logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Kontynuacja dobrej zmiany dla Polski

Poniedziałek, 15 maja 2023 (20:53)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą
z KUL i AKSiM

Jak można spuentować konwencję
i konkretne zapowiedzi Prawa
i Sprawiedliwości oraz jak tę konwencję skonfrontować z brakiem wizji opozycji totalnej?

– Widać pewną dyscyplinę, jeśli mówimy o wszelkiego rodzaju programach społecznych, pomocowych, w których Prawo i Sprawiedliwość nie ma konkurencji. Tym bardziej dziwię się Platformie i Donaldowi Tuskowi, że próbowali
w to grać – coś proponować w tym zakresie,
np. „babciowe”, bo to niekoniecznie spotkało się z dobrym przyjęciem, nawet wśród ich elektoratu. Wystarczy tylko posłuchać, co mówią Leszek Balcerowicz czy inni. Ponadto Tusk jest niewiarygodny dla zwykłych ludzi – mieszkańców małych miasteczek i wsi. Choćby obiecał im wszystko,
to i tak nikt mu nie uwierzy, bo jako polityk ma niski poziom wiarygodności. Tymczasem PiS zrobiło konwencję
z rozmachem, PR-owsko dobrze zorganizowaną, adresowaną m.in. do ludzi, którzy pamiętają, co dla nich
ta formacja zrobiła na przestrzeni blisko 8 lat rządów. Dlatego kolejne obietnice, jakie się pojawiły w dziedzinie programów społecznych, mają duży poziom wiarygodności. To jest kluczowa sprawa – nie kto, co obieca, ale kto jest
w tym bardziej wiarygodny. I w tym względzie PiS ma zdecydowaną przewagę, jest wiarygodne, jest mocne
i wydaje się, że o kilka długości wyprzedza Platformę pragnącą zdominować opozycyjną część sceny politycznej przed marszem zapowiadanym na 4 czerwca.

Premier Mateusz Morawiecki w sobotnim wystąpieniu podczas konwencji, odnosząc się do wyborów, stwierdził, że albo pójdziemy do przodu, albo wrócimy
do dzikiego kapitalizmu.

– Dla wyborcy sytuacja jest dość oczywista, to znaczy
PiS przede wszystkim chce uzmysłowić, przypomnieć Polakom, ile zwykli ludzie skorzystali na ich rządach.
To się oczywiście mierzy programami społecznymi, czy też podniesieniem wysokości płacy minimalnej, ale mierzy się to również inwestycjami lokalnymi. Warto pamiętać,
że komfort życia to nie jest tylko to, ile pieniędzy mam
w kieszeni, ale komfort życia to także to – jaką drogą się poruszam, czy mam wodę z wodociągu, czy muszę korzystać ze studni, czy mam kanalizację, czy muszę korzystać z szamba, czy mam w pobliżu żłobek, przedszkole, czy do opieki na dziećmi muszę angażować mamę, teściową lub niańkę itd. Jak widać, jest cały szereg rzeczy, które stanowią o komforcie życia i przez wiele lat ten komfort życia był nieporównywalnie lepszy w dużych miastach niż w małych ośrodkach. I inwestycje lokalne
na dużą skalę i każdy samorządowiec to potwierdzi,
że nigdy wcześniej wójtowie, starostowie czy burmistrzowie nie mieli tylu pieniędzy do dyspozycji
na rozmaite inwestycje jak za rządów PiS.
To spowodowało, że wcześniej istniejąca przepaść
w ogromnej mierze została zasypana. To właśnie Polakom chce uprzytomnić PiS, również poprzez odniesienie
do czasów rządów koalicji PO – PSL chce pokazać, w jakim kierunku to wówczas szło. Jeśli się weźmie ostatnie wypowiedzi Tuska, bardzo pogardliwe dla wyborców PiS, szczególnie z małych ośrodków, to nic dziwnego, że PiS
to sprytnie wykorzystuje po to, by się wzmocnić kosztem bądź co bądź mocno pogubionego przeciwnika.

Tylko, żeby te zapowiedzi mogły być zrealizowane, PiS musi wygrać. Czy  deklaracje zbliżają do trzeciej kadencji,
czy przekonają Polaków do wsparcia wizji Polski proponowanej przez obóz Jarosława Kaczyńskiego?

– Proszę zwrócić uwagę, że PiS teraz już nie tyle daje,
co zapowiada kolejne obietnice, bo jeśli mają być one
od nowego roku, to warunkiem ich zrealizowania jest zwycięstwo w jesiennych wyborach parlamentarnych.
I to jest ważny komunikat adresowany do wyborców,
i tak to jest projektowane.

Kampania dopiero się rozkręca, a PiS już rzuca na szalę mocne karty w postaci kolejnych obietnic. Czy trochę nie za wcześnie?

– Pamiętajmy, że do wyborów nie mamy 5 miesięcy, ale realnie są to zaledwie 3 miesiące. Chodzi o to, że z tego czasu, z intensywnej kampanii wyborczej, wyłączyć należy wakacje. To jest inny czas, gdzie – owszem – o polityce się rozmawia, ale nie poprzez słuchanie przekazów medialnych, radiowych, ale raczej są to tematy poruszane w luźnych rozmowach przy grillu itd. W tym względzie do wyborów – jeśli chodzi o aktywną kampanię – pozostało mniej czasu, niż podaje kalendarz i niż się nam wydaje. Myślę, że PiS, przedstawiając swoje propozycje, nie chce się zderzyć z 4 czerwca, na który Tusk zapowiada marsz
w Warszawie. 4 czerwca to będzie inny temat – mianowicie tam będzie dyskusja między 4 czerwca 1989 roku,
czyli datą kontraktowych wyborów parlamentarnych
i kontraktowego Sejmu, a 4 czerwca 1992 roku, czyli obalenie rządu premiera Jana Olszewskiego i słynne słowa Tuska: „policzmy głosy”, wypowiedziane podczas narady
u prezydenta Lecha Wałęsy poprzedzającej obalenie rządu. Można się spodziewać dyskusji o symbolach historycznych, ale nie będzie miejsca na program. W istocie od 4 czerwca przez kolejne – dajmy na to – 2-3 tygodnie będziemy mieli nieustanne młócenie, kto z kim idzie, w jakiej konfiguracji itd. Za chwilę będzie wrzesień, gdzie możemy się spodziewać kampanii na szczycie emocji i różnorakich haków, oskarżeń. I w tym sensie zdiagnozowano, że teraz jest najlepszy czas, żeby wyjść z tymi propozycjami, z tym realnym programem. Oczywiście, we wrześniu pojawią się pomysły wzmacniające ten przekaz, ale bardziej w formie uzupełnienia.

Co ciekawe, podczas konwencji PiS nie było atakowania opozycji, w przeciwieństwie
do tego, co robią Tusk i spółka, którzy zamiast propozycji sieją negatywne emocje. Natomiast PiS powtarza manewr z 2015 roku, kiedy skupienie się na propozycjach dla Polaków, a nie na przeciwnikach politycznych, dało Zjednoczonej Prawicy wygraną?

– Ten pozytywny program – przedstawiany przez PiS 
– mówi, że ta formacja chce – owszem – pewnej rewolucji czy ewolucji społecznej, jednak nie na zasadzie przemocy, ale upodmiotowienia zwykłych obywateli właśnie
z mniejszych ośrodków wykluczonych przy okrągłym stole. Natomiast Tusk swoją agresywną retoryką, co słusznie dostrzegają komentatorzy, odwołuje się do elektoratu, który nie wiedzieć, z jakiego powodu uważa się za elitę,
za nadzwyczajną kastę, wręcz arystokrację – jak o sobie mówią np. artyści, część nauczycieli czy ludzi biznesu. Chodzi o grupy, które uważają, że okrągły stół jest – był naturalnym stanem rzeczy – a chłopstwo to – najprościej rzecz ujmując – chamstwo. I jeśli chce coś znaczyć, jeśli dobija się do równouprawnienia, robi to w sposób nieuprawniony. Myślenie w tym środowisku jest takie,
że nikt po za tymi „elitami” nie ma do tego prawa, więc jeśli ktoś inny to robi, to się buntują i chcą robić rewolucję. Nic dziwnego, że pojawiają się agresja i skandaliczne słowa Tuska o wyborcach konserwatywnych – jako o ludziach, którzy „chleją i biją dzieci i kobiety oraz pracą nie zhańbili się od lat”. Ta agresja słowna to nic innego jak oddanie uczuć tego środowiska, które po prostu uważa, że ktoś chce robić rewolucję, czyli zachowuje się w sposób niepraworządny. Niepraworządny w rozumieniu, że nie rządzą ci, którzy w ich mniemaniu powinni rządzić.

Do tej beczki miodu – mam na myśli konwencję PiS – trzeba też dodać łyżkę dziegciu, otóż podczas konwencji na próżno było szukać przedstawicieli Suwerennej Polski. Czy to oznacza, że drogi obu formacji coraz bardziej się rozchodzą?

– Rzeczywiście podczas niedawnej konwencji Suwerennej Polski nie było nikogo z PiS, a teraz jest na odwrót
– na konwencji PiS nie było polityków Suwerennej Polski.
To oznacza, że jest napięcie między PiS a Suwerenną Polską. Jedni i drudzy próbują zdefiniować swoją siłę 
i ją pokazać oraz w odniesieniu do tego budować listy wyborcze.

Czy to oznacza definitywne rozejście się dróg Zbigniewa Ziobry i Jarosława Kaczyńskiego?                    

– Może tak być, ale byłaby to bardzo ryzykowna gra z obu stron, nawet jeśli w świetle dzisiejszych sondaży takie rozejście nie oznaczałoby wielkich strat dla PiS. Kiedy powstałaby kłótnia, która byłaby pokazywana w mediach, kiedy zaczęłyby się wzajemne oskarżenia, pretensje będące objawem różnorakich wewnętrznych konfliktów,
byłoby to nie tylko demotywujące, ale wręcz demoralizujące dla wyborców. Wówczas straty mogłyby być nieproporcjonalnie większe w stosunku do tego,
co dzisiaj wynika z sondaży. Dlatego obecną sytuację, jaka jest między PiS a Suwerenną Polska, traktuję jako pewne pozycjonowanie się tych, którzy nawet jeśli pójdą
w koalicji Zjednoczonej Prawicy, to będą się układać
w odniesieniu do tego, co, kto i jaką siłę reprezentuje.
PiS nie pojawił się na konwencji Suwerennej Polski, która sama definiuje swoją siłę i pokazuje, co może, na co ją stać, a PiS czyni to samo, tyle że w drugą stronę. Proszę też pamiętać, że PiS ma przewagę dotacji budżetowych dla partii politycznych. Suwerenna Polska zgromadziła pewne środki, ale to po stronie formacji Jarosława Kaczyńskiego jest większa siła.

Jak słyszymy, Lewica przekazała liderom Platformy, PSL i Polski 2050 projekt „paktu sejmowego”, który ma dotyczyć współpracy w okresie kampanii i utworzeniu koalicji
po wyborach. Czy to ma rację bytu?     

– Wszystko można przedstawić, ale jest pytanie:
czy realnie do tego dojdzie, czy to się ułoży w konkret? Wiemy, co stało się z ugrupowaniami, które realnie są dzisiaj w Koalicji Obywatelskiej, i kto dzisiaj – nie mówiąc
o komentatorach czy dziennikarzach, ale z wyborców
– jest w stanie wymienić nazwy wchodzących w jej skład podmiotów politycznych, które zostały wchłonięte.
Gdzie jest np. Nowoczesna, która miała być przeciwwagą dla Platformy? Owszem, dawni politycy partii Ryszarda Petru czy lewicowych grup są tam obecni, ale nie mają podmiotowości. Rodzi się zatem pytanie: czy również Lewica chce się rozpłynąć w tym formacie Koalicji Obywatelskiej?

Wygląda na to, że chodzi raczej
o zjednoczenie w procesie obalenia
rządu PiS?          

– Mamy – zdaje się – licytację, i nie chodzi o to, kto się zjednoczy realnie, ale kto będzie więcej i głośniej o tym mówił – Platforma, Lewica PSL czy Polska 2050. Jest to
po to, żeby później móc nawzajem siebie oskarżać, że nie doszło do zjednoczenia opozycji z winy tego czy owego.
I raczej o to w tej grze chodzi.

        Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl