Donald Tusk zapowiada, że w pierwszy dzień po wygranych wyborach pojedzie do Brukseli i odblokuje środki z Krajowego Planu Odbudowy. Odkrywa karty?
– Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, że środki z Krajowego Planu Odbudowy przestały być złotym cielcem, lekarstwem na wszelkie kłopoty, problemy, czymś niezbędnym dla funkcjonowania Polski, jak to próbowała nagłaśniać totalna opozycja. Bruksela wespół z opozycją w Polsce liczyła, że bez tych miliardów euro z Unii Europejskiej finanse Polski się załamią, tymczasem nic z tych rzeczy. Polska daje sobie radę i to mimo kryzysów covidowego i związanego z wojną na Ukrainie. Zatem ta propaganda i cała nagonka na rząd Zjednoczonej Prawicy, że szkodzi Polsce, co nieustannie lansowała opozycja z Tuskiem na czele, dziś już nie robi wrażenia na wyborcach niezdefiniowanych opozycyjnie. Natomiast na wyznawcach Platformy, owszem, tak, bo twardy elektorat Tuska jest nieustająco pełen wiary w sprawczość Brukseli i w Niemców. Tak czy inaczej Tusk tym swoim wynurzeniem potwierdza tylko to, co mówił Manfred Weber, że Niemcy w Polsce prowadzą kampanię wyborczą, a sam Tusk jako ten, który – jak twierdzi jest w stanie uruchomić wypłatę środków z Krajowego Planu Odbudowy – w istocie jawi się jako ten, który do pewnego stopnia prezentuje w Polsce interesy niemieckie. I to jest oczywiście sygnał kompromitujący Donalda Tuska, który reprezentuje perspektywę niemiecką bardziej niż polską. Zastanawiam się, czy ten polityk to czuje, czy się tym w ogóle przejmuje, ale to już zupełnie inna sprawa.
Swoją drogą, czy to wyznanie Tuska nie jest dowodem potwierdzającym, że środki unijne dla Polski są przetrzymywane celowo i żeby nie wiem jakie kamienie milowe wypełnił polski rząd, to i tak tych środków by nie otrzymał, bo Brukseli i Niemcom zależy tylko na obaleniu rządu Zjednoczonej Prawicy?
– Wiele razy już mówiliśmy o tym na łamach „Naszego Dziennika” i każdy, kto jest dobrym obserwatorem i analizuje rzeczywistość, doskonale o tym wie. Dzisiaj Donald Tusk swoją wypowiedzią tylko potwierdził to, co analizowaliśmy już wiele miesięcy temu.
Donald Tusk koniecznie chce debatować z Jarosławem Kaczyńskim. Na jaki temat?
– Tu w istocie nie chodzi o debatę na ważne dla Polski tematy, ale Tuskowi chodzi o to, żeby poprzez taką, a nie inną konstrukcję list wyborczych wywołać możliwie jak największą kłótnię na poziomie emocji, oskarżeń itd. W innym przypadku musiałby przedstawić sensowny program, w odniesieniu do którego toczyłaby się dyskusja, także na tematy, jakie w referendum zaproponowało Prawo i Sprawiedliwość, czy w ogóle na temat bezpieczeństwa Polski i Polaków. Robi więc wszystko, żeby tylko nie rozmawiać o programie i propozycjach PiS. Nie chce rozmawiać na temat bezpieczeństwa socjalnego Polaków, na temat wieku emerytalnego, natomiast chętnie okładałby się cepami i to byłby sposób dyskusji najbardziej mu odpowiadający. Na taki płytki, bezideowy, awanturniczy grunt Jarosława Kaczyńskiego oczywiście nie ściągnie.
Jest jednak jakaś granica kompromitacji, bo przecież Tusk bezprogramowością, ciągłą zmianą retoryki tylko się pogrąża, a z drugiej strony, jeśli jego elektorat chłonie to wszystko bezkrytycznie, to po co się wysilać?
– Wydaje mi się, że Tusk patrzy bardziej cynicznie. Ma świadomość, że po pierwsze leży programowo, a po drugie ciąży na nim przeszłość – wszelaka. Cokolwiek zacznie się analizować, np. bardzo ważną – zwłaszcza dzisiaj – kwestię bezpieczeństwa, to Tusk i Platforma się wykładają na pierwszej lepszej kwestii. Weźmy chociażby wydarzenia z ostatnich dni i śmierć Prigożyna, to jak wygląda cała ta jego narracja, że Rosjanie nie maczali palców w katastrofie smoleńskiej, że to był wypadek. Nawet w sensie wizerunkowym słabo to wygląda. Zresztą czegokolwiek z narracji i działań Tuska oraz Platformy nie wziąć na tapetę i próbować rozłożyć na czynniki pierwsze, to wygląda to bardzo słabo. Tusk nie ma argumentów, a jedyne, do czego dąży, to do rozpalenia emocji i przez rozmaite grupy hejterskie do działań uderzających w Zjednoczoną Prawicę. Nic więc dziwnego, że bierze na pokład ludzi diametralnie różnych światopoglądowo, ale krzykliwych czy nawet brutalnych. To pokazuje, że chce być najbardziej antypisowski jak to tylko możliwe.
Jak zatem ocenia Pan Profesor kampanię Koalicji Obywatelskiej?
– Zwornikiem jest hejt, niechęć do PiS, bycie antypisem najbardziej jak się tylko da. I to jest cały program Koalicji Obywatelskiej i Donalda Tuska. Wszystko po to, żeby przyćmić wszystkich innych antypisowców – mam na myśli ugrupowania polityczne, i skupić jedynie na sobie uwagę wyborców. Tusk chce być dominatorem na opozycji w sensie wręcz wodzowskim. Jest to działanie z pogranicza dyktatury, ale taki jest Tusk. I to jest cały jego pomysł na kampanię, a jeśli przy okazji uda się wziąć władzę, to będzie pełny sukces, a jeśli nie, to wielkiej tragedii też nie będzie.
Zamiast merytorycznej dyskusji i sporu na argumenty po stronie opozycji mamy tanie chwyty, widać też, że Platforma idzie na rympał, bo jak inaczej określić deklarację Donalda Tuska w jego rodzinnym Sopocie, że Roman Giertych wystartuje do Sejmu z województwa świętokrzyskiego, skąd ma startować Jarosław Kaczyński?
– Zjednoczona Prawica ma program, prowadzi merytoryczną kampanię, a Donald Tusk ze swoją grupą polityczną nie ma nic. Dlatego żadna merytoryczna dyskusja z nim nie wchodzi w grę, bo nie ma to najmniejszego sensu. To nie jest ten poziom. Jeśli zaś chodzi o porównanie Jarosława Kaczyńskiego i Romana Giertycha, których Tusk chce sobie przeciwstawić, to nie jest ten poziom. Kaczyński i Giertych to jest przepaść w sensie powagi, dokonań, poparcia społecznego. To pokazuje, że ten manewr Tuska to jest jedynie pretekst, którego użył, żeby Giertycha wmontować w listę wyborczą. Przecież nie jest żadną tajemnicą, że Giertych jest skompromitowany w całym obozie opozycji, jest politykiem nieakceptowalnym, wiemy też, dlaczego nie stał się częścią paktu senackiego. Dlatego Tusk szukał pretekstu, żeby mecenasa wstawić na listę wyborczą do Sejmu z województwa świętokrzyskiego, licząc, że będzie maczugą na Jarosława Kaczyńskiego. Natomiast w istocie chodzi o to, żeby jednego z największych hejterów politycznych, jacy są w Polsce, włączyć do gry – podobnie jak kiedyś włączył Palikota. Zgodnie z tym planem wziął na listy Koalicji Obywatelskiej Michała Kołodziejczaka, teraz Romana Giertycha, ma także w swojej grupie Andrzeja Rozenka, a więc rozstrzał ideowy jest spory, a co do metody, to jest to cały czas ta sama metoda, którą ma osiągnąć cel, czyli rozbudzenie emocji i jeszcze raz emocji. Tak czy inaczej obecność Giertycha może jeszcze bardziej wzmocnić PiS w tym regionie, natomiast nie sądzę, żeby Giertych był wartością dodaną dla Koalicji Obywatelskiej.
Co mogło kierować Tuskiem, że wziął na listę Giertycha? Czy tylko chęć starcia z Jarosławem Kaczyńskim, biorąc pod uwagę, że mecenas ma za złe prezesowi PiS, że politycznie został ograny i być może ma jakiegoś asa w rękawie, którego ujawni w kampanii?
– Nie, nie sądzę. Roman Giertych jest politykiem niewiarygodnym i nikt nie uwierzy w jego słowa. Może więc mówić wszystko i to nie będzie brane na serio przez ludzi trzeźwo myślących. Oczywiście nie myślę o ludziach zapiekłych, o wyborcach totalnej opozycji wrogo nastawionych do PiS i prezesa tej formacji, którzy są gotowi przyjąć każde kłamstwo nawet najbardziej niewiarygodne za fakt. Skoro tacy ludzie przyjmowali kiedyś, że Jarosław Kaczyński spowodował katastrofę smoleńską, to równie dobrze przyjmą, że zrobił zamach na Jewgienija Prigożyna. Mówiąc to, chcę pokazać skalę absurdu i poziom tych, którym można powiedzieć wszystko i przyjmą to jak najprawdziwszą prawdę, oczywiście pod warunkiem, że uderza się w Jarosława Kaczyńskiego. Tak czy inaczej Giertych na liście wyborczej Koalicji Obywatelskiej będzie tylko podgrzewał emocje, a z kampanii wyborczej uczyni jedno wielkie okładanie się. Może wspominać prawdę i nieprawdę o tym, co Jarosław Kaczyński mówił mu czy nie mówił, kiedy byli razem w koalicji, ale to nie będzie żadna merytoryka, tylko próba odegrania się. Zatem poziom wiarygodności żaden, natomiast niewiarygodnie wysoko podniesiony poziom emocji.
Jaki może być efekt konfrontacji Platformy i Zjednoczonej Prawicy zaproponowanej przez Tuska w związku lansowaniem Kołodziejczaka czy Giertycha?
– Donald Tusk rzuca wszystkie siły, karty na stół, także zgrane. Jednak moim zdaniem Platforma i jej lider nic na tej rozgrywce nie zyskają, a wprost przeciwnie będą tracić w relacji do PiS-u – w sensie zdobycia władzy w Polsce. Natomiast jeśli chodzi o relację do pozostałych formacji opozycyjnych, które Tusk chciał i chce ograć, już niekoniecznie. I tak mniej więcej będzie wyglądała ta potyczka polityczna.
Zastanawiam się jeszcze nad innym wątkiem łaskawości Tuska wobec Giertycha – mianowicie pamiętamy, że mecenas reprezentował syna Tuska, był też pełnomocnikiem jego samego. Może więc umieszczenie go na liście jest formą wdzięczności, a może mecenas ma coś na Tuska?
– To, czy Giertych ma jakieś haki na Tuska, czy łączą ich jakieś interesy, to nie jest wykluczone. Bardzo prawdopodobne, że mają jakieś wspólne interesy po za polityką i to dodatkowo motywuje Tuska do umożliwienia startu do Sejmu Giertychowi. Ale jeśli nawet, to nie o to chodzi. Proszę zwrócić uwagę, że Michała Kołodziejczaka Donald Tusk też wziął na listę, a to jest taki Giertych, tylko że dla wsi. Zatem Tusk chce stworzyć blok, maczugę, którą będzie okładał PiS. Wszystkie metody uważa za dobre, ale to jest tylko przejaw desperacji.
A jak może wyglądać kampania Romana Giertycha, który – jak wiemy – nie przebywa w Polsce, a o którym wiadomo, że mimo wezwań nie stawia się na przesłuchania w związku ze śledztwem dotyczącym przywłaszczenia 72 milinów złotych na szkodę giełdowej spółki Polnord?
– Jest internet, są grupy hejterskie, więc zapewne sobie jakoś poradzi. Pewnie zaocznie będzie robił jakieś spoty wyborcze, dzielił się z rozmaitymi „rewelacjami”, które będą emitować tzw. wolne media, przyjmując narrację, jaki ten Kaczyński jest zły itd. Tylko że może to mieć efekt odwrotny od zamierzonego, bo ludzie przestaną tego słuchać, przestaną to oglądać. Natomiast jest w tym jakaś metoda, żeby – broń Panie Boże – nie dopuścić do racjonalnej kampanii, merytorycznej dyskusji na argumenty, w której Platforma ze Zjednoczoną Prawicą nie ma żadnych szans.
Dziękuję za rozmowę.

