Jaki sygnał do rządzących wysłało społeczeństwo wczorajszą manifestacją i jak to morze biało-czerwonych flag w Warszawie ma się do marszów Tuska?
– Sygnał był jasny – nie godzimy się na rządy totalitarne, nie godzimy się na dyktaturę, nie godzimy się na łamanie prawa, które powinno obowiązywać wszystkich, a zwłaszcza rządzących. Ponadto nie godzimy się na więźniów politycznych w Polsce, nie godzimy się również na zamykanie ludzi za poglądy. Wymowa tego protestu była jasna, to był marsz przeciwko dyktaturze, marsz przeciwko totalitaryzmowi. Natomiast to, że Tusk ma wielu zwolenników w Polsce, to jest sprawa oczywista, pokazały to niedawno przeprowadzone wybory parlamentarne. Na marsze organizowane przez Tuska i jego akolitów też sporo ludzi przyjeżdżało do Warszawy, ale jestem pewien, że liczba zwolenników jego polityki będzie się systematycznie wykruszać. To wynika nie tylko z autorytarnego stylu rządzenia. Z tego totalitaryzmu, który jest w Polsce montowany, wynika jeszcze jeden fakt, na który u nas jakoś nie bardzo zwracamy uwagę, natomiast zaczynają o tym pisać publicyści i komentatorzy polityczni na zachodzie – mianowicie, że ten rząd nie ma żadnego programu gospodarczego i że programem „gospodarczym” ekipy Tuska są tylko unijno-niemieckie zachęty do schładzania gospodarki i hamowania inwestycji. I to się może bardzo źle skończyć dla Polski. Swoją drogą liczba inwestycji i tak będzie spadała, ponieważ różne oceny sytuacji politycznej w Polsce będą wskazywać na dyktaturę, na łamanie praw człowieka, w ogóle na nieprzestrzeganie norm prawnych. Jaki inwestor zagraniczny będzie chciał inwestować u nas, jeśli jest zagrożenie, że za pomocą instrumentów prawnych może być pozbawiony tego wszystkiego, co zainwestował. W świetle powyższego nie sądzę, żeby dotychczasowa popularność Tuska i Platformy mogła się utrzymać na dłuższą metę.
Politycy unijni będą skrycie popierać Tuska, bo osłabia Polskę, co jest dla nich korzystne, ale czy jako dyktatora będą go zapraszać na salony?
– I to jest właśnie psychologiczny niuans. Z jednej strony on się spotyka z pochwałami ze strony szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen czy dajmy na to przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej Manfreda Webera, jest poklepywany po ramieniu przez szereg innych polityków, którzy go chwalą za zdecydowanie, że „zrobił porządek w Polsce”, że właśnie tak brutalnie trzeba postępować z PiS-owcami, jednak z drugiej strony będzie odsuwany. Proszę zwrócić uwagę, że pojechał do Brukseli, miał przemawiać w Parlamencie Europejskim, tymczasem został od tego odsunięty. Po prostu organy unijne i politycy unijni popierają Tuska, ale zdają sobie sprawę, że to, co robi, to jest dyktatura, że to jest łamanie prawa, a co za tym idzie, afiszowanie się z tym człowiekiem może być ryzykowne ze względu na ich interesy i karierę. Dajmy na to sfotografują się z Tuskiem, a Tusk przecież wprowadził do Pałacu Prezydenta RP policję. Nie do pomyślenia jest, żeby na przykład do Pałacu Królewskiego w Danii, Hiszpanii czy Holandii ktoś wprowadził policję, a w Polsce coś takiego się stało. Albo to, że w Polsce za rządów Tuska są więźniowie polityczni, że on i podległe mu służby w sposób brutalny łamią prawo, nie przestrzegając obowiązujących norm prawnych. Takie rzeczy są tam nie do pomyślenia, dlatego fotografowanie się z takim człowiekiem, zapraszanie takiego człowieka na salony jest nie do pomyślenia.
Tusk zdaje sobie sprawę z tych konsekwencji, o których Pan Profesor mówi?
– Myślę, że nie. Mimo doświadczenia politycznego, związanego z pełnieniem funkcji w Polsce czy w Europie, nie jest to wytrawny polityk, który byłby w stanie przeanalizować wszystkie okoliczności i wyciągnąć sensowne wnioski. Jemu się wydaje, że wzrasta jego „autorytet czy pozycja”, sądzi, że złapał Pana Boga za nogi, tymczasem prawda jest zgoła inna. Tusk jest traktowany jako dyktator, z którym lepiej się nie pokazywać i nie fotografować. Oczywiście przyniesie to szkody Tuskowi, ale jeśli będzie dłużej pozostawał na urzędzie premiera, może to przynieść szkody także Polsce. Nie ma sensu tego ukrywać, nie ma też co mydlić sobie oczu, bo ta jego polityka łamania prawa, a także praw człowieka jest polityką ze wszech miar szkodliwą.
Co ciekawe, instytucje Unii Europejskiej milczą w sprawie prześladowania opozycji i łamania praw człowieka w Polsce.
– Oczywiście, że milczą. Trudno liczyć, że organy unijne wypowiedzą się, a tym bardziej staną po stronie prawdy, faktów, że zwrócą uwagę na łamanie prawa. Jak może być inaczej, skoro ich zadaniem przez ostatnie osiem lat było dążenie do pozbawienia Zjednoczonej Prawicy władzy w Polsce i zainstalowanie rządów Tuska. Dlatego liczenie, że przedstawienie goszczącej w grudniu 2023 roku w Polsce wiceszefowej Komisji Europejskiej Verze Jourovej pisma dotyczącego sytuacji mediów publicznych spowoduje jakąś interwencję Unii Europejskiej jest naiwnością. Nie liczmy, że Komisja Europejska, która – jak pamiętamy – tak ochoczo gnębiła Polskę i rząd Prawa i Sprawiedliwości za rzekomy brak praworządności, nagle zmieni front i zacznie krytykować tych, których wspierała w dążeniu do objęcia władzy w Polsce. Nie, nic takiego nie nastąpi. Unia nie wypowie się, nie podejmie działań, interwencji. Nikt z Unii nie wypowie się oficjalnie. Oni się cieszą z tego, co dzieje się w Polsce. Jednak są na tyle chytrzy i przebiegli, że mają świadomość, iż opinia publiczna na Zachodzie zacznie za chwilę odbierać Tuska jako dyktatora, bo człowiek, który wprowadza policję do Pałacu Prezydenckiego, to jest dyktator. Wiedzą, że co innego popieranie, co innego mówienie podczas spotkań kuluarowych w cztery oczy Tuskowi, że jest wspaniały, skuteczny itd., a co innego pozowanie z nim do zdjęć i brylowanie na salonach. Z ich punktu widzenia lepiej trzymać pewien dystans, bo w oczach opinii publicznej europejskiej czy światowej może im zaszkodzić.
W ocenie komentatorów sytuacja w Polsce na przestrzeni niespełna miesiąca rządów Tuska zmieniła się tak radykalnie, że przywrócenie ładu i porządku prawnego może zająć nawet lata. Zgadza się Pan Profesor z tą tezą?
– Gdyby ten rząd ustąpił dajmy na to jutro, to posprzątanie bałaganu, jaki narobił Tusk ze swoją ekipą, byłoby dość krótkie, sprawne i szybko można by było wrócić do stanu normalności. Natomiast jeśli ten rząd pozostanie przy władzy na przykład przez rok, to naprawienie skutków rządzenia Tuska będzie bardzo trudne i czasochłonne. Popatrzmy tylko na sprawy inwestycyjne: pogłębianie Odry, budowę terminalu kontenerowego w Świnoujściu, budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego pomiędzy Warszawą i Łodzią czy też budowę elektrowni atomowych – jeżeli te inwestycje ze względu na niemieckie naciski zostaną wstrzymane, to później powrót do ich realizacji może być niezmiernie trudny, jeśli w ogóle możliwy. Podobnie może dojść do kompletnego rozregulowania polskiej gospodarki, do rozkładu wielu instytucji itd., co będzie skutkowało niepowetowanymi stratami. Dlatego powrót do normy, do przywrócenia stanu normalności może być utrudniony. Dzisiaj byłoby to jeszcze do zrobienia, bo tylko niecały miesiąc minął od objęcia przez koalicję Tuska władzy w Polsce i szkody poczynione przez tę ekipę są jeszcze odwracalne, ale za rok, dwa czy cztery, to widzę to w czarnych barwach. Jak wspomniałem, Tusk poza rewanżyzmem politycznym, który już widzimy, nie ma żadnych koncepcji gospodarczych, nie ma żadnego pomysłu na Polskę. Jedyna koncepcja, jaka przyświeca „koalicji 13 grudnia”, to na żądanie Brukseli i Berlina schładzanie polskiej gospodarki, czyli ograniczanie inwestycji, zmniejszanie dopływu pieniądza, co w obecnych warunkach geopolitycznych wydaje się kompletnie błędną, niszczącą polityką. PiS także poprzez szeroko zakrojone programy społeczne realizowało politykę dużego obrotu pieniężnego i to wzmacniało też gospodarkę, przynosiło dobre efekty. Natomiast jeśli rząd Tuska rozpoczyna przykręcanie śruby, to zwiększy to skalę ubóstwa, a jeśli – jak zamierza – doprowadzi do wprowadzenia w Polsce waluty euro, to poziom życia Polaków spadnie w sposób drastyczny. Można się zapytać: w czyim interesie jest takie działanie, komu zależy na wprowadzeniu euro w Polsce? Odpowiedź jest prosta, głównie Niemcom, chociaż nie tylko Niemcy będą beneficjentem tego kroku, jeśli on nastąpi.
Tusk próbuje marginalizować prezydenta Andrzeja Dudę i powtórzyć manewr, jaki stosował wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego, co skończyło się tragicznie. Co zrobić żeby to działanie zatrzymać?
– Trudno mi cokolwiek radzić prezydentowi Dudzie, który zresztą ma doświadczenia w tym zakresie, bo przecież był współpracownikiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Widać, że prezydent Duda – w dobrej wierze – pro publico bono idzie na pewne ustępstwa i decyduje się na wszczęcie postępowania ułaskawieniowego wobec posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Z drugiej strony mimo afrontów podejmuje współpracę z rządem mimo brutalnego, bezprawnego wkroczenia do Pałacu Prezydenckiego policji. Co więcej, z użyciem kłamstwa, bo kilka godzin wcześniej Tusk powiedział, że nikt na siłę nie będzie wchodził do siedziby głowy państwa. Tymczasem po czterech godzinach policja weszła do Kancelarii Prezydenta RP i aresztowała, siłą wyprowadzając gości prezydenta Dudy, posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Mimo tego prezydent Duda – jak słyszymy– w poniedziałek chce się spotkać z premierem Tuskiem i rozmawiać na temat polityki zagranicznej. Muszę przyznać zupełnie szczerze, że osobiście boję się tej obecnej sytuacji.
No właśnie, czy nie ma obawy, że Tusk, widząc brak zdecydowanego oporu, nie będzie chciał w swych zapędach pójść jeszcze dalej?
– Dokładnie. Tusk ze swoją ekipą żądną zemsty zachowuje jeszcze odrobinę wstrzemięźliwości, dopóki nie został uchwalony budżet państwa na 2024 rok. Szef Gabinetu Prezydenta RP minister Marcin Mastalerek powiedział, że prezydent Duda nie będzie grał budżetem, że o rozwiązaniu Sejmu nie ma mowy. Jednak obawiam się, że jeśli budżet zostanie uchwalony i prezydent koniec końców podpisze ustawę budżetową, to Tusk pójdzie na całość. Wtedy możemy się spodziewać ataku na Trybunał Konstytucyjny – równie brutalnego jak na media publiczne, ataku na Krajową Radę Sądownictwa, w końcu możemy się spodziewać brutalnych metod przejęcia Narodowego Banku Polskiego i wprowadzenia waluty euro, co będzie tragedią ze względu na ograniczenie suwerenności Polski oraz zagrabienie naszych aktywów rezerwowych, które wynoszą prawie 187 miliardów dolarów. Będzie to także tragedia związana z drastycznym obniżeniem stopy życiowej Polaków. Biorąc to wszystko pod uwagę, obawiam się, że w tej sytuacji umiarkowana, spokojna polityka prezydenta Andrzeja Dudy może doprowadzić do rozzuchwalenia się ludzi, którzy obecnie sprawują władzę w Polsce. Oni, co zresztą pokazują, nie mają żadnych oporów, prawo jest dla nich nic niewarte, bo lekceważą i łamią je w sposób dowolny. Tak jak wspomniałem, trudno mi jest radzić cokolwiek prezydentowi Dudzie.
Chyba że Polacy nie pozwolą i powstrzymają zapędy Tuska, czego symptomem może być wczorajsza manifestacja w Warszawie.
– No tak, ale żeby doszło do jakichś masowych wystąpień społecznych, nieustannych protestów, to musi być jakiś powód bardzo bezpośredni, dotykający wszystkich. To są trudne sprawy, zwłaszcza że utrzymywanie takiej mobilizacji społecznej – jak to widzieliśmy podczas wczorajszego protestu w Warszawie – jest bardzo trudne – szczególnie w okresie zimowym. To są wszystko sprawy bardzo skomplikowane, sytuacja jest skomplikowana i czas pokaże, jak się to rozwinie. Myślę, że Polacy nie pozwolą na to, żeby ich prawa były bezkarnie łamane.
Dziękuję za rozmowę.

