logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Zapowiedź demontażu państwa polskiego

Poniedziałek, 11 września 2023 (16:18)

Rozmowa z Andrzejem Maciejewskim, politologiem

Walka o głosy trwa w najlepsze, formacje prześcigają się w propozycjach, pomysłach. Podczas gdy w czasie konwencji w Końskich prezes Kaczyński, mobilizując wyborców, stawiał na politykę społeczną, rolnictwo i bezpieczeństwo, to Tusk w Tarnowie ogłosił „100 konkretów na 100 dni”. Konkretów…?

– Kiedy Prawo i Sprawiedliwość przez ostatnie osiem lat tworzyło i wcielało w życie programy „500 plus” i inne projekty prospołeczne, to opozycja grzmiała, że to jest rozdawnictwo. Tymczasem kiedy Koalicja Obywatelska w Tarnowie ogłasza swój „program” i mówi o podniesieniu kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł, zapowiada, że każdy, kto zarabia do 6 tys. zł nie będzie płacił podatku dochodowego, mowa jest też o podwyżkach dla nauczycieli o 30 proc. itd., to to wszystko w wydaniu Platformy już nie jest rozdawnictwem?

No właśnie próżno szukać komentarzy ekspertów do tych propozycji. 

– Przyznam, że czekam na komentarz Leszka Balcerowicza i innych ekonomistów związanych z Platformą, czy to, co proponuje Tusk, nie jest rozdawnictwem. Według polityków Platformy i ich ekspertów rozdawnictwo do tej pory uprawiało tylko PiS, co więc dzisiaj sądzą o pomyśle Tuska? Ta cisza pokazuje kuriozum i totalne zakłamanie po stronie totalnej opozycji. Wygląda to na szwindel przygotowany na kolanie. Platforma za wszelką cenę chce przebić PiS i pokazuje plan na sto dni, a po tym czasie – tak uważam – będą nowe wybory. Platforma w swoim programie na pierwsze sto dni rządzenia wypisuje absolutnie absurdalne rzeczy i chce w tym czasie wprowadzić np. kwotę wolną od podatku, podwyższając ją z 30 do 60 tys. zł. Przypomnę tylko, że kiedy rząd Zjednoczonej Prawicy podwyższał kwotę wolną od podatku do 30 tys. zł, to po stronie Platformy podniósł się raban i krzyk, wietrzenie początku końca samorządów, którym odbiera się dochody, itd. Dzisiaj, kiedy Tusk nosi się z zamiarem podniesienia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł, to jakoś głosu protestu samorządowców nie słyszę. Nikt nie mówi, że Tusk samorządom, które żyją z PiT-u, odbiera dochody i de facto je unicestwia. Zastanawiające jest, że samorządowcy milczą. Dlaczego nabrali wody w usta?

Jak zatem należałoby rozumieć postawę Tuska i Platformy?

– To jest działanie czysto populistyczne. Co więcej, Tusk pokazuje, że ręcznie chce sterować samorządami. Jeśli bowiem ktoś krzyczał, że PiS przez osiem lat ręcznie sterowało samorządami, tworząc fundusze sterowane z pozycji premiera, a nie ustawy, tymczasem sam chce wprowadzać kolejne zmiany bez ustawy, to znaczy, że albo kłamał, stawiając zarzuty PiS-owi, albo kłamie dzisiaj. Widać bowiem, że w tym wszystkim brakuje spójności i logiki. Co więcej, jak można mówić, że w ciągu stu dni zrobi się takie rzeczy? Ale Tusk pokazuje, że chce sterować ręcznie, do tego przy złamaniu procedur ustawowych. Jak rozumieć, jeśli ktoś mówi, że za mianowanie sędziów – jego zdaniem – nieprawidłowo prezydent poniesie konsekwencje, że zostanie postawiony przed Trybunałem Stanu za to, że wykonywał swoje obowiązki głowy państwa? To już jest totalne kuriozum. Idąc tokiem tego rozumowania, przed Trybunałem Stanu należałoby postawić cały parlament, który w ramach VII kadencji nieprawidłowo, na zapas wybrał trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego, podczas gdy był to już przywilej parlamentu VIII kadencji. To pokazuje, jak absurdalne rzeczy działy się i dzieją. Tak czy inaczej nie pojawiają się głosy krytyki wobec Tuska i Platformy i nie ma nikogo, kto policzyłby te wszystkie nieodpowiedzialne rzeczy, które jak wspomniałem – już są niczym innym jak chęcią ręcznego sterowania państwem polskim.

Patrząc na kolejne propozycje Donalda Tuska, jak nazwać zapowiedź likwidacji IPN, CBA, rozdziału Kościoła od państwa, jak również przywrócenia przywilejów emerytalnych esbekom?

– To nic innego jak próba, zapowiedź demontażu państwa polskiego. Mamy projekt, jak skutecznie sparaliżować Polskę. Jeśli bowiem ktoś na przestrzeni stu dni chce – poza prawem – przeprowadzić tego typu działania, to znaczy, że albo okłamuje społeczeństwo, chcąc do siebie przyciągnąć tych, których rzekomo PiS skrzywdziło, albo rzeczywiście jest gotowy to wszystko wcielić w życie. To wszystko jest bardzo niebezpieczne, bo jak brać na poważnie Tuska, który mówi, że Trzaskowski wygrał wybory prezydenckie w Polsce, że PiS tym samym ukradł demokrację? Tak nie postępuje poważny, odpowiedzialny polityk.

Jednym z głównych tematów kampanii jest wiek emerytalny Polek i Polaków, który po tym, jak rząd Tuska go podwyższył, Zjednoczona Prawica obniżyła. Do tej kwestii odnosi się w nieco prześmiewczy sposób najnowszy spot PiS-u…

– Kampania, jaka się toczy, powoduje, że wszystkie spoty są w pewnym stopniu na granicy fantasy. Kampania jest bardzo dynamiczna, wykorzystuje się różne środki, więc można się spodziewać, że im bliżej wyborów, tym takich „kwiatków” będziemy mieli więcej. Taki mamy czas, kiedy musimy się zastanowić, czy to jeszcze rzeczywistość, czy może już abstrakcja. Jedno jest pewne – i to pokazuje ten spot – że takie decyzje nie powinny się odbywać poza wiedzą, poza stanowiskiem polskiego społeczeństwa. A tak to niestety bywało za rządów koalicji PO-PSL, gdzie bardziej liczył się głos Berlina i Brukseli niż głos Polaków. Stąd referendum i oddanie głosu Polakom. Tusk rzeczywiście wiele kwestii konsultował z kanclerz Merkel, co PiS wykorzystało w tym spocie. Tusk – zakładając, że wygra – nie chce mieć związanych rąk stanowiskiem Polaków wyrażonym w referendum. Dzięki temu mógłby bez przeszkód przeprowadzić właśnie te kwestie, które obejmują pytania referendalne, a więc prywatyzację i wyprzedaż polskich firm, wiek emerytalny oraz likwidację bariery na granicy z Białorusią i przyjęcie imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu, w co chce nas wplątać Unia Europejska.  

Patrząc na konwencje PiS-u i Koalicji Obywatelskiej, chyba możemy powiedzieć, że w przeciwieństwie do Donalda Tuska Jarosław Kaczyński w swoim przekazie stara się nie burzyć, ale budować. Co więcej, wiele miejsca poświęcił wartościom?    

– Donald Tusk, któremu sondaże nie rosną, ale wprost przeciwnie: mimo ofensywy maleją, ma chyba świadomość, że w październiku może polec. Musi więc obiecywać, żeby zachować szanse i przynajmniej próbować przechylić szalę na swoją korzyść. Robi więc wszystko, żeby pójść jak najszerszym blokiem – począwszy od wsi i rolnictwa po robotnika, pracownika administracji czy nauczyciela. Mamy więc festiwal obietnic podwyżkowych, które Platforma wespół z PSL-em przez osiem lat rządzenia nie zrealizowała, co więcej, emeryci mieli waloryzację świadczeń na poziomie kilku złotych. Tak rządziła Platforma i Tusk. Teraz licząc, że uda mu się zwieść ludzi, stara się iść na bogato, obiecując, co się da. Jeśli zaś chodzi o wartości, to po jego stronie wartości nie istnieją, o czym świadczy chociażby chleb, który służył jako atrybut w czasie konwencji w Tarnowie, a następnie znalazł się obok kosza na śmieci, co na zdjęciach mogła zobaczyć cała Polska. Na dzisiaj dla Tuska wartością jest zwycięstwo i pokonanie PiS-u. I to by było na tyle.

Rozdział Kościoła od państwa, przywrócenie przywilejów emerytalnych służbom mundurowym – w tym esbekom, likwidacja IPN, CBA. Przecież to droga donikąd?     

– Jeśli chodzi o przywrócenie świadczeń byłym esbekom, to można to skomentować jednym zdaniem: żeby było tak, jak było. I to już przerabialiśmy. Nie wiem też, co Tusk chce zmieniać, skoro w Konstytucji RP jest zapis o rozdziale Kościoła od państwa. Natomiast jemu zależy na zerwaniu konkordatu ze Stolicą Apostolską, który już raz próbował łamać za swoich rządów w kwestii nauczania religii w szkołach. Tymczasem konkordat obowiązuje. Dzięki tej umowie udało się wyhamować tendencje skrajnie lewicujące, których celem było zepchnięcie Kościoła do roli marginesu, wyłącznie do sfery życia prywatnego. Religia powinna być obecna w życiu publicznym, mimo iż próby jej zmarginalizowania są coraz ostrzejsze, a Platforma, która skręciła bardzo mocno w lewo, chce się wpisać w ten trend pozornie nowoczesny, postępowy, a tak naprawdę niszczący. I Tusk w tym, co mówi, wydaje się przeć do jednostronnego zerwania konkordatu między Polską a Watykanem. Mam nadzieję, że nie będzie miał okazji realizować swoich celów.

Skoro mowa o tendencjach lewicujących, to mieliśmy też konwencję Lewicy i wystąpienie Włodzimierza Czarzastego, który określając siebie jako „czarodzieja”, proponował 35-godzinny tydzień pracy…

– Jak widać, obietnica goni obietnicę, więc idziemy w tej kampanii na bogato, bo o ile Lewica przedstawiła postulat 35-godzinnego tygodnia pracy i 35-dniowego urlopu, to Polska 2050 opowiada się m.in. za przywróceniem handlu w niedzielę. Patrząc na te „oferty”, trzeba odróżnić pewne rzeczy zrealizowane albo w trakcie realizacji od tego, że ktoś przedstawia plan na sto dni, czyli pięknie brzmiące hasło „100 konkretów na 100 dni”. Jeśli Tusk mówi o zrealizowaniu całego tego planu przez sto pierwszych dni po ewentualnym objęciu rządów, to znaczy, że w sposób bardzo niepoważny traktuje Polaków. Przecież cała ta lista życzeń Tuska – pomijając jego wiarygodność – jest nierealna do zrealizowania w tak krótkim czasie. Gdybym usłyszał, że część, najważniejsze te rzeczy będą realizowane w czasie pierwszego roku rządów, to byłoby to bardziej poważne podejście i całkiem realne do zrobienia, ale jeśli ktoś w sto dni chce zrobić coś, co jest na granicy łamania prawa i totalnej dewastacji państwa, to coś jest nie tak z formacją, która takie hasła głosi.

Jeśli chodzi o Zjednoczoną Prawicę, to okazuje się, że sobotnia konwencja w Końskich nie była ostatnią. Kolejna, kiedy partia rządząca ma przedstawić dalsze szczegóły swojego programu, ma się odbyć na przełomie września i października…

– Zgadza się. Jest tylko pytanie, w jakim kierunku można jeszcze pójść z propozycjami, których po stronie PiS-u jest już dużo. Z tym że jeśli chodzi o formację rządzącą, to za nią przemawia lista zrealizowanych obietnic, wiarygodność zatem, a nie słowa rzucane na wiatr. Tak czy inaczej mamy ze wszystkich stron akcję licytacji, kto da więcej, a wyznaczane progi wydają się bez granic. Wydaje mi się, że trochę brakuje rozsądku, a propozycje zaczynają balansować na granicy absurdu. Dlatego wolałbym program – jeden program – zamiast stu absurdalnych haseł, które są nierealne do spełnienia.

Wśród ośmiu propozycji PiS-u są emerytury stażowe, o co apelowała „Solidarność”. To realne do zrealizowania?     

– Mam nadzieję, że PiS ma to policzone. Jednocześnie to pokazuje, że Zjednoczona Prawica wsłuchuje się w głos partnerów społecznych, z którymi pracuje, i odpowiada na ich postulaty. W przeciwieństwie do Platformy i Donalda Tuska, który miliony głosów Polaków, którzy chcieli referendum w sprawie wieku emerytalnego, wrzucał do kosza, obrażając jeszcze szefa NSZZ „Solidarność” z mównicy sejmowej. PiS kwestię emerytur stażowych stawia jako możliwość, jako prawo, a nie jako obowiązek, a więc wybór zostaje pozostawiony Polkom i Polakom. Za rządów Tuska i Kopacz było nie do pomyślenia, bo tam z góry narzucono podwyższenie wieku emerytalnego ludziom. I to jest różnica jakościowa.

Jaki zatem może być wynik zbliżających się wyborów?

– Wiele wskazuje, że wygra PiS, ale czy osiągnie pułap, który umożliwi rządzenie, to jest dzisiaj istotne pytanie. Dlatego możemy być świadkami trzech podejść do sformowania rządu, które nie wyjdą, więc finał może być taki, że w przyszłym roku będą nas czekać nowe wybory. Wtedy wygra ta formacja, która będzie miała bardziej zdyscyplinowany elektorat i pieniądze na prowadzenie kampanii.

To oznaczałoby, że mniejsze formacje odpadają z gry?

– Dokładnie o to chodzi. Możemy więc mieć – podobnie do amerykańskiego – system dwupartyjny. I w tym kierunku to wszystko wydaje się zmierzać. Zresztą to nie jest żadne odkrycie. System amerykański pokazuje, że mamy dwa fronty: demokratyczny i republikański, a mniejsze formacje – owszem: są, ale w głównym rozdaniu się nie liczą. U nas wszystko do tego zmierza i komentatorzy nie mają co do tego wątpliwości, że taki jest kierunek. Oczywiście oznacza to, że każdy, kto jest poza dwiema największymi formacjami, znajdzie się poza burtą.

Czy jako Polacy dojrzeliśmy do tego?

– Myślę, że tak. Polacy sami widzą, że rozdrobnienie na politycznym rynku nie przynosi nic dobrego, że powoduje zamieszanie, bałagan. Natomiast jedna spójna siła może być gwarantem porządku i co istotne – daje szansę na realizację programu oraz stabilność rządzenia.      

      Dziękuję za rozmowę.

  

 

 

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl