logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Polityczna wendeta

Piątek, 10 listopada 2023 (19:48)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego

Jak odebrała Pani decyzję europarlamentu o odebraniu Pani oraz Beacie Mazurek, Patrykowi Jakiemu i Tomaszowi Porębie immunitetu. Dodajmy, że za polubienie spotu grożą Państwu trzy lata więzienia...

– To jest decyzja skrajnie polityczna. Nikt nie wczytał się w dokumenty, w akta, w to, co powinien przeczytać, zanim podejmie decyzję. Nikt też nie wsłuchał się i nie wczytał w raport, który przedstawił wykładowca akademicki, znawca prawa międzynarodowego – europoseł Gilles Lebreton, który uznał wniosek za motywowany politycznie i rekomendował jego odrzucenie. Jasno stwierdził, że to, co stało się w tej sprawie, jest niedopuszczalne. Podczas opiniowania wniosku w komisji prawnej Parlamentu Europejskiego uznał, że to jest proces obliczony na to, żeby wyeliminować nas z życia politycznego. Stwierdził, że w żadnym wypadku nie wolno rekomendować cofnięcia nam immunitetów, że podanie czy polubienie jakiejś treści w internecie, która w dodatku mieści się w ramach debaty publicznej i politycznej i jest głosem w dyskusji, jednym z poglądów w dyskusji na temat kryzysu migracyjnego i jego skutków, która przecież przetacza się nie tylko przez Polskę, ale przez całą Unię Europejską, także przez europarlament, absolutnie nie może być podstawą do cofnięcia immunitetu europosła. Tymczasem europosłowie w grupach politycznych podnieśli ręce za uchyleniem nam immunitetów, zdaje się do końca nie wiedząc za czym.    

Czym zatem się kierowali?

– Nie jest tajemnicą, że należymy do głównych krytyków paktu migracyjnego, zmian traktatowych, ograniczenia prawa weta państw członkowskich, poszerzenia kompetencji prawodawczych instytucji unijnych, wzmocnienia Komisji Europejskiej i de facto federalizacji Unii Europejskiej, co wiąże się z utratą znaczenia państw narodowych. Dlatego uznano, że kiedy pojawia się możliwość, to należy ukarać posłów konserwatystów. To jest proces obliczony na to, żeby wyeliminować nas z życia politycznego.  

Polityczna wendeta?

– Dokładnie tak. Wielokrotnie podnosiliśmy kwestię złych, szkodliwych rozwiązań, jeśli chodzi o pakiet migracyjny, czy sprzeciw wobec superpaństwa europejskiego, które próbują budować liberałowie i socjaliści. Zatem mamy do czynienia ze zwykłą polityczną zemstą.

Spot wyborczy sztabu Prawa i Sprawiedliwości dotyczący skutków nielegalnej migracji nikogo w czasie jego publikacji, a więc w czasie kampanii samorządowej w 2018 roku, nie obraził. Nie było bowiem żadnego protestu wyborczego do sądu. Zatem nikt w trybie wyborczym nie zakazał jego rozpowszechniania. Jakoś wtedy ten człowiek, który nas oskarża, nie czuł się specjalnie obrażony. Spot zamieszczony w internecie w trakcie kampanii wyborczej polubiły – oprócz nas – tysiące ludzie, ale ten aktywista wybrał sobie nas po to, żeby zdobyć popularność i promować swoją działalność, działalność swojej fundacji. Postanowił też wodzić za nos Parlament Europejski, który wczorajszą decyzją dokładnie wpisał się w tę jego retorykę i pokazał, że tak naprawdę chodzi na pasku osoby, która nas oskarża, a która sama ma problemy z prawem.

Znamy wynik głosowania. A jak głosowali opozycyjni europosłowie z Polski w tej sprawie?

– Głosowanie nie jest jawne, jest utajnione, a jawny jest tylko wynik. Natomiast europoseł Adam Jarubas z PSL-u stwierdził publicznie, że zagłosował za pozbawieniem nas immunitetów. Sądzę jednak, że większość z pozostałych europosłów opozycji też przyłożyła do tego rękę. Na marginesie przypomnę, że znany z atakowania Polski europoseł Guy Verhofstadt, który swego czasu w sposób bezczelny i kłamliwy uczestników Marszu Niepodległości nazwał faszystami, nie został pozbawiony immunitetu. To pokazuje, że swoich chronią, a wszystkich przeciwników bez powodu chcą stawiać pod sąd.

Skoro Państwa „czyn” uznano za mowę nienawiści, to jak określić działanie Parlamentu Europejskiego, który próbuje Was karać za to, że mówicie prawdę, nazywając rzeczy po imieniu?

– Ja uznaję to jako absolutną represję za poglądy. Mamy komunę w pełnym wydaniu.

Zniesienie Państwa immunitetów przez europarlament prezes Jarosław Kaczyński nazwał przejawem nowego bolszewizmu…

– Tak. Dziękuję prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu za wsparcie, dziękuję też w imieniu mojej koleżanki i kolegów europosłów za wszelkie wsparcie, jakiego od wczoraj doświadczamy. To jest bardzo ważne i bardzo potrzebne, dlatego że ten przypadek pokazuje, iż mamy zagrożoną wolność w internecie. Za chwilę może być tak, że jeśli komuś nie spodobają się nasze życzenia na Boże Narodzenie czy na Nowy Rok, to też może nas oskarżyć o działania rasistowskie, ksenofobiczne czy jakieś inne. Miejmy świadomość zagrożenia, że skoro nas – osoby publiczne, próbuje się karać, to tym bardziej zagrożone mogą być inne osoby. To jest jakaś kompletna paranoja, to jest już brak wolności, który może się stać faktem i dotknąć każdego z nas.

Dlatego apelowałam do młodych, przestrzegając, że tak to teraz będzie wyglądało, bo władze, jakie wybrali w Polsce 15 października, nie staną w ich obronie. Co więcej, będą ich karać zgodnie z tym, co postanowi Bruksela. Tak czy inaczej patrząc na to od strony wolności w internecie, to jest ona zagrożona i każda treść może zostać podciągnięta pod mowę nienawiści. Na razie jakoś nie ściga się osób, które w internecie wobec Zjednoczonej Prawicy używają wulgarnych słów, gróźb. Mamy osiem gwiazdek i inne treści, które Donald Tusk nie tylko tolerował, ale jeszcze podsycał te nastroje. Trzeba zatem wiedzieć, że teraz w Polsce będziemy mieli taką właśnie władzę, władzę zemsty, władzę nienawiści, która palcem będzie pokazywać rzekomą mowę nienawiści, podczas gdy oni sami bezkarnie taką rzeczywistość kreują. To jest bardzo groźne, dlatego my do końca będziemy walczyć o wolność, bo taki – jako Polacy – mamy gen i nie pozwolimy sobie tej wolności odebrać czy ograniczyć tylko dlatego, że tak życzy sobie paru panów w Unii Europejskiej ziejących nienawiścią do prawicy.          

Tym samym ludziom jakoś nie przeszkadza, że w Parlamencie Europejskim zasiadają aferzyści zamieszani w Katargate, co więcej, że wkrótce do europarlamentu prosto z aresztu trafi Włodzimierz Karpiński?

– Taka jest ta ich polityka. Dla nich wygodniej jest wysłać do więzienia konserwatystów, a serdecznie do swego grona przyjąć tych, którzy z prawem są – delikatnie rzecz ujmując – zupełnie na bakier. Gdyby nie fakt, że jest to bardzo niebezpieczne i groźne zjawisko, to można by je uznać za zabawne. Tak czy inaczej tacy ludzie jak np. Eva Kaili będą mogli swobodnie zasiadać w ławach Parlamentu Europejskiego, głosować, bo sprawa Katargate jest – moim zdaniem – bardzo mocno wyciszana, zamieciona pod dywan. Natomiast Włodzimierz Karpiński z więziennej celi trafi prosto do Brukseli. Jeśli ktoś myśli, że będzie tu w pocie czoła pracował, to jest w błędzie, bo znając to środowisko, będzie razem ze swoimi kolegami świetnie się bawił, przede wszystkim drwiąc z konserwatystów. Wiem, że brzmi to niewiarygodnie, ale tak jest. I to pokazuje totalny rozkład, zupełny upadek parlamentaryzmu. Jestem zszokowana, że zupełnie inaczej ten wizerunek wygląda, kształtuje się w Polsce, a zupełnie inaczej, kiedy my widzimy to z tutaj bliska – tu na miejscu w Brukseli. Tu nie ma żadnych obowiązujących zasad, norm, one nie obowiązują.

A co z osławioną praworządnością?

– Nie ma żadnej praworządności. To tylko bat, którym smaga się niewygodne kraje, podczas gdy tak naprawdę ci, którzy kreują zasady, którzy mają usta pełne frazesów o praworządności, nie mają z nią nic wspólnego. Jeżeli poważny człowiek, naukowiec – wspomniany wcześniej europoseł Gilles Lebreton, który przeczytał akta sprawy – w odróżnieniu od tych, którzy zagłosowali za uchyleniem mam immunitetów – i wydał stosowny raport w tej sprawie, a europosłowie jednym głosowaniem ten raport zmieniają, to nic dziwnego, że ów Gilles Lebreton wycofał swój podpis spod tego dokumentu, twierdząc, że nie będzie swoim nazwiskiem firmował kłamstwa. Jeśli więc jednym głosowaniem można zmienić rzeczywistość, fałszować ją, to w jakim my świecie żyjemy? I jeśli się tego nie zastopuje, to ta bolszewia będzie się jeszcze bardziej panoszyć. To jest oburzające. Co więcej, to jest zagrożenie dla naszej wolności, w szczególności dla wolności słowa.

Skoro dotykamy ważnych postaci w europarlamencie i tej – jak to Pani określiła – bawiącej się grupy, to jak skomentuje Pani słowa Grzegorza Schetyny, który mówiąc o składzie przyszłego rządu, jako najlepszego kandydata na szefa dyplomacji wskazuje Radosława Sikorskiego?

– Wygląda na to, że wracają stare demony. Jeżeli popatrzymy wstecz do rządów koalicji PO-PSL i tego, co działo się w polityce zagranicznej – szczególnie jeśli chodzi o politykę resetu z Moskwą, a także o to, w jaki sposób Donald Tusk prowadził politykę w stosunku do Niemiec i Rosji, to widać wyraźnie, że ma wrócić stare. Oczywiście, obserwując Radosława Sikorskiego tutaj, w Parlamencie Europejskim, to widzę, że rola, jaką być może zechcą mu powierzyć, mu się nie uśmiecha, dlatego chodzi z nosem zwieszonym na kwintę. Widocznie nie bardzo jest mu na rękę zamiana salonów brukselskich na rodzimą, krajową politykę.

Ale gdyby ten scenariusz, który rysuje Schetyna, miał się spełnić, to wobec trwającej na Ukrainie wojny i tego, jak w 2014 roku – dwa miesiące po inwazji rosyjskiej na Krym i Donbas – zachowywał się Sikorski jako minister spraw zagranicznych w odniesieniu do Ukrainy, oraz tego, że znów być może ta ekipa będzie chciała ocieplać stosunki i prowadzić dialog z Rosją taką, jaką ona jest – jak w swoim pierwszym exposé w 2007 roku mówił Tusk i co później realizował w praktyce, to naprawdę będzie to bardzo niebezpieczne dla Polski. Nie należy też zapominać o tym, co Sikorski mówił i o Stanach Zjednoczonych, co mogliśmy usłyszeć na taśmach od „Sowy”, nie wspominając już, co później zamieścił w kontrowersyjnym wpisie na swoim profilu już jako europarlamentarzysta, kiedy został wysadzony Nord Stream.

Dlatego myślę, że wybór Sikorskiego na szefa polskiej dyplomacji byłby złym sygnałem wobec naszych amerykańskich sojuszników, którzy wzmacniają wschodnią flankę NATO. Polska jest krajem przyfrontowym, dlatego tę ekipę, która aspiruje do władzy, uważam za kompletnie nieodpowiedzialną, gdy chodzi o nasze bezpieczeństwo i o to, jak będzie wyglądała polityka względem Rosji. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że Niemcy są zmęczeni trwającą wojną i chcieliby pewnie jak najszybciej wrócić do relacji gospodarczych z Moskwą w kwestii handlu ropą czy reaktywacji gazociągów Nord Stream 1 i Nord Stream 2, potrzebują zatem posłusznego, uległego rządu w Polsce, a to zagwarantować im mogą Donald Tusk i Radosław Sikorski.

         Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl