logo
logo

Zdjęcie: arch. Pablo de la Fuente/ -

Znalazł normalność w Polsce

Sobota, 30 marca 2013 (02:03)

Z dr. Pablo de la Fuente, hiszpańskim historykiem, współpracownikiem Katedry Historii i Kultury Krajów Języka Hiszpańskiego KUL, rozmawia Beata Falkowska

Ponad pół roku temu przyjechał Pan z rodziną do Polski w poszukiwaniu lepszego środowiska wychowawczego dla dzieci. Brzmi dość dramatycznie. W Pańskiej ojczyźnie jest aż tak źle?

– Tak jest w rzeczywistości. Polska nie jest być może rajem, ale jest to kraj, w którym ludzie nadal wierni są pewnym wartościom.

Czego jako rodzice nie byli Państwo w stanie dłużej znosić w Hiszpanii?

– W tej części Hiszpanii, z której pochodzę, czyli Katalonii, w świetle prawa językiem wykładowym w szkole jest do wyboru kataloński lub hiszpański. Jednakże rząd Regionu Autonomicznego Katalonii nie umożliwia nauki w języku hiszpańskim dzieciom, których językiem ojczystym jest hiszpański. Dodać należy, że dzieci te stanowią połowę wszystkich uczęszczających do szkoły. Tak więc w szkole, w której był mój syn, nie byłem w stanie wykształcić dziecka w języku hiszpańskim. Ponadto zmuszony byłem znosić ze strony przedstawicieli oświaty zachowania, które w najmniejszym stopniu nie sprzyjają wychowaniu dzieci. Przykład: w szkole, do której chodził mój dwunastoletni syn, prowadzone były zajęcia z masturbacji. Wysłałem w tej sprawie skargę do tamtejszego kuratorium i od trzech lat czekam na odpowiedź. Kolejna rzecz, z którą nie mogłem się pogodzić, to wypaczanie historii. Mam na myśli m.in. kłamstwa o demokratycznych i pacyfistycznych rządach Republikanów w Katalonii w latach 1936-1939. Podczas gdy w tym właśnie czasie w bestialski sposób zamordowano tysiące katolików i księży tylko z racji tego, że byli wierzący. Wiedzę o tym posiadają w Hiszpanii jedynie nieliczni. Ja zawdzięczam ją temu, że zostałem powołany jako ekspert w procesie beatyfikacji 191 księży, męczenników za wiarę zamordowanych w Katalonii. W owym czasie jedyna sprawa, która trafiła do sądu, to sprawa o kradzież dóbr zamordowanego, a nie o morderstwo.

Katolicka rodzina w Hiszpanii nie jest w stanie chronić swego dziecka przed zalewem antykultury, tworząc dobre środowisko wychowawcze, wybierając renomowaną szkołę?

– Biorąc pod uwagę kontekst społeczny, w dzisiejszej Hiszpanii jest to dużo trudniejsze niż w Polsce. W momencie, w którym państwo zezwala na to, by niepełnoletnia dziewczyna dokonała aborcji bez wiedzy rodziców, mamy do czynienia nie tylko z brakiem moralności, ale również z ingerencją struktur państwowych w kompetencje rodziców.

Domyślam się, że nie wiąże Pan żadnych nadziei z rządami Partido Popular? To tylko „mniejsze zło” niż socjaliści?

– Partido Popular jest marną kopią socjalistów. Oprócz złego zarządzania ekonomią, w wielu aspektach jest to partia bardzo lewicowa. Na przykład – jeśli chodzi o gospodarkę – zostały podniesione podatki, a w kwestiach społecznych, wbrew wcześniejszym zapewnieniom wyborczym, nie została uchylona ani ustawa o aborcji, ani ustawa o związkach partnerskich osób homoseksualnych, przegłosowane za rządów socjalistów.

W Polsce popularna jest teza o świetnym społecznym zorganizowaniu hiszpańskich katolików, vide: gigantyczne marsze w obronie życia, które jednak w żaden sposób nie oddziałuje na sferę polityki. Skąd to pęknięcie?

– W Hiszpanii istnieje kilka organizacji, na przykład Stowarzyszenie Hazte Oir (Niech Cię usłyszą) oraz Fundacja Provida, które działają na rzecz położenia kresu straszliwemu procederowi, jakim jest aborcja. Co do niewielkiego wpływu katolików na życie polityczne, to z jednej strony bierze się to z tego, że katolicy w Hiszpanii są atakowani przez media, które mają ogromny wpływ na opinię publiczną. Z drugiej strony Hiszpania jest krajem, który przechodzi bardzo głęboki proces dechrystianizacji. Liczba osób biorących udział w niedzielnej Mszy Świętej jest bardzo niewielka i w przeważającej mierze są to osoby w podeszłym wieku. Tak więc pomimo wysiłków znaczenie organizacji chrześcijańskich nie przekłada się na ich wpływ na opinię publiczną, która jest coraz bardziej antyklerykalna i lewicowa. Tak wygląda rzeczywistość.

Przebudzenie hiszpańskich katolików to pobożne życzenie?

– Z pewnością nastąpiła pewna reakcja ze strony katolików. Niemniej jednak ich wpływ na opinię publiczną nie ma większego znaczenia, co jest zrozumiałe, jeśli ma się w pamięci, że przez kilka dziesięcioleci byliśmy bombardowani treściami antychrześcijańskimi. Proces ten zaczął się wraz ze śmiercią generała Franco. Początkiem było usunięcie krzyży ze szkół, sądów, koszar itp. Należy też zwrócić uwagę, że chrześcijanie przegrali walkę o media. Za późno zdano sobie sprawę z tego, jak ważne są mocne narzędzia do prowadzenia dyskusji, czyli radio, telewizja i prasa.

 

Wielotysięczne procesje, misteria, które właśnie teraz, w okresie Wielkiego Tygodnia, odbywają się w Hiszpanii, stanowią jedynie element folkloru?

– Nie dla wszystkich jest to folklor, ale niestety dla bardzo wielu ludzi tak. Pozwoli pani, że podam tu przykład. Kiedy studiowałem na uniwersytecie, jeden z moich kolegów, należący do Partii Komunistycznej i będący sekretarzem partii w swojej wsi, co roku brał udział w procesji Wielkiego Tygodnia, niosąc figurę Jezusa. Kiedy śmialiśmy się z takiego postępowania, oburzony odpowiadał, że bierze udział w procesji, bo jest to największe wydarzenie w jego wsi. To tylko anegdota, ale pamiętać też należy, że Andaluzja, w której w Wielkim Tygodniu tak wiele jest procesji i misteriów, to również region, gdzie najwięcej głosów dostaje bardzo antyklerykalna lewica…

Jaka jest obecnie sytuacja małych hiszpańskich ugrupowań jak Partido Familia y Vida, których działalność śledziliśmy na łamach „Naszego Dziennika”?

– System polityczny w Hiszpanii charakteryzuje się tym, że jeśli dane ugrupowanie, takie jak na przykład Familia y Vida, nie jest reprezentowane w parlamencie, jego znaczenie polityczne jest bliskie zeru. Tego typu organizmy nie są w stanie mierzyć się z partiami, które dzięki obecności w parlamencie mają do swojej dyspozycji ogromne środki publiczne, a co za tym idzie – możliwość kształtowania opinii publicznej.

Hiszpanie o konserwatywnym nastawieniu byliby w stanie w znaczącej liczbie zagłosować na partię bardziej na prawo od Partido Popular?

– Moim zdaniem, nie zagłosowaliby na tego rodzaju ugrupowanie. Poza tym, gdyby nawet taka partia się pojawiła, to lewicowe media natychmiast okrzyknęłyby ją mianem partii faszystowskiej lub nazistowskiej.

I Pańscy rodacy ot, tak po prostu, „kupują” taką propagandę?

– Tak. Niestety wiele lat kształtowania opinii publicznej przez takie, a nie inne media oraz system edukacyjny uwidacznia się w tego typu bezkrytycznym przyjmowaniu owej propagandy przez znaczną część Hiszpanów.

Ktoś wyłamywał się z tego marazmu, przestrzegał przed niepokojącymi zmianami, społeczną katastrofą?

– Tak, na przykład ks. kard. Rouco Varela, arcybiskup Madrytu i przewodniczący rady Episkopatu. Jest to człowiek wielkiego taktu i umiaru, który stawiając czoła aborcji i związkom homoseksualnym, wyrażał swoją opinię w sposób stanowczy, ale jednocześnie bardzo wyważony. Pomimo tego grupa homoseksualistów wytoczyła mu sprawę sądową, oskarżając o homofobię i dążąc do wtrącenia go do więzienia.

Na ile o kształcie dzisiejszego życia społeczno-politycznego w Hiszpanii decyduje dziedzictwo wojny domowej, a na ile ogólnoeuropejskie trendy laicyzacyjne?

– Hiszpania jest częścią Europy, więc procesy dechrystianizacji zachodzą również i tutaj. Niemniej jednak w Hiszpanii proces ten uległ przyspieszeniu na skutek ogromnej manipulacji historią wojny domowej, jaka miała miejsce za rządów premiera Zapatero.

Dlaczego neopogaństwo z taką mocą ujawniło się właśnie w Pańskiej ojczyźnie, kraju z jednej strony wielkich świętych, z drugiej silnej „tradycji” antyklerykalnej? Gdzie tkwią jej początki?

– Odpowiedź na to pytanie jest bardzo złożona. Na pewno w ostatnim czasie przysłużyła się temu propaganda lewicowa bezustannie podkreślająca związek Kościoła z gen. Franco. Choć Kościół katolicki w Hiszpanii ogłosił wojnę domową krucjatą narodową, to trzeba pamiętać o tym, że już na kilka lat przed wybuchem wojny domowej dochodziło do morderstw księży i profanacji kościołów na dużą skalę. Tak więc zwycięstwo generała Franco uratowało Kościół przed eksterminacją.

Jeśli zaś chodzi o antyklerykalizm, to jednym z pierwszych jego objawów było wyrzucenie z tegoż kraju w XVIII w. jezuitów – zakonu założonego przez Hiszpana. Bez wątpienia źródła lub jednego ze źródeł antyklerykalizmu należy upatrywać w wieku XIX i tak zwanych procesach wywłaszczenia. W owym czasie państwo dokonało konfiskaty klasztorów, usprawiedliwiając się tym, że rzekomo żerowały one na społeczeństwie. Jednocześnie państwo zaczęło popierać ruchy, których członkowie napadali na klasztory i je rabowali.

Jaki jest w Hiszpanii zaczyn, z którego mają wyrastać zdrowe struktury? Zorganizowane środowiska obywatelskie o katolickiej inspiracji dały się wyprzeć lewicy, zrezygnowały z walki o instytucje. Można to zmienić?

– Drogą jest praca u podstaw. Ale jest to bardzo długotrwały proces. Sytuacja w Hiszpanii nie ulegnie zmianie z dnia na dzień. Skąd wziąć ten zaczyn? Po pierwsze, każdy chrześcijanin na miarę swoich możliwości musi zacząć brać udział w życiu politycznym, a po drugie, Kościół jako instytucja musi podkreślać swoją ważną rolę, jaką pełni w życiu społecznym, wspierając ludzi najuboższych i najbardziej potrzebujących pomocy.

 

Kryzys, Pańskim zdaniem, może wpłynąć na pozytywne przewartościowania polityczne w Hiszpanii czy też będzie grał na rzecz lewicowych radykałów?

– Jest to pytanie, które pozostaje otwarte. Mówimy tutaj o przyszłości. Pomimo tragicznej sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie społeczeństwo hiszpańskie, zdecydowana postawa Kościoła działającego na rzecz najbardziej pokrzywdzonych może stać się elementem, który przyczyni się do tak potrzebnej zmiany mentalności.

Odnalazł Pan w Polsce to, czego nie znajdywał we własnej Ojczyźnie?

– Polska nie jest rajem na ziemi. Jak wszędzie, również tu są problemy. Jednak pomimo wszystko czuję się tutaj bardzo dobrze, co w dużej mierze zawdzięczam mojej wspaniałej polskiej rodzinie – teściom, którzy traktują mnie jak syna, oraz szwagrowi i jego żonie, którzy traktują mnie jak brata. Jest to kraj mi bliski i czuję się jego częścią.

Myślałem, że przystosowanie się do tak surowego klimatu przyjdzie mi dużo ciężej. Ale okazało się, że nawet 20 stopni poniżej zera da się wytrzymać. Poza tym polskie domy są bardzo ciepłe i wszystkie mają centralne ogrzewanie, w przeciwieństwie do Hiszpanii. Paradoksalnie więc jest tu cieplej w zimie. Bardzo zaskoczyła mnie wspaniała i bardzo zróżnicowana kuchnia polska, szczególnie mnogość zup i deserów. Moim zdecydowanym faworytem jest wspaniały barszcz czerwony w wykonaniu mojej teściowej oraz sernik mojej bratowej.

Dzieci się zaaklimatyzowały?

– Szkoła, do której uczęszcza mój starszy syn, bardzo stara się o jak najlepszą integrację, szczególnie jeśli chodzi o kwestię języka. Mój młodszy syn urodził się w Polsce i jest moim najlepszym nauczycielem języka polskiego. Muszę przyznać, że choć posługuję się pięcioma językami i teoretycznie każdego kolejnego języka łatwiej się jest nauczyć, to reguła ta nie stosuje się do języka chińskiego i polskiego, biorąc pod uwagę konieczność opanowania w tym ostatnim tak ogromnej liczby końcówek męskich, żeńskich i nijakich.

Na co powinni być najbardziej wyczuleni katolicy w Polsce, aby nie powtórzyć błędów Hiszpanii? Kiedy nadchodzi moment krytyczny, gdy chrześcijańska tożsamość staje się niemal nie do odzyskania?

– Do Polski płyną fundusze unijne, dając szanse modernizacji kraju, ale należy pamiętać, że rozwój gospodarczy może mieć swoją ciemną stronę. Kultura materialna bez perspektywy duchowej niszczy jednostkę. Moment krytyczny jako taki nie istnieje. Sytuację tę można przyrównać raczej do serii małych kroków, które należy wykonać, lub serii potyczek, które trzeba wygrać. Niektóre wydają się dość proste i oczywiste: na przykład zapobieżenie temu, by krzyże znikły ze szkół. Jeśli jednak przegra się te najłatwiejsze potyczki, trzeba będzie toczyć bitwy, które są dużo trudniejsze i bardziej skomplikowane. Bo następnym krokiem będzie zalegalizowanie związków osób tej samej płci, a potem konieczność obrony wolności i walka o uniknięcie kary więzienia dla chrześcijanina, który twierdzi, że homoseksualizm jest wypaczeniem.

W czym upatrywałby Pan odrodzenie Hiszpanii?

– To bardzo trudna kwestia i nie ma tu łatwej recepty. Mamy bowiem do czynienia z problemem o charakterze strukturalnym. Obecny kryzys jedynie uwidocznił problemy już istniejące w Hiszpanii. Pozwoli pani, że posłużę się tu przenośnią: jeśli wyobrazimy sobie Europę jako blok mieszkalny, a ostatnie kilka lat jako okres wzmożonych zachorowań na grypę, to grypa ta rozłożyła wielu sąsiadów i zmusiła ich do pozostania przez kilka dni w łóżku. Hiszpania jednak to chory na AIDS, u którego grypa jedynie uwidoczniła jego słabość. Problemy, z którymi boryka się Hiszpania, są bowiem natury systemowej, a nie koniunkturalnej.

 

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska

Nasz Dziennik