logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Celem nadrzędnym jest niszczenie Polski

Piątek, 14 lipca 2023 (20:32)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego

Co oznacza, o czym świadczy powrót aferzystów: Ewy Kaili i Marca Tarabelli,
do pracy w Parlamencie Europejskim?

– Europarlament w bardzo powolnym tempie dyskutuje, przyjmuje ewentualne mechanizmy, które w przyszłości miałyby zapobiec tego typu procederom. Co więcej, za tym nie idą żadne konkretne kroki, które do czasu wypowiedzenia się przez niezależny sąd i niezawisłych sędziów uniemożliwiałyby takim osobom funkcjonowanie, zawieszenie udziału w pracach i w podejmowaniu decyzji
w europarlamencie. Takiej decyzji nie ma, a te kilkanaście kroków dotyczących zmian, które mają służyć większej transparentności funkcjonowania europarlamentu, które
po ujawnieniu skandalu korupcyjnego zaproponowała przewodnicząca Parlamentu Europejskiego Roberta Metsola, na niewiele się zdają. Także komisja antykorupcyjna – wczoraj mieliśmy nawet głosowania dotyczące rekomendacji tej komisji – nie sądzę, żeby
była w stanie coś poprawić. Oczywiście takie ciało jest potrzebne, bo nawet szczątkowe zmiany, nowe przepisy są niezbędne, ponieważ nie ma żadnego mechanizmu, który ograniczyłby lobbystom hulanie po korytarzach Parlamentu Europejskiego i przeszkodził w załatwianiu rozmaitych rzeczy przy pomocy brudnych korupcyjnych pieniędzy.

Od momentu aresztowania podejrzanych
i ujawnienia tego korupcyjnego skandalu minęło już dobre pół roku. I do tej pory nie udało się stworzyć skutecznej bariery?          

– Tak to, niestety, wygląda. Sprawa toczy się bardzo wolno, a te działania, które zostały przedsięwzięte, są
– w mojej ocenie – przeciwskuteczne. Świadczy o tym chociażby sam fakt, że Ewa Kaili i Marc Tarabella bez problemu wrócili do prac w europarlamencie, co więcej, mają tupet głosować nad przyjęciem rezolucji przeciwko Polsce. Czy to normalne, że ludzie zamieszani w aferę łapówkarską wypowiadają się w sprawie praworządności? To pokazuje, że wszelkie mechanizmy, morale i de facto kondycja Parlamentu Europejskiego jest fatalna, a całe to środowisko po prostu ulega gniciu.

Odwołując się do zasad, do etyki,
trudno zrozumieć, że ludzie uwikłani
w skandal korupcyjny dalej zasiadają
w europarlamencie, który – jak Pani Poseł wspomniała – ma stać na straży praworządności?   

– Dokładnie, przecież to, co się wydarzyło, to nie są żadne pomówienia, bo sprawą zajmują się najlepsi belgijscy śledczy. Sprawę szeroko opisywały media, których nikt nie podawał do sądu za kłamstwa, nikt też nie zakwestionował prawdziwości tych informacji. Zatem to, co zostało przekazane opinii publicznej, dotyczy faktów, a te są skrajnie bulwersujące. W tej sytuacji polityk, który ma klasę, który dorósł do tego, żeby sprawować mandat europarlamentarzysty, powinien sam zrezygnować
z niego bądź zawiesić swoją działalność do wypowiedzenia się przez sąd. A już na pewno nie powinien brać udziału w głosowaniach, czyli powinien zejść z pola widzenia, żeby nie szkodzić i tak już mocno nadszarpniętemu wizerunkowi Parlamentu Europejskiego. Niestety, w sprawie wyjaśnienia tej afery nie możemy liczyć na europarlament jako instytucję, bo dotychczasowe działania są – delikatnie rzecz ujmując – mało skuteczne. Z drugiej strony mamy do czynienia z politykami, którzy są bezwzględni, nie poczuwają się do żadnej winy i nie mają – jak widać – choćby odrobiny przyzwoitości. To pokazuje, że kondycja Parlamentu Europejskiego i myślę, że też Komisji Europejskiej, bo przecież to jest kwestia mechanizmów, które powinniśmy bardzo skrupulatnie badać, mianowicie skąd ludzie zasiadający na wysokich stanowiskach pochodzą, skąd mają majątki, jak się w międzyczasie wzbogacają, to wszystko musi być badane, a ludzie, odnośnie do których istnieje choćby cień podejrzenia, nie mogą być powoływani na te czy inne wysokie funkcje. Powiedzmy zatem wprost, że Parlament Europejski od momentu wybuchu tego skandalu korupcyjnego nie odrobił lekcji, skoro tacy posłowie, jak Ewa Kaili i Marc Tarabella, wciąż w nim zasiadają i podejmują decyzje.

Wspomniała Pani o punktach wyznaczonych przez przewodniczącą Metsolę po ujawnieniu skandalu. Tymczasem mimo że sprawa zatacza coraz szersze kręgi, to jakby ucichła i jest zamiatana pod dywan. Zgodzi się Pani z tak postawioną tezą?

– Rzeczywiście można odnieść wrażenie, że cała
ta sprawa jakby zeszła z porządku dziennego europarlamentu, również w mediach jest coraz ciszej. Oczywiście jako europosłowie otrzymaliśmy e-maile, że jeśli w międzyczasie nabyliśmy coś, to należy to wpisać do oświadczenia majątkowego, którego w odróżnieniu od polskiego parlamentu nie składa się każdego roku. Dlatego choćby z tego względu trzeba pokazać Polskę jako kraj modelowy. Kilka razy mówiłam o tym podczas debat Parlamentu Europejskiego – mianowicie, że Polska jest łajana za rzekomy brak praworządności, tymczasem europarlament i instytucje unijne powinny wziąć przykład
z polskich działań antykorupcyjnych. Otóż my jako posłowie składamy oświadczenia majątkowe co roku,
gdzie musimy wykazywać nasze dochody, a także przedstawiać informacje o naszym majątku. Natomiast
w europarlamencie tego nie ma, a wytyczne pojawiają się dopiero teraz. To wszystko jest niespójne, bo nie ma
w Polsce czegoś takiego jak ustawa antykorupcyjna.

Co zatem rodzi największe obawy?

– Największym problemem jest to, że szefowie poszczególnych frakcji w europarlamencie, takich jak Europejska Partia Ludowa czy frakcja Socjalistów,
z których pochodzą bohaterowie skandalu korupcyjnego, do której to frakcji należy też np. Radosław Sikorski,
nie egzekwują dokładnego oświadczenia z dodatkowych dochodów poza dochodami, jakie europoseł otrzymuje
z Parlamentu Europejskiego. Tymczasem okazuje się,
że za jedną czynność czy, dajmy na to, za konferencję ci ludzie otrzymują więcej środków niż miesięczna pensja posła europarlamentu. Oczywiście nikt tu nikomu niczego nie wytyka, niczego nie zazdrości, ale jeśli prasa pyta np. Radosława Sikorskiego, to powinien on jasno i szczegółowo odpowiedzieć, a nie stosować jakieś zasłony dymne, wypowiadać się w sposób niejasny czy nawet buńczuczny, budzący podejrzenia. Problemem jest też to, że szefowie poszczególnych grup politycznych, z których pochodzą wymienieni europosłowie, nie potrafią zadziałać w sposób odpowiedni, zdecydowany, żeby wszelkie sytuacje dotyczące dodatkowych dochodów europosłów uczynić transparentnymi.

To tylko przemawia za potrzebą stworzenia bardzo ścisłych przepisów, które sprawią,
że na przyszłość dochody polityków zasiadających w europarlamencie będą przejrzyste?       

– Owszem, i tu pomocne mogą być polskie przepisy ustawy antykorupcyjnej, o których już wspomniałam, które u nas działają od lat i się sprawdzają w praktyce. Jeśli zaś coś się dzieje, to mamy Centralne Biuro Antykorupcyjne, które może taką czy inną sprawę dogłębnie badać. Uważam,
że gdyby taka afera korupcyjna wydarzyła się w kręgach Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, to członkowie tej formacji zostaliby wręcz zmuszeni do odsunięcia się od prac w Parlamencie Europejskim, a osoby podejrzane byłyby demonstracyjnie wytykane palcami. Natomiast skoro sprawa dotyczy tzw. większości, to są działania w myśl zasady: ciszej nad tą trumną. Taka jest polityka tych liberalno-lewicowych środowisk.

Kaili i Tarabella krytykują też powołanie komisji ds. zbadania rosyjskich wpływów
i nowelizację prawa wyborczego w Polsce. To nic innego jak jawne mieszanie się
w sprawy Polski?

– To pokazuje, jak bardzo wpływy rosyjskie mogą być silne także w Parlamencie Europejskim. I tą tezę należy bardzo wnikliwie zbadać. Zresztą my, którzy na co dzień pracujemy w Parlamencie Europejskim, namacalnie widzimy, że ta rosyjska agentura absolutnie może
tutaj działać. Swoją drogą opanowuje wiele miejsc
na świecie, więc dlaczego nie miałaby funkcjonować
w europarlamencie i instytucjach europejskich. Druga kwestia dotyczy tego, o czym już wcześniej wspomniałam, mianowicie, że politycy zamieszani w aferę katarską nie powinni głosować, albo przynajmniej powinni się wstrzymać, kiedy atakuje się Polskę, która chce przejrzystości, jasności w tej sprawie, chce zbadania
i usunięcia agentury rosyjskiej, jeśli takowa funkcjonuje. Chodzi o to, że Ewa Kaili i Marc Tarabella, którzy są twarzami tej afery korupcyjnej, swoimi działaniami przekroczyli wszelkie normy i granice. Ponadto jak można się wypowiadać i głosować przeciwko Polsce w sprawie praworządności, podczas gdy samemu ma się brudne ręce.

Jaki jest cel tej desperacji i atakowania Polski?   

– Bez wątpienia celem nadrzędnym jest niszczenie Polski.

Swego rodzaju „sprawdzam” były poprawki do raportu o praworządności.
I tego egzaminu europosłowie totalnej opozycji też nie zdali?             

– Sprawa dotyczyła przyznania Polsce środków na uchodźców z Ukrainy, aby odciążyć nasz kraj, przynajmniej w jakiejś mierze, finansowo oraz w kwestii przyznania Polsce środków z Krajowego Planu Odbudowy. Jednak to nie wszystko, bo wspomniani europosłowie głosowali też za przyjęciem nielegalnych migrantów. Jak widać, wachlarz działań przeciwko Polsce środowiska „totalsów” jest
bardzo szeroki. Była też kwestia przyznania Ukrainie
dużo większych środków na odbudowę kraju po zakończeniu wojny z Rosją. Tymczasem okazuje się,
że europarlamentarzyści z polskich partii opozycyjnych obecni w Parlamencie Europejskim są przeciwni temu,
o czym wspomniałam, i dali temu wyraz w głosowaniu nad odrzuceniem naszych poprawek. Są przeciwni zarówno środkom z Krajowego Planu Odbudowy dla Polski, są też za biernością Unii Europejskiej w sprawie skutków wojny na Ukrainie, a w tym wypadku wsparciu Polski w środki na ukraińskich uchodźców. Pokazali tym samym, jaki mają stosunek wobec Ukrainy, którą po zakończeniu działań wojennych i wyparciu Rosjan trzeba będzie odbudować. Wszystko po to, żeby zahamować marsz Władimira Putina na Zachód. Można zatem powiedzieć, że jaki jest koń (mam na myśli polską opozycję), każdy widzi i sam
może sobie wyrobić zdanie. Natomiast jeśli chodzi
o transparentność i przeciwdziałanie zachowaniom korupcyjnym, to Parlament Europejski musi jeszcze sporo zrobić, bo jest daleko za standardami. Nie przeszkadza
to jednak w atakowaniu przez kręgi unijne Polski,
która w sferze praworządności nie tylko mówi, ale w przeciwieństwie do europarlamentu robi bardzo dużo. Mamy zatem do czynienia z totalną hipokryzją.

                   Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl