Zdaniem Tomasza Siemoniaka koalicja rządząca pracuje nad projektem dotyczącym likwidacji CBA. Uważa, że to jedna
z fundamentalnych spraw obecnej koalicji. Swoją drogą to nie jedyna instytucja, jaka ma paść pod razami „koalicji 13 grudnia”?
– Determinacja tej władzy w likwidowaniu instytucji państwa polskiego jest niebywała. Ta koalicja ma
wyraźnie jeden cel – pozbyć się problemu. Centralne
Biuro Antykorupcyjne rozpoczęło i prowadzi szereg śledztw dotyczących korupcji, zgromadziło dokumentację, tymczasem w opinii władzy Donalda Tuska trzeba to wszystko zniszczyć, rozproszyć. Z pewnością chodzi też
o to, żeby tej władzy nikt nie patrzył na ręce zbyt dokładnie. CBA jest strukturą sprawną, doświadczoną,
a teraz, kiedy sprawy korupcyjne przejdą do kompetencji Policji czy ABW, a więc do służb, które od lat tego typu sprawami się nie zajmują, bo są przeznaczone do innych działań, to można założyć, że efekty prac śledzących korupcję nie będą już takie, jak w przypadku CBA. I może właśnie o to chodzi…
Jakie jest społeczeństwo, ta jego część, która głosowała na koalicję Tuska, jeśli popiera działania zmierzające do likwidacji instytucji do walki z korupcją?
– Część społeczeństwa nie zagłębia się w szczegóły,
nie interesuje się na co dzień polityką, a swoje decyzje, oceny, opinie opiera głównie na przekazach medialnych: gazetowych, telewizyjnych, internetowych, w ogromnej mierze opanowanych dziś przez koalicję rządzącą. Zatem ludzie nie wgłębiają się w meritum tych spraw. Proszę zwrócić uwagę, że dzisiaj popularność formacji politycznych jest mniej więcej taka sama jak w dniu wyborów, czyli mimo że Platforma dokonała różnych dziwnych posunięć i właściwie rząd złamał prawo, Konstytucję RP, nie spełnił też wielu obietnic z kampanii wyborczej, to sondaże i tak pokazują, że ludzie nadal masowo popierają tę formację, ponieważ nie śledzą polityki na co dzień.
Sondaż CBOS opublikowany wczoraj pokazuje nawet, że Platforma zyskała
4 punkty procentowe i ma 29 procent poparcia, natomiast Prawo i Sprawiedliwość straciło 5 punktów i obecnie osiąga wynik 24 procent.
– Trudno dokładnie powiedzieć, jak to się kształtuje,
bo różne sondaże pokazują różne wyniki. Są takie, gdzie między dwiema głównymi formacjami jest remis bądź wynik zbliżony do remisu. Myślę jednak, że społeczeństwo z czasem, w dłuższej perspektywie się przekona, do czego ta władza prowadzi. Donald Tusk oraz cały obecny rząd prezentują koncepcję neobalcerowiczowską, czyli duszenia koniunktury, schładzania rozgrzanej gospodarki, ale to nie jest dobra polityka na dzisiejsze czasy. Polska gospodarka jest rozpędzona i nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy
w szybkim tempie doganiali najbardziej rozwinięte kraje europejskie. Natomiast jeżeli ją schłodzimy, zatrzymamy, zahamujemy inwestycje, które już powoli są likwidowane, to będzie bardzo źle. Tusk oczywiście udaje, że nic z tych rzeczy, że dopiero się zastanawia, analizuje, że nawet jeśli chodzi o port kontenerowy na wyspie Uznam, to nie wiadomo jeszcze, co z nim będzie, podobnie jeśli chodzi
o Centralny Port Komunikacyjny, gdzie dopiero odbywa się audyt. Tymczasem wszyscy rozsądnie myślący ludzie widzą, że zmierza to do uśpienia i zatrzymania tych inwestycji, ale nie tylko tych, bo dotyczy to również budowy elektrowni jądrowych.
To nic innego jak dążenie do zatrzymania szybkiego rozwoju Polski – na co zresztą naciskają Niemcy, których bardzo niepokoi, że Polska idzie tak szybko do przodu?
– Berlinowi ta nasza odważna polityka gospodarcza
i finansowa, jaką prowadził rząd Zjednoczonej Prawicy, oczywiście się nie podoba. Nic więc dziwnego, że Niemcy korzystają z okazji, iż władzę w Polsce przejął Donald Tusk, i naciskają, mając świadomość, że jest to ekipa uległa.
To wszystko zapowiada, że będziemy mieli bardzo mocno wyhamowaną gospodarkę. Szereg elementów wprowadzonych przez rząd PiS, także nakręcających koniunkturę, jak chociażby Bezpieczny Kredyt 2 proc. dla ludzi młodych na zakup mieszkania, już właściwie został zlikwidowany. Jeśli ta władza pójdzie dalej i – jak zapowiadał Tusk – wprowadzi w Polsce walutę euro,
to zostaniemy ustawieni w roli kraju o średnio rozwiniętej gospodarce, co właściwie uniemożliwi nasz rozwój. Wpadniemy w pułapkę tzw. średniego rozwoju i nic nas
od tego nie uratuje. Pomijam już to, że wprowadzenie euro spowoduje straszliwą podwyżkę cen, tak jak to miało miejsce w innych krajach Europy, które przyjmowały walutę euro.
To może spowodować otrzeźwienie?
– Jeśli społeczeństwo otrzyma taką dawkę „atrakcji”, jak wspomniane wprowadzenie euro, podwyżki cen, a tym samym obniżenie stopy życiowej, jeżeli rząd zniesie tarcze ochronne dla gospodarstw domowych na gaz i energię elektryczną, co ma nastąpić już w lipcu tego roku, do tego jeśli zostaną podwyższone podatki i wprowadzonych zostanie szereg innych obciążeń, to popularność koalicji rządzącej z całą pewnością spadnie. Tak mieliśmy już za poprzedniej władzy koalicji PO – PSL po podniesieniu wieku emerytalnego Polakom. Tylko że wprowadzone już zmiany będą z ogromną szkodą dla Polski i społeczeństwa. Owszem, nastąpi refleksja, bo wielu ludzi wyciągnie wnioski z tego, co się dzieje, ale to słabe pocieszenie.
Nie wiem, czy wyborcy Platformy, którzy głosowali przeciw PiS, są zdolni do takiej refleksji. Weźmy chociażby nauczycieli, którzy są w stanie przełknąć to, że Tusk
nie dotrzymał słowa w sprawie wysokości podwyżek płac, byleby tylko nie rządziło PiS.
– Faktycznie z takimi zacietrzewionymi ludźmi ciężko jest polemizować, ale jeśli raz, drugi zobaczą, że żyje im się gorzej, bo wzrosną, dajmy na to, kilkukrotnie rachunki
za prąd czy gaz, to sądzę, że jednak zaczną myśleć.
Zatem tak jak wspomniałem, dochodzenie do przekonania, rzetelnej oceny rzeczywistości to może być proces, ale prędzej czy później ta refleksja się pojawi. W moim przekonaniu „koalicja 13 grudnia” zdemoluje Polskę
w sposób straszliwy, więc marne pocieszanie, że za cztery lata wahadło pewnie się odwróci, bo do tego czasu ten rząd może wyrządzić w Polsce tak potworne szkody, że się nie pozbieramy. Dzisiaj pojawiła się informacja, że Tusk zgodził się na trzy nowe podatki ogólnoeuropejskie, które mają zastąpić część dotychczasowej składki członkowskiej wpłacanej przez poszczególne kraje. Tusk wprawdzie zaprzecza, że zgodzi się na relokację migrantów, ale przecież wszyscy wiemy, że to jest tylko mydlenie oczu
i odwlekanie sprawy, że Bruksela i Berlin pospołu podzielą się z nami tym problemem. Mamy więc kompletną uległość wobec unijnych szalonych pomysłów. Należy do nich zaliczyć pozbawiony logiki, de facto szkodliwy pod każdym względem i forsowany na siłę przymus rezygnacji
z produkcji samochodów spalinowych do 2035 roku, które mają zastąpić pojazdy elektryczne. Podczas gdy już dzisiaj mamy na świecie gwałtowny odwrót od samochodów elektrycznych, a rynek używanych pojazdów elektrycznych spada do zera. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie kupi używanego „elektryka”, bo praktycznie zawsze jest
to złom. Jak widać, niektóre szalone, ideologiczne, przedwczesne i niedopracowane pomysły unijne prawdopodobnie umrą śmiercią naturalną, szkoda tylko,
że zanim to nastąpi, napsują nam wszystkim sporo krwi.
Wracając jeszcze do likwidacji CBA. Szyki
w planach „koalicji 13 grudnia” może pomieszać prezydent Andrzej Duda, który korzystając z prawa weta, może ostatecznie zdecydować o losie ustawy likwidującej CBA.
– Koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak
stoi na stanowisku, że rządzący będą próbowali przekonać prezydenta Andrzeja Dudę, iż proponowane rozwiązanie, czyli likwidacja CBA i rozczłonkowanie kompetencji
na inne służby, nie dość, że nie osłabi, to jeszcze wprost przeciwnie – wzmocni walkę z korupcją. Nie sądzę jednak, żeby ten manewr, ta próba przekonania prezydenta się powiodła. Swoją drogą w ogóle nie rozumiem, jak ekipa Tuska zamierza przekonywać prezydenta Dudę do czegokolwiek. Jak bowiem można przekonywać człowieka do czegoś, jeśli się go najpierw obraża, mówi się pod jego adresem najgorsze rzeczy, padają obelgi, szyderstwa, jest cała masa nieprzyjaznych gestów wobec prezydenta,
a potem nagle słyszymy, że oni chcą z prezydentem rozmawiać, przekonywać go. W mojej ocenie jest to niedorzeczne działanie, bo albo się podchodzi do głowy państwa z szacunkiem i powagą, albo nie. Uważam, że jeśli Donald Tusk mówi o pojednaniu narodowym, to pierwszym warunkiem na tej drodze jest uroczyste, publiczne przeproszenie prezydenta za wszystkie złe słowa, szyderstwa, kpiny. Z głowy państwa, z ojca narodu,
bo prezydent jest takim ojcem narodu, którego sami wybieramy, który ma największy mandat społeczny,
nigdy nie wolno szydzić, bo to godzi w państwo polskie.
Jak zatem osiągnąć jakikolwiek kompromis, czy to jest w ogóle możliwe?
– Nasz system polityczny zakłada pewien kompromis.
Już sam fakt, że z jednej strony jest Sejm, a z drugiej strony prezydent z prawem weta, już to w pewnych sytuacjach nakłania do kompromisu. Przypomnijmy sobie, że kiedy Donald Tusk przy pomocy osiłków przejmował instytucje mediów publicznych, to po kilku dniach kryzysu właśnie z Kancelarii Prezydenta RP popłynął sygnał gotowości do rozmów. Oczywiście za tym sygnałem – jak przypuszczam – szły jakieś koncepcje rozwiązania tego kryzysu, np. na wzór francuski. Otóż we Francji jest pięć rządowych anten telewizyjnych i po wyborach parlamentarnych rząd przejmuje trzy z nich, a dwie przypadają w udziale opozycji. I to jest reguła, która zawsze obowiązuje. I można by ten model – mniej lub bardziej zmodyfikowany – wprowadzić u nas, w Polsce. Sądzę, że coś takiego mógł mieć na myśli prezydent Duda, proponując rozmowy stronie rządowej. A zatem prezydent tym samym sugerował, że jest jakieś rozwiązanie, jest jakieś pole do kompromisu, tylko że woli tego kompromisu, woli rozsądku nie przejawia Donald Tusk i jego ekipa, która chce rządów stuprocentowych, rządów autorytarnych
z zajęciem wszystkich instytucji publicznych. Tymczasem zgodnie z zasadami rząd urzęduje, wykonując swoją władzę, ale są pewne instytucje, gdzie zgodnie z zasadą kadencyjności rządzi opozycja. I to jest rzecz normalna, naturalna. Przypomnę, że kiedy PiS przejmowało władzę, ta zasada była przestrzegana. Natomiast Tusk chce wszystko mieć we własnym ręku, a to jest nic innego jak dążenie do rządów autorytarnych.

