logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Nieprawdopodobny cynizm Tuska

Poniedziałek, 19 czerwca 2023 (21:04)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą KUL
i AKSiM

Po marszu warszawskim Platformy 4 lipca, wiec w Poznaniu, który odbył się w ubiegły piątek, miał być kolejnym wizerunkowym sukcesem Platformy, tymczasem okazał się chyba porażką Donalda Tuska?

– To było do przewidzenia. Donald Tusk liczył, że po sukcesie frekwencyjnym warszawskiego marszu podobnie będzie w miastach wojewódzkich zarządzanych przez Platformę. Tymczasem w spodziewanej skali to nie wyszło. Pamiętajmy też, według jakiego klucza czy mechanizmu odbywała się manifestacja z początku czerwca w Warszawie. Po pierwsze, Warszawa to miasto określane mianem lemingradu, czyli skupiające synów, wnuków dawnego aparatu partyjnego PRL-u bardzo mocno ulokowanego w Warszawie – dobrze usytuowanego. Jednocześnie Warszawa to miasto – tak jak większość wielkich europejskich stolic – o silnym odcieniu lewicowym, bo taki jest obecnie trend. Ponadto z Wilanowa czy z Żoliborza można dojechać metrem czy tramwajem do centrum stolicy i wziąć udział w marszu, co zwiększa jego liczebność. Poza tym warszawska manifestacja była przygotowywana przez cały aparat partyjny Platformy.
Z uwagi na fakt, że w wielu urzędach samorządowych
w całym kraju Platforma ma swoich prezydentów, burmistrzów, ma też swoich starostów czy w sejmikach wojewódzkich swoich marszałków, także urzędników, działaczy, ludzi powiązanych z tą formacja, można więc łatwo stworzyć armię ludzi, którzy, jak trzeba, jak padnie hasło, pojadą do Warszawy. Zatem taką jednorazową akcję można zorganizować. Natomiast jeśli z tym samym przekazem próbuje się jeździć po miastach wojewódzkich, to można skrzyknąć jedynie lokalnych sympatyków, a co za tym idzie, nie przełoży się to na efekt frekwencyjny.
W tym sensie Donald Tusk stara się płynąć na warszawskiej fali, ale nie jest to już ta sama fala. Raz może się coś zadziać, ale potem będzie już coraz gorzej.         

Ta fala, o której Pan Profesor wspomniał, te spotkania Platformy są dalekie od ogólnie przyjętych norm, jest tam coraz więcej hejtu, wrogości i podgrzewania emocji, które – podsycane przez Tuska – przenoszą się na ulice. To jest metoda, a może to przykrywka braku programu?

– Nienawiść, wrogość jest jedną z form mobilizacji elektoratu. Jeśli przez tyle lat w mediach lewicowo-
-liberalnych forsuje się tę antypisowską narrację, jeśli się sączy ten cały hejt, jad, to nie ma możliwości powstrzymania tej rodzącej się agresji w momencie, kiedy odbywają się manifestacje. Coś takiego się po prostu nie uda. Przypomnijmy sobie, co robił KOD, co robił tzw. Ogólnopolski Strajk Kobiet czy Obywatele RP, jakie hasła, jaka grafika ośmiu gwiazdek temu towarzyszy. I to wszystko wtłaczane w głowy przez lata jest w ludziach, którzy odznaczają się ogromną niechęcią wobec rządzących. Co więcej, ci ludzie mają bardzo wąskie horyzonty, bo innego przekazu, oprócz obowiązującego w liberalno-lewicowych mediach, nie znają, żyją więc w pewnej medialnej bańce, co nawet potwierdziły badania.
W związku z tym tę swoją agresję, co było zresztą widać, wyładowują na takim wiecu jak ten w Poznaniu.

Tyle tylko, że od polityków, liderów partyjnych wymaga się studzenia nastrojów, tymczasem w Platformie tego nie widać – wprost przeciwnie. Wobec powyższego jakie konsekwencje może przynieść i do czego może doprowadzić ta spirala nienawiści nakręcana przez Tuska i przyzwalanie na agresję, której jest coraz więcej?

– Donald Tusk sądzi, że to jest droga, która go doprowadzi do kompletnego zdominowania sceny politycznej – tej opozycyjnej. Natomiast konsekwencje tego podsycania nastrojów mogą być dużo poważniejsze, ocierające się wręcz o agresję, której znamiona już są widoczne. Jeśli ten stan się utrzyma, to można się obawiać tego, co się stanie, jeśli Platforma przegra jesienne wybory parlamentarne, co wtedy zrobią jej działacze, szczególnie ci rozemocjonowani. Czy nie będzie tak jak w Stanach Zjednoczonych po przegraniu wyborów prezydenckich przez Donalda Trumpa
i ataku jego zwolenników na Kapitol w styczniu 2021 roku, czy np. jak w Brazylii, gdzie też mieliśmy protesty społeczne, spotęgowaną agresję na ulicach miast i negacje wyników wyborów.

Jak długo można na nienawiści, na dzieleniu, na wrogości cokolwiek budować? To jest chwila, to są emocje, które prędzej czy później gasną?

– Owszem, ale żeby tak prędko nie wygasły, więc się je podtrzymuje, podsyca niczym ogień, i to na różne sposoby. Gdybyśmy zapytali tych działaczy przeciwnych władzy Prawa i Sprawiedliwości, czy jest jakaś różnica między Jarosławem Kaczyńskim a Putinem, to usłyszymy, że nie ma żadnej, a jeśli już, to na korzyść Putina. Jeśli w ten sposób się działa i sączy nienawiść czy wrogość, czy sieje chaos, musi to eskalować. Żeby ten negatywny zapał nie wygasł, to się go podsyca w rozmaity sposób. Weźmy chociażby nieszczęśliwy przypadek śmierci młodej ciężarnej pacjentki w szpitalu w Nowym Targu. Wykorzystując zaistniałą tragedię, lider Platformy obarcza odpowiedzialnością PiS oraz prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Czym bowiem są te oto słowa: „Dzisiaj ta władza to seryjni zabójcy kobiet. To oni odpowiadają za śmierć tych kobiet, to na ich głowy, panie Kaczyński, na pańską głowę spadają te tragedie, te śmierci, ta żałoba”. Intelektualnie do tego podchodząc, to jest jakaś kompletna aberracja, ale emocjonalnie dla zwolenników Platformy i zagorzałych przeciwników PiS-u jest to nośne, chwytliwe, akceptowalne i mobilizujące. Jeśli bowiem uznać – za przekazem Platformy, że mordercy rządzą w Polsce, to co trzeba zrobić, w jakim kierunku to wszystko idzie? Proszę zwrócić uwagę, że określenia, jakie padają, jakie pojawiają się na wiecach Platformy, nie są w rodzaju „antydemokrata” czy inne podobne, ale ta wrogość idzie coraz dalej, sięgając absurdu.

Patrząc na zachowania Tuska i Platformy, jakiej kampanii możemy się spodziewać?

– No cóż… Chyba najbardziej brutalnej z możliwych. Wydaje się, że niestety, ale to napięcie, wciąż podsycane, będzie tylko eskalować.

Czy odzwierciedleniem tego, jaka to może być kampania, jest objęcie kierownictwa Sztabu Wyborczego Prawa i Sprawiedliwości przez europosła Joachima Brudzińskiego. Czy w ten sposób PiS odpowiada na brutalną kampanię Platformy?

– W jakimś sensie PiS jest zmuszone odpowiadać na brutalizację kampanii wyborczej – nie mówię oczywiście, że ma odpowiadać tym samym, taką samą polaryzacją, agresją, brutalnością, co Platforma i Tusk, ale w sensie aktywności. Jeśli PiS tego nie zrobi, to może jesienne wybory przegrać. Dlatego potrzebna jest aktywizacja i mobilizacja wyborców PiS-u, bo w polityce jest tak, że niezmobilizowany, nieaktywny elektorat nie jest w stanie przeważyć szali zwycięstwa.

Fakt, że będzie to bardzo ostra, pełna hejtu, wulgarności kampania, mógł stać za rezygnacją bardzo wyważonego europosła Tomasza Poręby?     

– To plus parę błędów, w tym m.in. spot zawierający zdjęcia z niemieckiego obozu śmierci Auschwitz-Birkenau
i odniesienia do marszu 4 czerwca oraz – jak się wydaje – brak dynamiki, który być może prezes Jarosław Kaczyński uznał jako zagrożenie dla wyniku jesiennych wyborów.

Czy PSL i Polska 2050 są w stanie dociągnąć do wyborów jako „Trzecia droga”, czy może spadki sondażowe mogą wywołać jakąś retorsję i obawa, że jako koalicja mogą nie przekroczyć progu 8 procent, zmusi ich do rozstania? Podobno już trwa dogadywanie się Tuska z Kosiniakiem-Kamyszem, gdzie w tle może być pozostawienie Hołowni na lodzie…

– Na razie Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia chcą iść wspólną drogą, ale czy dojdą, to trudno powiedzieć. Donald Tusk znany jest z tego, że demobilizuje wszystkie formacje opozycyjne po to, żeby włączając je na swoją listę, wchłonąć i zminimalizować ich pozycję. Czy i tym razem mu się powiedzie, będzie zależało od tego, czy Tuskowi rzeczywiście się uda – na poziomie sondażowym – zminimalizować poparcie dla koalicji PSL – Polska 2050. Jeśli to się nie uda i Hołownia zostanie, a „Trzecia droga” się utrzyma, to ostateczny bilans opozycji wcale nie musi być na plus, a wręcz przeciwnie. Donald Tusk jednak nie patrzy na całą opozycję, ale tylko na swój interes partyjny, i chce realizować wyłącznie swoje cele, swoje interesy, nawet kosztem innych formacji opozycyjnych.

Co w tej chwili jest celem Tuska, czy wygrana z PiS-em i objęcie teki premiera, czy może mieć już wyjście awaryjne, a im wyższy wynik wyborczy Platformy, tym większe są szanse Tuska na kontynuację kariery na europejskich salonach?

– Myślę, że Tuskowi zależy wyłącznie na kontynuacji własnej kariery w unijnych instytucjach. Walka z PiS-em
i nakręcanie spirali nienawiści są dla niego, owszem, ważne, ale jeszcze ważniejsze jest dla niego bycie największym, a nawet jedynym liderem opozycji. I to jest – jak się wydaje – cel nadrzędny, do jakiego zmierza.

Skłócić Polaków, aby tylko wyjść na swoje?   

– To jest bardzo cyniczna gra, a jak bardzo, pokazuje to gra wspomnianą już śmiercią matki ciężarnej z Nowego Targu. To cynizm posunięty do nieprawdopodobnych granic, ale tak to, niestety, wygląda.  

               Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl