logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Tusk pozwoli Unii i Niemcom butem docisnąć Polskę

Piątek, 27 października 2023 (19:24)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego

Jaka będzie Unia Europejska, jeśli zmianie ulegną traktaty?

– Już od jakiegoś czasu słychać było apele o głębszą integrację, o federalną Europę – bardziej centralistyczną, całkowicie likwidującą państwa narodowe. I w tej chwili ten proces rusza i przeprowadza się go za pomocą procedury zmiany traktatów przez Parlament Europejski. Pierwszym tego etapem był właśnie raport głosowany na posiedzeniu Komisji Konstytucyjnej Parlamentu Europejskiego. Unia Europejska zmieni się diametralnie, dlatego że planowane zmiany są zarówno instytucjonalne, jak i kompetencyjne; zmianie ulegną także nazwy instytucji europejskich. Ponadto zmiany wzywają też do odwrócenia ról Rady Europejskiej i europarlamentu w wyborze przewodniczących. Jeśli to przejdzie, to czeka nas odchudzenie liczby komisarzy unijnych do 15, co oznacza, że takie niepokorne kraje, jak np. Polska czy Węgry, mogą nie mieć swojego przedstawiciela w Komisji Europejskiej. W tej sytuacji głos państw, które nie będą miały swojego komisarza, będzie znacząco ograniczony. Zmiany w traktatach zaowocują oddaniem dużej części kompetencji państw narodowych w takich obszarach, jak: edukacja, ochrona zdrowia, ale także w dziedzinie bezpieczeństwa. O zakupach sprzętu obronnego decydowałaby Bruksela, a nie Polska. Stworzenie europejskiej armii to także forma zniszczenia czy ograniczenia roli NATO. Wspólna armia, jednolita, bliżej niedookreślona wspólna reakcja nie gwarantuje przecież bezpieczeństwa granic poszczególnych państw.      

Tomasz Siemoniak właśnie stwierdził, że potrzebne jest wzmocnienie integracji europejskiej w obszarze obronnym…

– To tylko pokazuje, że władza także w tej sferze w rękach tych ludzi jest dla Polski zagrożeniem bezpieczeństwa. Putin, słysząc takie słowa z ust polityka – byłego szefa obrony i ponownie jednego z kandydatów na to stanowisko – tylko zaciera dłonie. W dziedzinie obronności takie słowa wypowiada Siemoniak, ale jeśli posłuchamy też, co mówi Robert Biedroń, to widać, że oni chcą tej centralizacji Unii w każdej dziedzinie. Wracając jednak do Unii, jeśli zobaczymy, w jakim tempie Bruksela podejmowała decyzje tuż po napaści rosyjskiej na Ukrainę, gdzie jako instytucja była kompletnie nieudolna i niewydolna w tym zakresie, i gdyby nie szybka i zdecydowana reakcja państwa polskiego i Polaków, to mielibyśmy potężny kryzys na granicy, którego nikt nie byłby w stanie opanować, a już na pewno nie Unia Europejska poprzez tworzone naprędce bez ładu i składu jakieś agendy. Te plany, które są realizowane, wskazują, że do kieszeni mamy schować własną suwerenność.

Jednak tych obszarów, gdzie kompetencje państw narodowych przejmie Unia, jest dużo więcej. Mogłaby Pani je wymienić i scharakteryzować zagrożenia?

– Kolejne zmiany dotyczą obszarów i kwestii środowiskowych. Mianowicie to Unia będzie decydować, co możemy, jakie inwestycje środowiskowe przeprowadzać, a czego nam nie będzie wolno. Przykładem jest kompleks energetyczny „Turów”, gdzie – jak pamiętamy – Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej i jednoosobowo sędzia hiszpańska Rosaria Silva de Lapuerta podjęła decyzję uderzającą w bezpieczeństwo energetyczne państwa polskiego. Zatem w sprawach Polski to nie polskie organy będą podejmować decyzje, ale instytucje unijne. To samo dotyczy kwestii ideologicznych, gdzie do traktatów expressis verbis wpisuje się te wszystkie sformułowania, których dotychczas tam nie było, jak gender czy gender mainstreaming plan, czyli plan równości płci, co będzie niejako zmuszało dany kraj w tych sprawach czy – dajmy na to – w sprawach aborcji czy surogacji, o czym się dyskutuje, czy też w sprawach eutanazji, do akceptacji zasad, których nie uznajemy. Za chwilę będziemy mieli tego typu zadania do wykonania.

Tak zwany dobrowolny przymus?      

– Dokładnie tak, bo z drugiej strony zostaną wprowadzone mechanizmy przymusu, które będą nas dyscyplinować. Swoją drogą my, Polacy, te mechanizmy dobrze znamy, bo oni już nas dyscyplinowali czy próbowali dyscyplinować, szantażując nas, że jeśli się nie zgodzimy na zmiany w obszarach prawnych dotyczących wymiaru sprawiedliwości, to ograniczą czy wstrzymają nam wypłaty należnych nam środków unijnych. Zależało im, żeby w Polsce było tak, jak było. W tej sytuacji widzimy, że jesteśmy świadkami początku superpaństwa europejskiego i totalnego zagrożenia w różnych obszarach.

Jak powstrzymać to szaleństwo?

– Musimy się przed tym bardzo mocno bronić przez wiele etapów. Po pierwsze, musimy sobie uświadomić, że tak ograniczona suwerenność ogranicza w stu procentach naszą wolność. To jest już IV rozbiór Polski. Dzisiaj, kiedy słyszę czy czytam, że niektórzy usłużni dziennikarze piszą, że to jest pierwszy etap, że nic wielkiego się jeszcze nie stało, że przecież jest jeszcze Parlament Europejski, dalej jest Rada Europejska, czy to, że zmiany takie trzeba będzie jeszcze ratyfikować w parlamentach krajowych, to wcale nie zmienia to mojego punktu widzenia i moich obaw. Proszę zwrócić uwagę, dlaczego z tym raportem i głosowaniem w Komisji Konstytucyjnej Parlamentu Europejskiego czekali do czasu po wyborach parlamentarnych w Polsce: bo liczyli na wygraną opozycji i Tuska. Tak kombinowali, tak ingerowali w wybory w Polsce, żeby w kwestii zmiany traktatów był w Polsce ktoś, kto ich poprze, że Polską będzie rządził ktoś, kto będzie chodził na ich pasku i tego projektu zmiany traktatów unijnych w Radzie Europejskiej nie zawetuje. Poza tym dotykamy tu też bardzo ważnej kwestii nielegalnej migracji i to, co dzisiaj Unia próbowała forsować różnymi innymi porozumieniami, jak np. porozumienia dublińskie, co było swojego rodzaju bajpasem, wkrótce wrzucą to w zmieniony traktat i będą mieli sprawę z głowy. Będą mogli każdą kwotę nielegalnych imigrantów pod groźbą konsekwencji narzucić każdemu państwu. Ten bat finansowy, jaki proponują w sytuacji odmowy zgody danego państwa, jest uciążliwy i może być odczuwalny. I na pewno będą rządy pokorne, którym łatwo uda się zgiąć kark i które szantażem uda się podporządkować. Z drugiej strony jest to prymitywne rozwiązanie, które ma podporządkować sobie poszczególne państwa.

Sytuacja jest zatem bardzo poważna. Co oznacza, że ten dokument został przegłosowany przez Komisję Konstytucyjną Parlamentu Europejskiego?

– To jest pierwszy krok, a drugim będzie głosowanie w Parlamencie Europejskim w listopadzie br. Z kolei 19 grudnia br. planowane jest posiedzenie Rady Europejskiej w tej sprawie.

To dlatego Tuskowi może się tak spieszyć z objęciem funkcji premiera polskiego rządu: żeby już jako szef rządu przypilnować, aby nikt piachu w tryby nie sypał?    

– Właśnie tak. Dlatego wczoraj przybył do Brukseli po instrukcje od przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Można też przypuszczać, że jeśli prezydent Duda będzie się ociągał z powierzeniem Tuskowi funkcji zbudowania rządu, to – w mojej ocenie – można się spodziewać presji i ponagleń czy szantażów, co instytucje unijne mają w zwyczaju. Są w stanie resztę krajów zaszantażować, bo mają w tym wprawę. Dlatego uważam, że jeśli zgodzimy się na zmianę traktatów o Unii Europejskiej, to oddamy suwerenność i kawał naszej wolności. Dlatego to, że nie będziemy mogli sami decydować, co w szkołach będą się uczyły polskie dzieci, czy w kwestiach wychowawczych – bo wiemy, że te lewackie siły idą w kierunku seksualizacji dzieci – to oznacza, że pozwolimy na ingerencję bardzo głęboką w naszą tożsamość narodową.

Federalizacja Europy jest też jednym z elementów wypchnięcia Stanów Zjednoczonych z Europy, aby Niemcy mogły się dogadać z Rosją i podzielić w Europie swoje strefy wpływów?

– Według tych planów będziemy mogli właściwie zwinąć polską armię, bo – jak słyszymy – ma być jedna europejska armia i jeden system obrony granic. A to oznacza, że jest to próba wypchnięcia Amerykanów z Europy, co jest bardzo groźne. Niemcom, którzy są zmęczeni wojną na Ukrainie i chcieliby się jak najszybciej dogadać, zależy, aby zakończyć ten konflikt i powrócić do dawnych relacji gospodarczych z Moskwą. Bulwersujący jest też fakt, że Sąd Apelacyjny w Warszawie podtrzymał decyzję sądu pierwszej instancji o uchyleniu kar nałożonych przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów na spółki zaangażowane w budowę Nord Stream 2, w tym na Gazprom. Oznacza to, że polski sąd odrzucił nałożone w 2020 roku na spółki, w tym na rosyjski Gazprom, kary w wysokości ponad 29 mld zł. I takie sądy mają być w Polsce, i o to chodziło Unii Europejskiej. Czy teraz wszyscy to widzą, co się stało? A Donald Tusk będzie chciał mieć swój rząd, który w przyszłym roku po wyborach do Parlamentu Europejskiego desygnuje go na unijnego komisarza, i taki – moim zdaniem – jest plan. Proszę zwrócić uwagę, że w kampanii zapowiadał, że następnego dnia po wyborach będą środki z Krajowego Planu Odbudowy, ale – jak widać – jego wizyta w Brukseli po przeszło tygodniu od wyborów nic takiego nie przyniosła. Tusk pojechał po wytyczne. Widać, że oni żądają od niego ustaw i spełnienia tych żądań, które są zawarte w projekcie zmian Traktatu o Unii Europejskiej. A kiedy już to spełni, to będziemy kompletnie dociśnięci butem przez Unię i Niemcy. Naprawdę trzeba bić na alarm. Polacy są zauroczeni Unią Europejską, z badań wynika, że większość z nas chce, aby Polska była w Unii, ale jestem przerażona tym, co Unia nam przygotowuje. Jeśli dojdzie do zmiany traktatów, to przestaniemy być gospodarzami we własnym kraju.

Jeśli Tusk przejmie władzę w Polsce, to…?  

– Oby ten scenariusz z przejęciem władzy przez Tuska i jego akolitów nigdy się nie ziścił. Oby patrioci, którzy – w co wierzę – są jeszcze w tym Sejmie, się obudzili i zobaczyli, co Unia z Tuskiem nam szykują. Uważam, że Tusk, którego Polska nie obchodzi, będzie tak zdeterminowany, żeby zrobić dobrze Unii, żeby spełnić każde życzenie Berlina i Brukseli, że nawet jeśli doszłoby do ratyfikacji zmiany traktatów unijnych przez Sejm RP, to ze swoją ekipą będą w stanie wymyślić takie bajpasy, znaleźć takie obejście, żeby to skrajnie niebezpieczne prawo dla Polski klepnąć. Na razie Tusk z przystawkami ma większość arytmetyczną, ale nie większość zwycięską, bo wybory parlamentarne w Polsce wygrało Prawo i Sprawiedliwość, Zjednoczona Prawica. To, o czym mówi Tusk, to żadna większość demokratyczna. Jaką oni są demokracją, skoro namawiali Polaków, żeby nie brali udziału w referendum, które jest najwyższym aktem demokracji? Jeśli zatem nazywają się demokracją, to zwyczajnie kłamią. I ta koalicja arytmetyczna, koalicja stołków, jest w stanie również przegłosować IV rozbiór Polski. Mam jednak nadzieję, że kiedy ostatecznie dojdzie do głosowania w polskim Sejmie – i nie mam tu na myśli Tuska, który już dawno pozwolił sobie przetrącić kręgosłup obietnicami, że Unia pomoże mu wygrać wybory (takie są moje domysły, do których mam prawo) – to znajdzie się wystarczająca liczba polskich patriotów, którzy ten unijny plan przetrącą.

A co dalej z reparacjami od Niemiec? Jest zagrożenie, że Tusk dogada się w tej sprawie z Berlinem?

– Niemcom, wspierającym Tuska, chodziło też o reparacje wojenne. Chcieli mieć takiego namiestnika w Polsce, który przerwie wszystkie sprawy skrajnie niewygodne dla Berlina. Dotyczy to zarówno sfery finansów, bo za wyrządzone krzywdy trzeba Polsce oddać ogromne pieniądze, ale także o sferę narracji, bo są to sprawy, które Niemcy chcieliby natychmiast ukryć, wyciszyć, żeby już nikt więcej o II wojnie światowej i ludobójstwie, jakiego się dopuścili, nie mówił. Tymczasem cały proces reparacji polega też na informowaniu świata, co ci Niemcy, którzy chcą dzisiaj uchodzić za wzór wszelkich cnót, uczynili Polsce i Polakom podczas II wojny światowej. Wystarczy tylko wspomnieć obozy koncentracyjne, obozy zagłady, eksperymenty na dzieciach, na kobietach. I aby tę sprawę wyciszyć, potrzebowali człowieka czy rządu w Polsce, który z tych reparacji wojennych się wycofa.

Jak została przyjęta wizyta Tuska w Brukseli?

– Ta wizyta Tuska, te jego spotkania z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen czy przewodniczącą Parlamentu Europejskiego Robertą Metsolą bardziej rezonowały w polskich mediach, ale w Brukseli specjalnego zainteresowania nie zauważyłam. W Brukseli na pewno czekają, jaki będzie rozwój wypadków, czy rzeczywiście Tusk zostanie premierem, bo to wszystko jeszcze przed nami. Ja raz jeszcze odwołuję się do resztek patriotyzmu w tym Sejmie, do refleksji, bo nie można oddać Polski w łapy tych, którzy chcą odebrać nam wolność i suwerenność. To nie jest bicie w tony bogoojczyźniane, bo nie o to chodzi, ale idzie o rozważne spojrzenie na zagrożenia, że jeśli te sto poprawek planowanych w reformie traktatów o Unii Europejskiej wejdzie w życie – jak np. porzucenie zasady jednomyślności – to będzie to już jasna traktatowa możliwość narzucenia nam woli przez hegemonów takich, jak Niemcy, Francja i Holandia. Do tego nie można dopuścić.

                 Dziękuję za rozmowę.     

          

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl