logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Groźny proces

Środa, 22 listopada 2023 (21:06)

Aktualizacja: Środa, 22 listopada 2023 (21:06)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego

Kolejny krok w wieloetapowym procesie zmian traktatów i centralizacji Unii Europejskiej został dokonany, za nami głosowanie w europarlamencie i jego wyniki: 291 głosów za, 274 przeciw,
a 44 europosłów wstrzymało się od głosu. Skąd takie tempo w gruncie rzeczy leniwej Unii i jakie są teraz kolejne kroki?

– Niezależnie od wyniku tego głosowania, którego wynik
z pewnością będzie jeszcze podlegał analizie, uważam, że to jest czarny dzień dla wszystkich państw członkowskich, dla Polski, ale też dla całej Unii Europejskiej. Tak jak pan redaktor zauważył, to kolejny dopychany kolanem etap wielkiego procesu federalizacji czy, jak kto woli, centralizacji Unii Europejskiej. To, co dzisiaj się stało, jest bardzo niebezpieczne. Zapisy, jakie znalazły się w przyjętym projekcie – te, które przeszły, jak chociażby przymus przyjęcia wspólnej waluty euro, wspólnej polityki zagranicznej, polityki bezpieczeństwa czy obronności, są to sprawy niezwykle groźne.

Patrząc na wyniki tego głosowania, powiem paradoksalnie, że choć niewiele zabrakło, bo 18 głosów, żeby ten projekt upadł, to według mnie nie jest to wynik optymistyczny. Chodzi o to, że zwolennicy zmian w traktatach o Unii Europejskiej i funkcjonowaniu Unii Europejskiej – widząc, że ta większość jest krucha, jeszcze bardziej przyspieszą cały rewolucyjny proces. W czerwcu przyszłego roku czekają nas wybory do Parlamentu Europejskiego i będzie nowe otwarcie, nowa Komisja Europejska. Mając świadomość tego, że w tej chwili na fali ogromnego niezadowolenia spowodowanego polityką migracyjną socjaliści i szczególnie zacietrzewieni ideologicznie liberałowie tracą w sondażach, będą się starali wszystkie zapisy dotyczące zmian w traktatach przyjąć jeszcze przed czerwcem 2024 roku. Dzisiaj został po raz pierwszy mocno połamany kręgosłup traktatów o Unii Europejskiej. Dlatego jest to czarny dzień.

Ale przed nami jeszcze kolejne etapy?     

– Oczywiście, że dzisiejsza decyzja europarlamentu nie przekłada się na automatyczną zmianę traktatów, ale jest to kolejny istotny krok w wieloetapowej procedurze. Są oczywiście kolejne etapy zatwierdzania przez Radę Unii Europejskiej, co ma nastąpić jeszcze w grudniu br., następnie jest Rada Europejska i Konwent, w skład którego wchodzą przedstawiciele państw członkowskich i instytucji unijnych, a następnie ratyfikacja przez parlamenty państw członkowskich. Swoją drogą nie wiem, czy my w ogóle możemy liczyć na Donalda Tuska, który wczoraj zapowiedział, że jego europosłowie będą głosować przeciwko zmianom traktatowym, co tylko świadczy, że nasza presja miała sens. Tusk wiedział dokładnie, że nie jest w stanie stanąć z nami do dyskusji na argumenty, dlatego się przestraszył.

To pokazuje, że presja na tych ludzi jednak ma sens. To są ludzie, którym obojętne jest, pod jakimi rządami znajdzie  się Polska, bo oni i tak bez oporów przyjmują wszystkie wytyczne i instrukcje z Brukseli. W tej sytuacji jedyną nadzieją jest opatrznościowy wybór Polaków, którzy do polskiego Sejmu wybrali tak licznie Zjednoczoną Prawicę. Myśmy te wybory wygrali i będziemy w stanie – w ramach ratyfikacji – zablokować to szaleństwo. Jednocześnie Polska będzie przedmurzem chrześcijaństwa i mam nadzieję, że obronimy Europę państw narodowych, która powstała według zamysłu ojców założycieli. To jest Europa, która stała wtedy mocno na gruncie chrześcijańskich wartości i tak zresztą były ustanowione traktaty o Unii Europejskiej. Zjednoczona Prawica w Sejmie to jedyny, a zarazem ostatni wentyl bezpieczeństwa w tej sprawie. Nie sądzę, żeby stało się inaczej, bo przez całą kadencję będziemy w Polsce mocną, zdecydowaną opozycją, która będzie bronić suwerenności. Swoją drogą cztery lata to dużo i wszystko może się jeszcze wydarzyć…

Wśród europosłów z Polski nie wszyscy byli za odrzuceniem zmian w unijnych traktatach?

– Europosłowie Prawa i Sprawiedliwości oraz Solidarnej Polski opowiedzieli się jednoznacznie przeciwko federalizacji i za tym, żeby państwa członkowskie zachowały swoją suwerenność i niepodległość w obszarach, które do tej pory zostały posadowione w traktatach. Także europosłowie Platformy wchodzący w skład Europejskiej Partii Ludowej, również PSL-u, zagłosowali taktycznie przeciw, zgodnie z tym, co zapowiedział Tusk. Natomiast Róża Thun, Sylwia Spurek oraz europosłowie Lewicy: Marek Balt, Marek Belka, Robert Biedroń, Włodzimierz Cimoszewicz, Łukasz Kohut, Bogusław Liberadzki i Leszek Miller, opowiedzieli się za zmianą traktatów i federalizacją Unii Europejskiej. To, jak zagłosowali posłowie Lewicy, nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem – zwłaszcza po wypowiedzi Marka Belki, który podczas wczorajszej debaty stwierdził, że „zacieśnienie integracji europejskiej, a takie byłyby konsekwencje ewentualnych zmian traktatowych, uczyni gangrenę polityczną w stylu Polski Kaczyńskiego czy Węgier Orbána mniej prawdopodobną”, co wyraźnie wskazywało, że to towarzystwo będzie za federalizacją. Zresztą są to ludzie, którzy tęsknią w ramach neomarksizmu za porządkiem komunistycznym, w którym przynajmniej część z nich czuła się dobrze. Tak czy inaczej ta cała operacja ma na celu realizację neomarksistowskiego Manifestu z Ventotene, którego głównym autorem był włoski komunista Altiero Spinelli. Manifest ten miał na celu likwidację państw narodowych. Jeśli zaś chodzi o wynik tego głosowania, to mam duży zarzut w stosunku do europosłów z Europejskiej Partii Ludowej, bo gdyby skuteczniej przekonywali kolegów ze swojej frakcji, to myślę, że znalazłoby się 18 głosów, żeby ten bardzo szkodliwy, wydumany, wręcz megalomański
w swoim założeniu projekt obalić. Widać, że tej lekcji nie odrobili.

Choć to pierwszy ważny etap, to jesteśmy blisko czerwonej linii, której przekroczenie będzie nieodwracalne…

– Tak jak wspomniałam wcześniej, mamy jeszcze dwa kolejne kroki i Radę Europejską, ale nie mam pewności, jak zachowa się Donald Tusk, czy i na ile będzie odporny na presję, bo to, że będzie wywierana na niego, jest pewne. Tusk chce robić karierę w instytucjach europejskich, zdaje się, że w Komisji Europejskiej, więc obawiam się, że zrobi wszystko zgodnie z instrukcjami.

Donald Tusk uważa, że nie ma się czego obawiać…

– To jest projekt kompletnie oderwany od rzeczywistości, od realiów i problemów, jakie mają państwa członkowskie. Wspólne podatki czy szybkie wdrożenie waluty euro, czy wspólna polityka w zakresie bezpieczeństwa czy obronności, to poważne zagrożenie. Skoro Unia nie potrafiła się zebrać i szybko zareagować w kwestii sankcji po ataku Rosji na Ukrainę, to znaczy, że jest po prostu nieudolna. Wydaje się im, że jeżeli zniosą weto, to będą
w stanie szybciej procedować, ale to nic bardziej mylnego, dlatego że Unia jest zbiurokratyzowana, z mocno ideologicznym zacięciem. Dlatego jeśli ktoś opowiada niedorzeczności, to Donald Tusk. Nie mam wątpliwości, że ulegnie naciskom. Absolutnie nie ufam temu człowiekowi, który jest skoncentrowany wyłącznie na sobie, a teraz na organizowaniu igrzysk, bo nie jest w stanie dać ludziom chleba.

Zwyczajnie tego nie potrafi, nie potrafi rządzić, co już raz pokazał, uciekając do Brukseli. Dlatego musimy wywierać na niego oraz jego europosłów presję w sprawie niepodległości, bo to jest fundament, ale również bardzo mocno zabiegać, żeby nie udało się ratyfikować tego szkodliwego dokumentu w naszym polskim parlamencie. To jest nasz ostatni wentyl bezpieczeństwa.

W zmienionych traktatach, zamiast Komisji Europejskiej, ma być egzekutywa. Powrót do komunizmu nawet w nazewnictwie, Orwell by się nie powstydził...

– Ja pamiętam egzekutywę PZPR-u. I muszę powiedzieć, że był to „wybitny” organ, który pełnił swoją funkcję
w słusznie minionym okresie PRL-u. To pokazuje, że nawet nazewnictwo jest przetransponowane z czasów sowieckich, marksizmu, leninizmu. Ktoś, widać, wybrał fragmenty
z „dzieł” tych dawnych ideologów, wybrał fragmenty ich różnych teorii. Nam, Polakom, to nazewnictwo kojarzy się jednoznacznie z czasami słusznie minionymi, ale to pokazuje, że Europa w kształcie projektowanym przez współczesnych ideologów będzie się tylko uwsteczniać.

Dlatego się nie dziwię, że dzisiaj ręce zacierają Chińczycy, Hindusi, również Amerykanie, i mają do tego prawo, bo Europa ze swoimi teoriami, również odnośnie do zielonej energii, ochrony środowiska – podczas gdy w zupełnie innym kierunku zmierzają bogate Stany Zjednoczone czy Azja – będzie tylko zabytkowym skansenem. To pokazuje, że my będziemy się cofać w rozwoju, a inni będą nas wyprzedzać w myśli technicznej, w technologiach, które warunkują rozwój przemysłu, gospodarki. Ma być jedno społeczeństwo, będziemy kupować do sześciu sztuk ubrań rocznie, będziemy jeździć tym, co nam wskaże egzekutywa, będziemy musieli mówić tylko to, na co zezwoli egzekutywa, bo wszystko inne będzie mową nienawiści. I tak ktoś nam konstruuje świat, w którym Marks, Engels, Lenin ze swoimi chorymi teoriami zostaną na nowo wskrzeszeni i powrócą do łask. To absurdalne, ale patrząc na to, co te europejskie elity wyczyniają, bardzo prawdopodobne.

Jak odczytuje Pani wczorajszą decyzję marszałka Hołowni i brak zgody na dyskusję w Sejmie nad projektem uchwały w sprawie pozbawienia Polski atrybutów wolnego państwa?

– To tylko pokazuje, że Szymon Hołownia nie jest marszałkiem samodzielnym. W mojej ocenie dał się wczoraj – zresztą chyba nie po raz pierwszy – wymanewrować Tuskowi. Owszem, jest drugą osobą
w państwie, ale tak naprawdę został odsunięty od najważniejszych decyzji, jakie będą zapadać w rządzie. Myślę, że było to świadome i celowe działanie Tuska, który razem z PSL-em jest graczem. Panowie odsunęli Hołownię elegancko, w białych rękawiczkach, powierzając mu funkcję prestiżową, z gabinetem, z ochroną itd. To wczorajsze wydarzenie pokazuje, jak bardzo go ograno, bo nie sądzę, żeby samodzielnie podjął tę decyzję, aby nie procedować projektu tej bardzo ważnej uchwały, którą można było przyjąć ponad podziałami, bo dotyczyła ona niepodległości, suwerenności Polski.

Tymczasem Hołownia ją tak naprawdę schował do swojej nowej zamrażarki, może nowocześniejszej, ale jednak zamrażarki, bo tym jest skierowanie sprawy do komisji.
A z drugiej strony Tusk wychodzi i mówi, że jego europosłowie w Strasburgu będą głosowali przeciw, pokazując, że to on dyktuje warunki, a nie Hołownia. To świadczy, że Szymon Hołownia pewnie będzie jakąś rolę odgrywał, ale jeśli chodzi o podejmowanie ważnych, kluczowych decyzji tu i teraz, będzie miał duże problemy, bo nie jest samodzielnym politykiem. Pierwszego egzaminu jako marszałek Sejmu nie zdał.

            Dziękuję za rozmowę.         

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl