logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: fot. arch. TV Trwam/ Inne

Próby manipulacji i urabiania społeczeństwa

Niedziela, 28 stycznia 2024 (18:48)

Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie

Prawo i Sprawiedliwość ruszyło z inicjatywą uświadamiania Polaków na temat tego, co za rządów Tuska dzieje się w Polsce. Pierwsze spotkania już za nami. Czy to jest odpowiedni czas?

– Inicjatywa bez wątpienia jest dobra, choć zadanie nie będzie łatwe, tym bardziej że media właściwie zostały przejęte przez obecną władzę – poza Telewizją Trwam, Radiem Maryja czy Telewizją Republika. Media komercyjne od dawna sprzyjały Donaldowi Tuskowi i koalicji antypisowskiej, natomiast obecna władza, stosując de facto cenzurę, siłowo dokonała przejęcia i próbuje zagłuszyć głos krytyczny. Telewizja publiczna, która dzisiaj z rzetelnością ma niewiele wspólnego, stała się kolejną tubą propagandową „koalicji 13 grudnia”. Zatem zadanie, jakie w tej sytuacji podejmuje Zjednoczona Prawica, która może liczyć na sieć wolnego słowa w postaci mediów toruńskich i Telewizji Republika, będzie trudne. Bezpośredni kontakt ze społeczeństwem, jaki dają wolne media, jest bardzo ważny. Również pora roku na bezpośredni kontakt z obywatelami nie jest do końca odpowiednia, stąd trudno powiedzieć, w jakim stopniu ta ofensywa rozpoczęta właśnie przez PiS będzie skuteczna.

Zatem nieprzypadkowo wybrano właśnie ten czas?

– Można się domyślać, że chodzi o to, żeby uświadomić społeczeństwo jeszcze przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi oraz do Parlamentu Europejskiego. Zadanie na pewno trudne, tym bardziej że mamy czas tuż po wyborach parlamentarnych i niedawno zakończyła się kampania wyborcza. Emocje jeszcze nie opadły i trudno będzie przekonać ludzi do zmiany poglądów, które wyrazili w głosowaniu 15 października 2023 roku. Mimo iż wszyscy widzą, co wyprawia koalicja Donalda Tuska, to kredyt zaufania, jakim zostały obdarowane te ugrupowania, i czas – słynne sto dni – jeszcze się nie skończył. To powoduje, że póki co jakichś dużych wahań sondażowych może jeszcze nie być. Być może jednak jest jakieś założenie taktyczne ze strony prezesa Jarosława Kaczyńskiego, aby cały czas na bieżąco docierać i uświadamiać Polaków w kwestii tego, co się dzieje. A dzieje się niedobrze.

Obecna opozycja wskazuje, że w Polsce pod rządami Tuska nie obowiązują Konstytucja, prawo, natomiast liczy się wola władzy, co jest faktem. Tylko czy poza treścią PiS nie popełnia błędu, próbując docierać cały czas do tej samej grupy, podczas gdy konieczne jest poszerzenie elektoratu o nowych wyborców?   

– To prawda, potrzebne jest poszerzenie stanu posiadania o nowy elektorat. Ostatnie wybory pokazały, że można zdobyć największą liczbę głosów, wygrać wybory i nie rządzić. Tak więc zadanie jest niezwykle trudne, trzeba dotrzeć i przekonać do swoich racji nowych wyborców, a niekoniecznie dotychczasowych, tzw. żelazny elektorat. Oczywiście są jeszcze wyborcy niezdecydowani czy też ci, którzy w ogóle nie poszli do wyborów albo głosowali na jedno z ugrupowań tworzących obecną koalicję rządzącą. Czas pokaże, jak się to rozwinie. Myślę, że wiele trudności po drodze trzeba będzie pokonać, w dodatku przekaz medialny jest ograniczony.

Jak zatem dotrzeć do szerokich mas społecznych i jak je przekonać?

– O ile można zorganizować spotkanie, to jest pytanie, czy ludzie przyjdą – zwłaszcza ci, którzy nie są – póki co – zwolennikami Zjednoczonej Prawicy, i jak licznie oraz czy uwierzą w ten przekaz, czy dadzą się przekonać. I to istotne pytania i niewiadome, tym bardziej że narracja z mediów komercyjnych czy nowej TVP jest zupełnie inna. Zadanie trudne, myślę jednak, że nie jest to mission impossible. Jak to zrobi obecna opozycja – trudno wskazać w sposób jednoznaczny. Mam nadzieję, że jest jakiś plan, jakiś program tego działania, jakaś opracowana taktyka, bo to jest niezbędne. Dotyczy to zwłaszcza młodego elektoratu, który tak licznie poszedł do wyborów parlamentarnych i, jak się wydaje, zagłosował pod wpływem emocji, które towarzyszyły kampanii. Koalicja Tuska dosyć mocno grała na emocjach, straszyła społeczeństwo PiS-em, przedstawiając stan kraju w negatywnym świetle, przekonując, że pod rządami Zjednoczonej Prawicy Polska jest izolowana na arenie międzynarodowej, że niewiele znaczy, że nasza gospodarka jest w opłakanym stanie, podczas gdy było dokładnie odwrotnie. No ale ludzie młodzi, często głosując pod wpływem emocji, dali się oszukać i nabrać na ten negatywny przekaz. Tym bardziej warto dzisiaj dotrzeć właśnie do tych młodych z pozytywnym przekazem.

Tylko jak? Patrząc na programy nauczania, na zapowiadaną reformę edukacji, jaką szykuje lewackie dziś MEN, ograniczenia lekcji religii, programowe, wygląda to na rewolucję i próbę formowania nowego człowieka?     

– Młodymi ludźmi, którzy nie mają doświadczenia życiowego, zawsze jest łatwo manipulować. Natomiast edukacja, jej poziom za rządów Zjednoczonej Prawicy nie był taki zły, jak rysuje opozycja. Co więcej, był jednym z najwyżej ocenianych w Europie, a może i na świecie. I nie rzucam słów na wiatr, bo o poziomie świadczą międzynarodowe badania umiejętności Programme for International Student Assessment (PISA), które są powtarzane co trzy lata, i polscy uczniowie na tle innych państw pod względem umiejętności matematycznych, rozumienia czytanego tekstu oraz rozumowania w naukach przyrodniczych wypadają bardzo dobrze. Natomiast przedstawiciele ówczesnej opozycji, a dziś koalicji rządzącej, przedstawiali edukację za PiS w krytycznym, nieprawdziwym świetle, a po wyborach i objęciu rządów podejmują próbę radykalnej zmiany edukacji, a wręcz rewolucji. Mamy zabiegi socjotechniczne ze strony kierownictwa MEN w postaci likwidacji prac domowych. Wielu rodziców pewnie przyklaśnie temu, bo to działanie znosi z nich obowiązek dopilnowania dzieci i odrabiania z nimi lekcji, jest to też pewna, ale tylko pozorna ulga dla nauczycieli, którzy nie będą musieli sprawdzać prac domowych. Tak czy inaczej jest to ze szkodą dla uczniów, dla ich edukacji. Obecnie rządzący twierdzą, że trzeba dostosować polski system edukacji do zachodniego, tylko zobaczmy, jak ten system tam wygląda, jakie są wyniki wspomnianych badań wśród uczniów innych krajów. Trzeba powiedzieć, że te wyniki są na bardzo niskim poziomie, bo w krajach zachodnich niewiele się od uczniów wymaga. Robi się wszystko, żeby uczeń miał jak najłatwiej, ale przecież nie na tym rzecz polega. Pozyskiwanie wiedzy, umiejętności, kompetencji zawsze wymaga wysiłku, tego nie zdobywa się, tylko chodząc do szkoły. Ważne jest powtarzanie, odrabianie zadań domowych.

Do tego dochodzi też ideologia, którą forsuje obecne kierownictwo MEN…

– To prawda. Tych zmian jest bardzo dużo w wielu obszarach, to jest de facto eksperyment na polskich uczniach. Mówi się też o powrocie do gimnazjów, bo jest opinia, że to było znakomite rozwiązanie, tymczasem było zupełnie odwrotnie. Tych pomysłów, które mają dotyczyć edukacji dzieci i młodzieży, jest wiele, ale jeśli koalicja Tuska się nie zreflektuje albo nie zmieni się władza w Polsce, to te zmiany będą na niekorzyść ucznia. Tak naprawdę dążenie do tzw. przeciętniactwa i zrównania poziomu polskich uczniów z tymi na Zachodzie, co – jak pokazują badania – będzie równaniem w dół i może okazać się katastrofą. Zatem nie o to w tym chodzi, bo edukacja jest bardzo ważna, ważne jest powtarzanie, czego przykładem może być edukacja w krajach azjatyckich, które są dzisiaj bardzo wysoko rozwinięte, co zawdzięczają właśnie wysokiemu poziomowi edukacji i nauce.

Ktoś powiedział, że do zbierania szparagów w Niemczech nie jest potrzebne wyższe wykształcenie, ponadto łatwiej jest manipulować ludźmi niedouczonymi. Czy zatem nie chodzi tu o wychowywanie masy, elektoratu z ograniczeniami, który nie myśli samodzielnie?

– Dokładnie. To jest nic innego jak powrót do PRL-u, gdzie limitowana była liczba studentów, było to – zdaje się – tylko ok. 400 tys., i tego limitu nie można było przekroczyć. Chodziło głównie o to, żeby w Polsce nie wykształciła się elita, która będzie rozumiała, co dzieje się w kraju, w społeczeństwie, która będzie rozumiała więcej niż przeciętny obywatel. Osoby wykształcone potrafią myśleć w sposób krytyczny, nie na wszystko się zgadzają, potrafią analizować fakty, wyciągać wnioski. Tymczasem tu chodzi o to, żeby wydawane polecenia społeczeństwo wykonywało w sposób mechaniczny czy przyjmowało za pewnik wszystko, co powie telewizja, tak jak to jest w krajach zachodnich. Na tym właśnie polega manipulacja i urabianie społeczeństwa, wtłaczanie wprost pewnej ideologii. Być może chodzi o to, żeby polskie społeczeństwo nie było dostatecznie wykształcone, żeby wyższe wykształcenie to był przywilej dla swoich, którzy będą dopuszczani do edukacji, a później do obejmowania określonych stanowisk w państwie, będą rządzić krajem i społeczeństwem.

Tyle że w czasach PRL-u potrafiliśmy się postawić tej indoktrynacji, rozumieliśmy, że władza próbuje nas oszukać. Czy dzisiejsza młodzież i rodzice są w stanie się zreflektować, zauważyć to oszustwo i zmienić front?  

– Polacy są społeczeństwem mądrym, inteligentnym, co wynika chociażby z dynamiki kształcenia, według jeszcze „starych” reguł, sprzed zapowiadanej reformy. Bardzo dużo Polaków kończy studia wyższe, nawet jeśli mówi się, że jakość dyplomów jest niższa, ale pewne minimum wiedzy trzeba jednak posiąść. Zatem my, Polacy, potrafimy myśleć krytycznie. Jeśli trzeba, potrafimy się też zreflektować. Natomiast problem polega na tym, że człowiek zapracowany, zagoniony nie zawsze pewne informacje, jakie się pojawiają w mediach, analizuje w sposób krytyczny. Ale po pewnym czasie, kiedy się zorientuje, że media kłamią, to zreflektuje się i nie będzie popierał tych, którzy sieją zło, nieprawdę, którzy kłamią. Polacy są mądrzy, potrafią się obudzić, powiedzieć NIE i stanąć po stronie prawdy. Może to być wyrażane w rozmaity sposób, np. w formie krytyki, protestów czy buntów wobec władzy. Istotą jest bowiem to, czy ci, którzy dzisiaj rządzą, którzy obiecywali cuda-wianki, rysowali program, czy będą go realizować w praktyce. Jeżeli nie, to polskie społeczeństwo potrafi surowo ocenić tych, którzy mijają się z prawdą.

Czy i jaka w tym uświadamianiu Polaków może być rola Kościoła? Czy dostrzega Pan taką rolę? Czy dzisiaj Kościół w Polsce jest przygotowany, by budzić ducha w Narodzie? W czasach zniewolenia komunistycznego to Kościół był tym ośrodkiem uświadamiania Polaków, to przede wszystkim tam czuliśmy się wolni jako Naród…       

– Paradoksalnie ta rola Kościoła dzisiaj jest o wiele trudniejsza niż w czasach PRL-u. Wtedy wróg był znany, zdefiniowany, i wszyscy to wiedzieli. Kościół rzeczywiście był jedynym miejsce, gdzie człowiek był osobą wolną, mógł więcej powiedzieć. Z Kościołem utożsamiali się nawet ci, którzy nie byli z nim blisko związani, którzy deklarowali się jako niewierzący lub innego wyznania. Wszyscy jednak mieli świadomość, że chcąc zaistnieć, musieli się trzymać Kościoła. Często też – na początku lat dziewięćdziesiątych – ówczesne elity wykorzystywały Kościół, a wielu z opozycjonistów, windując się w oparciu o Kościół, doszło do władzy. Dzisiaj Kościół jest atakowany ze wszystkich stron, próbuje się podważyć jego autorytet. Kościół nie zawsze jest słuchany tak, jak to miało miejsce wcześniej. Z Kościołem próbuje się walczyć wprost, ale też subtelnie. Co więcej, próbuje się ograniczyć rolę Kościoła i kapłanów. Dlatego nie będzie łatwo, aczkolwiek Kościół musi trwać, trzymając się Ewangelii i Dekalogu.

Nie może to być Kościół wycofany, który próbowałby się ułożyć z władzą?

– Przypomnijmy, że Kościół w czasach ataków zyskiwał, jeśli był konsekwentny w swoim nauczaniu, głoszeniu Ewangelii, zyskiwał dzięki obronie praw człowieka i zdecydowanej postawie wobec kłamstwa i zła. To są wartości, które zawsze stanowiły fundament chrześcijaństwa na każdym etapie historii zbawienia. Rola Kościoła i osób duchownych także w dzisiejszym czasie jest duża. Należy się spodziewać, że część duchownych będzie atakowana, i to brutalnie. Mając świadomość, że Kościół jest siłą, próbuje się podważyć jego autorytet m.in. wśród młodzieży, przekonuje się, że rzekomo nie pasuje do dzisiejszej rzeczywistości. Głoszone są hasła, jakoby Kościół był zacofany, a tu trzeba iść z postępem, być nowoczesnym; tylko że nie wyjaśnia się, co owa nowoczesność ma znaczyć, nie podaje się jej definicji. Tymczasem nie wszystko podlega zmianom i Kościół, który istnieje ponad dwa tysiące lat i czerpie ze swego doświadczenia, mimo iż wiele razy był zwalczany, prześladowany, przetrwał, bo jest Kościołem Chrystusowym. Dlatego nie może ulegać zmianom, modom i musi być konsekwentny w swoim przekazie, nauczać zgodnie z Dekalogiem i nazywać zło złem – niezależnie od tego, kto je czyni. Jeśli Kościół ulegnie, jeśli pójdzie z głównym nurtem współczesnej ideologii, to straci bardzo dużo, tak jak stracił np. Kościół anglikański, czy w ogóle Kościoły protestanckie w Niemczech, które popłynęły z głównym nurtem. Kościół w Polsce musi być konsekwentny, odważny mimo ataków, które z pewnością się pojawią czy to na instytucję jako taką, czy to na duchownych. Kto jednak będzie wierny nauce Ewangelii, która może się nie podobać rządzącym, i będzie stał przy Kościele, ten wytrwa i zwycięży.

             Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl