Do Sejmu nie zostali wpuszczeni, a co za tym idzie, nie mogli podjąć pracy posłowie Kamiński i Wąsik. Stało się to mimo orzeczenia Izby Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego, które uchyla postanowienie marszałka Hołowni
o wygaszeniu mandatów wspomnianym parlamentarzystom. Z czym mamy do czynienia?
– Takiej sytuacji w historii polskiego parlamentaryzmu do tej pory nie było. Mamy do czynienia z bezprawiem obecnej władzy, która nie uznaje tych przepisów i norm prawa, które są dla niej niewygodne. To jest postępowanie typowe dla reżimów autorytarnych, które nie liczą się
z prawem, nie liczą się z werdyktami sądów, natomiast realizują tylko własne cele na zasadzie – to my podejmujemy decyzje, to my mamy policję, mamy Straż Marszałkowską, i co nam zrobicie. Wygląda na to, że w ten sposób ta władza ma zamiar załatwiać sprawy w mediach, w prokuraturze i kto wie, jak daleko mogą się jeszcze posunąć. Do tego przejęli media publiczne, za pośrednictwem których przekazują polskiemu społeczeństwu swoją bardzo propagandową narrację.
Czy zatem to, co ma miejsce w tej chwili w Polsce, to jest zamach stanu i dyktatura, jak uważa prezes Kaczyński?
– Naturalnie, oczywiście, że tak. To, co w tej chwili obserwujemy, to jest zamach stanu, wprawdzie rozłożony w czasie, ale taka sytuacja ma właśnie miejsce w Polsce. To jest zamach stanu realizowany etapami i dyktatura, bo jeśli rząd nie respektuje przepisów prawa, jeśli nie reaguje na wyroki sądowe, jest to postępowanie typowe dla dyktatury. Mówię to z przykrością, ale niestety przyszło nam żyć w czasach dyktatury.
Twarzą dzisiejszych działań wobec posłów,
i nie tylko, jest marszałek Hołownia. Czy nie ma on świadomości, że wykonując polecenia Tuska, który w Sejmie jest nieobecny, bo aktualnie bawi na nartach, tak naprawdę naraża się na odpowiedzialność prawną?
– Z jednej strony ludzie, którzy łamią prawo, zapewne zdają sobie sprawę, że grozi im odpowiedzialność karna, ale z drugiej strony są pewni, że włos nie spadnie im
z głowy. Trudno, żeby było inaczej, otóż w 2015 roku, kiedy Prawo i Sprawiedliwość obejmowało władzę w Polsce po wygranych wyborach parlamentarnych, to była cała masa spraw także karnych, które należało wyjaśnić przed sądem – przykładem jest chociażby luka VAT-owska. Tymczasem przez osiem lat nie zrobiono nic, żeby te sprawy załatwić, żeby winni zostali postawieni przed sądem i ponieśli odpowiedzialność za swoje czyny. Nic więc dziwnego, że ekipa Donalda Tuska uważa, że nawet jeśli odmieni się polityczna karta i PiS znów dojdzie do władzy, to i tak im się nic złego nie stanie, że i tak nikt ich nie będzie ścigał za to, co robią teraz. I wie pan co, oni chyba mają rację, że tak jak PiS nie podjęło żadnych kroków po 2015 roku, żeby ukarać winnych, tak będzie w przyszłości, jeśli „koalicja 13 grudnia” straci władzę. Zatem rządzący dzisiaj mają pełne poczucie bezkarności, że choćby nie wiem co zrobili, to i tak nie poniosą kary.
Rzeczywiście, do tej pory mogło się wydawać, że oprócz kłótni, sporów, oskarżeń, komisji śledczych itd. ostatecznie nikomu włos z głowy nie spadł. Jednak Tusk chyba złamał tę regułę, a przykładem jest uwięzienie posłów Kamińskiego i Wąsika?
– Być może. Ja odnosiłem się do postępowania PiS-u – moim zdaniem zbyt łagodnego. PiS w mojej ocenie zbyt lekko przechodziło do porządku dziennego nad wieloma przypadkami łamania prawa, stąd też takie, a nie inne moje prognozy na przyszłość. Oczywiście ma pan redaktor rację, że rząd Donalda Tuska nie ma żadnych skrupułów, co więcej, obawiam się, że jeśli ten system dyktatury będzie trwał dłużej, to do więzienia może trafić dużo więcej polityków opozycji. Przecież min. Adam Bodnar, odnosząc się do swoich działań czy działań min. Bartłomieja Sienkiewicza, stwierdził, że przywracają konstytucyjność
i szukają jakiejś podstawy prawnej, żeby to zrobić.
A zatem działają i dopiero potem szukają uzasadnienia prawnego. Mamy więc poszukiwanie pretekstów, żeby się zająć przeciwnikami politycznymi. To wszystko musi budzić i budzi uzasadniony niepokój, ale podkreślam, że mamy do czynienia z władzą ludzi, którzy kompletnie nie liczą się z prawem, łamią przepisy, co więcej, mają poczucie bezkarności, bo pamiętają, że po 2015 roku, za rządów Zjednoczonej Prawicy, nikomu z nich włos z głowy nie spadł i nikogo do odpowiedzialności karnej nie pociągnięto.
Czy ten Sejm, który obraduje w niepełnym składzie 458 posłów, może skutecznie pracować, stanowić prawo, czy może mamy Sejm kadłubowy?
– To ma rozstrzygnąć Trybunał Konstytucyjny – ostatni szaniec praworządności. Prezydent Duda podpisał ustawę budżetową, ale w trybie kontroli następczej skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego – właśnie z tą wątpliwością,
o którą pan redaktor pyta. Zobaczymy, jaki będzie werdykt, jaką opinię wyrazi Trybunał. Inna sprawa, że rząd Donalda Tuska i jego zwolennicy podkreślają, że Trybunał Konstytucyjny to de facto nie jest Trybunał, że oni nie uznają jego wyroków itd. Przypomnę też, że szykowana jest akcja usunięcia części sędziów tegoż Trybunału czy też podjęcia jakiejś uchwały sejmowej, a nie ustawy, która będzie stwierdzała, że postanowienia Trybunału Konstytucyjnego nie mają podstaw prawnych, a co za tym idzie – nie są uznawane przez obecną większość sejmową. Słyszeliśmy, że miało się to wydarzyć podczas rozpoczynającego się dzisiaj posiedzenia Sejmu, ale „koalicja 13 grudnia” odłożyła tę akcję, bo zdaje się, że nawet w tym gronie są jakieś wątpliwości, jak to przeprowadzić.
Natomiast jeśli ten scenariusz doczeka się realizacji, to zamach stanu wejdzie na całkiem nowe tory. Informacja
o rozpędzaniu najwyższych organów konstytucyjnych państwa, a takim bez wątpienia jest Trybunał Konstytucyjny, z pewnością rozeszłaby się na cały świat.
W odbiorze również opinii światowej znamię dyktatury, autorytarnego, wręcz totalitarnego rządu z pewnością przylgnęłoby do ekipy Tuska. Myślę, że mając tego świadomość, ta ekipa chyba trochę się zawahała, bo się tego boją. Zobaczymy więc, co zrobią.
W świat idzie nie tylko przekaz działań rządu Tuska, ale obraz Polski. Jak to, co wyczynia ekipa Tuska, może wpłynąć na postrzeganie Polski, na kwestie gospodarcze, na inwestycje, i czy łata dyktatorskich rządów nie odepchnie obcego kapitału od inwestowania w Polsce?
– Z pewnością działania ekipy Tuska fatalnie wpłyną na inwestycje, bo z jednej strony jest zła opinia obecnego rządu, obecnej władzy, a z drugiej strony rysuje się obraz Polski jako kraju niestabilnego, w którym nie warto inwestować. To jest przekaz fatalny, który może nas zatrzymać, a na pewno spowolnić nasz rozwój gospodarczy. Pewne jest też, że z tego, co dzieje się w Polsce, cieszą się nasi wrogowie czy konkurenci,
np. Niemcy, którym bardzo wadziły inwestycje, które podejmował i w praktyce już realizował rząd Zjednoczonej Prawicy. Mam na myśli Centralny Port Komunikacyjny, dalej port kontenerowy na wyspie Uznam w Świnoujściu, nie wiadomo też, co będzie z pogłębianiem Odry, co ma umożliwić rozwój żeglugi śródlądowej, czy z budową elektrowni.
Pomimo że Tusk ogłasza, że trwa analiza tych projektów, to jednak podejmuje się cały szereg decyzji, które wstrzymują te inwestycje bądź też utrudniają ich realizację, żeby nie powiedzieć, że mają zatopić ten strategiczny projekt dla Polski. Jak rozumieć przedłużenie terminu składania protestów w sprawie budowy terminalu kontenerowego na wyspie Uznam, co skrzętnie wykorzystują Niemcy, od razu składając protest. To wygląda na celowe, skoordynowane działania, na torpedowanie tych jakże ważnych dla nas inwestycji. Nic też dziwnego, że Niemcy te nasze inwestycje zwalczają, bo oni zwalczają wszystko, co ma wpływać na rozwój Polski. Przekop Mierzei Wiślanej też był im nie w smak, podobnie jak wiele innych inwestycji. Dlatego akurat Niemcom bardzo podoba się to wszystko, co dzieje się w Polsce, bo Polska w ich wyobrażeniu powinna być krajem biednym, zacofanym, a na dodatek ze słabo wykształconymi ludźmi. W ten niemiecki scenariusz akuratnie wpisuje się obecna władza, która zaczyna eksperymentować z polskimi szkołami. Słaby kraj, ze słabo wykształconymi, pełnymi kompleksów obywatelami, to raj dla Niemców, bo będzie od nich zależny pod każdym względem. Tusk realizuje taką politykę, ustawiając nas w pozycji neokolonialnej do Niemiec.
Jak długo „koalicja 13 grudnia” będzie robić takie rzeczy, czy jest kres tych bezprawnych działań szkodzących Polsce?
– Muszę przyznać, że w tym względzie nie jestem optymistą. Obawiam się, że ta władza, która zachowuje się tak, jakby Polskę miała na własność, sama się nie zatrzyma. Kadencja parlamentu trwa cztery lata i jesteśmy na początku tej długiej drogi. Wygląda na to, że rząd Tuska może rządzić całą kadencję. Prezydent Duda unika zdecydowanych posunięć, a przecież mógł spróbować
np. rozwiązać ten parlament. Sprawa budżetu jest przecież do dzisiaj niejasna i nie wiadomo, czy ten budżet, wobec niepełnej obsady Sejm, jest legalny czy nie jest. Jednak prezydent nie wykonał tego kroku, a jedynie post factum skierował ustawę budżetową w trybie następczym do Trybunału Konstytucyjnego.
Chcę też zwrócić uwagę, że spora część polskiego społeczeństwa popiera ten rząd, mimo że płyną bardzo niepokojące sygnały, iż np. od czerwca energia elektryczna podrożeje o 60 czy nawet 80 procent, również ceny gazu poszybują w górę, bo tarcze osłonowe, jakie wprowadził rząd Zjednoczonej Prawicy, zostaną zdjęte. Ponadto nie będzie już takiej waloryzacji rent i emerytur jak za rządów PiS-u. Również nauczyciele mają otrzymać, bo wciąż jeszcze nie dostali, podwyżki, ale znacznie mniejsze niż zapowiadał to Tusk. Lista niespełnionych obietnic jest jednak dłuższa i dotyczy braku kwoty wolnej od podatku, to samo dotyczy też kredytów dwuprocentowych dla młodych małżeństw, które zostały na dobrą sprawę tak ograniczone, że większość na nie się nie załapie. I tak długo można wymieniać, a mimo to popularność tego rządu utrzymuje się na wysokim poziomie.
Z czego to wynika?
– Ludzie kierują się bardziej przekazem telewizyjnym, „atrakcyjnością” wypowiedzi przedstawicieli tej władzy,
np. marszałka Sejmu, nie wnikając w ich sens
i merytorykę. Biorą pod uwagę opinie i komentarze
w internecie, liczbę laików, a nie realia. Te rządy mają charakter populistyczny i silnie liberalny – właściwie jest to neobalcerowiczowska polityka hamowania, tak jak w latach 90. Balcerowicz wstrzymywał podwyżki pensji, schładzał gospodarkę, tak podobnie dzisiaj rząd Tuska dąży do schłodzenia gospodarki, do obniżenia wypływu gotówki. To jest w zasadzie polityka prowadząca do zubożenia społeczeństwa, Polacy będą się stawać coraz mniej zamożni, będą realnie coraz mniej zarabiali. I choć wysokość płac w liczbach bezwzględnych się nie zmieni, to wartość nabywcza pieniądza będzie dużo mniejsza, bo po podwyżkach nośników energii wzrosną ceny. Być może wtedy w społeczeństwie nastąpi jakieś otrzeźwienie i ludzie zaczną się zastanawiać, w czyje ręce oddali władzę. Tak czy inaczej to jest długi proces, bo procesy polityczne są właśnie rozłożone w czasie. Dlatego tak jak już wspomniałem, wielkim optymistą w tym przypadku nie jestem.

