logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Wojna wymierzona przeciwko mediom

Środa, 27 grudnia 2023 (20:23)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą na KUL i w AKSiM

Czy to, co dzieje się teraz wokół mediów publicznych, nie jest demolowaniem państwa i działaniem wrogim także wobec pracowników mediów? Pojawiła się informacja, że ci pracownicy TVP, którzy przejdą pozytywnie weryfikację, pozostaną, a inni pójdą na bruk…

– Mówiąc wprost, jesteśmy świadkami zamachu na media publiczne w Polsce. To próba przejęcia mediów bez specjalnego oglądania się na to, co myślą ludzie, czy to pracownicy, czy w ogóle Polacy. Mamy działania bez przejmowania się różnymi kwestiami, jak chociażby los pracowników tych mediów. Myśmy już o tym mówili wcześniej, rysując różne scenariusze, że dla koalicji Tuska media są najważniejsze – zaraz po sądach, a nawet przed sądami, bo on nie znosi krytyki pod swoim adresem. Nic więc dziwnego, że działa zgodnie z tym zarysowanym scenariuszem i w sposób bezprawny próbuje zawłaszczyć media.

Ale skoro nie wychodzi mu do końca z mediami, to czy jest w stanie ruszyć po kolejne zdobycze w tym przejmowaniu poszczególnych instytucji państwa? 

– Dlatego Prawo i Sprawiedliwość próbuje go powstrzymać już na tym pierwszym etapie, licząc, że po stronie nowej władzy i samego Donalda Tuska pojawi się refleksja. PiS chce mu pokazać, że to, co sobie zaplanował, nie pójdzie tak łatwo, że nie będzie tak, że Tusk będzie sobie robił, co chce, tak jakby państwo było jego własnością. Stąd dyżury parlamentarzystów i europarlamentarzystów Zjednoczonej Prawicy w siedzibie TVP i Polskiej Agencji Prasowej, dlatego opór dziennikarzy nie tylko telewizji, stąd też protesty ludzi, którzy nie zgadzają się z przemocą nowej władzy i gromadzą się przed siedzibą TVP. Mamy wojnę, wojnę wymierzoną przeciwko mediom. I rzeczywiście jeśli na początku tej ofensywy tak ciężko mu idzie, to być może się nieco powstrzyma przed następnymi krokami. Zobaczymy…

Jeśli chodzi o wspomaganie dziennikarzy przez polityków PiS, to mamy wypowiedź wiceministra sprawiedliwości Krzysztofa Śmiszka z Lewicy, który stwierdza, że politycy PiS przebywający w siedzibach TVP czy PAP nadużywają swojego immunitetu i udają, że przeprowadzają interwencje poselskie. Czy to zapowiedź podjęcia działań wobec parlamentarzystów opozycji?

– Skoro uchwałą można dokonywać zmian w telewizji i mediach publicznych, to dlaczego w ten sam sposób mieliby nie próbować ograniczyć działalności poselskiej? Kto wie…? Wątpię, żeby tak się stało, ale wszystko jest możliwe – wszystko, co przynosi korzyść Tuskowi. Jednak tu nie chodzi tylko o posłów czy senatorów opozycji, ale mamy też do czynienia z oporem pracowników mediów publicznych i to nie tylko dziennikarzy tam pracujących. Wydaje się, że ta władza może zrobić wszystko, tylko jest to tak grube, że musi to w jakiś sposób rezonować i ciążyć na wizerunku samego Tuska i jego ekipy, którzy mieli zapewnić spokój, pokój, przyjaźń, miłość i uśmiech, tymczasem z tego wszystkiego nic nie zostało.

Prezydent Duda zawetował ustawy okołobudżetowe, a dzisiaj skierował do Sejmu projekt prezydencki w sprawie podwyżek dla nauczycieli i pozostałych wydatków zaplanowanych w tej ustawie. Wezwał też marszałków Sejmu i Senatu do „pilnego zwołania obrad obu Izb w celu rozpatrzenia i przyjęcia projektu jeszcze w tym roku”. Ale nie widać specjalnej aktywności ze strony kierownictwa Sejmu.

– Szymon Hołownia już w pierwszym swoim wystąpieniu jako marszałek Sejmu zapowiedział, że zamrażarka wyjedzie z hukiem z jego gabinetu, tymczasem jedna wyjechała, a druga – większa zajęła jej miejsce. Wydaje się więc, że to, co działa na niekorzyść większości rządzącej, będzie blokowane. Mają większość w Sejmie, mają rząd, więc będą próbowali coś w tej materii wymyślić, bo w innym wypadku prezydent wykazałby ich hipokryzję i to, że w tej ustawie nie chodziło o podwyżki dla nauczycieli, ale o dofinansowanie nowych mediów, kolejnej tuby propagandowej dla Tuska i jego ekipy. Tak czy inaczej cały czas toczy się gra między prezydentem Dudą a premierem Tuskiem i to gra bardzo ostra.

Kto w tym momencie ma przewagę w tej politycznej rozgrywce?

– Trudno powiedzieć. W sensie fizycznym rząd zawsze ma przewagę, bo wystarczy wysłać na „linię frontu” jakichś osiłków, żeby zaprowadzili porządek. Byliśmy ostatnio świadkami tego typu działań chociażby wobec poseł Joanny Borowiak. Natomiast tu gra toczy się też o wizerunek. Trudno jest powiedzieć, kto ma tutaj przewagę. Z kolei łatwiej powiedzieć, kto traci, co jest dużo ważniejsze. Moim zdaniem w tym momencie nie traci za bardzo Platforma, bo ma bardziej zradykalizowany elektorat, nie traci także Prawo i Sprawiedliwość, bo elektorat tej formacji jest mocno podrażniony, natomiast traci Trzecia Droga. Myślę, że następuje pewien rodzaj demobilizacji ich wyborców, zwłaszcza tych, którzy opowiedzieli się po stronie PSL-u, którzy chcieli spokoju, dlatego w wyborach 15 października głosowali na Trzecią Drogę. Tymczasem okazuje się, że głosowali de facto na Tuska, wzmacniając koalicję sił rewolucyjnych.

Czas, aby przyjąć budżet, mija 29 stycznia 2024 roku. Prezydent wprawdzie nie może zawetować ustawy budżetowej, ale może jej nie podpisać i odesłać ją do Trybunału Konstytucyjnego. Z kolei nieprzyjęcie budżetu w terminie ustawowym może być pretekstem do rozwiązania Sejmu. Czy to realny scenariusz?

– Teoretycznie jest to oczywiście możliwe, ale praktycznie prezydent Andrzej Duda chyba nie zdecyduje się na taki krok, bo to byłby z jego strony bardzo ostry ruch i chyba niewłaściwy na tym etapie konfliktu politycznego. Zresztą przyspieszone wybory w tym momencie niekoniecznie musiałyby coś zmienić, jeśli chodzi o układ sił w parlamencie. Dlatego nie przypuszczam, żeby prezydent wykonał taki ruch.

Czym zatem może się zakończyć ta gra, której świadkami jesteśmy, operacja specjalna, nielegalna pacyfikacja mediów publicznych i jak na to wszystko mogą zareagować Polacy? Na 11 stycznia zaplanowano protest przed siedzibą TVP…  

– To będzie protest, który przede wszystkim zgromadzi zwolenników PiS-u. To nie jest jeszcze ten czas czy etap, kiedy ludzie dotychczas obojętni zaczną się przejmować tymi działaniami Sienkiewicza i Tuska. Na razie mamy przerażonych tym, co się dzieje, wyborców Zjednoczonej Prawicy, ludzi o poglądach prawicowych. Myślę, że z czasem będziemy mieli coraz bardziej akcentowane umacnianie się dwóch przeciwstawnych obozów: obozu Tuska, który przejął władzę, oraz obozu PiS, który w tej chwili jest w opozycji.

Niewątpliwie mamy do czynienia z nadużyciem władzy przez ministra Sienkiewicza. Kto zapłaci za skok na media publiczne postawieniem w przyszłości przed Trybunałem Stanu: Sienkiewicz, którym się Tusk posługuje, czy sam premier?

– Trybunał Stanu jest na końcu tej ścieżki rozliczeniowej dla osób sprawujących władzę i może się skończyć ewentualnie zakazem sprawowania funkcji publicznych. Po za tym, czy pan redaktor zna kogokolwiek z ważnych polityków jakiejkolwiek opcji politycznej kto zostałby skutecznie osądzony w Polsce, bo ja nie znam. Łącznie z Romanem Giertychem, który przebywał we Włoszech, a powrócił do Polski w momencie, kiedy został posłem na Sejm i chroni go immunitet. Co więcej, dzisiaj żąda aresztowania ludzi walczących z korupcją: Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. To jest sytuacja, to jest coś, co rozzuchwala wszystkich następnych, bo za rządów Zjednoczonej Prawicy, niestety, nie doszło do ostatecznego rozliczenia i realnego skazania nikogo ważnego za czyny przestępcze.

Klub poselski PiS złożył dziś do laski marszałkowskiej wniosek o wotum nieufności wobec ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bartłomieja Sienkiewicza odpowiedzialnego za zamach na media publiczne. Czy ten ruch może coś przynieść? Przecież koalicja Tuska dysponuje większością i obroni swojego ministra...

– To ma służyć nagłośnieniu dalej bezprawnego działania Bartłomieja Sienkiewicza i grillowaniu tego tematu. Nic więcej, bo – jak pan redaktor zauważył – ten wniosek nie przejdzie. Tak czy inaczej końcówka roku zapowiada się ciekawie. Będziemy mieli ostrą grę między władzą a opozycją. I to jest wszystko bardzo smutne, bo pamiętajmy, że trzeba przede wszystkim myśleć o państwie polskim, zwłaszcza że sytuacja geopolityczna jest dynamiczna, a za naszą wschodnią granicą toczy się wojna. Ostatnio rozczytuję się w literaturze poświęconej wydarzeniom w XVIII wieku i konfliktom między obozem Potockich a Czartoryskich, i jak bardzo ten konflikt blokował wszelkie możliwe reformy, i jak bardzo destabilizował państwo. Czym się to skończyło, dobrze wiemy, więc przez analogię trudno się cieszyć tym, co widzimy dzisiaj w Polsce.

Czy możemy liczyć na wyciągnięcie przez obecne elity wniosków z historii, którą Pan Profesor przypomniał?   

– Nie widać tego. Oczywiście, zawsze to rządzący mają w ręku więcej asów i możliwość zakończenia sporu. Spróbujmy to rozważyć nie od strony formalno-prawnej, ale od strony czysto moralnej. Mianowicie nigdy po okresie PRL-owskim w Polsce nie doszło do rozliczenia obozu sędziowskiego, sędziowskiej nadzwyczajnej kasty. Jeśli bowiem PiS wprowadziło do tego grona, załóżmy, że nawet jedną trzecią sędziów, to ktoś racjonalnie myślący powinien dążyć do tego, żeby się ułożyć, odpuścić i nie prowadzić do destabilizacji wymiaru sprawiedliwości i wyrzucania tych sędziów, bo jakby nie było, jest to trzecia władza, a wszelkie roszady spowodują wręcz niewyobrażalne problemy dla obywateli. A tu za rządów ekipy Tuska zamiast takiego podejścia mówi się o uchwale legalizującej sędziów, co jest jakimś kompletnym absurdem. Zjednoczona Prawica nigdy w ten sposób nie działała, bo tam zawsze ścieżka drogi sędziowskiej była legalna, ustawowa, a więc jasna i czytelna. Mamy więc dzisiaj do czynienia z eskalacją wewnętrznego konfliktu. Myślę, że najbardziej cieszą się nieżyczliwi wobec nas Rosja i Niemcy.

            Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl