logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Kilka kroków od anarchii

Sobota, 6 stycznia 2024 (18:49)

Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie

Obserwując zachowanie marszałka Szymona Hołowni, czy ten młody stażem polityk się nie pogubił?

– Jeśli chodzi o Szymona Hołownię, to wydaje się,
że pod względem merytorycznym funkcja marszałka Sejmu zaczyna go przerastać. Tym bardziej dziwię się, że pcha się w coś, co może pachnąć daleko idącymi konsekwencjami. Hołownia jest owszem sprytnym mówcą i na tym polu
radzi sobie dobrze, ale nie na krasomówstwie i próbach ośmieszania poszczególnych posłów opozycji polega funkcja marszałka Sejmu. Oprócz dobrej prezencji
i krasomówstwa na stanowisku drugiej osoby w państwie trzeba być osobą merytoryczną i czuć państwo, co jest bardzo ważne. W związku z tym z obrad Sejmu nie można robić teatru. Tu nie chodzi o oglądalność i jej wzrost,
z czego na początku cieszył Hołownia, bo to nie jest najważniejsze.

A co się liczy?

– Najważniejsza jest merytoryczna praca, umiar, rozsądek, a co za tym idzie skuteczność dla państwa, któremu marszałek Sejmu ma służyć. Sądzę, że Hołownia wdał się w sferę spraw, które jako osobę mało doświadczoną po prostu go przerastają. Zarówno kompetencje i rozumienie pewnych rzeczy chyba nie do końca idą w parze
z krasomówstwem i postawą Hołowni, który popełnia wiele gaf, szereg błędów i chyba się zagubił w tej bardzo ważnej i odpowiedzialnej roli, jaka mu przypadła. Oczywiście
ma ambicje i chce być dominującym politykiem, jego zachowanie też w jakimś stopniu jest celowe, bo próbuje elokwencją, pewnością siebie nadrabiać brak kompetencji, natomiast nie wiem, czy w ostateczności przysłuży się to jemu samemu oraz formacji, którą reprezentuje, a przede wszystkim – państwu polskiemu, które jest przecież najważniejsze. Hołownia chce być politykiem, który przez funkcję marszałka Sejmu przygotowuje sobie drogę i de facto już prowadzi kampanię wyborczą przed wyborami prezydenckimi w 2025 roku. Jest przekonany o swojej wielkości, cieszą go sondaże poparcia i sympatia w ten sposób wyrażana, ale od sympatii do prezydentury droga jest daleka. Przykładem był Jacek Kuroń.  

Na popisach Hołowni cierpi wizerunek Sejmu, a także państwa polskiego. Chyba niebezpodstawnie posłowie Solidarnej Polski złożyli doniesienie do prokuratury
o popełnieniu przestępstwa przez marszałka Sejmu. Ich zdaniem z taką sytuacją po 1989 roku nie mieliśmy w Sejmie do czynienia…

– Tu kolejny raz wychodzi brak kompetencji
i doświadczenia parlamentarnego Hołowni. Mamy pierwszy raz do czynienia z sytuacją, kiedy poseł nowicjusz – po raz pierwszy zasiada w ławach poselskich, co więcej, zostaje marszałkiem Sejmu. Braku kompetencji nie da się nadrobić elokwencją, wrodzonym cwaniactwem, na czym rzeczywiście cierpią wizerunek i powaga Sejmu oraz autorytet Polski jako państwa. Tu chodzi nie o to, żeby być fajnym – mówiąc kolokwialnie, ale o to, żeby realizować cele, czyli dobro wspólne całego społeczeństwa. Natomiast widzimy, że entuzjazm, który po objęciu władzy przez Donalda Tuska był wśród liderów Unii Europejskiej,
powoli gaśnie, bo różne instytucje międzynarodowe, widząc działania nowej ekipy, zaczynają mieć wątpliwości, czy są one podejmowane zgodnie z prawem.

Oczywiście instytucje międzynarodowe robią to w sposób bardzo delikatny, jest to jednak zauważalne. Z całą pewnością ich reakcja byłaby zupełnie inna, gdyby choćby część z pozaprawnych działań, których dopuszcza się władza Tuska, podejmował rząd Prawa i Sprawiedliwości
i gdyby podobne gafy czy kroki stawiał marszałek, ministrowie sprawiedliwości czy kultury wywodzący się
ze Zjednoczonej Prawicy. Myślę, że Komisja Europejska podniosłaby larum, a sieć sankcji za łamanie praworządności oplotłaby Polskę. Tymczasem to, co robi obecna władza, w tym marszałek Hołownia, choć niespotykane są przemilczane w Brukseli. Stąd Solidarna Polska, punktując to, co się dzieje w Polsce, ma oczywiście rację. Obawiam się, że to, co robi dzisiaj władza Tuska, może się odbić rykoszetem i być zarzewiem działań niebezpiecznych.

W jakim kierunku to może pójść?     

– Trudno przewidzieć. Tak czy inaczej może to być pewien test ze strony obecnej władzy – jaka będzie reakcja opozycji i społeczeństwa i jak daleko można się jeszcze posunąć, co można jeszcze zrobić, żeby zawłaszczyć państwo. Jeśli społeczeństwo, jeśli politycy opozycji
to przemilczą, jeśli nie będzie żadnych reperkusji, może
to być odczytane jako zachęta do dalszych działań i ten walec antydemokratyczny, jaki został uruchomiony z chwilą objęcia rządów przez koalicję Tuska, będzie się posuwał
do przodu, będzie dalej usuwał przeszkody i niszczył każdego, kto mu stanie na drodze, kto będzie miał inne poglądy, kto będzie z innej politycznej opcji.

Jak zachęcić ludzi do tego, żeby bardziej krytycznie przyjrzeli się poczynaniom „koalicji 13 grudnia”, żeby się zreflektowali, kogo faktycznie wybrali. Myślę tu zwłaszcza o młodzieży, która zagłosowała tak a nie inaczej i pewnie żyje dziś swoim życiem, nie zagłębiając się w poczynania i skutki działań tych, którym powierzyli władzę w Polsce?

– To prawda, gros osób nie jest świadoma tego, co się dzieje. Obecna koalicja rządząca przejęła media publiczne – większość tych mediów, i idzie dalej. Media komercyjne
i te publiczne zawłaszczone naprędce sprzyjają władzy, również media społecznościowe, z których młodzież głównie czerpie wiedzę i informacje, one też są po stronie koalicji Tuska. Co ciekawe, niewiele informacji o tym,
co się dzieje, a także o tym, jak to naprawdę wygląda, przenika przez te media – raczej media te de facto stanowią kopułę, ochronę dla rządzących. Owszem dla zachowania pozorów jakieś informacje stanowiące zalążek stanu negatywnego mogą się tam pojawiać, bo nie da się całkiem ukryć faktów, ale jest to przekazywane w sposób bardzo ograniczony.

Dlatego wydaje się, że obecna opozycja nie może sobie pozwolić, żeby odpuścić i musi cały czas pokazywać fakty, dementować manipulacje, punktować tę władzę, bo – jak słychać – są zakusy na kolejne media. Mówi się o napaści na Telewizję Republika, próbuje się dowieść, że są tam jakieś działania antydemokratyczne, może jakieś niewłaściwe wypowiedzi. Zresztą już są głosy, że trzeba
to medium zamknąć. Myślę, że ta władza idzie grubo, szeroko i nie cofnie się przed niczym, więc może też zamachnąć się nie tylko na wspomnianą Telewizję Republika. Stawiając nieprawdziwe zarzuty, Tusk ze swoimi ludźmi, czyszcząc sobie przedpole, może pójść dalej.
Nie można wykluczyć, że zamach może dotyczyć także Telewizji Trwam, Radia Maryja czy „Naszego Dziennika”,
a więc mediów niezależnych, które w sposób krytyczny,
ale obiektywny, pokazują prawdę, odnoszą się do poczynań obecnej władzy. Tusk rządzi około trzech tygodni,
a niezadowolenie społeczne wzrasta, wspomniane media
są tym forum, gdzie ludzie mogą jeszcze coś powiedzieć
i czegoś się dowiedzieć. Trwa zawłaszczanie poszczególnych dziedzin życia, w ogóle życia społecznego
i jeśli ta władza się nie powstrzyma i bezrefleksyjnie będzie brnąć dalej, to może być różnie.

Czy biorąc pod uwagę to, co robi ekipa, Tuska, jesteśmy już na drodze do anarchii?   

– Do anarchii tylko kilka kroków, na pewno jesteśmy blisko. Władza Tuska z demokracją już zerwała i choć próbuje przynajmniej werbalnie zachować pozory demokracji, to de facto zaczyna wprowadzać pewien autorytaryzm. Dotyczy to wymiany władz w instytucjach niezależnych, które nie są sprzyjające rządzącym. Pozostałe, gdzie nie da się wymienić, zlikwidują,
co widzimy w przypadku telewizji publicznej. Wiemy,
że są zamiary likwidacji IPN, CBA i wielu innych instytucji, a więc tych wszystkich ośrodków, które są niezależne, które dbają o dobro Polski. Natomiast to wszystko jest obarczone ogromnym ryzykiem i zagrożeniem anarchii. Wszystko będzie zależało od tego, jak sytuacja się rozwinie, niemniej jednak nie widzę, żeby ekipa Tuska chciała się cofnąć. Sytuacją jest więc bardzo niebezpieczna.

Kilka dni temu obecny premier podczas konferencji prasowej poszczycił się odwołaniem szefa Dyrekcji Lasów Państwowych, wiceprezesa Jastrzębskiej Spółki Węglowej, a także zapowiedział zmiany w Trybunale Konstytucyjnym,
trwa polowanie na prezesa NBP. Powiedzieć, że sytuacja jest napięta, to jakby nic
nie powiedzieć...

– To tylko pokazuje, że trwa demontaż państwa, demolka Polski, próba interpretacji prawa tak, jak rozumieją
je rządzący. Jednak o tym, co się dzieje, wiedzą tylko ci, którzy obserwują niezależne media. Natomiast ci,
którzy czerpią informacje za pośrednictwem mediów komercyjnych czy neotelewizji publicznej nie mają pojęcia, co się dzieje. W tych mediach, usłużnych nowej władzy, panuje entuzjazm, że PiS zostało odsunięte od władzy,
ale ludzie, którzy to kupują, nie mają świadomości,
co dalej się dzieje, co robi obecna władza. To jest sytuacja bardzo, ale to bardzo niebezpieczna, tym bardziej że obecnie sprawujący władzę mają poparcie ze strony Unii Europejskiej – organizacji, w której już dawno nie ma demokracji. Jest w zasadzie jeden przekaz, jedna linia propagandowa, propaganda socjalistyczna, która zmierza w kierunku komunistycznym, który z kolei wiąże się
z całkowitym totalitaryzmem i zamykaniem ust każdemu, kto ma inne zdanie, ale nie tylko z zamykaniem ust,
bo także z zamykaniem przeciwników politycznych do więzień. Mamy – jak widać – do czynienia z pewnym walcem, który w szybkim czasie likwiduje bądź eliminuje osoby niewygodne, które nie sprzyjają rządzącym, albo po prostu starają się być obiektywne w ocenie rzeczywistości.

Zdaje się, że ekipa Tuska zgodnie
z zapowiedzią swoich doradców ekonomicznych, jak Balcerowicz, będzie chciała przejąć spółki Skarbu Państwa...

– Likwidacja spółek, w których większość udziałów
ma Skarb Państwa, to krok w kierunku ich sprzedaży.
Nie są to słowa bez poparcia, bo – jak pan redaktor wspomniał – takie pomysły już się pojawiały ze strony doradców ekonomicznych Tuska. To może być dodatkowy problem, ponieważ Polska straci nie tylko suwerenność polityczną, ale również majątek gospodarczy, który
po zmianie władzy posłużyłby odbudowie kapitału
i funkcjonowaniu społeczeństwa. Hasło „ile własności, tyle wolności” jest przecież zawsze aktualne. Natomiast jeśli obcy kapitał będzie zarządzał w Polsce, jeśli struktury UE będą sobie uzurpowały prawo – już sobie uzurpują – do decydowania o naszych sprawach, także uzurpują sobie prawo do wyższości prawa unijnego nad Konstytucją RP,
to są to sytuacje bardzo niebezpieczne.

Myślę, że jeśli się tego nie zastopuje, a obecny rząd Tuska, spolegliwy wobec Brukseli, tego przecież nie zrobi,
to prędzej czy później dojdzie do chaosu. Pan redaktor mówi o prezesie Glapińskim, a przecież tu chodzi o to, żeby w Polsce wprowadzić walutę euro, czemu się sprzeciwia obecny prezes NBP, i słusznie, bo – jak widzimy – w dobie kryzysów to dzięki polskiej walucie
nie został zahamowany rozwój gospodarczy Polski, zachowaliśmy stabilność gospodarki. Wystarczy tylko porównać, jak to wyglądało w odniesieniu do krajów strefy euro, jak po covidzie, po w dobie kryzysu wywołanego wojną na Ukrainie rozwijają się ich gospodarki, a jak 
– gospodarka Polski.

                   Dziękuję za rozmowę.            

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl