Parlament Europejski rozpoczął dziś w Strasburgu debatę w sprawie zmiany unijnych traktatów. Poprawki – jak głosi komunikat europarlamentu – mają w sposób radykalny zmienić Unię. Jaka jest zatem skala przewidywanych zmian?
– Skala zmian, jakie nas czekają, jest ekstremalna. Są one fundamentalne i sięgają wszystkich dziedzin aktywności: polityki, gospodarki, środowiska, polityki obronnej, polityki społecznej itd., co więcej, są wbrew Konstytucji RP. Wychodzi na to, że po projektowanej zmianie traktatów – po likwidacji zasady jednomyślności podczas głosowania, prawa weta czy zmian struktury Komisji Europejskiej, gdzie nie każdy kraj będzie miał swojego komisarza, bo mówi się tylko o 15 komisarzach, co oznacza dyskryminację – Unia Europejska będzie już zupełnie inną organizacją od tej, którą mamy dzisiaj.
Mamy do czynienia z rewolucją ustrojową, a więc bardzo głęboką w UE. Jak widać, Unia zmienia się nie do poznania i jeśli ten cały projekt, całą tę reformę uda się przeforsować, będzie to organizacja niemająca nic wspólnego z ideą ojców założycieli. Niestety, zwolennicy tych reform, a tak naprawdę dekompozycji Unii Europejskiej, mają dziś większość, więc należy się spodziewać, że klepną raport przygotowany przez Komisję Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego wzywający czy uprawniający Komisję Europejską i Radę do rozpoczęcia procedury zmiany traktatów.
My – parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości, Zjednoczonej Prawicy – uważamy, że jest to wywrócenie wszystkiego do góry nogami i pozbawienie krajów narodowych suwerenności i prerogatyw państwowych, gdzie konstytucje, parlamenty, rządy odgrywały kluczową rolę. Po zmianie unijnych traktatów tak już ma nie być, bo Berlin, Paryż, Bruksela chcą zgarnąć wszystko i decydować za państwa narodowe. Celem jest stworzenie superpaństwa europejskiego pod dominacją niemiecką.
Te zmiany uderzą nie tylko w państwa narodowe, ale też w obywateli?
– Zdecydowanie tak. Uderzą również w gospodarki. Skoro projekt wprowadzenia wspólnej waluty euro ma być obowiązkowy dla każdego państwa, będzie to miało określone konsekwencje również dla Polski, także dla naszych przedsiębiorców. Podatki będą ustalane nie w Polsce, ale w Brukseli, co będzie miało negatywne konsekwencje dla rodzimych firm. Sprawy dotychczas związane z budżetem państwa też zostaną przesunięte do Brukseli. Dlatego każdy europoseł, który uczestniczy w tej dzisiejszej debacie, powinien był wcześniej zapoznać się, jak projektowane zmiany bezpośrednio uderzą np. w przeciętną rodzinę. Chodzi o to, że minister edukacji czy minister zdrowia naszego państwa podobnie jak minister obrony narodowej czy szef dyplomacji, po zmianie traktatów, nie będzie już miał nic do powiedzenia. To będzie oznaczało, że jako państwo stracimy suwerenność.
Posłowie PiS złożyli dziś w Sejmie projekt uchwały wyrażający sprzeciw wobec centralizacji Unii Europejskiej. Chodzi o zatrzymanie niebezpiecznych dla Polski zmian traktatów unijnych, ale marszałek Szymon Hołownia zamiast otworzyć debatę na posiedzeniu plenarnym, nie dopuścił do dyskusji i chce zasięgnąć opinii Komisji do Spraw Unii Europejskiej, która w momencie decyzji marszałka jeszcze się nie ukonstytuowała…
– Przypomnę, że na inaugurację X kadencji Sejmu Szymon Hołownia, po wyborze na marszałka, zapowiadał nowe standardy, tymczasem każdy dzień jego urzędowania pokazuje, że były to puste, nic nieznaczące słowa. Widać wyraźnie, że przechodzi na pozycje wynikające z potrzeb politycznych aspirującej do objęcia władzy opozycji, której zależy, żeby Polska przestała być państwem suwerennym. Jeśli marszałek Hołownia ma obiekcje, co do, wydawałoby się, tak prostej w swoim wydźwięku uchwały dotyczącej sprzeciwu wobec centralizacji Unii Europejskiej, a więc przyszłości Polski, obnaża to jego prawdziwe intencje i pokazuje zachowanie kunktatorskie.
Minister Zbigniew Ziobro o unijnych planach mówił, że to kroczący zamach na suwerenność Polski, a poseł Antoni Macierewicz stwierdził z mównicy sejmowej, że niewypowiedzenie się Sejmu w tak ważnej sprawie jest de facto zdradą stanu. Ostre, zdecydowane słowa?
– Słowa ostre, zdecydowane, ale prawdziwe, w pełni oddające rzeczywistość. Jeśli tak prosta uchwała, jaką proponują posłowie Zjednoczonej Prawicy, jeśli tak proste stanowisko, niewymagające dodatkowych konsultacji, ekspertyz prawnych itd. jest odrzucane, jeśli marszałek Hołownia nie rozumie, o co chodzi w tej uchwale, jaki jest jej przekaz, to byłoby zasadne, aby się głębiej zastanowił, czy w ogóle nadaje się do prowadzenia obrad i de facto sprawowania funkcji marszałka Sejmu, a więc drugiej osoby w państwie. To wszystko fatalnie wygląda, jest żenujące, ale zapowiada to, jaka będzie przyszłość i jak miałkie towarzystwo zabiera się za rządzenie Polską.
Co to będzie oznaczać, jeśli uda się przeforsować zmiany unijnych traktatów?
– Jednym słowem – problemy. Nowe zapisy traktatowe oznaczają drogę do utraty suwerenności. Natomiast cała ta jałowa dyskusja, ta debata, której dzisiaj jesteśmy świadkami, jest po to, żeby przykryć różnego rodzaju niedostatki europejskie, problemy finansowe i de facto kryzys w UE. Unia jest w tej chwili w pętli zadłużenia, mocno zadłużone są także kraje unijne. Dlatego próbuje się stworzyć nowy, stały mechanizm zadłużeniowy. Unijnym elitom wydaje się, że doprowadzając do likwidacji zasady jednomyślności, zamkną usta poszczególnym państwom, a Unia Europejska już – bez sprzeciwu – będzie się mogła zadłużać, realizować własne polityki, rozmaite pomysły uzgodnione między Brukselą, Berlinem i Paryżem, i narzucane pozostałym krajom członkowskim. To pokazuje, że w Unii Europejskiej nie mamy równych państw, dlatego utrzymanie prawa weta jest konieczne. W innym wypadku będziemy mieli dyktat silniejszych, lepiej rozwiniętych stolic nad innymi. Do tego nie możemy dopuścić.
Czy Polacy mają świadomość zagrożeń?
– Większość z pewnością jest świadoma, o co toczy się gra, ale cały czas trzeba uświadamiać, przekonywać, wskazując konkrety, zagrożenia. Uważam, że jest okazja, żeby rozpocząć taką debatę, dyskusję. Niech więc wydarzenia w Strasburgu będą zaproszeniem do debaty dla Polaków, to jest ten moment, w tej sytuacji jest to wyzwanie numer jeden. Niezależnie od tego, jakie kto ma poglądy, sympatie, z jakich grup się wywodzi, każdy powinien się odnieść do tych zmian, jakie usiłuje się przeprowadzić w traktatach o Unii Europejskiej.
Powinniśmy to odnieść do każdej rodziny, bo te zmiany będą rzutować na dzieci, na system wychowawczy, edukacyjny, bo te sfery są także zagrożone. Zmiany te mają też podłoże ideologiczne, mają uderzyć w system wartości chrześcijańskich, system wychowawczy, wywracając to wszystko do góry nogami. Dlatego każdy, kto chce brać udział w życiu społecznym, kto jest zatroskany o swoją rodzinę, o wychowanie swoich dzieci, powinien, co więcej – musi się do tych propozycji odnieść, zająć stanowisko. Zmian w Traktacie o Unii Europejskiej i Traktacie o funkcjonowaniu Unii Europejskiej jest łącznie 267 i mogą się one okazać bardzo brutalne dla Polski w kwestiach wychowawczych, rozwojowych, ale także w kwestiach gospodarczych. Ponadto trzeba powiedzieć, że zmiany te są nieodwracalne, dlatego jeśli wejdą w życie, to nie da się od tego uciec.
Jak zachowają się europosłowie z Polski podczas jutrzejszego głosowania w Parlamencie Europejskim?
– Donald Tusk zapowiedział, że europosłowie Koalicji Obywatelskiej nie poprą tych zmian, dlatego myślę, że uciekną od odpowiedzialności, wstrzymując się od głosu. Natomiast my, posłowie Zjednoczonej Prawic, nie mamy najmniejszego problemu ze stanowiskiem, które jest wyraźnie negatywne wobec propozycji zmian w unijnych traktatach. Jesteśmy przygotowani do obrony polskich interesów, co zresztą wyraziliśmy podczas dzisiejszej debaty w Parlamencie Europejskim. Nasze stanowisko jest jednoznaczne. Z przeprowadzonych analiz wynika jasno, że to my mamy rację, dlatego będziemy stać na stanowisku, że trzeba bronić suwerenności Polski, bo forsowane rewolucyjne zmiany są skrajnie niekorzystne, odbiegające od zasad, na których została zbudowana Unia Europejska. To wszystko, co się dziś projektuje, zmierza do centralizacji Unii Europejskiej i trzeba ten proces zatrzymać zanim będzie za późno.
Komisja Europejska dała dziś „zielone światło” do wypłaty Polsce pięciu miliardów euro w ramach zaliczek na politykę energetyczną. To środki w ramach zmodyfikowanego Krajowego Planu Odbudowy…
– Opozycja Tuska z pewnością będzie próbowała to przekuć w swój sukces, ale to nieprawda. To jest sukces i zasługa rządu Zjednoczonej Prawicy i działań urzędników Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej. Przypomnę, że wniosek Polski dotyczący zmian w Krajowym Planie Odbudowy i wypłacenia tej zaliczki został sformułowany wcześniej i przesłany do Brukseli w sierpniu br. Dzisiaj jest tego efekt. Otrzymujemy zaliczkę, natomiast pozostałe środki w ramach Krajowego Planu Odbudowy będą spływały systematycznie do czerwca przyszłego roku. Dlatego będziemy słyszeć, że nowelizacje, jakie złożył rząd Zjednoczonej Prawicy, zmieniając czy modyfikując KPO, są po prostu dobre i stąd zostały zaakceptowane na forum unijnym. Zresztą, wiele krajów unijnych zmieniło swoje KPO, zmieniło swoje priorytety – nawet w 20-30 procentach. Teraz, żeby pieniądze trafiły na konto Polski, zmiany muszą jeszcze zatwierdzić ministrowie finansów krajów unijnych. Ale to właściwie formalność.

