Czy wprowadzanie w sposób bezprawny swoich ludzi m.in. do mediów, także ograniczanie lekcji religii, a docelowo wyrzucenie katechezy ze szkół przez ekipę Tuska, można nazywać naprawą systemu państwa jak próbują to argumentować rządzący?
– Dla niektórych to działanie może być zaskoczeniem, ale nie dla wszystkich. Obserwując zachowania wcześniej opozycji, a obecnie władzy totalnej, to jej działania nie powinny zaskakiwać. To jest władza, która będąc w opozycji, w czasie kampanii wyborczej wiele mówiła o tolerancji, o poszanowaniu demokracji, a Konstytucję RP wynosiła na swoje sztandary, tymczasem okazało się, że były to tylko puste – niewiele znaczące słowa. To, co w tej chwili rządzący wprowadzają, to nie jest zmiana, która miałaby cokolwiek wspólnego nawet z tzw. demokracją liberalną, która dominuje dziś w Europie. Mamy próbę przejęcia mediów w sposób nie tylko brutalny, ale rzec można – totalitarny. Ta władza nie liczy się z niczym i z nikim, a to, co i jak próbuje wprowadzać, to jest rewolucja, i to pod każdym względem. Rewolucja związana ze zmianą systemu władzy – nawet z użyciem siły, co widzieliśmy w siedzibie TVP, gdzie zgodnie z zapowiedzią Donalda Tuska pojawili się „silni panowie” z zamiarem wyprowadzania kierownictwa TVP. Jest to rewolucja w zmianie pewnej kultury sprawowania władzy, ale także obyczajowa, ideologiczna. Dlatego najpierw próbuje się ograniczyć lekcje religii, ale docelowo, jak mówią niektórzy koalicjanci, w ogóle wyprowadzić religię ze szkół. Widzimy też zmiany, jeśli chodzi o liberalizację aborcji, działania w kierunku legalizacji związków partnerskich, zmiany dotyczące klauzuli sumienia czy w ogóle zmiany w zakresie moralności i odejście od dotychczasowego porządku na rzecz nowej kultury, coś na zasadzie rewolucji kulturalnej, która charakterystyczna jest dla krajów komunistycznych. Swoją drogą, takie tendencje obowiązują, dominują dziś w Unii Europejskiej i to, co ekipa Tuska próbuje zrobić, to właśnie dołączyć, a nawet robić więcej niż wymagają lewaccy europejscy ideolodzy.
Konstytucjonalista, profesor Ryszard Piotrowski, mówi wprost, że działania ministra Sienkiewicza są niezgodne z prawem i niezgodne z Konstytucją RP.
– Nic dodać, nic ująć. Dlatego wcześniejsze hasła dotyczące obrony Konstytucji, którymi epatowała dzisiejsza władza, były jedynie pustymi frazesami. I to nie tylko prof. Piotrowski, który przecież nie jest blisko związany z Prawem i Sprawiedliwością, krytykuje działania obecnie rządzących, ale również Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy, a także Europejska Federacja Dziennikarzy potępiły ingerencję władzy w działalność mediów publicznych w Polsce. Ich zdaniem sposób przejęcia mediów w Polsce nie ma nic wspólnego z demokracją, co więcej, mówią to organizacje, które wcześniej krytykowały polskie media za rzekomy brak pluralizmu. W zasadzie chyba niewiele osób – poza członkami koalicji rządzącej – uważa, że działania wobec mediów publicznych mają cokolwiek wspólnego z prawem i Konstytucją RP. Ponadto proszę zwrócić uwagę, kto zasiada, kto ma tworzyć te nowe media, mianowicie osoby o bardzo wątpliwej reputacji moralnej. Wystarczy tylko wspomnieć mającego „przywracać” standardy dziennikarskie, kierującego nowym programem informacyjnym w państwowej telewizji. To najlepiej pokazuje, kogo Donald Tusk wyznacza jako autorytet medialny, kto przejmuje Wiadomości i kto będzie Polakom przekazywał informacje. Biorąc pod uwagę zmiany w szkolnictwie i edukacji, wymianę kuratorów, można też mieć obawy, kto i w jakim duchu będzie uczył polską młodzież.
To wszystko sprawia, że nawet ludzie niepopierający PiS-u są zaniepokojeni tym, co robi Tusk, bo jeśli wprost łamane jest prawo, to muszą się pojawić znaki zapytania, czy tak ma wyglądać sprawowanie władzy, i co dalej?
– To działanie obecnej władzy może stwarzać sytuację bardzo niebezpieczną – z jednej strony, ale z drugiej to, co widzimy, może spowodować, że rządni władzy, pałający chęcią odegrania się i rozliczenia przeciwników politycznych ludzie, stracą szybciej władzę niż mogłoby się wydawać. Zresztą, najbliższą weryfikacją będą wiosną przyszłego roku wybory samorządowe oraz wybory do Parlamentu Europejskiego. Jednak pod wpływem zachowań obecnej władzy może wynikać coś jeszcze bardziej groźnego, mianowicie może dojść do protestów społecznych w skali kraju. Nie chciałbym tego nazywać buntem, bo to zbyt mocne słowo, ale może dojść do niezadowolenia społecznego, co może spowodować zachowania niekontrolowane. Nie wydaje się, żeby ta władza chciała ustąpić, zwolnić tempo działań pozaprawnych i wprowadzić zasady zmieniania państwa, ale w sposób demokratyczny. Tymczasem w demokracji nie tylko większość, ale też mniejszość ma prawo głosu i może wyrażać swoje zdanie na wiele tematów. Przejęcie mediów publicznych przez Koalicję Obywatelską wiąże się ze zwolnieniami większości dziennikarzy TVP, co spowoduje zupełny zanik pluralizmu mediów. Pozostaną jedynie te media, które sprzyjają formacji rządzącej i nietolerującemu krytyki Donaldowi Tuskowi, natomiast głos opozycji nie będzie w ogóle słyszalny, a kto wie, czy nie będziemy świadkami jakichś większych represji stosowanych wobec opozycji. To może być groźne, zwłaszcza jeśli nowa władza będzie sobie uzurpowała prawo wpływu chociażby na sądownictwo, zwłaszcza że wielu sędziów już od dawna sympatyzuje z obozem Tuska. A co dopiero, kiedy wpływ władzy będzie jeszcze większy i mogą być nawet wyroki czysto polityczne, niemające nic wspólnego z jakąkolwiek sprawiedliwością.
Pierwszy taki wyrok w sprawie byłego szefa CBA i ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego oraz jego zastępcy Macieja Wąsika już jest.
– Dokładnie. Ministrowie Kamiński i Wąsik są tego najlepszym przykładem, pokazującym, że nowa władza kompletnie ignoruje prawo, wszelkie zasady. Jednocześnie ekipa Tuska ignoruje także prawo łaski prezydenta wobec wspomnianych ministrów, czyli ignoruje kolejną władzę – Prezydenta RP. W tym katalogu zemsty czy rozliczeń już pojawiają się głosy dotyczące znalezienia sposobu na usunięcie prezydenta z urzędu i zastąpienia go kimś swoim. Widać więc, że nowej ekipie potrzebna jest nie tylko władza ustawodawcza, sądownicza, ale także władza wykonawcza w pełnym zakresie (premier i prezydent), co pozwoliłoby im rządzić w sposób absolutny. Jeśli do tego dodamy zamach na media publiczne, to mamy przykład państwa autorytarnego.
Gdzie wobec tych wszystkich działań ekipy Tuska jest Unia Europejska, gdzie jest Vera Jourova, która ma stać na straży praworządności, która od czci i wiary odsądzała rząd Zjednoczonej Prawicy, za rzekome łamanie praworządności, a tu nie reaguje? Podobnie nie reagował Frans Timmermans na wydarzenia we Francji w 2018 roku, kiedy władza siłą pacyfikowała protesty tzw. żółtych kamizelek, za to widział łamanie praworządności w Polsce…
– Przedstawione przez pana redaktora przykłady to podwójne standardy stosowane przez unijnych decydentów. Unia Europejska już dawno przestała być organizacją demokratyczną, a jest organizacją absolutnie autorytarną. Tam dominuje socjalizm, który wręcz wchodzi w fazę komunizmu, a wiadomo, że w tym ustroju nie może być mowy o demokracji, a jedynie rządy uprzywilejowanej grupy czy grup. W takim konglomeracie, który toleruje łamanie prawa, co więcej, sam lekceważy prawo, nie ma też mowy o sprawiedliwości. Widzieliśmy wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej Verę Jourovą, która w momencie, kiedy była marszałek Sejmu Elżbieta Witek przedstawiała jej sytuację w Polsce i działania ekipy Tuska, dość drwiącym, wręcz lekceważącym uśmiechem przyjmowała te informacje i udawała, że nie wie, co się dzieje. Zachowywała się bardzo podobnie jak przytoczony przez pana Frans Timmermans, kiedy dziennikarka TVP pytała go o wydarzenia we Francji, drwiąco udawał, że nie wie, o co chodzi. Widać wyraźnie, że elity unijne są zaprogramowane na forsowanie superpaństwa europejskiego i wszyscy przeciwnicy tej opcji, rządy konserwatywne dbające o interes swoich państw, państw narodowych, są po prostu zwalczane. Nic więc dziwnego, że Vera Jourova, goszcząca w Polsce akurat w momencie przejmowania siłą mediów publicznych przez ekipę Tuska, nie widziała problemu.
A zatem nie ma co liczyć na to, że Bruksela dostrzeże łamanie praworządności przez rząd Tuska?
– Nie ma co się spodziewać, że Unia Europejska w jakikolwiek sposób zareaguje, skoro władzę przejmują osoby wydelegowane, osoby mocno wspierane przez Brukselę czy Berlin. Dlatego unijni przywódcy tylko zacierają ręce, bo to są ludzie, dla których uczciwość, sprawiedliwość nie ma większego znaczenia. Wystarczy tylko wspomnieć afery korupcyjne, jak katargate z udziałem byłych i obecnych eurodeputowanych, które wstrząsnęły Unią Europejską. Tymczasem osoby, którym tak łatwo przychodziło krytykowanie Polski za rzekomy brak praworządności, które przyłapane na przestępstwie i aresztowane dość szybko wróciły z więzienia i jakby nigdy nic zasiadają w europarlamencie i stanowią prawo. To pokazuje skalę absurdu i kuriozum całej sytuacji. Unia Europejska jest strukturą w jakiejś mierze skorumpowaną, gdzie są wpływy rosyjskie, co przekłada się na głosowania zgodnie z wolą Putina. Tu chodzi też o destabilizację Unii Europejskiej, o destabilizację również Polski. Poprzedni rząd miał wizję kraju, który ma zapewnić bezpieczeństwo obywatelom, ale nie tylko, bo bezpieczna Polska jest również gwarancją bezpieczeństwa innych krajów Unii Europejskiej. Widocznie ktoś tego nie dostrzega albo, co gorsza, dostrzega, tylko nie ma to dla nich większego znaczenia.
Wspomniał Pan, że przed nami wybory i ta władza, podejmując antyspołeczne działania, chyba o tym nie pamięta albo robi to z premedytacją, licząc, że poparcie, jakie uzyskali, będzie trwało wiecznie, że ludzie nie zauważą, co robią z Polską. Jest też młodzież, która głosowała na koalicję Tuska. Jak dotrzeć do tych, którzy nie znają politycznej rzeczywistości, aby zobaczyli, że w Polsce dzieje się coś złego, że głosując na Platformę, zostali oszukani?
– Do młodzieży najłatwiej dotrzeć przez informacje i przekazy w mediach społecznościowych. To nie będzie łatwe, dlatego że te media są zdominowane przez środowiska sprzyjające obecnej władzy. Młode pokolenie prawie w ogóle nie ogląda telewizji. Natomiast jakąś nutą optymizmu dla dzisiejszej opozycji jest to, że młodzież jest grupą, która szybko potrafi zmieniać zdanie, gdy widzi, że coś jest nie tak, kiedy coś im się nie podoba, kiedy ktoś im narzuca pewną narrację. Młodzież w większości nie ma trwałych poglądów i nie będzie murem, za wszelką cenę stała przy obecnej koalicji rządzącej. Te same hasła, które wcześniej były głoszone: hasła wolnościowe, o rzekomym braku demokracji, o braku tolerancji, o rzekomym naruszaniu praw mniejszości – wydaje się, że to teraz już nie chwyci, nie zadziała, bo pojawiają się zupełnie inne, realne, a nie wydumane problemy, które trzeba rozwiązywać. Kiedy młodzi się zorientują, że władza Tuska w swoim działaniu nie ma nic wspólnego z głoszonymi wcześniej hasłami, że jest nieudolna, nieporównywalnie gorsza od poprzedniej, wtedy przekonają się, że tak naprawdę, to obecna władza łamie zasady demokracji, swobody i wolności obywatelskie. Myślę, że młodzież widząc to, szybko zmieni zdanie. Jest tylko pytanie, czy do najbliższych wyborów nie jest zbyt mało czasu. Zobaczymy. Jest oczywiście kwestia dotarcia do ludzi młodych przez media społecznościowe, elektroniczne z informacją, co władza Tuska robi. Czy to się uda w stosunkowo krótkim czasie – trudno powiedzieć. Nie będzie to łatwe, aczkolwiek jest to możliwe i wynik wyborów samorządowych i do europarlamentu może być inny niż 15 października. Co więcej, może się okazać, że ekipa Tuska szybciej straci władzę, niż mogłoby się wydawać.
Dziękuję za rozmowę.

