logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Układ niemiecko-rosyjski wciąż żyje

Piątek, 1 września 2023 (21:00)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, historykiem, prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego oraz wiceprezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej

Dzień 1 września zawsze będzie się kojarzył nam, Polakom, z napaścią niemiecką na Polskę. Ale mimo kalania się kolejnych prezydentów Niemiec tak naprawdę nie idą za tym żadne konkretne gesty, co więcej – ta zbrodnia jest przeinaczana, a narracja idzie w kierunku, że ludobójstwa dopuścili się nie Niemcy, ale jacyś mityczni naziści.
To kłamstwo zaczyna, a
 właściwie już żyje własnym życiem.

– Tak. Niemcy zaczęli nawet ostatnio mówić, że w 1945 roku zostali wyzwoleni właśnie od jakichś nazistów, tak jakby to był jakiś bliżej nieokreślony twór. Swoją drogą takie podejście Niemców to jest najwyższej miary bezczelność. Jednak nic, żadne próby zakłamywania rzeczywistości nie zmienią prawdy historycznej. Dlatego zwłaszcza 1 września powinniśmy punktować, co w niemieckiej historii jest do tej pory z III Rzeszy, że ta
III Rzesza żyje dzisiaj w Republice Federalnej Niemiec
i ma się całkiem dobrze. Prawodawstwo z okresu Hitlera zostało utrzymane, zwłaszcza gdy chodzi o represje wobec Polaków. Niemcy utrzymują w swoim prawie, w przepisach prawnych pojęcie, praktykę odpowiedzialności zbiorowej. Zatem coś, co jest wykluczone w każdym demokratycznym kraju, u Niemców wciąż obowiązuje. Myślę, że czas najwyższy Niemcom to przypominać. Co więcej, Niemcy usankcjonowali zbrodnie Hitlera swoim prawodawstwem. Wystarczy ileś lat, żeby złodziej zrabowane rzeczy przetrzymywał i mimo że dokonał ich zaboru w warunkach zbrodni, nie musi ich zwracać. Przypomnijmy też jeszcze jeden znamienny fakt, mianowicie w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej minister kultury prof. Piotr Gliński zaproponował odpowiedzialnej wówczas w niemieckim rządzie za sprawy kultury Monice Grütters wspólne podpisanie apelu wzywającego niemieckie muzea oraz prywatnych właścicieli do zwrotu dzieł sztuki zagrabionych podczas wojny. Niestety, Niemcy nie zdecydowali się na podpisanie tego apelu. To pokazuje, że nie mają woli dobrowolnie zwrócić nam czegokolwiek. To urąga prawodawstwu międzynarodowemu. Skoro jednak oni nie chcą nam zwrócić zagrabionych dóbr, nie chcą też na ten temat rozmawiać, to przy każdej nadarzającej się okazji powinniśmy im to przypominać. To jest nasz obowiązek.    

Niemcy chcieli unicestwić Polskę
i podporządkować ją sobie, ale dzisiaj
też chcą nami rządzić…  

– Niemcy nie mają prawa nas w niczym pouczać, bo oni wciąż tkwią w mentalności i są w trakcie akceptacji tego wszystkiego, co jest związane z III Rzeszą i Hitlerem.
I w tym stwierdzeniu nie ma żadnej przesady.

Z jednej strony 1 września 1939 roku zaatakowali nas Niemcy, a z drugiej strony 17 września na Polskę napadli Sowieci.

– Bez umowy Hitler – Stalin nie byłoby agresji niemieckiej na Polskę. Hitler prawdopodobnie nie odważyłby się na wojnę na dwa fronty. Wprawdzie miał świadomość, że sojusz Polski z Francją i Wielką Brytanią jest papierowy,
że na Zachodzie nie ma woli i konsekwencji w działaniu dotyczącym powstrzymania agresji niemieckiej. Dlatego był pewny, że w momencie ataku mimo sojuszy Polska zostanie sama. Natomiast zawarcie sojuszu ze Stalinem utwierdziło go w przekonaniu, że Polska zaatakowana również od strony wschodniej będzie łatwym kąskiem. Sądził jednak, że uderzenie armii sowieckiej nastąpi wcześniej, a nie dopiero po 16 dniach.

Choć od wybuchu wojny mijają już 84 lata, to zagrożenie – zważając na działania Rosji – wciąż istnieje. Jeden z europosłów PiS Jacek Saryusz-Wolski stwierdził nawet, że duch paktu Ribbentrop-Mołotow wciąż krąży po Europie, a jego sednem jest współpraca niemiecko-rosyjska kosztem Europy Środkowo-Wschodniej.

– Zgadza się. Przypomnę też, że nawet Radosław Sikorski  w pewnym momencie współczesne układy rosyjsko-
-niemieckie dotyczące porozumienia energetycznego
i budowy gazociągu Nord Stream nazwał rozbiorem Polski
i nowym paktem Ribbentrop-Mołotow. Nic więc dziwnego, że ten układ wciąż żyje. Wystarczy odwołać się do przykładu byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera, który dzisiaj jest podnóżkiem Władimira Putina.
Angela Merkel, można powiedzieć, też była bardzo zdyscyplinowanym „partnerem” dla Putina. Te wszystkie układy niemiecko-rosyjskie, układy niby-handlowe, gospodarcze miały w istocie być uderzeniem w stronę innych państw – państw Europy Środkowej. Miało to być wprowadzenie Rosji na salony europejskie już w roli dominanta gospodarczego z prawem decydowania
o wszystkim w Europie. Trzeba też powiedzieć, że Europa w całym planie niemiecko-francuskim tak naprawdę miała być wizją Lenina i Stalina z początków komunizmu.
W Moskwie, Berlinie i Paryżu doszli do wniosku, że nie trzeba podpalać Europy, skoro można ją swobodnie meblować według swojej wizji i interesów, bo efekt byłby
i tak ten sam.

Zatem można powiedzieć, że ta kolaboracja, szczególnie niemiecko-rosyjska, ma długą tradycję. Mało tego, co jakiś czas się odradza. Dlaczego świat, dlaczego także my wszyscy nie wyciągamy z tego wniosków? 

– Myślę, że przynajmniej część sił prodemokratycznych
w Polsce – i nie tylko u nas, ale również w państwach Europy Środkowej – dostrzega ten problem i próbuje szukać jakichś rozwiązań. Niestety, to stare pokutujące
do dziś myślenie, że rosyjskiego niedźwiedzia trzeba głaskać, ciągle obowiązuje. Zresztą fascynacja Europą Wschodnią, fascynacja Rosją na Zachodzie jest olbrzymia, nawet mimo działań i zbrodni rosyjskich na Ukrainie. Można więc powiedzieć, że Europa miota się od ściany
do ściany. Najpierw w latach 20., 30. ubiegłego stulecia była tą Europą, która prężyła muskuły i próbowała dorównać dwóm wielkim totalitaryzmom, jakie się pojawiły: czerwonemu – komunizmowi, oraz brunatnemu – narodowemu socjalizmowi, jaki był w III Rzeszy, a także faszyzmowi we Włoszech czy w Hiszpanii. Tak czy inaczej również cała Europa próbowała się jakoś dostosować
do tych totalitaryzmów, a dzisiaj ukąszona w sposób dobrowolny przez idealistów niemieckich z Immanuelem Kantem na czele, z myśleniem wolterowskim jawi się jako lewicowa, co więcej – lewacka. Można nawet powiedzieć, że komunizm czy – jak kto woli – ideologia totalitaryzmu ciągle tam triumfuje.

W działaniach rządu Zjednoczonej Prawicy wybrzmiewa jakże istotna kwestia zadośćuczynienia od Niemiec, bo Polska nigdy nie otrzymała od Niemców jakiegokolwiek odszkodowania. Czy Niemcy są w stanie, są gotowi zamknąć krwawy rozdział II wojny światowej, której byli sprawcami, m.in. przez zadośćuczynienie krzywd, jakie nam wyrządzili?

– Niemcy są wychowani, wymodelowani, by żyć i działać nakazami, dlatego trzeba być stanowczym i im nakazać, żądać od Niemiec zadośćuczynienia za zbrodnie, których się dopuścili. Jeśli będziemy tylko prosić, stawiać się w pozycji petenta, to nic z tego nie będzie. Niemcy są nauczeni, żeby wydawać im rozkazy, natomiast my musimy się domagać, żądać tego, co się nam należy.
I tylko wtedy jest szansa, że Berlin zrozumie, że nie ma innego wyjścia, jak tylko dokonać rozliczenia z Polską.

Niemcy, nie podejmując dyskusji w sprawie odszkodowań, wykorzystują sytuację,
że w Polsce nie ma normalnej, mającej na względzie dobro i interes własnego państwa opozycji, że mamy totalną opozycję, która twierdzi, że sprawa reparacji została już załatwiona. Mamy opozycję, dla której głos z Berlina jest ważniejszy od głosu rozsądku?  

– Z jednej strony mamy w Polsce polityków, którzy starają się kierować polską racją stanu, starają się działać mądrze, ale z drugiej strony mamy – przepraszam za wyrażenie – głupków, którzy właściwie są szkodnikami. Niestety opozycja, która sama siebie określiła totalną, jest elementem szkodliwym dla Polski. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie można budować silnego państwa w oparciu tylko o część społeczeństwa, ale jest obowiązek, aby wszystkie racjonalne siły polityczne, które wywodzą się, wyrastają z pewnego dziedzictwa kulturowego, z naszej tożsamości, żeby wszystkie działały zgodnie, wspólnie. Mają obowiązek uświadamiać tym, którzy zachłysnęli się propagandą opozycyjną i będą za tymi ośrodkami optować, że to nie jest dobra droga, że w gruncie rzeczy szkodzą Polsce.

Zważając na to, co Pan Profesor powiedział, o czym będą wybory parlamentarne, które odbędą się w październiku?

– To będą wybory, które zdecydują, czy Polska będzie miała swoje miejsce w Europie jako partner, jako suwerenne państwo narodowe we wspólnocie, czy będzie wasalem, przedmieściem, czy landem dla Berlina. I dzisiaj tak to się rysuje. Ponieważ jednak kompromisy są teraz modne, to istnieje obawa, że Berlin znów podzieli się
z Moskwą wpływami dotyczącymi naszego terytorium. Zatem to będą wybory, które zdecydują o tym, jaka będzie przyszłość Polski i czy w ogóle Polska będzie, czy może będzie tylko – przywołując tradycję tzw. Królestwa Polskiego – fasadą, krajem, gdzie królem był rosyjski car,
a z niemieckiego punktu widzenia będzie Generalnym Gubernatorstwem, a więc strukturą całkowicie podporządkowaną Rzeszy Niemieckiej. To bardzo smutna konstatacja, ale przed nami wybory, gdzie wszystko zależy od nas, dlatego potrzebna jest mobilizacja. Musimy też żyć nadzieją, że na tych, którzy szkodzą dziś Polsce, przyjdzie opamiętanie, a na tych, którzy ich popierają, refleksja.

             Dziękuję za rozmowę. 

    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl