logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Ekipa Tuska nie ma żadnych zahamowań

Sobota, 27 stycznia 2024 (10:38)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wiesławem Janem Wysockim, historykiem, prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego oraz wiceprezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej

„W Polsce nie obowiązuje Konstytucja, prawo, obowiązuje wola władzy” stwierdza prezes Jarosław Kaczyński i dodaje, że „to są rządy o charakterze niedemokratycznym, niepraworządnym, a często po prostu kryminalnym”. Ostre, dosadne słowa. Oddają stan rzeczy?

– Owszem, to mocne, zdecydowane słowa, ale prawdziwe. Praktycznie władza wykonawcza, czyli ekipa Tuska, mimo iż sprawuje rządy niewiele ponad miesiąc, to zdołała złamać cały szereg przepisów konstytucyjnych i innych przepisów prawnych, które konstytuują nasze życie publiczne. Co więcej, Tusk otrzymał na tego typu działania przyzwolenie ze strony Unii Europejskiej, urzędników brukselskich, którzy oficjalnie wręcz zachęcają do dalszego łamania procedur prawnych, jakie obowiązują w Polsce. Jako komentarz tych działań na usta cisną się słowa mało dyplomatyczne, których przez szacunek dla naszych czytelników nie wypowiem. Natomiast mamy w tej chwili sytuację niewątpliwie trudną, którą opisał prezes Jarosław Kaczyński, bo Konstytucja RP została przez tę „koalicję 13 grudnia” praktycznie zniesiona, a na pewno została zakwestionowana. To jeden z elementów planu realizowanego przez ekipę Tuska, a kolejnym krokiem podobnych działań, który już obserwujemy, jest próba lekceważenia i ograniczenia instytucji prezydenta RP, co de facto jest znieważeniem Rzeczypospolitej. Zdaje się, że Tusk chce powielić sposób działania, który zastosował już wobec prezydenta Kaczyńskiego, co skończyło się narodowym dramatem. Ale tych ludzi stać na wszystko, więc możemy się spodziewać dalszych działań, które będą wyglądały podobnie, bo ekipa Tuska nie ma żadnych zahamowań. Zresztą skoro raz, drugi czy trzeci złamało się prawo i Konstytucję RP, to kolejne tego typu przypadki na takich ludziach nie robią już żadnego wrażenia, stając się dla nich pewną normą.    

Pan Profesor wspomniał o przyzwoleniu Unii Europejskiej na działania „koalicji 13 grudnia”, ale nie tylko Brukseli, bo także naszym zachodnim sąsiadom podoba się styl sprawowania władzy przez Tuska?

– Prasa niemiecka jest wprost zachwycona poczynaniami ekipy Tuska w Polsce. Trudno żeby było inaczej, skoro realizuje on politykę przychylną Berlinowi. Swoją drogą Niemcy są przyzwyczajeni do dyktatu, żeby działać tylko na rozkaz – zwłaszcza rozkaz swoich władz, choć tak na marginesie, obecna władza w Niemczech chyba nie bardzo im odpowiada. Niemniej jednak Niemcy cieszą się, że w Polsce obecnie jest sytuacja wyjątkowo korzystna z ich punktu widzenia. Proszę zwrócić uwagę, że wszystkie instytucje, instytuty czy struktury w Polsce, które były w jakiś sposób ukierunkowane na Niemcy, jak na przykład odszkodowawcze itd., także Instytut Pileckiego, zostały albo rozwiązane, albo ich działalność została mocno ograniczona. W związku z tym jesteśmy dzisiaj dyspozycyjni wobec Berlina, co i tak jest bardzo delikatnym określeniem.

W jakiej sytuacji to nas stawia, zwłaszcza że za naszą wschodnią granicą toczy się wojna, kiedy słyszymy o różnych możliwych scenariuszach, w tym o planie Putina dotyczącym prowokacji czy uderzenia na jedno z państw bałtyckich. Czy destabilizacja wewnętrzna Polski nie jest wprost zachętą dla Putina?          

– To, co wyprawia „koalicja 13 grudnia”, jest de facto olbrzymim zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa, zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Chaos prawny i każdy inny, jaki ma miejsce w tej chwili w Polsce, w gruncie rzeczy nie gwarantuje nam porządku, a jeśli dołożymy do tego osłabianie instytucji państwa polskiego na zewnątrz, to mamy sytuację najgorszą, jaką tylko można sobie wyobrazić. Patrząc historycznie, przypomina to sytuację Polski z końca XVIII wieku, kiedy była ona cieniem dawnej świetności i jak mawiał poeta – jeden służy ruskim, drugi Prusakom, a trzeci Austriakom. Nie zapominając o przeszłości, patrząc na to, co się dzisiaj dzieje, możemy być pełni obaw co do naszej przyszłości. I dotyczy to spraw wewnętrznych i zewnętrznych.

Władysław Kosiniak-Kamysz, obejmując resort obrony, usunął ze stron MON raport podkomisji smoleńskiej. Dzisiaj ten raport został zastąpiony raportem Jerzego Millera, który powiela nieprawdziwe tezy i jest właściwie kopią raportu Anodiny…

– Jest takie określenie, które zostało nam w spadku po okresie stalinowskim, „popi u władzy”. Rzeczywiście wtedy u władzy byli właśnie popi tylko pełniący obowiązki Polaków. Dzisiaj to się, niestety, powtarza w polskiej polityce. Są bowiem u władzy tacy, którzy mogą się zaklinać, że bronią polskości, polskiej ziemi, którzy usta mają pełne frazesów, a tak naprawdę są największymi szkodnikami, co więcej zaciągają się na obcą służbę, co potwierdzają swoimi decyzjami w sprawach kluczowych. Marszałek Józef Piłsudski mówił, że w Polsce istnieją tylko dwie partie: partia polska i partia antypolska – partia obca. Politycy obecnie sprawujący władzę w Polsce, stojący na czele „koalicji 13 grudnia” oraz ich polityczni żołnierze wykonujący rozkazy godzące w instytucje państwa polskiego, nie są godni tych funkcji. Dlatego za marszałkiem Piłsudskim można powtórzyć, że jest to partia antypolska. Po objęciu resortu obrony jedną z pierwszych decyzji Kosiniaka-Kamysza jest rozwiązanie podkomisji do spraw zbadania katastrofy smoleńskiej, kierowanej przez Antoniego Macierewicza. Poseł Antoni Macierewicz ma rację, kiedy mówi, że dzisiaj kłamstwo smoleńskie kontynuuje Władysław Kosiniak-Kamysz i Donald Tusk.

W Ministerstwie Klimatu i Środowiska usunięto tablice poświęcone Żołnierzom Niezłomnym, ze ścian zniknął też symbol Polski Walczącej. Komu przeszkadzają te symbole i co ich usuwanie ma wspólnego z polityką?

– Widocznie ma, bo skoro ktoś jest, powiedzmy, przewrażliwiony na punkcie polskości i uważa, że polskość to nienormalność – jak mawiał kiedyś Donald Tusk – jeśli ktoś wychował się w duchu wspomnianych przed chwilą popów, to nic dziwnego, że zieje wrogością do wszystkiego, co z Polską ma wspólnego. Jest takie, zresztą bardzo celne powiedzenie, które oddaje stan obecnej rzeczywistości – mianowicie, że mamy dzisiaj sytuację, kiedy trzecie pokolenie UB-eków walczy z trzecim pokoleniem Armii Krajowej. Usunięcie symbolu Polski Walczącej – znaku prawnie chronionego – to jest właściwie reakcja na geny polskości, na to, co nazywamy etosem narodowym, na to, co nazywamy świętością. Jeśli w biały dzień łamie się Konstytucję RP, jeśli znosi się system konstytucyjny, to dlaczego nie można porywać się na to, co jest świętością dla nas, Polaków, czyli symbole. Tylko warto, żeby ci, którzy dzisiaj czynią tyle zła, którzy łamią prawo, mieli świadomość, że nie będą rządzić wiecznie i że to, co robią, może się im odbić wielką czkawką. Zapłacą za to niszczenie, demolowanie wszystkiego, co jest polskim etosem, polskim dziedzictwem i do czego społeczeństwo polskie, polski Naród jest bardzo mocno przywiązany. Zresztą to demolowanie, jeśli chodzi o symbole ważne dla Polaków, trwa nie tylko w resorcie klimatu, bo – jak słyszymy – z innych instytucji też znikają tablice, chociażby upamiętniające śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Swoją drogą nie godzi się niszczyć symboli, historycznych znaków dotyczących naszej przeszłości. Patrząc na „koalicję 13 grudnia”, nie wiadomo też, jaki los czekają rozpoczęte za poprzedniej władzy inwestycje, jak chociażby odbudowa Pałacu Saskiego w Warszawie. 

Tylko czy ci ludzie w ogóle mają świadomość, że działają na szkodę państwa polskiego i że prędzej czy później czeka ich za to kara? 

– Sądzę, że dzisiaj, kiedy są zajęci „rządzeniem” i upajaniem się władzą o tym w ogóle nie myślą. Uważam, że to są ludzie małej wyobraźni, którym się wydaje, że skoro mają dzisiaj siłę, to mają wszystko. Tylko że życie uczy, że każda siła – nawet siła imperium – czasem ulega rozbiciu i potęga ponosi porażkę. Żeby nie sięgać zbyt daleko, przypomnijmy sobie, jaki los spotkał imperium sowieckie. Wprawdzie ono się dzisiaj odradza, czy próbuje się odrodzić, pokazując pazury, ale jak pamiętamy, zostało już rozbite. Dlatego dzisiaj rządzący Polską, cała ta „koalicja 13 grudnia” z Donaldem Tuskiem na czele, niech pamiętają, że wszystko ma swój koniec, a wtedy do głosu dojdą ci, którzy mogą zażądać bardzo mocnych rozliczeń.

Jest cała masa przykładów łamania prawa. Nic więc dziwnego, że powstało nawet archiwum, które ma gromadzić materiały i dokumentować bezprawie koalicji Tuska, co w przyszłości ma pomóc od łamiących prawo wyciągnąć konsekwencje…

– To jest konieczność, bo przecież coraz więcej będziemy mieli przykładów działań, które nie mają nic wspólnego z prawem, które właściwie rozbijają to, co jest spoiwem państwa. Dlatego musimy zarejestrować, udokumentować te wszystkie przypadki bezprawnych działań, kto, za co dzisiaj odpowiada, jakie decyzje podejmuje, a przede wszystkim to, co na skutek tych bezprawnych działań zostało zdemolowane. Swoją drogą już zaczyna się układać nie pomyśli min. Bartłomieja Sienkiewicza, bo najpierw sąd rejestrowy odrzucił wniosek ministra kultury o wpisanie do Krajowego Rejestru Sądowego zmian we władzach Polskiego Radia, następnie Telewizji Polskiej, a teraz prokurator wydał postanowienie o przedstawieniu zarzutów notariusz, która brała udział w przejęciu mediów publicznych, która podobno przebywa już daleko od Polski. Tak czy inaczej chodzi o to, że uchwały w oparciu o które dokonano zmian w zarządach Telewizji Polskiej, Polskiego Radia oraz Polskiej Agencji Prasowej, nie były podjęte w miejscu i czasie wskazanym w dokumentach. Myślę, że to dopiero początek niepowodzeń tej władzy i za skok na media publiczne, za aresztowanie ministrów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika czy za skok na Prokuraturę Krajową przyjdzie im odpowiedzieć prędzej czy później.

                 Dziękuję za rozmowę.    

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl