast bronić św. Jana Pawła II w momencie, kiedy jest atakowany i sam już się obronić nie może, to większości senackiej już na to zabrakło odwagi. Trudno mi to zrozumieć. Z ich punktu widzenia być może lepiej sobie jednak zachować furtkę do ponowienia ataków. Moim zdaniem to tylko obłuda tego środowiska, które przyznaje, że, owszem, Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi czegoś
się udało dokonać, że był dla wszystkich – nie tylko dla Polaków – bardzo ważny, ale coś może na nim ciążyć.
To jest dwulicowość, brak kręgosłupa moralnego tego środowiska i postawa tak naprawdę niegodna, nielicująca
z godnością Polaka, niemająca nic wspólnego z polską racją stanu. To postawa, która cechuje szalbierzy politycznych.

Wicemarszałek Marek Pęk wskazywał,
że senatorowie Prawa i Sprawiedliwości,
którzy już jakiś czas temu przedłożyli projekt uchwały w obronie dobrego imienia św. Jana Pawła II, nie mogli się doprosić marszałka Tomasza Grodzkiego, aby nadał tej sprawie bieg. Dlatego te działania określił słowami klasyka – posła Platformy Sławomira Nitrasa – piłowaniem katolików, tym razem w Senacie.

– Trudno to określić inaczej. Ponieważ politycy opozycji totalnej uświadomili sobie, że przekroczyli pewne granice przyzwoitości – tego, za co społeczeństwo, zwykli ludzie dzisiaj ich piętnują, tak naprawdę za podłość, jaką wcześniej wyrażali. Teraz próbują upozorować pozytywny stosunek do św. Jana Pawła II, a jednocześnie w swoich działaniach pokazują, że katolicy to są ludzie, którzy właściwie nie powinni się obnosić ze swoimi przekonaniami, a najlepiej żeby siedzieli cicho. Taką postawę trudno zakwalifikować inaczej jak do kategorii wstydu czy – jak to określił przywódca tej ekipy Donald Tusk – nienormalności. I widać temu ci politycy są wierni, próbując manipulować także w tym jakże ważnym dla nas, Polaków, obszarze jak wiara, przywiązanie do wartości chrześcijańskich, które uosabiał św. Jan Paweł II.

Po czyjej stronie stają politycy totalnej opozycji w Senacie i co to oznacza, jeśli nie chcą bronić tak wielkiego Polaka – Papieża –i de facto przyzwalają na jego obrażanie?

– Można powiedzieć, że jesteśmy świadkami wzajemnego wspierania się – stacji komercyjnej TVN, która wyemitowała bluźnierczy, obraźliwy, oparty na kłamstwie
i manipulacji film „Franciszkańska 3” oraz polityków opozycji totalnej, która liczy na medialną ochronę tejże stacji i wsparcie w kampanii wyborczej. Jesteśmy zatem świadkami wzajemnego wspierania się towarzystwa, które chce wygrywać jedynie własne, prywatne interesy, co więcej – czyni to w sposób podły, nielicujący z godnością
i za nic ma Polskę oraz Polaków. Jednak czegóż się można spodziewać od tych, którzy są w służbie innych, służbie obcych. Przyznam się, że w tym gronie najbardziej rozczarowujący są ludowcy – zawsze obrotowi, zawsze otwarci na współpracę tam, gdzie wietrzą interesy. Mimo to wydawałoby się, że tam, gdzie rozgrywają się sprawy ważne, sprawy fundamentalne, dotyczące wiary, tradycji, to jednak wykażą się poczuciem, odpowiedzialnością za wartości, których nie wolno podważać, szargać, plugawić. Widać jednak, że można, że stali się narzędziem, zachowali się kunktatorsko i kolejny raz udowodnili, że właściwie są politycznym kompanem do wszystkiego.

Tylko że kiedy posłuchać polityków
PSL i jego lidera Władysława Kosiniaka-
-Kamysza, to „patriotyzm” aż bije po oczach?

– To też są tylko pozory i pewna retoryka na doraźne potrzeby polityczne. Przypomnę, że w historii mieliśmy
już zawiązany w marcu 1943 roku w Moskwie Związek Patriotów Polskich z Wandą Wasilewską na czele, który głosił niepodległość, ale tak naprawdę jego celem było stworzenie ośrodka władzy alternatywnego wobec rządu
RP na uchodźstwie. De facto było to niczym innym jak wsparciem dla wasalizacji Polski. Mieliśmy też konfederację targowicką, która też chciała uchodzić za patriotyczną. Tymczasem jeden i drugi twór, które uważały się za arcypolskie, arcypatriotyczne, pogrążała rzeczywistość
i czyny, które przeczyły takim deklaracjom. Dzisiaj też można tworzyć różne słowne konstrukcje, rościć sobie ambicje do bycia patriotami, co niekoniecznie ma odbicie
w rzeczywistości. Tak czy inaczej – moim zdaniem – wiarygodność środowiska ludowego, łącznie z prezesem Kosiniakiem-Kamyszem, jest po prostu słaba, niewielka.
Są usłużni i bliżej im jednak do skrajnych, zdecydowanie antypolskich zachowań, chociaż frazeologicznie są rzekomo nastawieni bardzo patriotycznie.

Wracając jeszcze do św. Jana Pawła II, to dzisiaj ważna data – 42. rocznica zamachu na Ojca Świętego. Wszyscy pamiętamy, co wydarzyło się wówczas na placu św. Piotra…

– Sam zamach i strzały, jakie oddał Ali Agca, to była niejako kumulacja zła. I mimo że od tamtych tragicznych wydarzeń mijają 42 lata, to dzisiaj wiemy znacznie więcej – choć nie wszystko i nie do końca. Wszystko wskazuje na to, że zamachowców było więcej i że był to doskonale zorganizowany – na całe szczęście nieudany zamach. Dziękujemy Panu Bogu i Matce Najświętszej za dar ocalenia Ojca Świętego Jana Pawła II. Zamach miał miejsce o godz. 17.19, a więc dokładnie o tej samej godzinie, kiedy w 1917 roku Matka Boża po raz pierwszy objawiła się trojgu pastuszkom w Fatimie. Jednocześnie warto sobie uświadomić, że poza tą kumulacją zła oraz aktem zbrodniczej akcji, jaką były strzały do Ojca Świętego 42 lata temu, także dzisiaj można zabić Papieża bez strzałów, ale pseudmoralnością, atakami na jego osobę
i dzieło, ale także brakiem reakcji na próby podważania jego świętości. Tyle tylko, że skoro raz Matka Boża – Opiekunka Fatimska – sprzeciwiła się niecnym zamiarom unicestwienia i obroniła swego wiernego sługę, to także każdy inny zamach na osobę w. Jana Pawła II udaremni. Musimy w tę opatrznościową rolę Maryi Niepokalanej wierzyć, co oczywiście nie zwalnia nas z obowiązku wspierania właśnie tych działań opiekuńczych, bo obrona dobrego imienia św. Jana Pawła II jest także naszym świadectwem wiary w Boga w Trójcy Świętej Jedynego
i naszego zawierzenia Bożej Opatrzności. Jest to zarazem ostoja dla nas, fundament, na którym próbujemy nasze życie budować i organizować.

Ojciec Święty Jan Paweł II u progu swego pontyfikatu, a także później, mówił do nas: „Nie lękajcie się!”.         

– Tak, to jego „Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi”, wypowiedziane w dniu inauguracji pontyfikatu, jest ciągle aktualne i dotyczy każdego z nas
i różnych sfer naszego życia. Nie lękajcie się… doświadczeń, prób, prześladowań, zakłamywania faktów, bo jeśli zaufamy Panu Bogu, jeśli będziemy wierzyć,
to zwyciężymy. Jest to zatem ciągły postulat, ciągły imperatyw, o którym zawsze musimy pamiętać. Jeden
z opozycyjnych działaczy, poetów Jerzy Narbutt w swoim wierszu pisał: Pamiętaj – żyjesz, póki się nie boisz / Bo gdy się lękasz, to jakbyś był w grobie. I to jest ta sama prawda o konieczności życia w prawdzie i odwadze, przede wszystkim cywilnej, bo do tej odwagi – często heroicznej – nie wszyscy muszą być powołani, ale cywilną odwagę muszą mieć wszyscy.

                 Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl