logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Jak traktuje Polskę Donald Tusk?

Piątek, 29 grudnia 2023 (19:58)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego

Dlaczego rządowi Tuska tak bardzo spieszy się z przekazaniem kompetencji polskiej prokuratury Prokuraturze Europejskiej, w dodatku jeszcze przed zmianą unijnych traktatów?

– Donald Tusk się spieszy, bo ma tylko rok na realizację zadań, jakie postawią przed nim instytucje Unii Europejskiej. Na początek ma to być oddanie polskiej prokuratury Prokuraturze Europejskiej. Ponadto jak już wiemy, to przedstawicielka rządu Tuska, wiceminister klimatu i środowiska Anita Sowińska, nie zaprotestowała na Radzie Unii Europejskiej w sprawie zmiany traktatów, choć mogła wstrzymać całą procedurę. A zatem rząd Tuska mógł wyrazić sprzeciw i doprowadzić do zdjęcia tego punktu z porządku obrad, ale z jakiegoś powodu tego nie zrobił. Widzimy więc, że Tusk kawałek po kawałku, to co jest przedkładane przez Brukselę, to, co do tej pory było strzeżone jako wyłączne kompetencje państwa polskiego, będzie oddawał kompetencjom unijnych biurokratów. Tusk wypełnia te zadania – tak myślę i tak domniemywam – pewnie dlatego, że marzą mu się kolejne wysokie funkcje w Brukseli. To, co dzisiaj widzimy, to jest nic innego jak zawłaszczanie kompetencji państwa polskiego przez instytucje unijne.

Co oznacza oddanie pieczy nad polską prokuraturą prokuraturze unijnej, która – jak twierdzi poseł Sebastian Kaleta – jest instytucją niewydolną w porównaniu do polskiej prokuratury, chociażby jeśli chodzi o walkę z mafiami vatowskimi, gdzie mogłaby się uczyć od polskiej prokuratury?

– Jeśli spojrzymy na Prokuraturę Europejską, to jest jasne, że polska prokuratura zdecydowanie lepiej sobie radzi właśnie chociażby z przestępcami, z mafiami vatowskimi, ma dużo lepsze osiągnięcia w tym zakresie. De facto poddanie się Prokuraturze Europejskiej to nic innego jak symboliczne pokazanie, że docelowo we wszystkich strukturach, wszystkich agendach państwa polskiego swój udział będzie miała Unia Europejska. To jest kolejna odsłona utraty suwerenności przez państwo polskie.

Tomasz Siemoniak jeszcze przed wyborami mówił, że potrzebne jest wzmocnienie integracji europejskiej w obszarze obronnym, że Unia Europejska ma za mało kompetencji w tym obszarze. Jego zdaniem wzmocnienie integracji jest w interesie Polski. Chyba trudno zgodzić się z tak postawioną tezą?

– To tylko pokazuje, że do władzy dorwała się ekipa, która usłużnie będzie oddawać wszystko, czego zażyczy sobie Unia Europejska, a nawet jeśli czegoś jeszcze nie żąda, to uprzedzająco wysyła sygnały, w jakich obszarach możemy być zależni. To, co powiedział Siemoniak, jest niezwykle groźne, bo dzisiaj Polska jest krajem przyfrontowym i nawet dzisiejsza sytuacja, kiedy w przestrzeń powietrzną – jak słyszymy – od strony Ukrainy wleciał jakiś niezidentyfikowany obiekt, pokazuje, że oni nad niczym nie panują. Przypomnę, że kiedy my rządziliśmy, awantury były, kiedy odłamki rakiety spadły w okolicach Przewodowa. Dzisiaj ekipa Tuska twierdzi, że nad wszystkim panuje, tymczasem nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Oni nie panują nad sytuacją, bo robiąc awantury, jak chociażby ta związana z likwidacją mediów, po cichu oddają kolejne obszary naszej suwerenności. W przypadku obronności jest to o tyle znamienne, że gdyby w życie miała wejść koncepcja Tomasza Siemoniaka, to zważając na tempo podejmowania decyzji przez Unię Europejską, w sytuacji jakiegokolwiek zagrożenia ze strony obcego państwa bylibyśmy kompletnie bezbronni.

Czy to przypadek, że przyjęcie przez Unię Europejską paktu o migracji i azylu zostało przykryte przez ekipę Tuska atakiem na media publiczne?

– W mojej ocenie to celowe i świadome działanie mające na celu przekierowanie uwagi Polaków na sprawę przejmowania mediów, podczas gdy za naszymi plecami wykonywano kolejny krok w kierunku uzależniania państw narodowych. Zatem po coś to wszystko było, jest, bo proces ten cały czas trwa. To nic innego jak pójście na rympał, działanie bez pardonu, bez jakichkolwiek podstaw prawnych, wbrew hierarchiom źródeł prawa, bo to, że próbuje się zmieniać ustawy aktami niższego rzędu, czyli uchwałami, to jest zupełnie postawienie spraw na głowie. To po prostu anarchia.

I potem podejmowanie dalszych decyzji bez podstaw prawnych, a do tego wywoływanie awantur i zapowiedź kolejnych zawłaszczeń, jeśli chodzi o Krajową Radę Sądownictwa czy inne instytucje państwa polskiego, to jest skandal. Po cichu, milcząco, bez sprzeciwu – ze strony nowych przedstawicieli państwa polskiego, którzy, jak się wydaje, jadą do Brukseli nieprzygotowani – przechodzi pakt o migracji i azylu, co też jest skandalem, który będzie miał swoje konsekwencje. Tymczasem te zmiany forsuje rodzina polityczna Tuska, więc przynajmniej powinien on to zastopować, bo to są najbardziej niekorzystne decyzje dotyczące bezpieczeństwa Polaków. Jednak wszystko przechodzi bez sprzeciwu, a to, co dzieje się na polskiej scenie, jest tylko zasłoną dymną.

Oprócz TVP, Polskiego Radia i PAP rząd Tuska zlikwidował TVP World, kanał informacyjny Telewizji Polskiej nadawany w języku angielskim.…

– Tu są dwie podstawy takiego działania. Po pierwsze, rząd Tuska nie chce, aby jakikolwiek sygnał o tym, co dzisiaj dzieje się w Polsce – za jego przyczyną – popłynął na zewnątrz. Tylko, że to działanie umniejsza rolę Polski w regionie, i nie tylko. Po drugie, pewnie było im to potrzebne, bo chcą uruchomić kanał informacyjny, być może wykorzystując do tego celu właśnie ten sygnał. TVP World odgrywał ważną rolę w informowaniu o rosyjskiej agresji na Ukrainę oraz był źródłem kolportowania głosu Europy Środkowo-Wschodniej na świat. Odcięcie tego sygnału jest na naszą niekorzyść, za to na pewno cieszy się z tego Putin.

Wracając do zasadniczego tematu naszej rozmowy, proszę powiedzieć, jak daleko może sięgać ta zaborcza, ograniczająca suwerenność polityka unijna i odcinanie poszczególnych obszarów kompetencyjnych państw narodowych?

– W tej chwili Polska ma bardzo słaby rząd, co więcej tworzą go osoby, które nie mają żadnego doświadczenia, co bardzo łatwo można wykorzystać. Ponadto patrząc na stronę rządową, Polska nie ma dzisiaj przywódcy, który nadawałby propolski, patriotyczny kierunek. To wszystko jest bardzo niechlujnie pozszywane, i to grubą fastrygą. To będzie trwało tak długo, dopóki Donald Tusk nie osiągnie własnego celu, czyli zostanie komisarzem unijnym, a potem będzie chciał wrócić i z pozycji niezużytego premiera – w jego mniemaniu, wystartować w wyborach prezydenckich. Prezydentura, to jest jego ambicja, zadra, którą nosi w sercu bardzo głęboko – mimo upływu lat – wciąż przeżywając porażkę w wyborach prezydenckich z Lechem Kaczyńskim. Tak długo będzie oddawał kolejne kompetencje państwa polskiego pod zarząd Brukseli i Berlina, dopóki nie osiągnie tego celu.

Leszek Miller potwierdza, że zasadniczym kamieniem milowym stawianym przez Brukselę była zmiana władzy w Polsce…  

– Leszek Miller jest tym, którego środowisko polityczne w europarlamencie głosowało za zmianami w unijnych traktatach, za zmianami niekorzystnymi dla Polski. Ponadto Leszek Miller potwierdza, jaki był właściwy cel wysłania Tuska do Polski. Jeśli ktoś wierzył, że cel był inny, to albo był naiwny, albo źle życzy Polsce. Będziemy mądrzy, ale po szkodzie, bo nielegalni imigranci stoją właściwie u bram i czekają na podniesienie szlabanu. Jednak to nie wszystko, ponieważ za chwilę pojawią się kolejne niespodzianki, które rząd Tuska klepnie. Mam na myśli dalsze obostrzenia klimatyczne, co będzie skutkowało dodatkowymi kosztami, obciążeniami, po które rząd sięgnie jeszcze głębiej do naszych kieszeń.           

Smutna konstatacja przed końcem 2023 roku, zwłaszcza jeśli słyszymy, że od początku roku 2024 na skutek wzrostu opłat paliwowych wzrosną ceny paliw, nie będzie też obiecanych obniżek składek na ZUS, co więcej – będzie podwyżka. Jaka jest wiarygodność ekipy Tuska?

– Wiarygodność Tuska była i jest bardzo nikła. Jeśli ktoś wierzył, że Tusk dotrzymuje słowa, wywiązuje się ze zobowiązań, że spełni obietnice poprawy bytu Polakom, to był skrajnie naiwny. Już następnego dnia po wyborach, albo już w wieczór wyborczy, łamał obietnice i przykręcał śrubę Polakom.

Jak dotrzeć do młodych ludzi, którzy dali się omamić obietnicami Tuska, żeby zrozumieli, na kogo postawili i byli zdolni do refleksji?   

– To będzie bardzo trudne, nie chcę powiedzieć, że wręcz niemożliwe – tak uważam. Oczywiście, trzeba podjąć wysiłek, trzeba mówić, trzeba tłumaczyć, pokazywać na przykładach, czym były zapowiedzi, obietnice Tuska i jak wygląda ich realizacja. Myślę, że ogromna w tym rola rodziców, aby młodzież wynosiła z domu zasady, wartości i nie poddawała się łatwo manipulacjom. Potrzebne jest też nakładanie pewnych filtrów na lejącą się z internetu propagandę, która jest często krzykliwa, kolorowa i złudna, i ukierunkowana właśnie na młode pokolenie Polaków. Niezwykle ważne jest również wychowanie patriotyczne w duchu odpowiedzialności za kraj, za Polskę. I tu potrzebny jest bardzo szeroki kontekst oddziaływania. W tej chwili nie mamy zbyt wielu instrumentów oddziaływania, bo media publiczne siłą przejmuje ekipa Tuska. Niemniej jednak uważam, że pytanie, jakie pan redaktor postawił, jest bardzo ważne i wszyscy powinniśmy się pochylić nad tym, aby znaleźć na nie odpowiedź. To pytanie powinni sobie zadać rodzice, wychowawcy, ale też cała polska klasa polityczna – ta po prawej stronie. Jeśli się nad tym nie pochylimy, jeśli nie znajdziemy wyjścia z tej sytuacji, to za chwilę obozy patriotyczne nie będą miały wyborców.

Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl