logo
logo

Zdjęcie: arch / Inne

Dla nich nie liczy się człowiek, ale władza i pieniądz

Czwartek, 19 października 2023 (22:14)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski
do Parlamentu Europejskiego

Zastanawiała się Pani nad przyczyną tak dobrego wyborczego wyniku ugrupowań opozycyjnych. Od dawna było wiadomo,
że wszyscy będą przeciwko Prawu
i Sprawiedliwości, dlaczego więc nie próbowano znaleźć koalicjanta, z którym
po wyborach będzie można stworzyć rząd?

– Wybory i to, jak będą głosować ludzie czy wreszcie rozstrzygnięcie wyborów, to zawsze w pewnym sensie loteria. Oczywiście, że niektóre sprawy można przewidzieć, ale zawsze jest to jedna, wielka niewiadoma. Ja zawsze mówiłam, że niezbadane są wyroki Boskie, sądów rejonowych i wyborców. Myślę jednak, że do sytuacji,
jaka się wytworzyła, trzeba podejść spokojnie, zobaczyć
co zadziałało, a co nie, i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Warto pamiętać, że po dwóch kadencjach z rzędu,
po ośmiu latach rządów ktokolwiek by nie rządził zawsze pojawia się tzw. zmęczenie władzą. Uważam, że w tym czasie jako Zjednoczona Prawica zrobiliśmy bardzo dużo. Oczywiście zawsze można zrobić więcej, lepiej, dlatego podchodzę do tego z wielką pokorą. Wiem też, że popełniliśmy sporo błędów, ale nie robi ich tylko ten,
kto nic nie robi. Od wyborów minęło kilka dni, kurz bitewny powoli opada i trzeba ze spokojem podejść do tego,
co będzie się działo. Mam na myśli tworzenie rządu,
co z pewnością łatwe i proste nie będzie.

Skoro mówi Pani o tworzeniu rządu, to czy alians PiS z PSL jest w ogóle możliwy,
skoro Władysław Kosiniak-Kamysz pisze
na Twitterze, że ludzie, głosując na Trzecią Drogę, dokonali wyboru między Trzecią Drogą a trzecią kadencją PiS?

– To jest nic innego, jak wysyłanie sygnałów, że trudno będzie się porozumieć. Sytuacja jest znana i wiadomo,
że komukolwiek prezydent nie powierzy misji tworzenia rządu – czy zwycięskiej formacji, czy przegranej – to komunikaty, jakie wysyła opozycja, są po prostu słabe.
Trzeba spokojnie poczekać na rozwój wypadków
i rozmowy, które lubią ciszę i spokój. Na razie trwa prężenie muskułów, ale widzimy też bardzo duże różnice wewnętrzne dzielące formacje opozycyjne. Dzieje się to
w momencie, kiedy jeszcze nie otrzymali misji tworzenia rządu, jeszcze nie zasiedli do stołów, nie rozpoczęli negocjacji, ale już się kłócą. Co więcej, każdego dnia słyszymy, że kolejne obietnice, jakie składali podczas kampanii wyborczej Polakom, są już nieaktualne.
To tylko świadczy o tym, że wiele rzeczy może się jeszcze wydarzyć, dlatego zalecałabym dużo spokoju. Poczekajmy na to, jak sytuacja się rozwinie, zobaczymy, jakie będą działania możliwe w warunkach konstytucyjnych.

Skoro mowa o pierwszych kłótniach, to słychać już głosy o modyfikacji programu 500 Plus, że budżet państwa jest w fatalnym stanie, chociaż Donald Tusk i spółka nie mieli jeszcze do niego wglądu. Czy w tej sytuacji możemy się spodziewać likwidacji programów społecznych? A miało być,
że nic, co dane, nie zostanie odebrane?

– Panie redaktorze, jeszcze przed wyborami wszędzie gdzie byłam i rozmawiałam z ludźmi, to mówiłam, że nie bądźmy naiwni, nie miejmy żadnych złudzeń, że jeśli opozycja dojdzie do władzy, to wyjasuje programy społeczne. Donald Tusk mówił to między wierszami już podczas kampanii wyborczej, komunikując, że budżet państwa
jest w ruinie, że koniec z rozdawnictwem, co jeszcze
w wieczór wyborczy, tuż po ogłoszeniu wyników, powtórzył Szymon Hołownia. Były zatem jasne komunikaty dające przeświadczenie, że oni będą zwijać programy społeczne, socjalne. Zresztą to wynika z charakteru tych ugrupowań
– mianowicie dla nich liczą się władza i pieniądz, ale nie człowiek. Dlatego wskazywałam, aby nie mieć żadnych złudzeń, że w momencie, kiedy oni, łącząc siły, będą mieli większość, bo wybory wygrało Prawo i Sprawiedliwość,
to będą mocno majstrować przy tych programach.
Dlatego ktoś, kto poddał się temu pędowi nienawiści,
bo całe to głosowanie było falą nienawiści wobec PiS czy Zjednoczonej Prawicy, niech dzisiaj nie będzie zdziwiony, że te formacje zachowują się tak, a nie inaczej, chcąc ograniczyć program 500 Plus, bo o 800 Plus w ogóle
nie mówią, również 13. i 14. emerytura stoi pod znakiem zapytania. Nawet ci, którzy głosowali na formacje opozycyjne, dziwią się, że to są przecież kwestie uchwalone i należy je zachować. Mimo że opozycja jeszcze nie sformułowała rządu, to już pokazuje, że od początku
nie było woli utrzymania programów socjalnych i wsparcia dla Polek i Polaków. Liberałowie to zrobią, nie miejmy
co do tego żadnych złudzeń.

Już uaktywnił się Leszek Balcerowicz
i mówi, że nie ma żadnego uzasadnienia utrzymywanie niższego wieku emerytalnego, który PiS populistycznie obniżył…

– O wieku emerytalnym też mówiliśmy i dlatego parliśmy do referendum, aby Polacy się wypowiedzieli, bo jak opozycja dojdzie do władzy, to nie będzie miała skrupułów, aby ponownie ten wiek Polkom i Polakom podwyższyć.
Jest jeszcze jeden element gry i postawy Tuska, który wykona wszystko, czego zażyczy sobie Unia Europejska. Bruksela, a szczególnie Berlin chcą podwyższenia wieku emerytalnego, więc jeśli ktoś łudził się, że oni tego
nie zrobią, to wykazał się wielką naiwnością. Można powiedzieć, że idąc z falą nienawiści do PiS, licząc na to,
że odsuwając PiS od władzy, zrobią coś dobrego dla Polski, tak naprawdę sami sobie odmrożą uszy. Nie oznacza to jednak, że na ludzi, na elektorat trzeba się obrażać,
bo każdy ma prawo takiego albo innego wyboru. Ludzie sami się przekonają, jakie będą skutki rządów ekipy Tuska 
– i to jest kwestia bardzo krótkiego czasu. Mam jednak nadzieję, że ci, którym tak prędko do przejęcia władzy
w Polsce, się nie dogadają.

Jednak Tusk mówi, że jest gotowy do rządzenia i apeluje do prezydenta, aby pomijając zwycięskie ugrupowanie, od razu powierzył misję tworzenia rządu większości opozycyjnej. Skąd ten pośpiech i czy Tuskowi rzeczywiście zależy na tym, żeby zostać premierem, czy może będzie chciał kolejny raz uciec do Brukseli i odebrać nagrodę za ferment, jaki stworzył w Polsce?

– W przyszłym roku, 8 czerwca, będziemy mieć wybory
do Parlamentu Europejskiego i jestem absolutnie przekonana, że Donald Tusk będzie próbował zostać unijnym komisarzem. Trzeba powiedzieć, że jest to bardzo lukratywna posada i na pewno nie tak obciążająca
jak funkcja premiera i branie odpowiedzialności
za sprawy państwa. Tusk nie jest tytanem pracy, o czym Polacy dobrze wiedzą. Wiedzą też, że kiedy wcześniej rządził, to o godz. 16.00 urzędy były zamykane i haratali
w gałę. Jestem pewna, że Tusk dowiezie ten zespół do pewnego momentu, a potem będziemy mieli kolejny
jego exodus. Natomiast jeśli chodzi o jego PR-owskie zawołanie do prezydenta Andrzeja Dudy, to nie zająknął, co na ten temat mówi Konstytucja RP, zapomniał też
o dobrym obyczaju. Wygląda na to, że zarówno Tusk,
jak i jego i zwolennicy, którzy swego czasu biegali
i wymachiwali Konstytucją, tego punktu nie doczytali.

Jeśli ekipa Tuska przejęłaby władzę
w Polsce, to jest pytanie o przyszłość inwestycji strategicznych rozpoczętych
czy zaplanowanych przez rząd Zjednoczonej Prawicy: Centralny Port Komunikacyjny, elektrownie atomowe itd.?

– Jeśli chodzi o Centralny Port Komunikacyjny, to Tusk, odwiedzając bodajże gminę Brzeziny pod Łodzią, zapowiedział wyraźnie, że on zlikwiduje ten strategiczny nie tylko dla Polski projekt. Nic dziwnego, bo CPK kole
w oczy Niemców.

Podobnie jak sprawa reparacji…

– Również w tej kwestii absolutnie będzie cisza. Przypomnę, że Tusk to człowiek, który robił wszystko, czego zażyczyła sobie kanclerz Angela Merkel, nic więc dziwnego, że szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, także Niemka – jak pamiętamy – życzyła sobie, żeby premierem w Polsce został Tusk, który będzie dbać przede wszystkim o interesy Berlina. A temat reparacji
jest dla Niemiec bardzo niewygodny.

Zważywszy na sytuację, jaka ma miejsce
na Zachodzie Europy, pozostaje jeszcze temat paktu migracyjnego. Jak mogą się zachować politycy przyszłej formacji rządzącej, jeśli chodzi o głosowanie
nad paktem migracyjnym?

– Sytuacja w Europie jest dramatyczna. Nawet wczoraj, krótko przed debatą w Parlamencie Europejskim, która odbywała się w Strasburgu bardzo późno, bo grubo po godz. 21.00, a dotyczyła ataków islamskich terrorystów
na szkoły we Francji, dostaliśmy sygnał, że również
w europarlamencie nie jest bezpiecznie. Jeżeli popatrzymy na to, co ostatnio dzieje się w Belgii, podkładanie ładunków wybuchowych czy strzelaniny, które są na porządku dziennym w Szwecji, to wszystko wygląda bardzo źle. Ludzie np. we Francji są już bardzo zmęczeni tą sytuacją i nic dziwnego, że chcą takiego referendum
jak w Polsce. Patrząc na wydarzenia w zachodniej Europie, Polska jest krajem bardzo spokojnym i Polacy chyba trochę uśpieni tym spokojem, porządkiem, brakiem zagrożenia
na złość nie wiem komu, nie wzięli udziału w referendum
w stopniu wystarczającym, żeby było ważne. Dlatego uważam, że jeśli opozycji uda się sformować rząd, to na złość PiS-owi zrezygnują z muru na polsko-białoruskiej granicy. Druga kwestia to poddanie się paktowi migracyjnemu, który jeśli chodzi o dokument, jest już faktem. Wystarczy przecież, że Tusk się na to zgodzi.

Także jeśli chodzi o zmiany w traktatach
o Unii Europejskiej?

– Niemcom i Brukseli bardzo się spieszy, żeby jak najszybciej dokonać zmian. Chodzi o to, żeby całą procedurę przeprowadzić jeszcze przed przyszłorocznymi, czerwcowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego.
Tak już jest, że bezpośrednio przed wyborami – powiedzmy od kwietnia – w Parlamencie Europejskim ustają wszelkie prace, dlatego całą procedurę chcą przeprowadzić
jak najszybciej, otworzyć traktat o Unii i traktat 
o funkcjonowaniu Unii Europejskiej i wprowadzić zapisy wynikające z konferencji w sprawie przyszłości Europy, które mają zreformować instytucjonalnie Unię i otworzyć drogę do powstania unijnego superpaństwa z członkami bez prawa weta w bardzo wielu obszarach. Dla niektórych jest to kwestia bardzo ważna, bo daleko idące zmiany
w traktatach oraz pogłębienie integracji europejskiej
de facto umożliwią podporządkowanie mniejszych państw największym graczom, czyli Niemcom i Francji. W obawie, że przyszłoroczne wybory mogą się różnie zakończyć,
będą się starali zakończyć tę kwestię jak najszybciej,
a więc jeszcze w tej kadencji Parlamentu Europejskiego. Tymczasem to jest duże zagrożenie, bo jeśli się powiedzie, to Unia Europejska będzie miała większy wpływ na kwestie będące dotychczas w kompetencji państw narodowych, m.in. na politykę bezpieczeństwa, politykę zagraniczną
czy sprawy obrony. Koniec ze wspólnotą państw, będziemy mieli Unię Europejską jako scentralizowane imperium narzucające krajom członkowskim swoją wolę.  

                Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl