logo
logo

Zdjęcie: / Inne

Tusk gra tylko na siebie

Wtorek, 6 lutego 2024 (21:24)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego

Protestów rolniczych w Europie jest coraz więcej, m.in. w Niemczech Holandii czy we Francji. Ostatnio Bruksela była świadkiem niezadowolenia rolników. Jak te wydarzenia  są odbierane w Parlamencie Europejskim?

– W Parlamencie Europejskim, wśród europosłów, nie widzę jakiegoś specjalnego poruszenia, zainteresowania całą tą sytuacją, rolniczym niezadowoleniem i protestami. Odnoszę wrażenie, że zarówno dla europarlamentarzystów, jak i ich asystentów czy pracowników poszczególnych agend PE te protesty rolnicze były wręcz egzotycznym wydarzeniem. Byli i tacy, którzy wręcz oburzali się paleniem słomy czy opon, bo to ich zdaniem ociepla klimat. Pokazuje to stopień nieświadomości czy wręcz bezczelności tych elit całkowicie oderwanych od realiów życia. Natomiast nie ma żadnego zainteresowania sednem problemu, nikt nie organizuje debaty w tej sprawie, nie ma też żadnych symptomów otrzeźwienia oraz zmiany koncepcji funkcjonowania i podejścia do spraw tak poważnego sektora jakim jest rolnictwo. Brak zatem refleksji, wręcz przeciwnie – eurokraci cały czas uważają, że przepisy, które wdrażają, to jest jedynie słuszna droga.

Tymczasem determinacja rolników jest coraz większa, bo polityka unijna prowadzi do zapaści europejskiego rolnictwa?

– Są dwie przyczyny takiego stanu rzeczy. Pierwsza to Europejski Zielony Ład, który powoduje ograniczanie produkcji i de facto zabija rolnictwo europejskie. Wszystkie normy, projekty przygotowane pod płaszczykiem poprawy klimatu tak naprawdę prowadzą do zwiększenia wymogów wobec branży rolniczej. Jeśli do tego dodamy wysokie koszty produkcji wyśrubowane właśnie przez podniesienie wymogów, norm, które są nakładane na producentów rolnych, to sprawia, że rolnicy nie tylko w Polsce, ale także w krajach europejskich mają coraz gorzej. A do tego jeśli widzą, że nakładane są na nich podatki w ramach ETS, kiedy próbuje się wykazać, że rolnictwo jest wysokoemisyjne, co też ma się wiązać z nakładaniem podatków; kiedy na paliwo niezbędne do produkcji rolniczej również nakładany jest podatek w ramach ETS, to widać, że za sprawą ideologów, dla których wszystko jest wysokoemisyjne, rolnictwo europejskie jest doprowadzane do zguby. Z drugiej strony wielkie interesy się rozwijają, powstają agroholdingi – kryją się za nimi biznesy przede wszystkim holenderskie, francuskie czy niemieckie, które zainwestowały swój kapitał na Ukrainie czy w Ameryce Południowej i chcą zalewać europejski rynek tanimi płodami ziemi tam produkowanymi. Dlatego rolnicy słusznie uważają, że taka polityka zabija rodzimy rynek, kulturę rolnictwa i w ogóle rolnictwo.

Interesy i ideologia zabijają zdroworozsądkowe myślenie?

– Dokładnie. Nawet pandemia niczego nie nauczyła unijnych decydentów. Tymczasem widać, że wystarczy jakieś nieprzewidziane zdarzenie, jak pandemia, czy przerwanie łańcucha dostaw w związku z wojną w regionach łańcuchów, które są strategicznie niezwykle ważne dla przepływu towarów, żeby to generowało poważne problemy związane z bezpieczeństwem żywnościowym w Europie. Jednak tu, w Brukseli, nikt na poważnie tego nie bierze i nikt nie słucha tego, co mają do powiedzenia rolnicy. Paradoksalnie jedynie reaguje policja, tworząc kordony, pacyfikując protesty. Prawdopodobnie mają też miejsce zatrzymania włącznie z konfiskatą rolniczych maszyn biorących udział w protestach, m.in. w Brukseli. Establishment sam się wyżywi, ale reszta ludzi zostanie pozostawiona sama sobie, a to zwiastuje potężną destrukcję. I unijni decydenci to wszystko widzą, mają tego świadomość, ale nic nie robią. Z kolei rolnicy, farmerzy się organizują – jak w Holandii, gdzie założyli partię i doskonale sobie poradzili w wyborach. Myślę, że rolnicy europejscy są w tej chwili najbardziej świadomą częścią społeczeństwa, która dostrzega szkodliwość przemian, jakie się dokonują w Unii Europejskiej. Reszta społeczeństwa, niestety, wciąż śpi i obawiam, że może się obudzić, kiedy już będzie za późno. Natomiast rolnicy są w tym momencie jedyną protestującą grupą, bo widzą perspektywę ginącej Europy i zagrożenie bezpieczeństwa żywnościowego, które jest skutkiem bezrefleksyjnej polityki unijnych decydentów, uważających, że klimat się ociepla. Tyle że klimat się ociepla jedynie w ich głowach.

Europa była kiedyś samowystarczalna, jeśli chodzi o żywność, teraz produkty rolnicze unijnych rolników – jak Pani zauważyła – będą przegrywać z tańszymi z państw spoza Unii. To systemowe niszczenie rolnictwa europejskiego na lewacką modłę?

– Oczywiście, że tak. Z jednej strony jest to systemowe niszczenie rolnictwa poprzez wprowadzanie różnego rodzaju kompletnie oderwanych od rzeczywistości mód, europejskiego stylu życia, stylu odżywiania się pozbawionego np. mięsa. Okazuje się, że hodowla zwierząt, która przecież jest znana od zarania dziejów, według ideologów jest wysokoemisyjna, co rodzi też nagonkę na hodowców czy w ogóle na rolników. Z drugiej strony powstają fabryki sztucznego mięsa i ktoś robi na tym ogromne pieniądze, wykorzystując ludzką naiwność. Nic więc dziwnego, że na pierwszy front wysuwa się dzieci, tak było chociażby z Gretą Thunberg, bo dzieci się mniej atakuje, przynajmniej ideologię w ich wydaniu trudno zaatakować od strony wizerunkowej. I to mieszanie w głowach, to pranie mózgów trwa w najlepsze. Ta ideologia jest przyswajana zwłaszcza przez ludzi, którzy nie mają mocno ugruntowanego podejścia do życia, którzy są mniej odporni, niewyedukowani i nie potrafią sobie poradzić z napływem, wręcz ze szturmem informacji. Tyle tylko, że to prowadzi do zagłady, jak każda ideologia. Na to lansowanie nowych trendów idą potężne pieniądze. Ci ideolodzy zawładnęli nie tylko ludzkimi naiwnymi umysłami, ale też instytucjami, które tworzą szkodliwe prawo. Niestety, wiele środowisk tej inwazji nie widzi. Rolnicy są pierwszymi, którzy to dostrzegli i próbują obudzić resztę, która wciąż jeszcze śpi.  

Polscy rolnicy też dostrzegają zagrożenie, dlatego w piątek strajk generalny zapowiada NSZZ RI „Solidarność” – zablokowane mają zostać m.in. przejścia graniczne z Ukrainą. Ten protest jest też odpowiedzią na otwarcie rynku na produkty z Ukrainy i przedłużenia wolnego handlu z Ukrainą do połowy 2025 roku, co może całkowicie zdestabilizować nasz rynek…

– Na Ukrainie twa wojna, a my jesteśmy krajem przyfrontowym. To jest bardzo poważny problem i nie jest tak, że mamy granicę, która będzie nas chroniła przed skutkami ekonomicznymi tej wojny. W tym zakresie nie ma granic. I gdyby tu chodziło o byt rolników z Ukrainy, to można by się było jeszcze zastanowić, tymczasem tę grę prowadzą potężne wspomniane już agroholdingi, które czerpią ogromne zyski z możliwości zwłaszcza niedookreślonego handlu, który stwarza im Unia Europejska. I to jest irytujące, niebezpieczne, stąd też protest rolniczy. W stu procentach przychylam się do tego protestu – zarówno rolników polskich, jak i europejskich, co zresztą wyraziłam w mediach społecznościowych.

Politycy Platformy mówią, że za to wszystko odpowiada komisarz ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski…

– To jest kompletna bzdura. Przecież to Platforma jest członkiem Europejskiej Partii Ludowej, i to ta formacja zgodziła się na wszystkie ideologiczne projekty, to oni za to odpowiadają. Co robi dziś Tusk, który w tym czasie był szefem Rady Europejskiej, a później szefem EPL-u, który został okrzyknięty „królem” Europy? Otóż, zgadzał się wtedy i zgadza się dzisiaj jako premier na to, co narzuca Unia, bo jest zainteresowany tylko i wyłącznie własną europejską karierą.

Czy te protesty związkowe zwiastują koniec rządów lewicy i liberałów w Unii Europejskiej, ale też początek poważnych problemów władzy Tuska w Polsce? To po grudniowym Proteście Wolnych Polaków będzie pierwszy ogólnopolski strajk, z jakim będzie się musiała zmierzyć „koalicja 13 grudnia”.

– Donald Tusk jako szef rządu nigdy się nie przejmował takimi rzeczami jak rolnictwo. Jego protesty nigdy nie interesowały. To nie jest polityk wrażliwy na biedę, na zjawiska, które mogłyby zubażać społeczeństwo. To człowiek, który – moim zdaniem – żyje w pogardzie do innych, liczy się tylko on, jego interesy i cel, jaki sobie stawia, ale nic więcej. Widać to chociażby po tym, jak traktuje przeciwników politycznych, nagonka na ludzi, którzy mają inne poglądy niż on, czego przykładem jest wsadzanie ludzi do więzień – Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. To pokazuje, że ten człowiek ma zapędy autorytarne. Jeśli zaś chodzi o rolnictwo, to on się na tym nie zna. Obce mu są mechanizmy funkcjonowania państwa. Dla niego ważne są tylko układy, intrygi, przetasowania, liczenie szabelek, natomiast rządzenie państwem nigdy nie było jego domeną. To nie jest mąż stanu, który ma wizję i wiedzę, jak funkcjonuje państwo. On ma za zadanie doprowadzić Polskę do armagedonu, a później ucieknie do Brukseli – zresztą ma już w tym praktykę. Później zaś będzie chciał na „białym koniu” wrócić do Polski i zająć fotel prezydenta. Tusk gra tylko na siebie. Skrajnie naiwny bądź zakłamany musi być ten, kto wierzy, że jemu chodzi o Polskę. Tymczasem poszczególne grupy społeczne zaczynają dostawać w głowę potężnym obuchem. U nas są to rolnicy czy pracownicy Zakładów Usług Leśnych, gdzie nowe kierownictwo resortu klimatu i środowiska z minister Hennig-Kloską na czele uznało, że jednym podpisem można nie wycinać lasów. Muszę z przykrością stwierdzić, że to osoba, która kompletnie nie zna się na funkcjonowaniu państwa, czym spowodowała, że powstał potężny ruch sprzeciwu także wśród pracowników Zakładów Usług Leśnych, którzy znaleźli się na granicy przeżycia. Ci ludzie, świadczący usługi na rzecz nadleśnictw, mają często bardzo drogie maszyny, sprzęt, który będzie rdzewiał; do spłacenia mają kredyty, mają też na utrzymaniu rodziny. To bzdurna decyzja.

A jeśli chodzi o Europę?

– Natomiast jeśli chodzi o Europę, to rzeczywiście, już strajki rolników w Holandii pokazały, że mamy do czynienia z wielkim przebudzeniem. Wcześniej we Francji były protesty „żółtych kamizelek”, które dzisiaj w połączeniu z rolnikami mogą stanowić potężną siłę. Jeżeli do tego dodamy jeszcze skrajnie niebezpieczne decyzje Unii Europejskiej w zakresie imigrantów, czyli dalszego zapraszania ich do Europy, to też rodzi potężny antyimigrancki ruch. Te wszystkie działania będą powodowały przebudzenie kolejnych środowisk. Obawiam się jednak, że do Polski to szerokie przebudzenie może przyjść za późno, bo w momencie, kiedy kwoty relokowanych imigrantów będą już bardzo duże, a to może być już za późno. W Polsce trwa awantura, Tusk stawia zasłony dymne, zastanawia się, jak sprytnie zarządzać konfliktem, bo dobrze wie, że w tym samym czasie w Unii Europejskiej dobiegają końca potężne prace dotyczące Paktu Migracji i Azylu, na którego ostateczny kształt zgodziła się polityczna rodzina Tuska, czyli EPL. Dopinany jest m.in. bardzo niebezpieczny zapis, który w tej chwili jest ubierany w treść, gdzie jest rozporządzenie o zarządzaniu kryzysowym, zgodnie z którym Komisja Europejska będzie mogła w każdej chwili uznać, że mamy kryzys i kwota, dajmy na to, 30 tysięcy przymusowych relokowanych imigrantów może zostać zwielokrotniona. To jest niezwykle groźne, i Tusk doskonale zdaje sobie z tego sprawę, tylko żeby nie mieć skrajnej wolty, to robi ludziom wodę z mózgu.

 Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl