Jak odebrał Pan słowa przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej Manfreda Webera o Polsce wypowiedziane dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung”?
– Wypowiedź Manfreda Webera, który mówi, że są jedyną siłą, która może zastąpić rząd Prawa i Sprawiedliwości
w Polsce i poprowadzić ten kraj z powrotem do Europy,
to nic nowego. Przypomnę, że ten niemiecki polityki, następca Donalda Tuska na stanowisku szefa Europejskiej Partii Ludowej, już wcześniej krytykował rząd Zjednoczonej Prawicy, próbując ingerować w polskie sprawy. Również
nie kto inny jak przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen już wcześniej mówiła, że elity unijne będą się cieszyć z powrotu Tuska do władzy w Polsce. Weber tylko powtórzył przekaz, że rząd Zjednoczonej Prawicy jest przeszkodą do budowania hegemonii niemieckiej w Unii Europejskiej. To jest stara prawda,
że my rzeczywiście możemy być dla Berlina tą przeszkodą – powiem więcej, że powinniśmy być taką przeszkodą dla dobra Polski, Polaków oraz całej Europy. Słowa Webera
nie znaczą więc nic nowego, bo są powtórzeniem tego,
o czym wszyscy bardzo dobrze wiemy, że Donald Tusk został wysłany do Polski, aby burzyć porządek w kraju,
do obalenia rządu Zjednoczonej Prawicy, do przejęcia władzy i de facto bycia podnóżkiem rządów w Berlinie, Paryżu w procesie budowania superpaństwa europejskiego. Zatem ta narracja niemiecka jest nam dobrze znana. Najważniejsze jest to, aby wyborcy w Polsce wreszcie przejrzeli na oczy, to jest też apel do zwolenników Donalda Tuska, aby przemyśleli swoje głosowania z przeszłości nad kreacją władzy w Polsce, bo ta władza, o której marzy Donald Tusk, to władza, która nie ma swojego źródła
w Konstytucji RP, tylko jest w interesie Niemiec.
Wspomniana Ursula von der Leyen próbowała już wcześniej wpływać
na wybory we Włoszech mówiąc,
że Bruksela ma narzędzia, żeby zdyscyplinować Włochy, jeśli powołają rząd, który nie będzie na rękę Brukseli…
– Owszem, w przypadku Włoch już wcześniej były próby straszenia, ale nic to nie dało. Włosi się nie przestraszyli
i wybrali prawicowy rząd. Ufamy, że podobnie będzie
w Polsce. Można powiedzieć: „thank you, Mr Weber”, za to obnażenie niemieckich zamiarów, planów. Polacy to mądry naród i w obliczu zagrożenia zmobilizują się przeciw Donaldowi Tuskowi. Natomiast ci, którzy może niezbyt często chodzą do wyborów, w październiku udadzą się
do lokali wyborczych, wezmą udział w głosowaniu i wybiorą Polskę.
Parafrazując słowa Webera, to Tusk ma być tą „zapora ogniową przed PiS”, którą elity niemieckie z brukselskimi eurokratami chcą powstrzymać rząd Zjednoczonej Prawicy?
– Taki jest plan. To nie jest dla nas żadna nowość.
W Unii Europejskiej awansów nie otrzymuje się za nic. Donald Tusk miał już taki awans za pracę na rzecz porozumienia: Bruksela – Moskwa – Berlin. Pracę wykonał, pozbawiając Amerykanów wpływów, poprzez zaniechanie budowy tarczy antyrakietowej w Polsce, która mogła uchronić znaczną część Europy. Dzisiaj dalej jest kreowany na lidera Europy Środkowej przez Manfreda Webera, który uczestniczy w budowie superpaństwa europejskiego. Donald Tusk jest jego pomagierem, licząc znowu na jakieś prominentne stanowisko. Nic dziwnego, że jego nazwisko pojawia się w grze wyborczej, ale my dostrzegamy, że jego ewentualne wpływy są groźne nie tylko dla UE, ale przede wszystkim dla Polski. Chodzi o to, że ten człowiek będzie robił wszystko, co rozkaże mu Berlin, a o tym, że potrafi być bardzo posłuszny władzom niemieckim, a nawet skuteczny, wielokrotnie mieliśmy okazję się przekonać. Dlatego kierujemy apel i pytanie do polskich wyborców: czy chcą takiej zmiany w Polsce, czy chcą, aby Polska była petentem i przedmiotem w grze europejskich potęg,
czy może przeciwnie, chcą, żebyśmy siedzieli przy stole
i w sposób suwerenny decydowali o losach UE, świata,
w tym także o losach Polski? Reasumując, postawienie Donalda Tuska w szeregu wspierających interesy niemieckie to nic nowego, ale na pewno jest to bardzo groźne dla Polski i Polaków, dla naszej suwerenności.
Gdzie i w czym tkwią źródła tej bezrefleksyjnej i uległej polityki rządów Tuska wobec Niemiec, a także wobec Rosji?
– Te źródła tkwią w egoizmie. Donald Tusk jest bez wątpienia ambitnym politykiem w tym sensie, że lubi stanowiska, wysoką pozycję, lubi też decydować.
Co prawda, kiedy był szefem Rady Europejskiej, to nie należał do zapracowanych urzędników, co różne tabloidy, zwłaszcza brytyjskie, bardzo mocno akcentowały, de facto go ośmieszając. Nie będę cytował, bo określenia, jakie tam padały, są niepochlebne, delikatnie rzecz ujmując. Można powiedzieć, że przez Brytyjczyków był postrzegany jako nieudacznik polityczny. Przypomnę, że to za jego urzędowania Wielka Brytania opuściła Unię Europejską.
Negatywne oceny nie zmieniają faktu, że Donald Tusk wciąż chce rządzić, wciąż chce być wysoko w unijnej hierarchii. Z jednej strony jest egoistyczny, a z drugiej uczestniczy w planie budowy nowego świata, nowej Unii Europejskiej, w której znikają ojczyzny, narody, suwerenne państwa, gdzie konstytucje państw ma zastąpić prawo ustalane w Berlinie i Brukseli. Znów mamy hegemonię niemiecką, która ma być górą nad państwami – w myśl zasady, że to Niemcy są krajem o wyższej kulturze prawnej czy organizacyjnej. I to jest bardzo smutna konstatacja
w kontekście prawdy historycznej – mianowicie, że dwa najbardziej zbrodnicze kraje w dziejach świata – Rosja
i Niemcy, wciąż starają się narzucać swoją wolę innym. Oczywiście nie robią tego już za pomocą wojsk – dotyczy to przynajmniej Niemiec, ale przy pomocy ekonomii, nacisków, presji, także szantażów i pieniędzy.
Czy nie dziwi fakt, że ponad 20-25 procent Polaków kupuje taką narrację?
– Jest to zastanawiające, bo – jak słyszę – niektórzy chcą mieć stolicę nie w Warszawie, ale w Brukseli, chcą mieć także armię europejską, a nie polską, chcą mieć wspólną politykę podatkową, wspólną politykę zagraniczną. Chcą też – jak proponuje otoczenie Tuska – budować jedno państwo europejskie, chcą resetu z Moskwą. Kiedy to słyszę, zastanawiam się, gdzie w tym wszystkim będzie przestrzeń dla naszej polskiej wolności, polskiej narodowej suwerenności. Niestety, tego w planach Tuska nie widzę. Tym bardziej powinni to rozczytać Polacy i dobrze się zastanowić, na kogo chcą postawić, zanim wrzucą do urn kartę wyborczą.
Czy Donald Tusk robi to z rozmysłem, ma świadomość, w jakim procesie uczestniczy, w jakiej machinie jest trybem?
– Oczywiście, że tak. Nie mam wątpliwości, że ma świadomość tego, co robi. Zresztą znane są jego krytyczne wypowiedzi sprzed lat wobec Polski, które pokazują,
że jako liberał, niegdyś przedstawiciel Kongresu Liberalno-
-Demokratycznego, formacji, która od początku kooperowała z Niemcami – Paweł Piskorski mówił o jakichś pieniądzach, markach przywiezionych na tworzenie partii liberalnej w Polsce – był związany i wciąż jest posłuszny działaniom, które mają służyć zbudowaniu osi Berlin
– Bruksela – Moskwa. To ma się odbyć z pominięciem Stanów Zjednoczonych – i to jest naprawdę groźne. Donald Tusk z pewnością jest świadomy tej gry i chce budować nowy świat, dlatego pomija wszelkie kwestie patriotyczne związane z suwerennością, niepodległością, pomija też Konstytucję RP. To pokazuje, że jest graczem bardzo świadomym, dobrze poinformowanym, w jakim kierunku zmierza ta ateistyczna, antychrześcijańska Europa.
Ambicje polityczne Tuska ograniczają się tylko do Polski, czy może swoją przyszłość wiąże ze strukturami europejskimi?
– Jakiś czas temu w przerwie wywiadu dla jednej
z komercyjnych stacji powiedział, że nudzi go polski parlament, że może, ale tylko na chwilę chciałby być ponownie premierem. Proszę jednak pamiętać,
że w przyszłym roku odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, że może być nowa sytuacja i nie wykluczałbym, że może chcieć zostać komisarzem unijnym albo szefem Komisji Europejskiej, bo „królem” Europy
już był. Wprawdzie słabo mu szło na fotelu szefa Rady Europejskiej, ale chyba bardziej odpowiada mu stołek
w Brukseli niż – jak sam wspominał – nudne pobyty
w polskim Sejmie. Zdaje się, że do tego właśnie jest przygotowywany, ale to nie jest przypadek, że właśnie on. Chodzi o to, że położenie Polski w centrum Europy jest wciąż bardzo istotne, ważne i nasza odpowiedzialność
za losy Europy jest bardzo duża. W związku z tym każdy polski rząd ma ważną rolę do odegrania. Jeśli w Polsce będzie rządziła lewica i liberałowie, to nie będzie żadnych przeszkód w realizacji projektu budowy superpaństwa europejskiego, natomiast jeśli nadal będzie rząd prawicowy, to będziemy starali się powstrzymać
te szkodliwe zapędy i chronić suwerenność.
W tym kierunku zmierza coraz więcej państw?
– Owszem, co potwierdzają chociażby wyniki wyborów
w Grecji, gdzie wygrała prawica. Najprawdopodobniej prawica wygra też zbliżające się wybory w Hiszpanii,
co pokazuje, że wahadło polityczne w Europie przechyla
się na prawo. Donald Tusk chce zrobić wszystko, żeby
w Polsce było inaczej, chce nadrobić straty z innych krajów i pomóc lewicowo-liberalnej Europie utrzymać władzę.
Tylko czy będzie prawicowy rząd w Polsce, bo widać, że wielu Polaków daje się nabierać na puste hasła Tuska i nie przeszkadza im brak programu tej formacji?
– Jest takie zagrożenie, że część Polaków widzi jednak stolicę nie w Warszawie, ale w Brukseli. Trudno, nic na to nie poradzimy. Są pewne grupy interesów, którym dobrze się działo za rządów koalicji PO – PSL, i chcą powrotu
do tego, co już było. Pamiętamy oszustwa VAT-owskie, różnego rodzaju przekręty i szybkie dorabianie się pewnych grup na tym procederze. Niepłacenie podatków, kombinacje, stosowanie rozmaitych sztuczek prawnych
– to wówczas było w Polsce zasadą, a budżet państwa tracił na tych przestępczych działaniach miliardy złotych. To jest oczywiście wybór, jakiej Polski chcemy. My ze swoim programem powinniśmy pójść do zwykłych Polaków – tych, którzy zawsze bronili Polski. Pamiętamy z historii powstań czy wojen, że zawsze były grupy przekupne, ale większość Polaków była patriotycznie nastawiona, zawsze gotowa bronić Ojczyzny. Tych Polaków, ludzi dobrej woli także dzisiaj jest dużo więcej, rzecz w tym, żeby zechcieli pójść do wyborów. Być może takie wypowiedzi, jak ta Manfreda Webera, pomogą się nam skonsolidować
i uświadomią tym, którzy mówią, że kochają Polskę, i chcą Polsce pomagać, że warto iść do urn i nie głosować na piękne oczy, ale patrzeć na programy, dotychczasowe dokonania. W tym wypadku Zjednoczona Prawica ma dużą przewagę, mamy program, który chcemy realizować
z myślą o Polsce i Polakach.

