Prezydent Duda podpisał ustawę o powołaniu państwowej komisji ds. badania wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo wewnętrzne RP w latach 2007-2022, ale niezależnie od tego skierował ją w tzw. trybie następczym do Trybunału Konstytucyjnego. Nie zmienia to faktu, że ustawa wejdzie w życie, a komisja może powstać i rozpocząć prace…
– Decyzja prezydenta Andrzeja Dudy stwarza właśnie taką sytuację, natomiast – z drugiej strony – wydaje się, że skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego poszczególnych zapisów tej ustawy może mieć wpływ na funkcjonowanie tej komisji i obszary, jakimi będzie się zajmowała. Prezydent przyznał, że Trybunał ma się odnieść do tych kwestii, które jego zdaniem budzą wątpliwości, a zatem przyznał, że takie są – pewnie natury prawnej, ale nie wiemy, jakie to obszary. I ten fakt – ta decyzja głowy państwa – niewątpliwie czyni, czy może czynić, pewne zamieszanie wokół prac komisji. Zresztą trzeba też powiedzieć, że do końca kadencji Sejmu pozostało raptem kilka miesięcy, po drodze jest kampania wyborcza, w związku z tym ta komisja może się ewentualnie zebrać i w zasadzie to chyba wszystko. Ewentualnie mogą się rozpocząć jakieś prace, natomiast nie jest możliwe, żeby to ciało zrealizowało – w tej kadencji – zadania, przed którymi członkowie tej komisji będą postawieni. Zresztą, opozycja już zapowiedziała bojkot tej komisji. Mamy do czynienia z wątpliwościami natury prawnej i politycznej.
Jak odebrał Pan Doktor argumentację – szczegółowe uzasadnienie decyzji przez prezydenta Dudę, który zwrócił uwagę, że taka komisja powinna powstać na szczeblu międzynarodowym, aby zbadać problem nacisków rosyjskich na politykę europejską?
– Według prezydenta możliwe i potrzebne jest wyjaśnienie rosyjskich wpływów na poziomie europejskim, a zatem mamy domniemanie rosyjskich wpływów nie tylko w Polsce, ale także na arenie europejskiej. Można to rozumieć jako podejrzenie prezydenta, że na poziomie krajowym może być to trudne, żeby nie powiedzieć: niemożliwe. Natomiast jeśli chodzi o propozycję, żeby powołać taką komisję na szczeblu europejskim, to przyznam, że nie bardzo rozumiem, jak ma to wyglądać. Czy kolejne instytucje, takie jak Parlament Europejski, mają się tym zająć, co oznaczałoby przyznanie dodatkowych kompetencji temu ciału. Jak rozumiem wypowiedź prezydenta, to taka komisja – na poziomie europejskim – miałaby rozpatrywać wpływy rosyjskie nie tylko w instytucjach unijnych, lecz także – i to sformułowanie uważam za budzące daleko idące wątpliwości – wpływy wobec poszczególnych państw. W mojej ocenie są to kwestie, które są przynależne państwom narodowym jak: wymiar sprawiedliwości, jak prokuratura czy sądy, do których Unia nic nie ma.
Opozycja uderza w prezydenta Dudę, grożąc mu Trybunałem Stanu…
– Prezydent Duda zachowuje się w sposób pasywny, bo w tej decyzji mimo wszystko brak jednoznacznego, jasnego stanowiska. Można więc powiedzieć, że w tej konkretnej kwestii mamy do czynienia z pewnymi sprzecznościami, co oczywiście będzie podnosiła opozycja, co do legalności czy też możliwości funkcjonowania tejże komisji. I tak to wygląda. Natomiast z drugiej strony trzeba zwrócić uwagę, że w sytuacji pewnego pata, jaki ma miejsce w Trybunale Konstytucyjnym, trudno sobie wyobrazić, żeby Trybunał mógł skutecznie – w stosunkowo krótkim czasie – zająć się kwestią tej ustawy i wydać orzeczenie. Taka sytuacja spodziewanego braku jasnego orzeczenia jeśli chodzi o niektóre obszary – jak mówi prezydent, które budzą jego wątpliwości, jeśli chodzi o tę komisję – to może spowodować dodatkowe, niepotrzebne zamieszanie wokół tej komisji. Spodziewam się więc, że możemy mieć sytuację, która może doprowadzić do paraliżu, a wręcz niefunkcjonowania tej komisji. Dlatego ten nazywany przez opozycję projekt „lex Tusk” może w praktyce podzielić los wcześniejszych ustaw jak chociażby tzw. lex TVN.
Zakładając, że poznamy skład komisji, co może, co powinna wyjaśnić ta komisja, jakie wątki powinny zostać zbadane, bo to, że Polska była w kręgu zainteresowań Moskwy, nie jest tajemnicą. Czy zatem poznamy, kto był na smyczy rosyjskich wpływów?
– Przede wszystkim już sam taki zarzut brzmi bardzo poważnie. Rzeczywiście wpływy rosyjskie, czy jakiegokolwiek innego państwa, wpływy, którym poddawaliby się politycy, to rzecz sama w sobie bardzo poważna. To jest działanie o charakterze antypaństwowym, dlatego takimi kwestiami jak chociażby sprawa umów gazowych z Rosją podpisywanych przez ówczesnego wicepremiera Waldemara Pawlaka, tak naprawdę uzależniających nas na lata od rosyjskich węglowodorów, czy również inne działania – tym wszystkim powinny się zająć odpowiednie organy państwa polskiego. Oczywiście komisje parlamentarne są ważne, ale raczej w wymiarze typowo politycznym. Niewątpliwie ustalenia takich komisji powinny pomóc obywatelom w zrozumieniu pewnych mechanizmów działalności państwowej. Natomiast jest pytanie – i należałby to doprecyzować – mianowicie, co to znaczy określenie wpływy rosyjskie. Można bowiem powiedzieć, że oprócz wpływów rosyjskich mieliśmy do czynienia również z wpływami zewnętrznymi ze strony polityki niemieckiej czy amerykańskiej.
Jeśli chodzi o wpływy niemieckie, to nic dziwnego, że portal „Frankfurter Allgemeine Zeitung” broni Donalda Tuska – mimo że w tej ustawie nie ma słowa o liderze Platformy. Co więcej, niemieckie media nie pozostawiają suchej nitki na decyzji Sejmu o powołaniu komisji. Skąd taka krytyka ze strony niemieckiej? Czy to może świadczyć, że polityka Tuska wobec Rosji była na rękę Berlinowi?
– No właśnie, jeśli mówimy o resecie polityki z Rosją, to polityka prorosyjska Donalda Tuska – w moim przekonaniu – wynikała przede wszystkim z realizacji strategii niemieckiej, ze strategii Berlina. I to też powinno być właśnie kwestią, którą politycy obozu rządowego powinni się zająć, ale w sposób bardziej skuteczny, profesjonalny. Również jeśli chodzi o wpływy unijne na polską politykę – właśnie za pośrednictwem Platformy, która była i wciąż jest w Parlamencie Europejskim w grupie rządzącej, czyli Europejskiej Partii Ludowej. Natomiast można tu też mówić o właściwie spóźnionych działaniach państwa polskiego. Skoro bowiem zakres prac komisji ma objąć lata 2007-2022, to rodzi się pytanie: Dlaczego dopiero teraz taka komisja powstaje, czy nie można było zrobić tego wcześniej. Myślę również, że media sprzyjające formacji rządzącej – przede wszystkim media publiczne – często również przedstawiały działania rządu Donalda Tuska, także działania dotyczące resetu z Moskwą, w sposób dość chaotyczny i może nawet nazbyt propagandowy, co niekoniecznie musi być wiarygodnym przekazem.
Co nie zmienia faktu, że to rząd Donalda Tuska zablokował powstanie tarczy antyrakietowej w Polsce, że to rząd Tuska zlikwidował jednostki na wschodzie Polski, że to Tusk w swoim exoposé mówił, że „chcemy dialogu z Rosją – taką, jaką ona jest”, wreszcie to Tusk dogadał się z Putinem – jeszcze w Smoleńsku oddając śledztwo w sprawie katastrofy w ręce Rosjan?
– Niewątpliwie to są tematy i kwestie, które z pewnością są przez komisję przewidziane do zbadania i wyjaśnienia. Jest tylko pytanie, czy komisja parlamentarna będzie w stanie w sposób kompleksowy i skuteczny – jeśli chodzi o narzędzia – wyjaśnić np., jakie motywy kierowały rządem premiera Tuska jeśli chodzi na przykład o wspomnianą przez pana redaktora likwidację jednostek wojskowych we wschodniej Polsce – w sytuacji, kiedy to właśnie z rosyjskiego kierunku groziło nam zawsze największe zagrożenie. Natomiast faktem jest, że działanie likwidacyjne – w sposób oczywisty zagrażało bezpieczeństwu państwa polskiego.
Co ciekawe, w tych dyskusjach często umyka nam rola koalicjanta Platformy – PSL, które też ma sporo za uszami, i dzisiaj podnosi larum przeciwko powstaniu komisji. Czyżby ludowcy obawiali się czegoś?
– Myślę, że za politykę zagraniczną realizowaną przez rząd Donalda Tuska i Ewy Kopacz – w odniesieniu nie tylko do Rosji, lecz także w odniesieniu do Unii Europejskiej czy wobec Niemiec – w równej mierze odpowiedzialność ponosi także PSL. Oczywiście w sensie spersonalizowanym twarzą tego wszystkiego i odpowiedzialnym przede wszystkim jest Donald Tusk jako premier rządu, ale sprowadzanie całego tego zjawiska wyłącznie do jego działań byłoby uproszczeniem. Dlatego kwestia decyzji – pewnie różnych – z tamtego czasu dotyczących nie tylko umów gazowych – wskazuje na wspólną odpowiedzialność Platformy i PSL.
Dziękuję za rozmowę.

