Unia Europejska chwali działania rządu Donalda Tuska. Komisarz ds. sprawiedliwości Didier Reynders nie widzi działań bezprawnych. Mówi, że „nowy rząd jest w pełni zdeterminowany do tego, by odbudować praworządność w Polsce”.
– Nie jest dla mnie zaskoczeniem to, co na temat praworządności mówi komisarz Reynders. Nie widzi, kiedy w Polsce praworządność jest łamana w sposób ewidentny, niepodlegający dyskusji. No, ale co ma powiedzieć urzędnik unijny, który jest przedstawicielem Komisji Europejskiej – instytucji, która sama z praworządnością ma niewiele wspólnego? Widzieliśmy przecież korupcję na unijnych szczytach, w Parlamencie Europejskim, zachowania, które nie licują z powagą organizacji, która ma być wzorem, przykładem transparentności, uczciwości, obiektywizmu, czy w ogóle przestrzegania rządów prawa. Tam to prawo nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, bo w Unii Europejskiej dominuje ideologia, a przedstawicielem tej elity jest właśnie komisarz Didier Reynders. Można powiedzieć, że w Brukseli, w tym gronie unijnych biurokratów jest realizowana polityczna i ideologiczna linia i każdy, kto się zgadza z tą linią – bez względu czy przestrzega prawo, czy nie – jest chwalony i może liczyć na przychylność oraz wsparcie. Natomiast każdy, kto ma inne zdanie, inny punkt widzenia, kto inaczej postrzega funkcjonowanie Unii Europejskiej, kto najpierw widzi interes i dobro własnego państwa, ten w sposób naturalny będzie napiętnowany i postrzegany jako ktoś, kto nie przestrzega prawa.
Przecież to hipokryzja i zakłamanie!
– Tam, na unijnych szczytach, jak wspomniałem, żadne standardy nie obowiązują – zwłaszcza tych, którzy są tzw. swoi. Pozostali są rugowani, ich się zwalcza. Ale tak właśnie się przejawia ten mechanizm zaślepienia, obłudy. Zresztą niedawno mieliśmy w Polsce wizytę komisarz Very Jourovej, która mimo iż była o tym informowana, chociażby przez byłą marszałek Sejmu Elżbietę Witek, to żadnych naruszeń prawa przez ekipę Tuska nie dostrzegła. To jawne zaślepienie, bo Konstytucja RP jest ewidentnie łamana przez obecną władzę, a nieprzestrzeganie prawa jest na porządku dziennym. Dla obecnej „koalicji 13 grudnia” prawo niewiele znaczy, co potwierdzają nawet wybitni eksperci, których trudno posądzać o sympatię do Prawa i Sprawiedliwości, ale w europarlamencie nie ma debat na temat łamania praworządności w Polsce, jak to było za rządów Zjednoczonej Prawicy.
Lewica europejska dopuszcza wszelkie środki – łącznie z łamaniem prawa – pod warunkiem, że stosują je sprzymierzeńcy?
– Dokładnie. Mamy chociażby przykład Bułgarii, która popiera to, co robią Niemcy, czemu wyraz daje w głosowaniach na szczytach unijnych czy w Parlamencie Europejskim. I tam mimo wyraźnych sygnałów Komisja Europejska nie reaguje, nie dostrzega korupcji, nie widzi łamania praworządności, nie nakłada też kar, bo to są przecież swoi, którzy popierają tę samą linię polityczną. W związku z tym, że są członkami tej samej kasty, to są to osoby nie do ruszenia. Natomiast trzeba atakować każdego, kto ma inne poglądy i tych się posądza o brak praworządności czy wręcz o mowę nienawiści. Tak funkcjonuje Unia Europejska.
Tusk ma zatem przyzwolenie, żeby sprawować władzę jak mu się podoba i stosować prawo tak jak on je rozumie?
– Donald Tusk, czego zresztą nikt nie ukrywał, miał poparcie władz unijnych – tych lewicowych środowisk, można nawet rzec, że został oddelegowany z Brukseli, żeby za wszelką cenę przejąć władzę w Polsce. I to się docelowo udało. I mimo iż Platforma nie wygrała wyborów, to utworzyła rząd koalicyjny z pozostałymi ugrupowaniami, ma większość w parlamencie. Tusk został premierem i przeprowadza zmiany nawet nie tyle ewolucyjne, co rewolucyjne i wydaje się, że czyni to zgodnie z wolą, kierunkiem obecnych mocno zideologizowanych władz Unii Europejskiej.
W ramach tego rządzenia Tuska mamy też próby ośmieszania prezydenta Andrzeja Dudy i de facto urzędu Prezydenta RP. Co może, co powinien zrobić prezydent Duda, czy da się rozmawiać z ludźmi, którzy chcą go postawić przed Trybunałem Stanu?
– Mam wątpliwości, czy w ogóle da się rozmawiać z „koalicją 13 grudnia” i stojącym na jej czele premierem Tuskiem. Dialog jest bardzo ważny i potrzebny, oczywiście można się też różnić, jeśli chodzi o poglądy, ale trzeba się szanować. Wszystko jest w porządku, jeśli mamy do czynienia z demokracją, natomiast działania władzy Tuska, a także działania Unii Europejskiej zmierzają otwarcie w kierunku autorytaryzmu, autorytarnej formy rządów. I tak jest dzisiaj w Polsce, bo jeśli wyroki sądów są przychylne dla obecnie rządzącej koalicji, to jest chwalone, natomiast jeśli coś nie jest na rękę tej władzy, to podlega to wszelkiej możliwej krytyce. Nic więc dziwnego, że atakowany jest prezydent Duda, który stoi na straży Konstytucji i przestrzegania prawa w Polsce.
Sądy rejestrowe odmówiły dzisiaj wpisania do Krajowego Rejestru Sądowego likwidacji Polskiego Radia oraz Telewizji Polskiej. Ale zdaje się, że nie jest to problem dla min. Sienkiewicza, bo resort kultury uważa, że te werdykty nie powodują skutków prawnych.
– Minister Sienkiewicz zupełnie nie uznaje decyzji sądów rejestrowych, bo nie są one zgodne z jego punktem widzenia i nie idą w parze z jego działaniami. Co to jest, jeśli nie autorytarna władza? Przypomnę też, że w większości sądy są przychylne, sprzyjające obecnie rządzącej koalicji. Pamiętamy różne organizacje sędziowskie, jak Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” czy inne, które jawnie wspierały totalną opozycję, a sędziowie występowali wraz z politykami Platformy na protestach. Patrząc na zachowanie min. Sienkiewicza, można powiedzieć, że nie uznaje nawet werdyktów sprzyjającego tej władzy środowiska sędziowskiego, jeśli te werdykty nie są zgodne z ich oczekiwaniami. Co to jest, jak nie autorytaryzm, a nawet pewna forma dyktatury? Obowiązuje zasada, że jak my rządzimy, to nie może być żadnego sprzeciwu. Wydaje się im, że skoro przejęli władze, to wolno im wszystko, usuwać każdego ze stanowiska, wszystko zmieniać nie bacząc na prawo. Konstytucja w kampanii wyborczej czy wcześniej była tylko pustym hasłem, natomiast kiedy ta ekipa doszła do władzy, to mamy walec, który się przetacza przez Polskę i niszczy absolutnie wszystko, począwszy od demokracji, nie uznaje niekorzystnych wyroków sądów, wprowadza autorytaryzm czy nawet dyktaturę. Przejawem tego jest zamykanie do więzień posłów, całkowita eliminacja czy zwalnianie z urzędów osób nominowanych przez poprzednią władzę. Oczywiście wszystko to można zrobić, ale zgodnie z prawem, a nie na zasadzie – rządzimy i wszystko nam wolno. A tak, niestety, uważa obecna ekipa rządząca.
„Polowaniem” na polityków PiS ma się zająć Roman Giertych, który stanął na czele Zespołu ds. Rozliczeń i – jak sam twierdzi – będzie miał na celu doprowadzenie do tego, żeby każda złotówka, która została ukradziona, wróciła do budżetu państwa. To celowe działanie Tuska?
– Wybór akuratnie Romana Giertycha jest kolejnym potwierdzeniem, że tu nie chodzi o prawo, ale raczej o zemstę, o rewanż polityczny. Przecież do funkcji, które mają – jak słyszymy – rozliczać PiS, Platforma czy w ogóle koalicja rządząca powołuje te osoby, czy osobę, która wcześniej była znana jako najbardziej zaciekła, znana była z niechęci czy wręcz z wrogości, która była przeciwnikiem formacji prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Czyli widać, że górę bierze tu nie sprawiedliwość, uczciwość, ale emocje czy nawet pewien rewanżyzm. A jeśli tak, to trzeba wysunąć taką osobę czy osoby, które spełniają te kryteria, które – jak można przypuszczać – będą działały w sposób bezpardonowy, agresywny, które będą chciały dołożyć swoim politycznym przeciwnikom. To nie ma nic wspólnego z uczciwością, nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością, z chęcią poszukiwania i rozliczenia ewentualnych nieprawidłowości, ale tu głównie chodzi o walkę, o wyniszczanie przeciwnika – nie w drodze demokratycznych wyborów, ale maksymalne osłabienie i de facto wyniszczenie. To może być ważne w kontekście zbliżających się wyborów samorządowych w kwietniu czy czerwcowych wyborów do Parlamentu Europejskiego.
Tego typu działania Tuska i jego ekipy z pewnością odpowiadają twardemu, zacietrzewionemu elektoratowi Platformy, ale co z ludźmi, którzy popierają tę formację, ale niekoniecznie odpowiadają im działania na rympał?
– „Koalicja 13 grudnia” wykorzystuje jeszcze moment dużych emocji związanych z wyborami do parlamentu. Wygrana koalicja zawsze ma pewien kredyt zaufania i nawet jeśli nie realizuje tego, co zapowiadała, to mimo wszystko pewne zaufanie elektoratu jeszcze nie zdążyło wygasnąć. Mimo iż widać, że realizacji obietnic wyborczych „koalicji 13 grudnia” jest jak na lekarstwo, to zwolennikom, którzy bardzo liczyli na zmianę władzy, trudno się przyznać do błędu. To musi dojrzeć, aby móc wybrzmieć. Szczególnie ludzie uczciwi, którzy potrafią obiektywnie oceniać rzeczywistość, będą widzieć, że ci, na których głosowali, po dojściu do władzy stosują metody niemalże gangsterskie. Wtedy zrozumieją, że nie jest to działanie, które ma poprawić sytuację w kraju, że nie jest związane z rozwojem gospodarczym Polski, z poprawą funkcjonowania państwa i poprawą życia Polaków, ale celem jest de facto wyniszczanie przeciwnika politycznego. Na porządku dziennym są przecież zwolnienia ludzi z instytucji i urzędów, a także z zamykaniem do więzień przeciwników politycznych, posłów Mariusza Kamińskiego czy Macieja Wąsika. Rządzenie nie polega jednak na niszczeniu wszystkiego, co dokonała poprzednia władza, w tym inwestycji, które mogą zapewnić bezpieczeństwo państwa zarówno gospodarcze, jak i militarne, zwłaszcza w obliczu wojny, jaka toczy się za naszą wschodnią granicą. Ta koalicja zemsty w zasadzie nie realizuje nic z obietnic, jakie składała w kampanii wyborczej. Przykładem mogą być nauczyciele, którzy – owszem – otrzymają podwyżki, ale nie takie jak zapowiadał Donald Tusk. Mogą więc czuć się, i czują się, rozczarowani, czemu dają wyraz. ZNP krytycznie ocenił podwyżki dla nauczycieli. Również program, jaki forsuje kierownictwo MEN, budzi cały szereg wątpliwości. Wprowadza się jakieś absurdalne programy ideologiczne do systemu edukacyjnego, zapowiada się zmniejszenie liczby godzin religii itd. Również z obietnic gospodarczych nic nie zostało, przynajmniej mnie nie wiadomo nic na ten temat. To wszystko pokazuje, że „koalicja 13 grudnia” powoli zacznie tracić poparcie.

