Jak Pan Profesor odbiera i czemu – Pana zdaniem – ma służyć powrót unijnych decydentów do mechanizmu przymusowej relokacji imigrantów? Pomysł przedstawiła komisarz unijna ds. wewnętrznych szwedzka polityk Ylva Johansson…
– Elity lewicowe, które obecnie dominują w Unii Europejskiej, we wszystkich sferach życia społecznego, gospodarki dążą do kompletnej rewolucji i niszczenia starych struktur. I nie ma znaczenia, czy to będą struktury gospodarcze, czy to będą struktury społeczne. Wiemy też, z jakimi problemami związanymi z konsekwencją przyjęcia imigrantów bez jakiegokolwiek klucza borykają się społeczeństwa zachodnie, jak wyglądają miasta zachodnie, gdzie tworzą się enklawy imigrantów, którzy nie asymilują się z Europejczykami, co więcej – narzucają im swoją kulturę i zwyczaje.
Widać, że Europa, która bezrefleksyjnie otwiera swoje granice na imigrantów z Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu, nie ma pomysłu, jak ten problem rozwiązać. Powrót do skompromitowanego już raz pomysłu przymusowej relokacji imigrantów ma na celu osłabienie państw narodowych, zdestabilizowanie ich wewnętrznie, aby ostatecznie na grobie tych państw zbudować superpaństwo europejskie, które sobie wymarzyli Niemcy i elity unijne. Widać, że w tym działaniu są konsekwentni.
Polska przyjęła miliony uchodźców wojennych z Ukrainy, ale pomoc unijna dla nas w tym zakresie była znikoma, tymczasem Unia chce szeroko otworzyć bramy Europy i kieszenie dla nielegalnych imigrantów ekonomicznych?
– To prawda. Kiedy przyjmowaliśmy – wciąż przyjmujemy – uchodźców wojennych z Ukrainy, to specjalnie pomocy finansowej ze strony Brukseli się nie doczekaliśmy. Natomiast dla obcych nam kulturowo i cywilizacyjnie imigrantów ekonomicznych ma się znaleźć miejsce, są również pieniądze itd. To jest duże zagrożenie, bo mamy działanie wprost, które ma polegać na rozsiewaniu struktury, jaką mają u siebie np. Niemcy czy Francuzi, na całą Europę.
Za brak zgody na dany kraj mają być nakładane sięgające 22 tys. euro kary finansowe za każdego nieprzyjętego imigranta…
– To jest działanie charakterystyczne dla Komisji Europejskiej, która finansowo karze wszystkie niepokorne kraje, w ten sposób próbując je sobie podporządkować. Skoro dało się w sposób bezprawny nałożyć kary na samorządy czy straszyć je karami za to, że nie chciały rewolucji seksualnej w swoich gminach i pod groźbą kar finansowych musiały odwoływać swoje zdanie na temat rodziny, to co za problem jest nałożyć kary na państwa, które nie będą chciały się podporządkować i przyjąć pod swój dach określonych kwot imigrantów ekonomicznych? Ta ścieżka przymusu rozwija się zresztą na różne dziedziny życia i funkcjonowania państw i niedługo możemy się spodziewać, że państwa, które nie zgodzą się na demoralizację seksualną dzieci i młodzieży w szkołach, będą ponosić kary itd.
To może się nie udać…
– Tylko z pozoru wygląda to niegroźnie. Jeśli Unia Europejska była w stanie wydawać dyrektywy, że zarządy firm muszą uwzględniać kwestie płciowe czy preferencje seksualne, kto ma pracować w firmach, i jeśli się ktoś nie dostosuje, to będzie karany finansowo, to o czym my w ogóle rozmawiamy? Po to środowiska lewicowe, lewackie, przejęły władzę na unijnych, brukselskich szczytach, po to stworzyli sobie przewagi – mechanizmy większości, mechanizm możliwości karania poprzez pozbawianie środków unijnych, żeby rewolucjonizować każdą sferę życia w państwach narodowych. Jednak to jest nie koniec tych dążeń, ale zaledwie początek, zajawka tego, co nas czeka, jeśli ten lewacki pęd nie zostanie powstrzymany.
Czym zatem to może się skończyć, do czego prowadzi cała ta rewolucja?
– Jest kilka scenariuszy w zależności od rozwoju wydarzeń. Może to doprowadzić do tego, że zostaniemy tą rewolucją kulturową zalani i rozbici albo ostatecznie będziemy się z tego towarzystwa powoli wypisywać. Innej drogi nie ma. Tam nie ma rozsądku, tam nie ma zdolności do refleksji.
Czysta ideologia?
– Czysta ideologia i inżynieria społeczna. Są mechanizmy, które mają sprawę pchać do przodu, w głosowaniach likwiduje się prawo weta w wielu kwestiach, a więc ogranicza się sprzeciw wobec tego typu polityki. Ale są to wszystko działania ideowych szaleńców i trzeba to powiedzieć wprost, bez owijania. Swoją polityką fundują Europie kompletną destabilizację. Niestety, grupa szaleńców przejęła władzę w Europie i prowadzi rewolucję na niespotykaną dotąd skalę.
Rząd RP zapowiada, że nie zgodzi się na przymusową relokację imigrantów, ale tu potrzebna jest koalicja państw, które będą w stanie odeprzeć pomysły forsowane przez Komisję Europejską. Jest szansa, żeby taką silną koalicję zbudować?
– Decyzja, że Polska nie zgodzi się na przymusową relokację imigrantów, jest jak najbardziej słuszna. Oczywiście, nie mamy nic przeciwko pomocy uchodźcom wojennym, czemu wyraz daliśmy, gdy wybuchła wojna rozpętana na Ukrainie przez Rosję. Natomiast inną kwestią pozostaje sprowadzanie odmiennych nam kulturowo imigrantów ekonomicznych z krajów muzułmańskich, na co zgody być nie może. Wiemy, że państwa bałtyckie mają podobne zdanie do Polski. Również Włochy, które mają problem z napływem nielegalnych imigrantów, też mają podobny pogląd. Jakaś szansa, żeby odeprzeć ten nienormalny, szkodliwy trend, jest, przy czym pamiętajmy, że do tej pory nie udało się stworzyć takiej silnej koalicji, więc mam co do tego wątpliwości. Należy też popatrzeć, jak głosuje Parlament Europejski, który jest odzwierciedleniem sił, które w tej chwili dominują w Europie. I jeśli to podsumować, to nie wygląda to najlepiej.
Jednak trzeba przyznać, że jest coraz więcej niezadowolenia w krajach członkowskich, którym nie podoba się polityka Brukseli?
– Owszem, widać pewne przejawy trzeźwego spojrzenia, i to jest okazja, żeby Polacy – i nie tylko my – bardziej realnie patrzyli na rzeczywistość, którą zwiemy Unią Europejską. Jeśli chodzi o nas, to wystarczy tylko spojrzeć na sondaż, gdzie zadano pytania Polakom, czy uważają, że Unia Europejska zagraża polskiej suwerenności. I ponad 50 proc. stwierdziło, że tak, że jest pewne zagrożenie. To pierwszy taki sondaż, który pokazuje, że nasz bezrozumny – trzeba to powiedzieć – euroentuzjazm, który często nas gubił, zaczyna mieć realną, a nie tylko emocjonalną postać i podbudowę i nie jest przesądzający, niezmienny, ale uzależniony od tego, jak Unia Europejska działa i jak nas traktuje.
Takie projekty, jak chociażby ten, o którym rozmawiamy – dotyczący mechanizmu przymusowej relokacji imigrantów, mogą tylko potęgować niechęć do Unii Europejskiej i decyzji, jakie zapadają w formie dyktatu w Brukseli, a wcześniej są ustalane w Berlinie. Wystarczy tylko zapytać ludzi, którzy przybywają do Polski z państw zachodnich, którym Polska się podoba, bo jest u nas czysto, bezpiecznie, i oni stawiają nas za wzór – odmiennie niż elity unijne, które oczyma ideologii widzą u nas tylko brak praworządności itd. Tak czy inaczej musimy zrobić wszystko, żeby nie ulegać tej ideologicznej presji.
Póki rządzi Prawo i Sprawiedliwość, które mówi „nie” takim pomysłom, to wydaje się, że możemy spać spokojnie, ale jeśli władzę przejęłaby totalna opozycja, to możemy mieć poważny problem?
– Problem opozycji – przede wszystkim Platformy i PSL-u, które w koalicji rządziły Polską – polega m.in. na tym, że na przestrzeni lat przez styl prowadzenia polityki w sposób wręcz niewiarygodny uzależniły się od Brukseli i od Berlina, że są, a tym bardziej jeśli dojdą do władzy, to będą – w moim przekonaniu – jeszcze bardziej bezwolne.

