Do kogo skierowany był wywiad Donalda Tuska przeprowadzony przez przychylne
mu stacje?
– Adresatami tego spektaklu byli ci wyborcy, którzy są zadowoleni z tego, co się dzieje. W ich mniemaniu jest szansa, że będzie tak, jak było, że wróci układ sprzed
2015 roku. Co ciekawe, ten wywiad – nad wyraz delikatny – był zrealizowany w ciepłej atmosferze pomimo tych wszystkich skandalicznych wydarzeń, które mają miejsce w związku z siłowym przejmowaniem instytucji państwowych przez ekipę Donalda Tuska. Tematyka
i pytania były tak formułowane, żeby pokazywać rzekomo łagodny wizerunek Tuska.
Można było odnieść wrażenie, że Tusk mówił, co chciał i ile chciał bez ingerencji dziennikarzy.
– Do tego właśnie przywykł, dlatego tak bardzo irytowała go TVP Info i dziennikarze zadający dociekliwe, niewygodne pytania. Tusk tylko wówczas wypada dobrze
w mediach, kiedy ma komfort, kiedy ma tzw. osłonę.
I w tej chwili ma taką osłonę przynajmniej ze strony mediów, których przedstawiciele zadawali mu pytania.
To, czego byliśmy świadkami, przypominało atmosferę sprzed 2015 roku, ale jest pytanie, czy odbiorcy, czy społeczeństwo jest takie samo jak wtedy, czy ludzie dadzą się tak łatwo manipulować i czy pozwolą mu na bezkarne działania, a więc aresztowania, likwidację ważnych instytucji czy też ich zawłaszczanie.
Tusk udaje gołąbka pokoju, człowieka zatroskanego
o losy państwa, tymczasem jest bezwzględny, co więcej – wygląda na to, że kieruje nim chęć odwetu, rewanżyzm,
a nawet polityczna zemsta. Jest pytanie, czy uda mu się wrócić, czy ludzie pozwolą mu wrócić do stanu sprzed ośmiu lat. Moim zdaniem nie da się zawrócić tej rzeki, dlatego Tusk i cała ta „koalicja 13 grudnia”, idąc tym tropem, popełniają błąd.
Donald Tusk chce się przedstawić jako uśmiechnięty, wrażliwy, ale kiedy wypowiada nazwiska prezydenta Andrzeja Dudy czy prezesa Jarosława Kaczyńskiego, to w jego oczach pojawia się złość. Zatem czy tą dość konfrontacyjną postawą
i zapowiedziami nie dolewał paliwa środowisku ośmiu gwiazdek?
– Proszę zwrócić uwagę, że ten wywiad odbywał się po wielkiej demonstracji w Warszawie, gdzie padały hasła nieprzyjazne Tuskowi, choć na próżno było szukać w zachowaniu tych ludzi znamion jakiejś agresji czy wręcz nienawiści, którą aż kipieli zwolennicy Tuska podczas ubiegłorocznych marszów. I to odróżniało manifestacje dwóch przeciwstawnych obozów politycznych. Swoją drogą Tusk nie lubi sprzeciwu, nie lubi, gdy ktoś ma inne zdanie od niego, nie znosi też krytyki. Dlatego nawet hasła pokojowe, ale pokazujące stan faktyczny, jakim jest niszczenie państwa, pod jakimi do Warszawy przybyli uczestnicy Protestu Wolnych Polaków, wywołują w nim furię.
Jednak przed kamerami udaje niewiniątko
i mówi, że najważniejsze jest dzisiaj, aby polityka nie rujnowała relacji międzyludzkich…
– Mówi jedno, robi drugie. To, co zrobił w niespełna miesiąc od objęcia rządów, jest dokładnie zaprzeczeniem słów, jakie wypowiada przed kamerami. Ale to było zawsze charakterystyczne dla Tuska. Proszę sobie przypomnieć, jak cynicznie postępował wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego: wojna o krzesła podczas szczytów Rady Europejskiej, próby upokarzania urzędującego prezydenta, posługiwanie się Januszem Palikotem w walce
z prezydentem, wreszcie rozdzielenie wizyt w Smoleńsku
w kwietniu 2010 roku – to pokazuje, z czym mieliśmy do czynienia.
Dzisiaj ze strony Tuska też mamy działania wymierzone
w prezydenta Dudę. Czym innym jest bowiem najście
na Kancelarię Prezydenta RP i zatrzymanie jego gości,
a w momencie, kiedy prezydent, który był na spotkaniu
w Belwederze i dowiedział się o całej tej sytuacji, i chciał czym prędzej powrócić do Pałacu Prezydenckiego, to kolumna aut została zablokowana przez rzekomo zepsuty autobus komunikacji miejskiej. Zatem z jednej strony mamy wrogą postawę i próbę lekceważenia głowy państwa, a z drugiej strony udawanie, że chce porozumienia itd. To pokazuje, że Tusk się nie zmienił
i stosuje stare metody.
Tusk, który w poniedziałek ma się spotkać
z prezydentem Dudą, nie kryje, że sprawcą zamieszania prawnego, jakie ma miejsce, jest też Andrzej Duda. Czy w takiej sytuacji
widzi Pan jakiekolwiek pole do kompromisu?
– Tusk jest zdenerwowany wszczętym przez prezydenta Dudę postępowaniem ułaskawieniowym wobec posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Prezydent chyba poszedł inną ścieżką niż Donald Tusk i Adam Bodnar oczekiwali. Dlatego to poniedziałkowe spotkanie w Pałacu Prezydenckim będzie – moim zdaniem – osnute ze strony Tuska dużą hipokryzją. Jest oczywiste, że z punktu widzenia interesów państwa polskiego – szczególnie jeśli chodzi o politykę zagraniczną – prezydent i rząd muszą utrzymywać jeden wspólny kierunek. Nie zmienia to faktu, że jeśli chodzi o dobre intencje, to ja Tuskowi nie wierzę.
Czym są działania ministra Bodnara,
który mimo braku kompetencji odwołuje prokuratora krajowego Dariusza Barskiego?
– Z tego, co mi wiadomo, to kompetencje w tej sprawie
są ściśle określone. Minister Bodnar nie posiada samodzielnych kompetencji do odwołania prokuratora krajowego, do czego potrzebna jest zgoda premiera
i prezydenta. Natomiast to, co widzimy, to nic innego jak prymat siły nad prawem. Dla tej ekipy liczy się siła. Ci ludzie stoją na stanowisku, że mają władzę, mają służby,
a prawo stosowane jest tak, jak oni je rozumieją. Przecież minister Bodnar powiedział, że szukają uzasadnienia prawnego dla swoich działań, dla zaprowadzania tzw. praworządności. W istocie chodzi o przejmowanie kolejnych instytucji państwa polskiego.
Tylko że nie dalej jak parę miesięcy temu
to PiS Tusk zarzucał niszczenie państwa prawa.
– Widać, że wszystko zależy od punktu siedzenia.
Z jednej strony atakowano PiS, że działa niepraworządnie, a z drugiej strony zapowiadano, że silni ludzie będą wchodzić do różnych instytucji. W tym drugim wypadku Tusk dotrzymał słowa i to trzeba mu przyznać.
Po stronie Platformy Obywatelskiej jest wola podtrzymania tego konfliktu?
– Dokładnie tak. Przecież jest jeszcze wiele rzeczy
do załatwienia. Trzeba przejąć Trybunał Konstytucyjny, Krajową Radę Sądownictwa, trzeba wyeliminować iluś tam sędziów, prokuratorów, po drodze są spółki Skarbu Państwa, są także groźby wobec prezesa NBP. Zatem to dopiero początek drogi. Owszem, zaczęli z dużego C,
dalej będą diagnozować, jakie są sondaże, i w zależności od tego będą albo zwalniać tempo, albo przyspieszać tę wojnę.
Czy z chwilą uchwalenia budżetu
na 2024 rok można się spodziewać zaostrzenia frontu?
– Tusk może się zatrzymać, tylko jeśli zderzy się ze ścianą. Dlatego tak duże znaczenie miał Protest Wolnych Polaków w Warszawie zorganizowany przez Prawo i Sprawiedliwość. Tylko sprzeciw społeczny może być argumentem, który powstrzyma Tuska przed zawłaszczaniem i niszczeniem Polski. Jak widać, na nich żadne prawo nie działa, za nic mają praworządność, co więcej – mają poparcie ze strony Unii Europejskiej.
Czy Tusk, który idzie po bandzie i stosuje metody autorytarne, na dłuższą metę rzeczywiście może liczyć na wsparcie
Unii Europejskiej?
– Nie sądzę, żeby Bruksela czy Berlin odwróciły się od Tuska, który działa w ich interesie. Przykładem może być postawa prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który
w sposób brutalny i bezwzględny tłumił protesty społeczne i Frans Timmermans nie widział w tym niczego złego, co więcej – Macron wciąż uważany jest za demokratę. Przypatrzmy się wydarzeniom z Hiszpanii, gdzie w Katalonii aresztowano przywódców niepodległościowych formacji.
I cisza. Widać, że w Unii Europejskiej są równi i równiejsi. Parafrazując, można powiedzieć, że obowiązuje tam zasada Neumanna, a więc jeśli ktoś jest z naszej paczki, to może robić wszystko, co punktu widzenia tych elit jest korzystne dla tworzenia superpaństwa europejskiego.
Ale choćby działał na korzyść tej czy innej grupy, to z czasem będą mu pamiętać,
że skoro raz zdradził na jednym froncie,
to nie ma gwarancji, że nie powtórzy tego na drugim.
– W mojej ocenie Tusk może trafić do panteonu takich ludzi jak targowiczanie z XVIII wieku – Seweryn Rzewuski czy Szczęsny Potocki, którym też wydawało się, że robią wielkie rzeczy, że są wielkimi graczami, a ostatecznie zagranica ich rozegrała i tak skończyła się Polska. Natomiast oni weszli do grona symbolicznych zdrajców, których historia pamięta do dzisiaj.
Jak to, co się dzieje dzisiaj w Polsce,
może wpłynąć na bezpieczeństwo państwa
i obywateli?
– Na Kremlu to, co dzieje się u nas, z pewnością jest przyjmowane bardzo przychylnie. Sprawa jest prosta,
im bardziej skonfliktowana wewnętrznie Polska, tym lepiej dla Rosji – i nie tylko, bo dla Niemiec również. Donald Tusk, wszczynając wojnę domową w Polsce, osłabia państwo, co w perspektywie bezpieczeństwa jest ogromnym zagrożeniem. Niestety, zafundowaliśmy sobie wojnę domową, wojnę wewnętrzną w sytuacji, kiedy regularna wojna toczy się u naszych wschodnich granic.
Ambasador Stanów Zjednoczonych Mark Brzezinski, który stawał ramię w ramię po stronie do niedawna opozycji, uważając, że PiS łamie praworządność, dzisiaj, kiedy Tusk działa w sposób autorytarny, kiedy dominuje goła siła, dziwnym trafem milczy…
– Są dwie siły, które stanowią o polityce międzynarodowej wielu krajów, w tym również wielkich mocarstw: pierwsza to kwestie związane z geopolityką. Biorąc pod uwagę,
że w Stanach Zjednoczonych rządzi ideologiczna opcja,
to i tak obecna administracja, można powiedzieć, była
w porządku wobec rządu Zjednoczonej Prawicy i względnie nie krytykowano tej opcji rządzącej. Natomiast druga rzecz, która decyduje o polityce, to jest ideologia.
Świat zachodni ogarnęła wściekła ideologia rewolucji neomarksistowskiej, ideologia bardzo sekciarska, angażująca umysły, co więcej – niesamowicie destrukcyjna. I na tym tle katolicka Polska jest zagwozdką dla nich, powoduje wręcz irytację. Oni naprawdę nienawidzą tego systemu, jaki jest w Polsce,
z tradycyjnymi wartościami. I jeśli do głosu dochodzi czynnik rewolucyjny, to geopolityka czasem ustępuje,
idzie na bok, a prym wiedzie ideologia, którą Amerykanie realizują bez względu na toczącą się rywalizację z Chinami. Proszę zwrócić uwagę, że rewolucjoniści nie cofają się, idą coraz dalej. Taka jest rzeczywistość.

